osiemnastka……..


……czyli o tym, jak nasza mała Oleńka w dorosłą pannę Oliwię się już przemieniła.
No cóż, osiemnaście lat  jak z bicza strzelił.
A ja jeszcze pamiętam, jak z Magdą po malutką Olkę do żłobka nieraz przyjeżdżałam. Rozczulające wprost wspomnienia, gdy zaglądałyśmy do sali, gdzie przebywała, a Ona wraz z innymi dzieciaczkami na nocniku siedziała.
A potem jeździłam też z Magdą po Nią kolejno do przedszkola, do podstawówki, do gimnazjum…..aż nareszcie zaczęła uczęszczać do Liceum, tam już niestety towarzyszyłam Jej tylko myślami, a w przyszłym roku nasza mała Oliwka będzie maturę zdawała.
Dzisiaj przekroczyła już próg dojrzałości. Wiem, że bardzo czekała na ten dzień, bo chciała już się czuć w pełni odpowiedzialna za swoje życiowe kroki i sama o nich decydować. I chociaż pewnie nie raz, nie dwa przekona się, że to przebywanie w świecie dorosłych nie jest wcale takie łatwe i takie zawsze radosne, trzeba mieć wiele siły, aby rozwiązywać niektóre poważniejsze problemy, jednak to zdarzenie stało się już faktem i tylko teraz mogę życzyć Jej tego, o czym napisałam Jej na Face Booku, by zawsze była rozważna i cierpliwa i oby pasmo jej życia nie składało się z trosk i smutków, ale z samych radosnych i szczęśliwych chwil, spędzanych wśród przyjaciół zawsze Jej wiernych i życzliwych.
POWODZENIA W DOROSŁYM ŻYCIU OLIWKO!!!!!!!

Szukając zdjęć Oliwki z okresu dzieciństwa przeszukałam dość zasobny swój zasób swojego fotograficznego archiwum na Picasso i przy okazji pooglądałam i swoje zdjęcia sprzed lat, ja, potężna Ewa, ale zawsze pogodna, uśmiechnięta.
I doszłam do jednego wniosku: mimo, że tak wiele schudłam nadal cierpię na syndrom osoby otyłej, ta moja tusza nadal tkwi głęboko gdzieś w moim umyśle i trudno mi się tego obrazu z mojej głowy pozbyć. I chociaż przechodząc przez przedpokój spoglądam w lustro i widzę tę dużą różnice, ciągle nie dowierzam, że to jestem jednak ja. No cóż, skoro przez ponad 60 lat żyło się z syndromem osoby grubej, ba, nawet bardzo grubej, trudno teraz przyzwyczaić się do normalności. Na to też potrzebuję troszkę czasu……..
Ostatnio będąc na wystawie spotkałam koleżankę ze Związku Kynologicznego, która stwierdziła? Ewa to Ty? trudno Cię było poznać. No tak, odpowiedziałam, troszkę jednak schudłam. Troszkę?????? No troszkę, tylko 60 kilogramów.
Przecież to sporo, to jest waga jednej normalnej osoby, tak, jakbym na plecy wzięła kogoś z tą wagą i kazała ją nosić, czy dałabym radę?
Teraz pewnie już nie, ale kiedyś musiałam. Jak to dobrze, że jednak te złe chwile minęły, szkoda jednak, że tak późno, bo jednak pewne niedomagania , chociażby zmiany deformacyjne nóg, pozostały i już się nie poprawią na lepsze. Ale ogólnie mówiąc jest nieźle i chociaż nieraz zbuntowane  kiszeczki dokuczają, ale wiem, że równocześnie stają one na straży mojego zdrowia, na zasadzie: nie jedz już więcej, bo możemy Ci zaszkodzić.
No i dobrze, zawsze trzeba mieć nad sobą jakiegoś strażnika.

Podobno w przyszłym tygodniu czeka nas niezła, ponad trzydziestostopniowa kanikuła. Jak na razie pogoda dzisiaj jest umiarkowana, słoneczna, ale z lekkimi zachmurzeniami i delikatnym wiaterkiem, czyli to, co ja akurat najwięcej lubię.
Nie mniej życzę wszystkim przemiłej i spokojnej niedzieli, bez żadnych burzowych anomalii, które ostatnio są tak zdziwaczała, że potrafią przynosić duże straty.

Wspaniałego niedzielnego odpoczynku.

P.S. I znów nie zostałam milionerką, niestety ta wygrana poszła do kogoś innego 😦