nie będę, nie będę, nie będę i już

 

Nawet gdyby mnie ktoś kroił i solił nie wspomnę dzisiaj ani słowa o polityce  i już, tak postanowiłam.
Zresztą pewnie nie prędko do tego tematu wrócę, chyba, żeby mnie jakiś diabeł skusił 🙂
Ale to na pewno mu się nie uda, przynajmniej dzisiaj.

To jeszcze słowo do Ulki : dziękuję z góry za morską bryzę, ale umieść ją najlepiej w jakiejś butelce, dobrze zakorkowanej, by po drodze mi gdzieś nie uciekła:-)
No bo potem szukaj wiatru w polu……….
Jeszcze raz Uleńko wszystkiego dobrego na Twój wyjazd Ci życzę, wspaniałego odpoczynku, fajnego towarzystwa i samych milutkich chwil.
I na wakacyjne  pożegnanie jeszcze jedną różyczkę dla Ciebie zamieszczam:-) Tę możesz sobie na pamiątkę zasuszyć 🙂

A jak nie o polityce, to o czym będę pisała?
Oczywiście o pogodzie.
Wczoraj był bardzo cieplutki i słoneczny dzionek w Krakowie, podobno nie wszędzie był właśnie taki, ale późnym popołudniem zaczęło i u nas padać.
Jak to dobrze, że zdążyłam przed deszczem wrócić do domu, bo jak już się rozlało, to całkiem na poważnie i lalo chyba do północy. Nawet zastanawiałam się, jak to niby spełnić ma się dzisiejsza prognoza pogody, że niby ma to być taki piękny, gorący i słoneczny dzień, skoro tylko ciemne chmury po niebie wieczorem i w nocy ganiały, no i ten deszcz…..
Tym czasem rano niespodzianka: niebo nad Krakowem jest błękitne, bez najmniejszej chmurki i słonko od wczesnego ranka wesoło nam świeci.
A wiem to na pewno, bo dzisiaj wstałam już o 4 rano. Niestety przeciągi w domu spowodowały to, że mój kręgosłup szyjny zaczął okrutnie mi dokuczać, nawet godzinę wcześniej już mnie ból przebudził, ale udało mi się go wtedy oszukać. Niestety o 4 rano ból był już nie do wytrzymania, a ręce miałam ścierpnięte i omdlałe. Na całe szczęście przypomniałam sobie, że mam ten ręczny aparat do masażu i to z opcją rozgrzewania, szybciutko go sobie podłączyłam i porządnie cały kark i okolicę łopatek sobie wymasowałam, od razu lżej mi się zrobiło na ciele i duszy w związku z tym też.
Oznacza to jedno: ratuj się człowieku sam, bo na NFZ niestety nie za bardzo można liczyć. Najpierw musiałabym pewnie z miesiąc czekać w kolejce  do lekarza ortopedy ( o ile nie jest już na urlopie), który dałby mi skierowanie na masaże, a czas na ich oczekiwania pewnie też byłby około 2-3 miesiące.
O sanatorium już nawet nie wspomnę, bo już pisałam kiedyś, że najwcześniej mogę liczyć na przydział takiego leczenia za dwa lata. Tylko do tego czasu można się już całkowicie unieruchomić na amen. Pozostają jeszcze masaże prywatne, ale takich trzeba wziąć co najmniej 10, a każdy masaż kosztuje około 100 zł. ZGROZA!!!   A przypominam, że gdy zlikwidują NFZ, będzie jeszcze gorzej, gdyż finanse na nich będą czerpane z budżetu gminy, czy miasta, a  wtedy…. STOP, zaczynam wjeżdżać na niebezpieczny temat polityki, diabeł, a kysz, nie kuś!!!!
Na szczęście skierowanie do sanatorium może też wypisać lekarz pierwszego kontaktu, więc przy kolejnej wizycie nie omieszkam poprosić o takie skierowanie, potem go złożę tam gdzie trzeba  (ale nie wiem, gdzie najlepiej to zrobić, muszę się popytać) no i będę sobie cierpliwie czekała, aż przyjdzie na mnie kolej. Cierpliwość podobno wyrabia charakter 🙂

Kilka dni temu powróciłam do oglądania moich starych „zapasów” czyli filmów, które kiedyś ściągnęłam sobie na mój komputer.
Czasami są filmy, które chce się po prostu jeszcze raz, czy dwa oglądnąć.
Właśnie takim filmem jest Ojciec Panny Młodej z fantastycznymi aktorami : Dianą  Keaton i Stevie Martinem .
Ten film jest remakiem filmu z 1950 o tym samym tytule, z Joanne Bennett i Spencerem Tracy. Tamten film zresztą też kiedyś oglądałam.
Jest to taka wspaniała rodzinna opowieść o perypetiach ojca, który dowiaduje się nagle, że jego 22 leni ukochana córka wychodzi za mąż.
Dla niego Annie to wciąż jest jeszcze mała, nieporadna dziewczynka, którą trzeba się opiekować i nie wypuszczać z ramion, tymczasem ona wyrosła już na piękną, mądrą, młodą dziewczynę, która zakochana z wzajemnością w młodym, odpowiednim dla niej mężczyźnie, pragnie ułożyć swoje życie.
Film ten jest nakręcony w dwóch częściach, pierwsza opowiada o przygotowaniach do ślubu i psychicznym przeobrażeniu ojca, który wreszcie  rezygnuje ze swoich psychicznych  fanaberii i  godzi się na ten krok, a w części drugiej sprawa nieco się komplikuje, bowiem….. no nie, nie będę  o tym teraz tutaj pisała, pewno większość moich czytelników ten film już oglądała, albowiem wielokrotnie był powtarzany w TV i to przez różne stacje, a kto nie oglądał jeszcze, gorąco polecam.
Film jest bardzo sympatyczny, ciepły, rodzinny, no i oczywiście komediowy. Najlepszy na tę fantastyczną  porę roku.

I co mi jeszcze dzisiaj  pozostało?
Miłego czwartku życzyć. 🙂

No i dzisiaj mocno trzymamy kciuki za nasza drużynę, która na Euro 2016 dzisiaj gra z Niemcami.
Jak myślicie? Jak będzie?????????