nadeszła już sobota……

 

Bardzo się cieszę, że tak licznie został wczoraj odwiedzony mój blog i serdecznie dziękuję za uważne jego przeczytanie.
Może ktoś powiedzieć, napisane z patosem, ale nie, ten wczorajszy mój wpis podyktowany był moim sercem, bo naprawdę bardzo tęsknię za moją Siostrą i często o Niej myślę, a wczoraj znów przeżywałam raz jeszcze ten tragiczny dla mnie dzień sprzed siedmiu lat.
Historia? Teraz już może dla niektórych tak, ale dla mnie to ciągle jest jeszcze teraźniejszość zawieszona w tamtym dniu, bo jak pisałam, wiele się od tego czasu dla mnie zmieniło. I chociaż staram się żyć normalnie, ale….. no tak ja nie będę latała po ulicy i wszystkich zanudzała, że dzisiaj wszyscy muszą się smucić, bo mamy 10 czerwca, moja rocznica jest tylko dla mnie i moich najbliższych, w odróżnieni od „bólu” niektórych, którzy akurat tę datę dziesiątego i to w dodatku każdego miesiąca wykorzystują do manifestacji swoich uczuć jest to według mnie  po prostu zwyczajnym nadużyciem pamięci o kochanej osobie.
Ja tylko wspominałam,  ból pozostawiając już w swoim sercu.
Zresztą nie wyobrażam sobie, żeby moja siostra, czy nikt inny przy zdrowych zmysłach nie kazał sobie budować pomników chwały.
To tylko pycha i własne EGO może powodować w człowieku takie idiotyczne pomysły. Właściwie to można powiedzieć, że Jarosław sobie buduje te pomniki, ważąc, że przecież on jest odbiciem lustrzanym swojego brata, w takim razie i jego oblicze pozostanie na zawsze w krajobrazie Warszawy.
Lenin wiecznie żywy, Jarosław wiecznie żywy, cóż za podobieństwo !!!!
Co prawda jego brat leży pochowany na Wawelu, dla niego pewnie tam miejsca nie będzie, już więc sobie szykuje mauzoleum w miejscu, gdzie wszyscy kiedyś jego doczesne zabalsamowane zwłoki oglądać będą. Brrrr, koszmar………. Kto wie, czy tak sobie właśnie Jarosław tego nie umyślał? Lechu w Krakowie, a ja tu, na samym środku Placu Konstytucji. W chorej głowie różne chore pomysły dojrzewają.
Dwa pomniki panie K.?, a czemu nie cztery, pięć, dziesięć…… im więcej Kaczorów pod Pałacem Prezydenckim, tym lepiej, będzie potem przynajmniej co burzyć.
Wczoraj znów Kaczyński obchodził miesięcznicę, to taka nowa, polska tradycja, znów o konieczności postawienia pomników plótł, a jemu wierni przyklaskiwali.
Ciekawe jak długo ta szopka jeszcze będzie trwała?

Jak już wczoraj pisałam dla mnie był to normalny dzień pracy i innych zajęć, więc przyznam miałam mało czasu dla siebie do rozmyślań, ale i tak w sercu ten wczorajszy dzień pielęgnowałam.
Rano, przed pracą, odwiedziłam panią Elę i panią Krysię, to znaczy pani Krysia  obcięła mi włosy, położyła nowy kolorek, a pani Ela zrobiła porządek z moimi stópkami.
Od razu lepiej się poczułam, chociaż przyznam, że ten zabieg do najprzyjemniejszych nie należał. Zacisnęłam więc zęby i poddałam się zabiegowi, w niektórych tylko bardziej bolesnych momentach mocno wbijałam swoje paznokcie w ręce, albo w nogę, którą podtrzymywałam, by wygodnie pani Ela mogła przy niej manewrować, a ja nie mogłam uciec. To już opracowana przeze mnie metoda, gdy ktoś robi ci coś, co zaboli, trzeba wbić paznokcie w swoją oczywiście rękę, wtedy ból dzieli się na pół i jest łatwiejszy do przejścia.
Dobrze, że po pracy Koleżanka Ania podwiozła mnie na przystanek autobusowy, zaoszczędziłam trochę czasu i uciekłam dosłownie na kilka minut przed burzą. No może przed burzą to trochę za wiele powiedziane, było zaledwie kilka nie groźnych grzmotów i błyskawic, ale dosłownie jakieś 10 minut po moim przyjściu do domu zerwała się niezła ulewa, pewnie i parasol nie wiele by pomógł i byłabym przemoczona do suchej nitki.
Co prawda miałam w planach zrobić po drodze jeszcze zakupy, na szczęście odłożyłam te plany na dzisiejszy dzień i dzięki temu suchą nogą dotarłam na miejsce.
Dzisiejsza noc nie należała do udanych, nad ranem, około czwartej, obudził mnie niesamowity ból nóg i rąk, nawet palce u rąk mi wyłamywało, musiałam wstać, aby zażyć Nimesil, potem na szczęście jeszcze na trzy godziny udało mi  się zdrzemnąć.
Ale patrzę za okno i……. no chyba i tym razem moje kostki się nie pomyliły, barometr własny działa poprawnie i na pewno ten dzień pogodnie się nie skończy, no, przynajmniej w Krakowie. Jest nawet ciepło, ale pochmurnie i „coś” wisi w powietrzu.
Chyba jednak się nie mylę???
Ale i tak wszystkim życzę pogody ducha na dzisiejszy sobotni, wypoczynkowy dzień. Wszystkiego dobrego!!!