zaopiekuj się mną :-)

Wczoraj, wracając z pracy zauważyłam pod drzwiami naszej bramy skrzynkę z kilkoma doniczkami kwiatuszków, na każdej z nich była karteczka: zaopiekuj się mną 🙂
Rozczuliło mnie to bardzo, sprawdziłam jeszcze tylko, czy rzeczywiście kwiaciarnia jest już zamknięta i można wziąć sobie kwiatka, czy będę musiała za nie jakąś niewielką opłatę wnieść. Ale w kwiaciarni nikogo już  nie było, najwidoczniej panie pracujące tam nie miały już miejsca dla tych kwiatków i wystawili na zewnątrz z nadzieją, że ktoś rzeczywiście ktoś się kwiatkami zaopiekuje, szkoda je przecież wyrzucać na śmietnik, prawda?
Co było robić, wybrałam sobie jedną małą doniczkę z kwiatkami, które najwięcej do mnie się uśmiechały i powiedziała im: nie martwcie się, zaopiekuję się wami na pewno. I w ten sposób mam w moim pokojowym ogródku jeszcze jedne śliczne kwiatuszki. Od razu zrobiłam im zdjęcie. Prawda, że są śliczne?
Mam nadzieję, że odpłacą mi się za opiekę tym, że pięknie będą sobie rosły
Kwiatki zawsze są wdzięczne i pięknie do nas potrafią się uśmiechać i przynosić radość.
I ja Wam dzisiaj przynoszę radość tymi pięknymi, niebieskimi maleństwami i wraz z nimi do Was się uśmiecham.

A dzisiaj polecam następny film dla Pań, albowiem one jak wiadomo są bardziej wrażliwe i lubią oglądać filmy o miłości. Może niektóre z pań preferują te filmy  z serii pif- paf, leżysz  martwym trupem też, ale dla relaksu i dla ukojenia wszelakich zmysłów, niepokoi i nerwów, warto sobie czasami filmowo pomarzyć.
A takim pięknym filmem , który oglądnęłam wczoraj, oczywiście na cda, jest właśnie ten, zatytułowany „Dla Ciebie wszystko”
Właściwie już sam tytuł filmu wiele o nim mówi.
Nie będę opowiadała treści, bo wtedy nie zachęciłabym, a raczej wręcz zniechęciłabym do oglądania filmu, bo co to za radość z oglądania, gdy już znasz fabułę? Powiem tylko tyle, że jest to historia miłości pewnej młodej pary, która przez złe zrządzenie losu niestety mimo ogromnej, wzajemnej miłości rozchodzi się. Po 21 latach znów spotykają się na pogrzebie wspólnego przyjaciela i na nowo  odżywają nie tylko stare sentymenty, ale  i wracają we wspomnieniach te złe chwile, które doprowadziły do rozłąki. Kiedyś rozłączył ich wzajemny żal i niezrozumienie pewnych faktów, teraz mają okazję to naprawić, ale…….
Właśnie, to jest życie, zawsze jest jakieś ale, które nawet wbrew naszej woli za nami wciąż się ciągnie.
Wspaniała obsada aktorska, może nie bardzo znanych, ale fantastycznie grających aktorów, wspaniałe plenery i ten cudowny nastrój filmu powoduje, że naprawdę ogląda się go z wielką przyjemnością.
Zastanawiamy się nieraz, czy życie jest serią przypadków, czy przypadki zdarzają się właśnie po to, by miały wywierać na nas pewien sposób zachowania, czy może w ten sposób wchodzimy na drogę przeznaczenia?
Także i ta para zastanawia się, co było przypadkiem w ich wspólnym spotkaniu, a także jaki wpływ miało na to, co się potem wydarzyło,  co było dla nich przeznaczeniem, które potem zaowocowało w pewne zaistniałe fakty. Właśnie tak się stało, bo to potem zawierało w sobie pewien ciąg zdarzeń, pewien sens , zawarty w historii  ich dalszych losów.
A czy nie przypadkiem było właśnie to moje dzisiejsze „spotkanie” na progu pod moją bramą tych cudnych kwiatków, a następnie natrafienie właśnie tak taki słodki i ciepły jak owe kwiatki film?
Jeszcze raz powiem, nie lubię filmów wojennych, gangsterskich, gdzie trup pada często i gęsto, bo z reguły nie cierpię przemocy, ani niesprawiedliwości, a każde zabijanie jest niestety gwałtem na drugiej osobie. Każdy ma prawo do życia, do spokoju, do miłości………Ktoś powie, że  preferuje filmy ckliwe. Jest to prawda, gdyż one mnie właśnie bardzo uspakajają, chociaż i w tym filmie są sceny związane z przemocą, na szczęście  nie pokazane aż w tak bardzo drastyczny sposób.
Ogólnie moja ocena tego filmu jest na szóstkę!!!! Gorąco polecam.

Przyznam, że w tym roku trochę zaniedbałam podglądania gniazda bocianów z Przygodzic, może dlatego, że bardzo długo nic ciekawego tam się nie działo, ale wiem, że samica złożyła cztery jajeczka, niestety jedno z nich uległo zniszczeniu. Wczoraj też tam zaglądnęłam i okazało się, że już wykluło się jedno bocianie pisklę, które mama bocianica pilnie ogrzewa, przy okazji czekając na następne swoje pociechy, a tata bocian sporo czasu spędza z nimi w gnieździe, nie mniej jednak wylatuje z niego, by szukać pożywienia dla swojej połowicy i tego narodzonego malucha.
Teraz postaram się codziennie tam zaglądać, czyli będę zabawiała się w Big Brothera, a raczej Big Sister, aby śledzić dalsze losy tej bocianiej rodziny. Na pewno podzielę się z Wami moimi obserwacjami.
Dzisiaj skoro świt pan bocian poleciał już na żerowisko, zostawiając osamotnioną rodzinkę, myślę, że zadba dla nich o dobre śniadanko.

Wczoraj moje stopy zameldowały mi o zmianie pogody. Na szczęście ranek jest pogodny, ale podobno popołudniu może nieco nam popadać.
Przecież moje nogi nigdy się nie mylą, a wczoraj ledwo z przystanku doszłam do pracy i od razu sięgnęłam po swój Nimesil. Jak to dobrze, że zawsze w torebce trzymam 2-3  saszetki tego lekarstwa na tak zwany wszelki wypadek. I co ciekawe, rzeczywiście po dosyć nawet krótkim czasie nogi przestały mi dokuczać i całkiem normalnie, bez żadnych bóli  mogłam podejść na przystanek.
Ostatnio wzięli się do remontowania przystanków autobusowych, więc nie ma ławeczki, gdzie można spocząć i spokojnie poczekać nawet dłuższą chwilę na autobus. Już na swojej trasie spotkałam kilka takich przystanków, kiedyś stałam na Krowodrzy, wczoraj na ul Prądnickiej. Jest to niewygodne, zwłaszcza gdy się ma przy sobie jakieś zakupy i dodatkowo trzeba je dźwigać. Na szczęście nie czekałam dłużej niż 10 minut, ale są takie pory dnia, że autobus tej linii jeździ co 20 minut i jeżeli akurat pokaże ci on ogon i ucieknie, bo ty nie zdążysz przejść przez ulicę, a ul. Prądnicka należy do bardzo ruchliwych ulic, czasami jest trudno przejść na drugą stronę, trzeba te nieszczęsne minuty odczuć na swoich stopach.
Ale w Krakowie wyraźnie poprawiła się kultura pośród kierowców, najczęściej zatrzymują się przed przejściem dla pieszych i ich przepuszczają, jednak trzeba bardzo uważać, bo tyle słyszy się ostatnio o potrąceniach i to nawet śmiertelnych wypadkach właśnie na zebrach,
Mam dwa takie newralgiczne przejścia bez świateł, na ul Piłsudskiego i właśnie na Prądnickiej . Jakoś dotąd udało mi się zawsze szczęśliwie przez nie przejść, chociaż przyznam, ze zawsze się denerwuję, gdy muszę przekraczać te ulice. Co prawda przy końcu Piłsudskiego są światła i tam mogłabym bez kłopotów przechodzić, ba nawet są to światła ze sygnałem dla osób niewidzących, ale jakoś po ostatnim moim upadku właśnie na tym przejściu mam złe skojarzenia.
Oj, teraz już naprawdę bardzo uważam, jak chodzę, te dziurawe i powykrzywiane chodniki doprowadzają mnie do szału.
Ale i w tej materii troszkę się zmienia, przynajmniej tu koło mnie w centrum, ostatnio nawet wymieniali powykrzywiane płyty pod moim domem. Pewnie wszystko to związane jest z nadchodzącymi Dniami Młodzieży, albowiem spora część uroczystości będzie się odbywała się na Błoniach, a nasza ulica tam właśnie prowadzi.
A nie mogliby tak przy okazji wyremontować chodnika na ul. Pielęgniarek, którą codziennie chodzę? Tam płyty są powybrzuszane i popękane na całej długości tej ulicy i naprawdę trzeba bardzo uważać, by się nie potknąć o wystającą szczerbę.

Oj tak nauczyłam się tylko biadolić, a tu trzeba życie za rogi brać i się nie przejmować.
Moja dzielna koleżanka Ula codziennie urządza sobie długie spacerki z kijkami i po drodze zahacza jeszcze o Fitt Park, gdzie dodatkowo ćwiczy.
Podziwiam ją, że ma na to jeszcze tyle siły, bo wiekiem jest zbliżona do mnie ( e tam, na pewno jest troszkę młodsza), a ma w sobie tyle energii i siły.
Ciągle w ruchu, ciągle gdzieś wyjeżdża, a ja tu na chodniki narzekam 😦
Owszem, mam nawet kijki, które kiedyś kupiłam, będąc w Busku, ale przyznam, że całkiem nie umiem z nimi chodzić, tylko mi przeszkadzają i co chwilę o któryś kijek się potykam. A zresztą jak mam z nimi chodzić do pracy, śmieszne by to wyglądało, a gdy już z pracy wracam, moje nogi są tak zmęczone, że już nawet nie myślę o żadnym dłuższym spacerze.
No masz, znów narzekam!!!
A jeżeli chodzi o dzielność, o której wspomniałam, wczoraj przeczytałam na Face Booku , że ta dziewczyna z Jastarni, o której już kiedyś w blogu wspominałam, wraz z grupą innych osób na wózku inwalidzkim zdobyła  Śnieżkę Załączyła zdjęcie, które z humorem skomentowała „Cool-awi w górach”. Brawo Marta!Jesteś dla mnie wzorem dzielnej kobiety, nie poddajesz się przeciwnościom losu, tylko wciąż przesz  naprzód. Kiedyś zadziwiła mnie serfując na desce, właśnie siedząc na wózku, ciągle gdzieś podróżuje, nie narzeka, zawsze ma uśmiech na twarzy, a wczoraj proszę, zdobyła Śnieżkę!!!!! A ja będąc w Karpaczu tej góry nie zdobyłam,  chociaż miałam jeszcze wtedy względnie zdrowsze niż teraz nogi. Ale gdy się ma 20 lat świat stoi wtedy otworem i nie ma przeszkód, które nie dałoby się pokonać.
No ale z drugiej strony ciężko wytargać na górę te około 130 kilogramów, prawda? Zasapałabym się chyba wtedy na śmierć.
Ale to już było i nie wróci więcej…..

Miłego dnia życzę wszystkim. Okropnie się dzisiaj rozpisałam, ale tyle na raz tematów do głowy akurat mi przyszło……….
Życzę słonka i radości na dzisiaj i następne dni.

zaszczyt

Co prawda jestem tylko duchową rebeliantką , albowiem moje zdrowie nie pozwala mi na  czynne branie udziału w manifestacjach KOD-u, ale jestem dumna z Polaków, że nie poddają się, że walczą o swoje prawa do demokracji. Gdybym tylko mogła chodzić, na pewno nie usiedziałabym wtedy w domu, bo moje serce rwie się podobnie jak kiedyś do walki o słuszną sprawę. Ba, tylko wtedy byłam te 30 parę lat młodsza…….nogi mnie tak nie bolały,, jak teraz.
A jednak rząd, a szczególnie Kaczyński, głęboko boi się tego narodowego buntu, skoro głośno i wyraźnie powiedział : „trzeba stłamsić tę rebelię”
Stłamsić? oj jakoś pachnie znów tamtymi czasami, gdy musieliśmy się przeciwstawiać komunizmowi i co paradoksalnie brzmi, nawet obaj bracia Kaczyńscy również w takim zwalczaniu niesprawiedliwości narodowej brali udział. Czyżby Jarosław już całkowicie nie pamięta  tamtych lat, czy po prostu robił to wtedy całkiem nieszczerze, byle by tylko potem mieć powód dorwania się do władzy, bo walka z komuną była świetnym jak widać dla niego kamuflażem no i  zarazem alibi, jak to on z komuną walczył. A teraz sam niestety swoją kaczą komunę wprowadza.
Przykre to, ale prawdziwe. Władysław Frasyniuk wprost powiedział Kaczyńskiemu : zdradziłeś ideały Solidarności, zdradziłeś Polskę i Polaków, zdradziłeś w końcu i swojego brata, który jednak całkiem  inaczej myślał niż on.
Czy oznacza to, że Kaczyński ma zamiar wprowadzić stan wojenny w Polsce, aby stłamsić niepokoje? Chyba teraz, gdy już jawnie zadarł z Unią i z USA nie będzie miał żadnych skrupułów, szczególnie, gdy ma przy swoim boku tak dzielnego dowódce wojsk, Macierewicza. Już tam coś  oni  obaj nowego wymyślają, pewnie  to jest kwestia kilku dni, może tygodni,  gdy jakaś polityczna, nowa  bomba ,przez nich przygotowywana  znów wybuchnie.
Kaczyński na pewno chce na siłę zamordyzm wprowadzić w Polsce, ale przy takich sojusznikach jakich ma, czyli przy Węgrach i przy Rumunach na pewno mu się to nie powiedzie, mając przeciwko sobie wszystkie inne potęgi  świata, mające rzeczywiście coś do gadania.
Zresztą najprawdopodobniej wcześniej, czy później  i Orban odwróci się od Kaczyńskiego, teraz na razie tego nie czyni, albowiem chce  już całkowicie Kaczyńskiego sobie podporządkować, co mu się już właściwie w dużym stopniu udało.
Paradoks polega na tym, że Kaczyński rzekomo wstaje z kolan przed Unią, ale pada na kolana przed Orbanem i przed Watykanem.
Chociaż papieża Franciszka nie mieszałabym do tych politycznych rozgrywek, jego poglądy są jak najbardziej zbliżone do narodów, a nie przeciw nim, ale niestety w Watykanie rządzi potężna siła finansjery, której Kaczyński wyraźnie poprzez uleganie naszemu Kościołowi w Polsce służy, gdyż jest to jedyna metoda, aby jak najdłużej utrzymać się przy pomocy poparcia Kościoła  przy sterach rządów. Kler jednak w Polsce ma bardzo duży wpływ na sposób pojmowania rzeczywistości, nawet, gdy jest ona sprzeczna z podstawowymi prawami człowieka. Bo jak można na przykład tolerować słowa jednego z biskupów, że kobieta powinna być uległa mężczyźnie, bo jest od niego troszkę gorsza? W czym gorsza? pytam. I jak my, kobiety na takie słowa mamy się godzić????
Jak można pozwalać na to, że wiele osób nie ma za co utrzymać swojej rodziny, podczas gdy niebotyczne sumy idą na utrzymanie Kościoła Katolickiego w Polsce? Z tym papież Franciszek na pewno się nie godzi, wręcz zwalcza takie postawy bogacących się kosztem innych księży.
Tylko co On powie, po wizycie w Polsce, gdzie łamane są przez Kościół wszelakie jego zalecenia w tym kierunku? Nasi księża na pokaz podczas Dni Młodzieży będą pokazywać swoją dobroć, swoją wiarę, którą natychmiast po wyjeździe Ojca św z Polski zaczną na nowo łamać?
Trzeba więc cierpliwie czekać na dalszy rozwój wypadków i cały czas trzymać rękę na pulsie.

Przyjdzie kiedyś dzień – gdy ta farsa skończy się
czas zapłaty za całe zło – My doczekamy, lecz nie wy,

Kończy się już niestety czas moich seriali. Dzisiaj będzie puszczony ostatni odcinek  „M jak miłość”, jutro przerywają na czas wakacji „Na dobre i na złe”, a w czwartek będzie puszczony ostatni odcinek „Klanu”
I znów bryndza będzie przez całe wakacje, co najwyżej jakieś stare powtórki, wiele razy odgrzewane już „kotlety”
Fakt, raczej nie oglądałam TVP z wyjątkiem właśnie tych seriali, teraz będę musiała czekać z oglądaniem ich do końca sierpnia, lub do początku września., czyli bardzo, bardzo długo.
W takim razem  jedynym wyjściem jest znalezienie sobie czegoś „zamiast”
Na szczęście można oglądać sobie jakiś film na Iptaku, czy na cda i czas wakacyjny jakoś zleci.

Dzisiejszy poranek wstał raczej chłodny i przez cały dzisiejszy dzień, mimo świecącego już od rana słoneczka temperatura nie będzie nas rozpieszczać.
Ale i tak życzę super przyjemnego wtorku.

każda niedziela ma kiedyś swój koniec

Ale nic nie szkodzi, jeszcze tylko kilka dni i znów będziemy mieć piątek.
Ciekawe ile tych piątków, sobót i niedziel jeszcze przede mną?
Może wychodzę na jakiegoś leniucha, skoro wyczekuję już następnego weekendu, ale nic podobnego
Bardzo dobrze, że jeszcze po drodze są zupełnie normalne dni, które w pewnym sensie, obojętnie dobrym, czy gorszym, uzupełniają nasze życie.
A jak spędziłam ostatni weekend? Nic specjalnego, co godne jest opisania nie zdarzyło mi się w te dwa ostatnie dni tygodnia, no może tylko poza odwiedzinami, w sobotę, jak już pisałam był u mnie z wizytą V.I.P , a wczoraj przyjechał do mnie, oczywiście na swoim motorze Maciek.
Nie cierpię motocykli, nawet nie to, że nigdy w życiu bym na niego nie wsiadła, ale zawsze bardzo się denerwuje, gdy ktoś mi bliski nim podróżuje, obojętnie, czy tylko w okolicy Krakowa, czy jedzie nim, tak jak ostatnio właśnie Maciek, gdzieś daleko, nad morze.
Niech mi ktoś powie, że jest to podróż bezpieczna i tak nie uwierzę. Nie darmo motorzystów  nazywają dawcami narządów.
Ale niestety, nie mam aż takiej siły perswazji, żeby Maćka od tego pomysłu odciągnąć, mogę co najwyżej tylko się podenerwować i trzymać kciuki, by szczęśliwie dojechał tam, gdzie zamierza.
Już słyszę jego głos, jak mi odpowiada na to moje stwierdzenie „oj tam, oj tam”, ale co poradzę na to, że właśnie takie, a nie inne zdanie na temat podróżowania motocyklem posiadam?
Zresztą ostatnio nie jestem entuzjastką żadnych podróży, nie wiem, czy to przeczucie jakieś czy co, ale na samą myśl, że mogłabym gdzieś wyjechać strach mnie ogarnia. Do tej pory nie podchodziłam aż tak rygorystycznie do tego tematu, ale im człowiek starszy, tym więcej rzeczy się obawia.
Wczoraj rozmawiałam z koleżanką, która właśnie spodziewa się skierowania do sanatorium gdzieś nad morzem. Namawiała mnie, że powinnam złożyć papiery, tym bardziej, że bardzo, bardzo dawno temu korzystałam z takich dobrodziejstw, a na przyznanie sanatorium i tak czeka się około 2 lata.. Ale gdy pomyślałam sobie, że tyle godzin musiałabym spędzić w pociągu, od razu ochota na taki krok mi odeszła. Pewnie, mogłabym złożyć papiery gdzieś bliżej, na przykład na oddział rehabilitacyjny w Zakopanem, czy w Busku Zdroju, albo jeszcze gdzieś indziej, niedaleko Krakowa, ale jednak nie, w Krakowie jest mi najlepiej i już. Zresztą ten termin oczekiwania jest dla mnie nie do przyjęcia, a w przyszłości może być nawet gorzej.
Na pewno przydałoby mi się wziąć kilka zabiegów, zwłaszcza na ten mój obolały kręgosłup szyjny, z którego ból promieniuje mi do rąk i robią się one zdrętwiałe, a czasami w trakcie dnia czuję w ramionach silne omdlenie, tak, jakby ręce stawały się bezwładne. Na szczęście po krótkim czasie ten stan omdlenia mija i wszystko wraca do normy. Ale czuję, że cały kark  jest u mnie jednym zbitym mięśniem, który należałoby masażami trochę rozluźnić, przynajmniej na pół roku miałabym względny spokój z rękami, bo nieraz zdarza mi się, że mam tak zgrabiałe palce u rąk, że nawet guzika nie mogę zapiąć.
Zresztą i na pozostałe części kręgosłupa też masaż by się przydał, już nie mówiąc o zabiegach na moje stopy.
Nie wiadomo jak będzie  wyglądała sprawa sanatoryjna w przyszłym roku, gdyż PIS zamierza zrezygnować z NFZ, a wtedy całe leczenie pacjentów, więc i w tym leczenie sanatoryjne, przejdą w ręce wojewody danego miasta, czy innych władz administracyjnych województwa, czy powiatu.
Czarno to widzę, bo wiadomo, jeżeli cały budżet opiewający na dane województwo będzie umieszczony w jednym worku, na pewno okaże się, że  lecznictwo nie będzie wcale priorytetem,  ba,  przeznaczone na niego funduszu bardzo łatwo będzie można będzie przekierować na inne cele, aby załata tak zwaną dziurę budżetową. A niestety to zaowocuje tylko jeszcze większym deficytem w lecznictwie, wydłużeniem kolejek i brakiem dostępu do niektórych świadczeń, które jednak w tej chwili Narodowy Fundusz udostępniał. Kto wie, czy w takim razie nie obetną w ogóle lecznictwa sanatoryjnego i uczynią go tylko leczeniem pełnopłatnym? Wszystko jest możliwe, tym bardziej, że dzisiejszy rząd znów obiecał budowę mieszkań plus, na którą wcale nie mają zabezpieczonych funduszy, gdzieś je po prostu trzeba będzie znaleźć. A gdzie? najlepiej zaoszczędzić na emerytach i  właśnie na lecznictwie.
No cóż, mamy to, co wybraliśmy, czyli dobrą zmianę. Jak na razie w obietnicach, no może z wyjątkiem 500 plus dla dzieci, ale i tak nie do końca jest ta reforma przeprowadzona, jak obiecywali, no i już się mówi o braku zabezpieczenia funduszy dla niej na przyszłe lata.
A teraz możemy tylko spodziewać się wszystkiego gorszego, czyli sięgania do naszych portfeli, bo gdzieś pieniądze na wymysły rządu znaleźć się muszą, a niestety nie jesteśmy na tyle bogatym krajem, aby sięgnąć po zasoby, które posiadamy, a raczej właśnie ich  nie posiadamy i tu jest cały szkopuł w tych reformach.
Kto wierzy w pisie bajki, a znam takich kilka osób, którzy zachłysnęli się ustawą 500 plus , a ostatnio obietnicą budowania  mieszkań plus, niestety szybko  i gorzko  się rozczaruje, realia okażą się o wiele mniej bajkowe, bo ciągłe sięganie do kieszeni powoduję, że staje się ona w końcu pusta. Już ja tam świetnie wiem coś na ten temat.
To może jednak powinnam się zmobilizować i spróbować złożyć to podanie o sanatorium, póki jest to jeszcze możliwe?????
Za dwa lata różne różności przydarzyć się wszak mogą.

No dobra, poniedziałek wstał rzeczywiście śliczny, słoneczny, o prawie bezchmurnym niebie, może dzisiaj żadne burze nam nie zagrażają? Ani te atmosferyczne, ani te życiowe, czego wszystkim na dzień dzisiejszy życzę.

sobota, sobota….

Dzisiaj mamy bardzo ważną sobotę, 4 czerwca rocznicę wyzwolenia się od komunizmu, po pierwszych wolnych wyborach przeprowadzonych właśnie 4 czerwca 1989 roku.
Tylko dlaczego PIS i prawica nie szanuje tego święta i nie chce go obchodzić? PAD specjalnie na ten dzień wymyślił sobie wyjazd do Włoch i będzie zwiedzał Neapol.
Rzecznik rezydenta Dudy (chyba miało być prezydenta, ale czy on nim na pewno jest?) Marek Magierowski uważa, że nie ma czego świętować, „bo były efektem nie do końca uczciwego porozumienia”. Słusznie, po co było w 1989 r. obalać PRL, skoro teraz Kaczyński, Duda i  PiS muszą go tak pracowicie odbudowywać?

Włos się na głowie jeży.
Za to dzisiaj w Warszawie  odbędzie się Wielka Manifestacja Wolności, organizowana przez KOD, czyli przez garstkę wrogich Polsce ludzi drugiego sortu.
I znów ta garstka przerodzi się w miliony……

Nie oglądałam wczoraj Opola, ale Kuba Sienkiewicz dołożył do swojego przeboju Kiler kilka zwrotek, krytykujących obecną władzę, ten występ dostępny był na stronach Gazety Wyborczej, niestety, po krótkim czasie cenzura tę stronę usunęła. Zupełnie jak za dobrych PRL-owskich czasów, coś się nie podoba, usunąć.
A Kuba śpiewał  kpił sobie tam całkiem dobrze :..

Już tylko Kiler, Polska w ruinie, same zakręty, Kiler wyklęty, na dobre zmiany kiler skazany …..

Musiało chyba ze złości Kurskiego dobrze pokręcić, że dopuścił Kubę na scenę. No dobrze, strona usunięta, ale kto występ w TVP usłyszał, to usłyszał, pewnie w sieci na YouTube, albo gdzie indziej jeszcze będzie można to odnaleźć, jako następny symbol odzyskiwanej wolności, bo właśnie od satyry na rządy PRL-u wszystko się kiedyś zaczęło.
Tylko pytam w dniu 4 czerwca 2016 roku:  CZY MY NAPRAWDĘ MAMY DOBRĄ ZMIANĘ???????

Życzę miłego świętowania tej soboty, obojętnie na polityczne zapatrywania, bo jednak nie wszyscy muszą myśleć tak jak ja,
Ale ostatnio nawet znanej blogerce Katarynie, która nota bene od czasu do czasu odwiedzała i mój skromny blog, dostało się nieźle po uszach od hołubionej przez nią prawicy za krytykę, której nieopatrznie, a może i świadomie się podjęła.
Może to oznaczać, że Kataryna przejrzy na oczy i przejdzie na dobrą stronę mocy?

Raz jeszcze życzę miło spędzonej soboty, a ja czekam dzisiaj na mojego gościa, Maćka, który zapowiedział się na południowa kawusię.

Z ostatniej chwili: odlazł się  w sieci wczorajszy występ Kuby Sienkiewicza Polecam

https://youtu.be/dDfrW-S3jfw







 

many, many, many, many

 

tłumaczenie utworu ABBY money, money, money

Haruję całą noc, haruję cały dzień
Aby opłacić rachunki
Czyż to nie jest smutne?
I wciąż wychodzi na to, że
nie zostaje ani grosza dla mnie
Jaka szkoda
W marzeniach snuję plan
Gdybym miała bogatego faceta
Nie musiałabym wcale pracować
Wydawałabym kasę i dobrze się przy tym bawiła

Forsa, forsa, forsa
Musi być fajnie
W świecie bogaczy
Forsa, forsa, forsa
Słońce zawsze świeci
W świecie bogaczy
Aha, aha
Tyle bym zrobiła
Gdybym miała więcej kasy
To świat bogaczy
To świat bogaczy

Takiego mężczyznę jest trudno znaleźć
Ale nie mogę przestać o nim myśleć
Czyż to nie jest smutne?
A gdyby się zdarzyło, że taki byłby wolny
Założę się, że nie zechciałby mnie
Jaka szkoda
Więc muszę wyjechać
Do Las Vegas albo do Monako
I wygrać majątek w grze
A moje życie już nigdy nie będzie takie samo

Forsa, forsa, forsa
Musi być fajnie
W świecie bogaczy
Forsa, forsa, forsa
Słońce zawsze świeci
W świecie bogaczy
Aha, aha
Tyle bym mogła zrobić
Gdybym miała więcej kasy
To świat bogaczy
To świat bogaczy

Ano właśnie, gdzie  jest ten świat bogaczy????
Bo mnie niestety ten świat nie dotyczy, no tak, niestety!!!!!
A zresztą, każdy w pewnym sensie ma takie kłopoty i każdy w pewnym sensie żyje na kredyt.
Nie tylko w Polsce, przecież w USA, czy innym zachodnim kraju chyba tylko kloszardzi nie posiadają konta bankowego, z którego by mogli czerpać spłacać, czerpać, spłacać i tak w kółko. Na tym właśnie opiera się bankowość, ja, bankier,  pożyczę ci  te many, many, ale ty musisz mi  oddać je  z naddatkiem, a Ja na tym oczywiście zarobię, bo jestem bankierem i te many, many posiadam. Tylko żeby oddać z naddatkiem, trzeba znów się zapożyczyć  i jakoś się to wszystko kręci. Tylko do tego trzeba mieć naprawdę silne nerwy i nauczyć się z tym żyć.
Niestety, ja jakoś nie bardzo potrafię, bo każdy zaciągnięty dług przyprawia mnie o zawroty głowy i o palpitację serca.
Wielu Polaków nauczyło się już żyć na kredyt, bo tylko w ten sposób można w tej chwili na przykład kupić mieszkanie, czy jakiś inny, nawet nie największy przedmiot codziennego użytku. Ale jednak nawet w takiej sytuacji trzeba sobie zadać pytanie : czy mnie na to jest stać?
Bo przecież czekać na cud, czyli na wygraną w lotka nie ma jednak sensu. To tylko bajki dla mniej, lub bardziej grzecznych dzieci.
Że co?, że ktoś jednak wygrywa? Ale czy na pewno? Rozglądnijcie się, czy kogoś takiego znacie? Owszem, trójkę, czwórkę to nie jest trudno trafić, samej mi się to zdarzało, ale już z piątką są trudności, nie mówiąc o szóstce, a co dopiero o kumulacji!!!!!
Oj, gorzkie są dzisiejsze słowa w moim blogu, gorzkie, ale jakże przecież życiowe?
No dobra, pieniądze, czy ich brak to nie jest dobry temat na piątkowy, prawie już relaksowy dzień.
Tym bardziej, że pogoda nas też nie dopieszcza, więc po co się jeszcze dodatkowo dołować?
Ja jakoś dać sobie radę muszę, zwłaszcza, że jestem solo, ale co mają powiedzieć ci, którzy mają na głowie utrzymanie całej rodziny?
Z dzisiejszych moich rozmyślań wyciągam tylko jeden bardzo ważny wniosek : muszę wprowadzić w swój życiorys wielkie oszczędzanie.
I już nawet mam kilka pomysłów, ale na razie o nich nie piszę, muszę je dokładnie opracować i powoli wdrażać w życie.

To może słowo o pogodzie? to taki przecież bezpieczny temat.
Wczorajszy dzień był okropny, przynajmniej w Krakowie, bo w Warszawie,  w Gdańsku, czy w Poznaniu podobno nawet świeciło słonko.
U nas niestety nie było co prawda bardzo chłodno, były momenty, że temperatura oscylowała w granicach 18 stopni, ale za to przez cały dzień lał deszcz. Owszem, były malutkie przerwy, gdy nie padało, a tylko siąpiło, żeby znów przejść zaraz  w regularne opady i to nawet dosyć obfite.
Oczywiście wczorajszy dzień musiałam „opłacić” Nimesilem, bo bez niego chyba nigdzie bym nie doszła, a tak pomalutku, bo pomalutku, ale jakoś do tuptałam na ten przystanek.

W dodatku na krawędzi lewej stopy zrobił mi się ohydny odcisk, który przy każdym moim kroku świdrował olbrzymim bólem w moim mózgu, podobny mam też i na prawej stopie, tuż pod palcami, tak, że wszystkie kroki niestety są powiązane z  bardzo nieprzyjemnymi doznaniami.
W przyszłym tygodniu muszę odwiedzić panią Elę, moją pedicurzystkę, która znów zrobi porządek z moimi stopami i na pewien czas będę miała spokój. Jak widać, te moje dolegliwości nie są powiązane wcale z moją tuszą, bo przecież jednak schudłam te 60 kilogramów, ale z moimi zmianami zwyrodnieniowymi, przez które mam złe ułożenie stóp podczas chodzenia, mimo bardzo wygodnych butów. Przy nieregularnym obciążeniu stóp niestety modzele i odciski muszą się robić. I na to nic już nie poradzę .
Muszę jednak  chodzić i to jest też sposób na rehabilitowanie moich nóg no i na rehabilitację całego mojego ciała. Może powinnam robić większe spacery, ale czasami naprawdę ból jest tak uciążliwy, że mam prawie łzy w oczach.
Wracając jeszcze na moment do mojej wagi, o której już dawno słowa nie pisałam, sama się wczoraj zdziwiłam, gdy dokonałam jej nowego pomiaru. Dawno już się nie ważyłam, teraz robię większe odstępy w tym kierunku, żeby za bardzo się nie stresować, gdy waga ma jakieś wahnięcia 2 kilogramowe w tę, czy w drugą stronę.
Ale nigdy, uwierzcie mi nigdy, nawet w najśmielszych marzeniach, nie przyszło mi do głowy, że będę kiedyś ważyła 75kg . Ktoś może powie, to jeszcze sporo, owszem, ale nie dla kogoś, kto ważył nie tak jeszcze dawno temu 135 kilogramów, to jest jednak niebywałe zjawisko i spory sukces.
Co prawda według wskaźnika ciała BMI wciąż jeszcze mam nadwagę, ale to nie jest to samo, co kiedyś, gdy miałam otyłość skrajną.
To okropne słowo OBESITAS !!!!! wrr, jak ja go nie cierpiałam, a niestety ono wciąż się za mną wlokło. Na każdym skierowaniu do sanatorium, czy do szpitala, na każdej karcie wypisowej ze szpitala czy z sanatorium to obrzydliwe słowo królowało na pierwszym miejscu, jako moje najważniejsze schorzenie.
Na całe szczęście już ono mnie nie obliguje. I chwała Bogu!!!
Teraz musiałabym jeszcze  schudnąć jakieś następne 8 – 10 kilogramów, żeby uzyskać wagę prawidłową, ale w sumie po co? Wcale nie jest źle, a kto wie, co jeszcze by się wtedy za choróbsko do mnie przyplątać mogło? Więc pozostanę na tym, na czym jestem obecnie, zawsze sobie ten 2 kilogramowy margines pozostawiając. W moim przypadku nie jest to wcale trudne, bo żołądek sam sobie reguluje ilość i częstość posiłków, więc nadmierne jedzenie mi nie grozi, nie pozwoli na to ani żołądek, ani moje jelita, które natychmiast podnoszą bunt.
Ale o to przecież w tej całej mojej operacji bariatrycznej chodziło.
Najważniejsze, bym panowała nad swoim cukrem, który się ostatnio troszkę rozhulał i pamiętała o regularnym zażywaniu lekarstw krwiotwórczych, zwłaszcza żelaza, żebym znów nie musiała wylądować w szpitalu na przetaczaniu krwi. Właśnie a propos, w przyszłym tygodniu idę do przychodni znów zrobić badania, no a potem, około 10 czerwca muszę pamiętać o następnej iniekcji Witaminy B12.

10 czerwca…….znów ten dzień niebawem nadejdzie, jakże bardzo smutny dla mnie i dla Magdy i dla Maćka i pewnie dla Marcina, dzień, w którym 7 lat temu opuściła nas moja ukochana siostra Ania, a ich ukochana Mamusia.
Ale o tym napisze w stosownym czasie.

No to dzisiaj wstał sobie piątek, a jaki? Spoglądam za okno i………..

Dzisiaj jest może o tyle lepiej, że nie pada deszcz, no na razie nie pada, ale kto wie, co się  jeszcze zdarzyć dzisiaj może? Na razie jest pochmurnie i nijako.
Słonko, gdzie jesteś????

 

Życzę udanego dnia i żeby weselej się troszkę zrobiło po moim nieco przygnębiającym blogu ślicznego kwiatka dołączam

Kolorowo

…….. u nas błękit, u nas fiolet, u nas dole i niedole
ale zawsze kolorowo jest wśród nas……..

Witam słowami Maryli Rodowicz z niezapomnianego przeboju „Jadą wozy kolorowe”.
Ach, co to był za przebój….. Maryla była taka młoda, ja byłam taka młoda i młodość szumiała w mym sercu, w mej duszy…….
A teraz co z tego pozostało? Chyba tylko wspomnienia, ale miłe wspomnienia.
Gdy tak patrzę na zdjęcia zamieszczane przez moje koleżanki na Facebooku, ich piękne ogrody i balkony pełne kwiatów, świat od razu staje się weselszy i bardziej kolorowy.
I tak sobie nieraz mylę, czemu to ja nie mam takiego domku z ogródkiem…… tylko ile trzeba się w takim ogródku napracować wie ten, kto go posiada. Codzienne plewienie, podlewanie, już nie mówiąc o czasie zasiewu nowych roślinek, a tu masz, przyjdzie jakiś jeden huragan, czy grad i wszystko w niwecz obróci.
Ale samo przebywanie w takich różnych odcieniach tęczy koi nerwy człowieka, sprowadza na niego spokój no i przede wszystkim radość, że tak pięknie wszystko wokoło rośnie.
Wczoraj przechodziłam koło mojego krzaczka bzu, rosnącego koło mojej przychodni.. Smutno mi się zrobiło, pozostały już tylko resztki zwiędniętych kwiatów i tak mu rzekłam : do zobaczenia za rok, znów nam wtedy pięknie zakwitniesz i znów będę mogła Cię fotografować. Tak właśnie wygląda przemijanie, coś ulega już zniszczeniu, na to miejsce przychodzi czas na całkiem nowe kwiaty i tak ten cykl aż do późnej jesieni się ciągnie.
Za to  zachwyciłam się zapachem małych białych goździków, które były na straganie przed  sklepem warzywnym koło przychodni. Ten zapach  był taki intensywny, taki słodki, aż do zawrotu głowy doprowadzał. Czujecie tę piękną ich woń?????

Jak to dobrze, że przyroda nie przemija tak całkowicie, jak człowieczy los………
A dzisiaj niestety nie jest już tak pięknie jak wczoraj, od rana szarość nad Krakowem panuje, na szczęście deszcz nie pada, ale jest chłodno.
Wczoraj burza dwukrotnie mnie straszyła, raz, gdy szłam do pracy słyszałam kilka jej pomruków, podobnie było, gdy z pracy wychodziłam, ale na szczęście nigdzie w drodze, ani potem mnie nie doścignęła.
Dzisiaj, przy tym chłodzie raczej kłopotów z burzami nie powinniśmy mieć, ale tak przynajmniej jeden, dwa promyczki słonka mogły by się pokazać.
A tak znów trzeba się poranną kawą od znużenia ratować.

Ale życzę wszystkim udanego czwartku, bo to jest już przeddzień następnego naszego weekendowego odpoczynku.
Może na weekend nam troszkę się wypogodzi?
Planuję w ten weekend dokonać nowego zakupu, to znaczy telewizora, bo ten stary niestety już całkiem zrobił kaput.
A bez telewizji świat nie jest jednak tak bardzo kolorowy…………
Jak to dobrze, że ktoś wymyślił system ratalny. Właściwie prawie wszystko kupuje się na raty, albo na kredyt, tylko potem niestety trzeba to wszystko jakoś spłacić.
Cześć!!!

Chociażby

Chociażby nie wiem w  jaki wielki  dół wpadła, na pewno nie zapomnę o naszej środzie Ulu
Tak bywa, że czasami człowiek nieco gorzej psychicznie się czuje i jakoś musi się z tego wylizać,  dzisiaj wyraźnie mi  pomogło spotkanie z Tobą i dlatego dzisiaj moja różyczka ofiarowana Tobie jest otoczona pięknymi, pachnącymi konwalijkami.
Takie dwa w jednym, nawet nie tylko  dwa, bo tych konwalijek jest kilka, każdy ich  dzbanuszek z całuskami  dla Ciebie posyłam.
Przyrzekam Ci Ulu, że postaram się jak najszybciej pozbierać jakoś, bo nie ma nic gorszego niż stresy, którego człowieka obsiądą.
Dlatego trzymaj za mnie kciuki, zawsze po gorszych dniach przychodzą te lepsze, ja głęboko w to wierzę, a przy Twoim wydatnym  duchowym wsparciu na pewno mi się to uda.
Serdecznie Cię Ulu pozdrawiam i serdeczności do Poznania przesyłam. Promyczki słoneczne też, bo u nas już od rana pełno słonka na niebie 🙂

A po burzy przychodzi słońce.
Wczoraj burza nieco dokuczała w Małopolsce, no może w samym Krakowie nie była taka straszna, ale za to już w całkiem niedaleko położonej od Krakowa  Modlnicy narozrabiała całkiem nieźle, zrzucając grudki  gradowe, które poniszczyły roślinki. Wiem to z opowiadań Magdy i całe szczęście, że mnie wtedy akurat w Modlnicy nie było, bo boję się, jak już pisałam, piorunów, zwłaszcza takich, które niszczą sprzęt elektroniczny.
Ile razy można kupować nowy telewizor, czy nowy komputer, które zniszczone były przez przepięcie na wskutek burzy?
Jednak burza to straszny żywioł, nie do opanowania, posiada tak silny potencjał, który niszczy jednym grzmotem nieraz dobytek wielu lat.

Ale i  ja mam nowy problem, pewnie będę musiała kupić nowy telewizor, ten, który mam już sporo lat niestety  już całkiem się psuje, pomimo, że to nie  burza go nie zniszczyła, co chwilę obraz się wyłącza, pozostaje tylko fonia. Co prawda po wyłączeniu i złączeniu na nowo znów obraz powraca, ale na niedługi czas, co denerwuje okropnie przy oglądaniu jakiegoś filmu, gdyż jednak traci się co chwilę wątek tego, co się ogląda. W końcu ile razy można w trakcie jednego serialu, czy filmu wyłączać i włączać odbiornik na nowo? Do niedawna wystarczało tylko jeden, dwa razy taką czynność powtarzać, teraz niestety jest to zjawisko nagminne wrrr.
Jak to dobrze, że moje ulubione seriale na Ipli mogę sobie oglądać, jednak  duży, telewizyjny ekran to zdecydowanie coś innego, lepszego.
Strach mnie ogarnia na ten nowy wydatek, ale co robić mam? Nie opłaca się chyba naprawiać starego, bo znów za miesiąc, może dwa, stanę przed podobnym dylematem. Niestety to mnie nie ominie, no chyba, że całkowicie od telewizora się odzwyczaję.
No tak trzeba odzwyczaić się od telewizora, od papierosów, od jedzenia, od internetu….. nie wiem, czy wszystko już wymieniałam, czyli nic ciekawego już mnie w życiu nie ma spotkać?
No i powiedzcie sami, jak tu nie mieć stresów?

Sprawdzałam wczoraj wyniki w Lotka i aż serce mi zamarło przez moment, bo trzy pierwsze liczby, które padły w losowaniu umieszczone były na moim kuponie. chyba sobie wyobrażacie z jakim zdenerwowaniem szukałam następnych cyfr, niestety, nie padły. Ale dobra i trójka, zawsze to 24 zł, co prawda na nowy telewizor nie wystarcza, ale zwróci mi się to, co na kupony wczoraj wydałam i jeszcze mi  całe szesnaście złotych pozostanie.
A może następnym razem to będę ja? Co prawda na następną kumulację znów trzeba będzie poczekać, bo wczoraj jednak padła jedna szóstka, pomyśleć jedna osoba dostanie ponad 34 miliony złotych.
Ile to by było tych telewizorów??????
Czemu to nie byłam ja?

Każdy z nas, czy młody, czy stary nosi w sobie nutkę dziecięcej radości.
A dzisiaj mamy właśnie takie piękne święto : Dzień Dziecka

Toteż wszystkim Dzieciom i tym małym i średnim, dużym i całkiem już dorosłym, nawet tym ze siwym włosem na głowie, ale  z duszą przepełnioną dziecinnymi marzeniami, składam dzisiaj serdeczne życzenia: wszelakiej pomyślności i oby jak najdłużej to dziecięce piękno w nas kiełkowało.