mój zaczarowany świat


Za oknem piękna słoneczna sobota, więc pozwólcie, że zaproszę Was dzisiaj w mój wyimaginowany, spokojny, zaczarowany świat marzeń.
Nie będą to marzenia o wielkich pieniądzach (chociaż przypominam, że dzisiaj jest spora kumulacja Lotka), o wielkiej polityce, czy o zagranicznych wojażach.
Mamy przecież w Polsce tyle przepięknych zakątków, wręcz oazę spokoju, wystarczy przejść się wiosenną łąką, zachwycić kolorami maków, chabrów, czy bławatków, powdychać zapach trawy, posłuchać ptasich treli i bzyczenie os i pszczół.
Słyszycie to wszystko?
Zamykam oczy i znów mam 6- 7, a potem i nieco więcej  lat, jestem w Zawoi, tam właśnie jeździłam za czasów mojego dzieciństwa często z Rodzicami.
Idę przez piękną kwietną łąkę nad zimny, zawojski potok, gdzie rwąca i zimna bardzo woda z hukiem spada po  śliskich kamieniach. Trudno nawet zamoczyć stopy w tej wartkiej wodzie, stopy ślizgają się niebezpiecznie, a lodowata wprost woda parzy w stopy. Ale przecież to jest orzeźwienie dla ogrzanego gorącem ciała. Gdy cała zamoczę się w tym górskim strumyku najpierw gęsia skórka ogarnia całe moje ciało, ale po chwili już jest bardzo przyjemnie.
Górski strumyk ma to do siebie, że jest raczej płytki, pełen wystających graniastych, dużych kamyków, ale my znaleźliśmy miejsce, gdzie tworzy on niewielki wodospad, tam można się zamoczyć aż po uszy, a spadająca z górki woda tworzy wspaniały, acz lodowaty prysznic. Ale dla dziecka wcale ne jest to żadną przeszkodą, ono lubi przecież taką letnią swawolę.
A potem po kąpieli idę leśną dróżką wzdłuż płynącego strumyka na polanę, gdzie  nad drugą częścią strumyka rosną wspaniałe, olbrzymie łopiany, można nimi przykryć zbyt nasłonecznione części ciała. Z oddala słychać rechot żabek, a z wody dochodzi plusk przepływających rybek.
W takich górskich, zimnych strumykach pstrąg bardzo chętnie znajduje swoje miejsce, ale są i mniejsze, różnokolorowe rybki, przeskakujące ponad rozbarwioną tęczowymi kolorami kroplami wody.
No a potem te szalone zabawy z koleżankami i kolegami w podchody. W lasku tyle jest wspaniałych zakamarków, pełnych paproci, krzewów i liści, znakomicie za nimi można się kryć przed szukającą nas grupką dzieci.
A gdy zabawa się ta nudzi, idziemy na polankę, gdzie gramy w siatkówkę, czy zbijanego i tak zabawa trwa do późnych wiecznych godzin. Trudno nas zagonić potem do domu, nie ma czasu nawet pomyśleć o obiedzie, czy o podwieczorku, a biały wiejski ser, nie, nie ten  ze sklepu, ale „prosto od baby”, do tego zimne prawdziwe, nierozwodnione mleko, surowe, lub to zsiadłe, które stało w glinianym garnku w zimnej piwnicy, to już szczyt rozkoszy podniebienia.
Trzeba znów iść spać, by rano nie marnotrawić czasu, bo znów czeka nas czas zabaw, czas radości, a takim nawet może być pomoc tutejszym, zawojskim dzieciom w pasieniu krów, niech i one chociaz na chwilę oderwą się od swoich obowiązków i wesoło sobie pohasają. Hej Malina, Krasula, nie idź w szkodę!!!!! wołasz wesoło i pociągając za łańcuch sprowadzasz je znów na miejsce, gdzie mogą się paść.
Ech, te dobre, dziecinne czasy, te wspaniałe letnie przygody, często spędzane właśnie w Zawoi, a potem z Rodzicami wspólny wyjazd nad morze, do Jastarni, czasami do Sopotu,, czy do Międzyzdroi.
To już niestety się nie wróci w realu, to na zawsze pozostanie w mojej pamięci……

Następny tydzień będzie już uwieńczony zakończeniem roku szkolnego, znów dzieciaczki wyjadą nad morze, nad jeziora, czy na wieś, nie będzie obowiązywał ten nieszczęsny poranny budzik i nudne siedzenie w klasie.
Niech się cieszą więc tym radosnym czasem wakacji, później, jako starsze już osoby też będą wspominać, też jakaś tam Ewusia zasiądzie przed komputerem i w swoim blogu rozmarzy się o dawnych, przeszłych i beztroskich już latach.
A i wiele osób dorosłych też pomału zaczyna snuć wakacyjne plany, przyda się bowiem trochę czasu na oddech od codziennych obowiązków i trosk, trzeba trochę znów naładować swoje akumulatory, aby potem nabrać siły na następny trudny rok życia.
Ale o tym teraz nie myślmy. Cieszmy się wakacyjną wręcz pogodą, ciepłem i długimi dniami, które  już za niedługo znów zaczną być coraz krótsze , niestety.
Alei teraz właśnie przychodzi ten najprzyjemniejszy czas. Za kilka dni w Krakowie będziemy obchodzić dni naszego miasta, pod Wawelem znów zamieszkają smoki, a różnokolorowe sztuczne ognie rozjaśnią granat nieba . Młode dziewczyny spotkają się na brzegu Wisły i będą wrzucały uwite wcześniej przez siebie wianki, bacznie obserwując, której wianek pierwszy dopłynie do celu, ta pierwsza za mąż wyjdzie………..
Będą zapalone sobótki, wspaniałe iskry z ogniska pofruną prosto do nieba, a  oddali słychać będzie śpiew: Ej sobótka, sobótka, dzień jest długi, noc krótka……
Rozmarzyłam się dzisiaj trochę, nieprawdaż? Ale dlatego dzisiejszy blog zatytułowałam mój: Zaczarowany świat
Bo mimo, że już siwy włos na głowie, mimo, że tam i ówdzie „coś” strzyka, marzenia zawsze pozostają  jako słodkie we wspomnieniach z dobrych, przeszłych już lat.
Wspaniałej, cudownej soboty wszystkim życzę, pełnej słońca, radości i miłości wzajemnej do siebie.