Gdy ból dokucza….

 

Każdy ból jest bardzo dokuczliwy i przeszkadza w życiu, niestety w spaniu też.
Tym razem mam zapalenie nerwu splotu barkowego i cały czas promieniuje mi ból do łokcia i do dłoni. Pewnie wszystko to wina tych przeciągów, które ostatnio u nas panowały, a z którymi tak walczyłam. Niestety, dorwało mnie i już.
W nocy kilkakrotnie się budziłam, ale nad  ranem, koło czwartej, ból był tak nieznośny, że musiałam wstać, by zażyć sobie Nimesil.
Teraz widać lek już działa, bo jeszcze ciągle mam „prąd” w tej ręce, ale już jakoś da się wytrzymać. Może nawet jeszcze z godzinę uda mi się zdrzemnąć, a może nie?
Tak to już niestety jest, że w starszym wieku ciągle coś tam dolega, chociaż taki stan zapalny wcale nie musi być spowodowany wiekiem, właściwie bardziej nieuwagą, przez eksponowanie się w nieodpowiednim miejscu, tu akurat na linii przeciągu.
Jednak jeżeli ten ból się nasili, nie ominie mnie blokada, a gdy się wszystko uspokoi, postaram się przynajmniej o masaże okolicy kręgosłupa szyjnego. Przecież już sporo czasu od poprzedniego masażu minęło, najwyższa pora przynajmniej w taki sposób o siebie zadbać, skoro na razie wyjazd do sanatorium jest niemożliwy.
A potem?……… a potem to już doktor Glinka wszystko wyleczy, nie będzie już wtedy żadnych bóli.
Chociaż nie, bo gdy sobie kiedyś uzmysłowiłam, że nade mną kiedyś miałoby skrzypieć próchniejące wieko trumny, a robaczki miał „zaglądać” do  moich oczów, buzi i się nimi pożywiać, postanowiłam, że jednak wolę być spopielona. Najbliższa rodzina już wie, że taka jest moja wola i mam nadzieję, że do niej się dostosują. Odpowiednia melodia przy pochówku też już jest „zamówiona”, też rodzina została powiadomiona, ale dla przypomnienia ma to być Amazing Grace. Spróbujcie mi jej nie zagrać na moim pogrzebie, oj jak będę Was wtedy  straszyć co noc 🙂
Straszny temat, ale jakże niestety prawdziwy i niestety  jest to problem nie do ominięcia. Czy to się komuś podoba, czy nie, nikogo to zresztą nie ominie, nie ma na to żadnych szans, po prostu w odpowiednim czasie Kostucha przyjdzie i weźmie to, co jej się należy 🙂

Lecz precz smutki niech zginą, przynajmniej dzisiaj w kanikułowy piątek.
Wczoraj, gdy jechałam do pracy autobusem spoglądnęłam na termometr wiszący na Alejach i było na nim 34 stopnie Celsjusza, a gdy wracałam około 18 było tylko o 2 stopnie mniej. Dzisiaj i przez weekend ma być zresztą podobnie.
No nareszcie nie muszę narzekać, że jest mi ciągle zimno i nareszcie zdjęłam w domu z siebie ten okropny sweter.

Dzieciaczki dzisiaj cieszą się wielce, bo po raz ostatni idą dzisiaj do szkoły i zaczynają swoją dwumiesięczną labę.
No oczywiście nie wszystkie, bo te szkolne lesery będą musiały przygotowywać się podczas wakacji do egzaminów poprawkowych, niektórzy niestety będą musieli repetować klasę i w oślej ławce w przyszłym roku siedzieć.
Trudno, bo mieli by teraz czas na fan, ale jeże ktoś w ciągu roku sobie bimbał i komuś nie chciało się wtedy uczyć, teraz muszą za to zapłacić nauką, podczas gdy inne dzieci będą się bawić, dokazywać, pływać, gonić itp
Wcale mi tych leserów nie jest żal, mają za swoje. Żałować można jedynie te dzieci, które chorowały i nie zdążyły na czas nadrobić materiału.
Ale większość dzieci jednak zasłużyła sobie na ten radosny czas wakacyjny, więc życzę im samych pięknych, udanych i pełnych wesołych przygód wakacji

A wszystkim  Solenizantom, którzy mnie tu dzisiaj odwiedzą, Janinom i Janom wiele serdeczności na ten dzisiejszy dzień posyłam.
Wszystkiego najlepszego.

Wszystkim zaś życzę miłego piątku i miłego weekendu