podryw

 

Wczoraj w drodze z pracy do domu, w autobusie, podrywał mnie jakiś facet.
Zresztą, czy ja wiem, czy podrywał, ale wpatrywał się we mnie jak sroka w kość.
Facet był słusznego wzrostu no i trochę ponad słuszną wagę, na całe szczęście się nie ślinił.
I wszystko było by OK, gdyby nie zadzwonił jego telefon i gdy się facet odezwał, już wiedziałam, że to nie to, a zresztą chwilę później okazało się, że facet nie jest samotny,  bo tego kogoś przez telefon informował, że żona jest w domu i mu otworzy drzwi, zresztą chwilkę potem sam do żony zatelefonował, by poinformować ją o wizycie tajemniczego pana. No to już wtedy całkowicie odpadł w przedbiegach, chyba zdawał sobie z tego sprawy, bo już nawet przestał wlepiać we mnie swoje oczy, a za chwilę skorzystałam z okazji, że akurat zwolniło się gdzie indziej miejsce, więc się szybciutko przesiadłam.
Nie będzie mi tu jakiś nie wiadomo kto oczy we mnie wbijał.
A zresztą, po jaką cholerę mi jakiś chłop i to w dodatku obcy chłop i do tego żonaty chłop? To ja już wolę tego jednego, wypróbowanego, na którym, jak wiem, zawsze polegać mogę.
Ale przygoda była, nie powiem i to w dodatku w pierwszym dniu nowego tygodnia. I moje Ego zostało miło połechtane, no bo przecież nie jest jeszcze tak całkiem ze mną źle, skoro jeszcze mogę się komuś spodobać, prawda?
Pogoda była wczoraj zaiste dziwne, w kratkę Poprzedniej nocy i cały poranek porządnie padał deszcz, ale gdy wychodziłam do pracy pokazało się już słońce, tak, że suchą noga do pracy doszłam. Po południu znowu popadało troszkę, ba, nawet kilka razy zagrzmiało, znów wyszło słonko, więc zaczęłam szybciutko zbierać się do domu, bo nie wiedziałam, co mnie jeszcze czeka w związku z tą pogodą. Oczywiście ledwie wyszłam z przychodni, zaczął kapać deszcz i to tak, że musiałam otworzyć parasolkę, ale na szczęście znów padał niedługo, więc już spokojnie „na sucho” do domu dotarłam.
No to by było na tyle wczorajszych przygód.

A w ogóle to coraz ciekawiej w Polsce się dzieje, bo Kancelaria prezydencka zażądała, aby na  Światowy Dzień Młodzieży wybudowano  dwa trony dla pary prezydenckiej, przecież prezydent i jego małżonka nie mogą jak zwykłe pospólstwo siedzieć w tłumie, musi być  jakoś wyróżnione.
Tylko jakoś nikt nie wspomniał, jakie to piedestały w związku z tym będą budowali dla Prezesa Wszechświata, bo mniemam, że tym bardziej on nie będzie się chciał w oczach Ojca św z pospólstwem się mieszać, wszak to tylko ludzie gorszego sortu. Może jakąś wieże więc mu wybudują, a Franciszek po schodach oczywiście będzie się na nią wspinał, by udzielić Komunii Świętej bratu przyszłego świętego. Tylko czy Papież będzie tego godzien aby prawicę Kaczyńskiego uścisnąć i Komunią św obdarzyć jaśnie prezesa?
Może ktoś powie, że się czepiam, ale kto ma takie absurdalne pomysły jak PIS?
Takiego czegoś od czasu ostatniego króla Polski, Stanisława Augusta Poniatowskiego, czyli od XVIII wieku, jeszcze w Polsce nie było.
Ale skoro  PIS pisze historię na nowo, kto wie, czy nowym królem nie pozostanie Jarosław Polskę-Zbaw Bezzębny?
Wszak jest coś, co ich łączy, Stanisław August Poniatowski był jednym z twórców Konstytucji 3 maja, Jarosław też chce, aby powstała nowa konstytucja według jego koncepcji, oczywista oczywistość.
Widzicie, jak Historia się powtarza? Król Stanisław był współautorem Targowicy i zaprosił wojska carycy Katarzyny II, aby zrobiły porządek w Polsce, podobnież i Jarosław dąży, aby nasz kraj przeszedł pod opiekę wielkiego wodza Rosji, Putina.
A może ktoś jednak uwierzy w reinkarnację? może ten” Boży baranek” powrócił w wilczej skórze?
Dosyć politycznych dywagacji, bo na samą myśl bierze mnie obrzydzenie.

Wstał wszak piękny, słoneczny dzionek.

Po wczorajszych moich wieczornych, brzusznych ekscesach, łącznie z oblewającym potem i chyba następstwem tego był spadek cukru i dreszcze, wstałam całkiem, całkiem rześka, nawet zdążyłam sobie pranie zrobić, a potem go wywiesić, niech sobie spokojnie teraz schnie.
Jednak nie zawsze do końca uważam, co jem, ale niestety  menu, które mój brzuch toleruje jest coraz bardziej uboższe, coraz więcej rzeczy  z niego wykluczam, za niedługo pozostanie mi chyba tylko sucha, czerstwa bułka i ewentualnie twarożek.
Ale z drugiej strony to bardzo dobrze, przynajmniej na pewno nie przytyję.
Znów się czegoś nowego nauczyłam : kupne pierogi ruskie są dla mojego brzusia niejadalne. Zresztą też podobnie i smażone mięso, czy jajka sadzone, drożdżówki też są niejadalne,  z wypieków mogę zjeść co najwyżej obwarzanka, ale nawet domowe ciasto niestety też potrafi zaszkodzić, nawet nie wielki jego kawałek.
Kiszeczki bowiem mam delikatne, niczym niemowlaczek, z tym, że w przeciwieństwie do niego, mleka niestety też nie toleruję.
Wniosek? Wrodzone moje łakomstwo muszę bardzo dokładnie tępić. I tego muszę się trzymać!!!!

Życzę wszystkim przyjemnego i słonecznego wtorku, bo tak właśnie pięknie ten nam dzień się zapowiada.
Żadnych burz sobie w dniu dzisiejszym nie życzę.
No i oczywiście dzisiaj o 18-stej obowiązkowo zasiadamy przed telewizorem i kibicujemy biało – czerwonym w meczu z Ukrainą

Dodaj komentarz