a starość??……
Wczoraj, wracając autobusem do domu zwróciłam uwagę na taki billboard z takim właśnie przesłaniem : Młodość to jest stan świadomości.
Zastanowiłam się więc przez moment nad tym, czym właściwie jest w takim razie starość? Bo czasami zgorzkniałość starej osoby można znaleźć na twarzy całkiem młodej osoby, która bezsilnie poddając się trudnej sytuacji, nie potrafi sprostać przeciwnościom życia. Innym zaś razem widzimy osoby starsze, których może twarz nie jest już taka świeża, jak kiedyś, których ból czasami potrafi celnie dokuczyć, jednak nadal duchem pozostają młode, gotowe do nowych wyzwań, zawsze zadbane i uśmiechnięte, potrafiące mimo uciekających lat nadal cieszyć się życiem.
Do takich właśnie należy moja Ulka, pełna życiowego optymizmu, pełna wielkiej radości z tego, co ją teraz otacza i umiejąca znaleźć swoje miejsce w całkiem nowej dla niej sytuacji, mimo, że ciągnie za sobą bagaż swoich doświadczeń i zdrowotnych i życiowych, bo w sumie nikogo życie dzisiaj nie rozpieszcza.
Marks uważał iż „byt określa świadomość”, a zatem człowiek w swoim myśleniu nie jest wolny, lecz zdeterminowany przez otaczające go warunki …
A czy młody w takim razie zastanawia się nad tym stanem, w którym akurat tkwi?
Nie, on przyjmuje ten stan całkiem bezkrytycznie, jako coś, co dane mu jest z góry, a co trwać będzie wiecznie.
Otóż nic bardziej mylnego, młodość przemija o wiele szybciej, niż by tego człowiek chciał, niż by się tego spodziewał i dochodzi do momentu, gdy ta granica już bezpowrotnie zostaje przekroczona.
Czy zatem stan świadomości jest rodzajem ułudy, której łatwo ulec?, czy można porównać ją do złudy zamieszczonego powyżej zdjęcia? Raz widzisz profil młodej ślicznej dziewczyny, zwróconej do nas troszkę plecami, drugi raz jest to obraz starej, pomarszczonej babci z długim nosem. Wszystko zależy od tego w jaki sposób na to zdjęcie spoglądasz i co chciałbyś na nim zobaczyć.
Nasze życie też tak właśnie się przedstawia, to jak ono przechodzi w bardzo dużej mierze zależy od nas, od naszych poglądów, od naszego nastawienia, czasami i od naszego samopoczucia.
Ale ważne jest, by potrafić przeciwstawić się wszystkim trudom, które niestety są nieuchronne i zawsze o jakieś stopnie potykać się musimy.
Są osoby bardzo doświadczone przez życie, a potrafiące sobie z tym dawać radę. Już kiedyś wspominałam tutaj o młodej, dwudziestoletniej Marcie z Jastarni, która na skutek choroby porusza się na wózku inwalidzkim Ale to ona właśnie pokazuje, że nawet będąc osobą cierpiącą, niepełnosprawną, można z życia czerpać wiele radości. Można znaleźć i te pozytywne wartości z życia i je rozwijać. Marta jako osoba niepełnosprawna pewnie więcej widzi trudów życia, niż te osoby, dla których przejście przez ruchliwe ulice, czy wspinanie się po skałkach wymagają może i pewnego wysiłku, ale nie są dla nich wielką przeszkodą.
Właśnie tak jak dla mojego bratanka Łukasza, dla którego wspinaczka wysokogórska, czy udział w biegach maratońskich jest wielką przyjemnością, dla Marty pływanie wraz ze swoim wózkiem na pontonie, czy taniec wykonany na tym swoim pojeździe, albo podróżowanie też przynosi wielką satysfakcję.
Do tego dochodzi u Marty radość w przebywaniu z przyjaciółmi, dla których nie jest ona żadnym dziwadłem, a zwyczajną, uśmiechniętą młodą dziewczyną, pewnie nawet nie zwracają uwagi na kalectwo, bo ciągły uśmiech na jej twarzy jest świadectwem, że czuje się osobą szczęśliwą, spełnioną.
I mimo, że nie wszystko w życiu jest dla niej osiągalne, z czego na pewno zdaje sobie sprawę, prowokuje ją do tego, żeby ciągle walczyć, zdobywać, na miarę swoich sił. Jestem pełna uznania dla Marty za to, co robi dla osób niepełnosprawnych, jako osoba najbardziej czująca potrzeby normalnego życia dla takich osób włączyła się w projekt 440 km po zmianę :
Idąc 440 km brzegiem Bałtyku – spełniamy marzenia, inspirujemy do zmiany i wspieramy kobiety
z niepełnosprawnością, aby w pełni uczestniczyły w życiu. We współpracy z samorządami nadmorskimi i osobami zamieszkującymi Wybrzeże pracujemy nad modernizacją polskich plaż tak aby były one dostępne dla wszystkich.
Jakie to jest piękne, gdy zostaje się ambasadorką tak ważnego dla innych przedsięwzięcia i każdego dnia można udowadniać innym, że warto brać udział w takiej walce, która może przynieść sukces i radość zarazem nie tylko tym, dla których ten projekt jest wdrażany, ale również i dla tych, którzy obserwując swoje zwycięstwo, czują triumf ze swoich osiągnięć. Na ilu plażach teraz będą rozbrzmiewać wesołe głosy tych, dla których dotąd wjazd na nie był utrudniony, albo wręcz niemożliwy, a teraz przez wybudowane pomosty i inne urządzenia ułatwiające osobom niepełnosprawnym dostęp do samego morza nie będzie to żadnym problemem, też będą mogli poddać się urokowi morskich krajobrazów.
BRAWO MARTA!!!!!
Celowo tutaj przeciwstawiłam radość z osiągnięć trzech osób osadzonych w różnych życiowych realiach, Łukasza, człowieka zdrowego, jeszcze wciąż młodego, ale zbliżającego się do wieku granicznego pomiędzy młodością, a wiekiem określanym już jako zbliżonym do wieku słusznego, który musi jednakowoż sporo z siebie dać wysiłku, aby osiągnąć wyżyny swoich zamierzeń, co świetnie mu się udaje, Marty, dla której wysiłek życiowy mierzony jest całkiem innymi kategoriami, ale też potrafi z nich się cieszyć i stara się, aby jej małe zwycięstwa przekładały się w jedno olbrzymie, skumulowane zwycięstwo, przynoszące jej satysfakcję, a innym pomoc, a także Uli, zbliżonej wiekiem metrykalnym do mojego, ale jakże ciągle młodej duchem.
A dlaczego dzisiaj tutaj tak rozlegle o tym piszę? Bo ten dzisiaj dostrzeżony prze zemnie billboard sprowokował mnie do rozmyślań nad tym, czym tak dokładnie jest sens życia, jak należy go rozumieć?
Człowiek tak długo czuje się młody, dopóki ma w sobie tę iskierkę radości z życia, z chęci walki, aby jeszcze coś osiągnąć i z chęci pomagania innym.
Można resztkę swojego życia przeleżeć na tapczanie, gapiąc się bezmyślnie w telewizor, to przecie nie wymaga żadnego trudu można przyznać, że nie trzeba zbyt wiele z siebie dać innym. Tylko takie osoby są właśnie zgorzkniałe, wiecznie narzekające, zapatrzone tylko w siebie i rozpamiętujące wszystkie swoje życiowe i zdrowotne niepowodzenia.
Ale można na każdym etapie życia cieszyć się z tego, co się ma, ale nie materialnie, ale w sferze psychicznej i starać się, aby tego nie stracić, a raczej pomnażać ten swój życiowy dorobek.
A jaka ja jestem?
Pewnie coś pomiędzy jednym, a drugim określonym tu przeze mnie wzorcem. Czasami się poddaję i wtedy zanurzam się we wszystkie moje małe i większe bóle, ale znów potrafię się jednak zmobilizować i coś jeszcze z życia czerpać, tę radość z pięknego dnia, z rozmowy z kimś, kto jest koło mnie, z uśmiechu dawanego lub odbieranego nawet przez kogoś nieznajomego. To takie łatwe, można kogoś na ulicy, czy w autobusie obdarować uśmiechem, czy miłym słowem i już życie wydaje się wtedy weselsze i łatwiejsze.
Więc jednak zgadzam się z tym billboardowym napisem, że młodość jest stanem duszy. Ważne tylko jest to jak długo potrafimy te mądre słowa w sobie pielęgnować i wdrażać w nasze codzienne życie.
Warto się jednak nad tym zastanowić i próbować jeszcze coś zmienić w życiu, póki ta iskierka radości i młodości jeszcze w nas się ciągle tli, a to nie koniecznie musi być kompatybilne z naszą metryką.
Teraz moje życie wypełnione jest nie tylko pracą i odpoczynkiem po niej, ale także zabiegami – masażami, na które muszę dojechać, a po nich przemieszczać się do pracy.
Tak będzie i dzisiaj , rano po badaniu krwi (no mam nadzieję, że dzisiaj wreszcie uda mi si te badania bez przeszkód wykonać) idę do pani Marii na masaż kręgosłupa ( to już będzie czwarty zabieg), a potem pospieszę na Żabiniec do pracy.
Tylko nie dość, że ta obie przychodnie są trochę na uboczu i trzeba do nich kawałek od przystanku dojść (nowe buty jednak nie zdały egzaminu!!!), to w dodatku zamknęli nam od pierwszego lipca kawałek łatwego przejścia od parkingu na osiedlową drogę Żabińca, niby z powodu remontu, ale ponieważ ta droga prowadzi przez prywatny teren sąsiadującego z nami Szpitala Narutowicza podejrzewam, że już tak pozostanie na zawsze i będziemy teraz musieli nadkładać kawał drogi.
Nie mogę powiedzieć, że jestem z tego powodu szczęśliwa, ale pewnie i inne osoby, niekoniecznie tylko z przychodni, ale i z naszego osiedla, korzystający dotąd z tego skrótu, raczej nie są z tego powodu zadowolone. Czyli zamiast ułatwień, wprowadzili niepokojące utrudnienia w wygodnym przemieszczaniu się, a przecież nie każdy korzystać może z jazdy samochodem. Zresztą i samochodowy ruch też nie jest raczej ułatwiony, chociaż ostatnio zrobili dodatkowy wyjazd z osiedla, tylko i on nie jest wcale prosty, trzeba nieźle nakręcić się kierownicą, żeby wyjechać na główną drogę.
Po prostu deweloperzy co raz budują nowe budynki mieszkalne (ostatnio już nawet będące dotąd nieużytkami tereny są pod budownictwo zagospodarowywane), wcale nie dbając o dobry dojazd do tych wybudowanych przez siebie domów.
Pewnie, po co tracić cenne połacie ziemi na budowanie dróg dojazdowych, skoro na tym miejscu można postawić jeszcze jeden blok, na którym się przecież pieniądze zarobi? A dojazd? Przecież to nie jest problem dewelopera, on tam mieszkać nie będzie, wystarczy zrobić malutką dróżkę dojazdową do bloków, a nie zawracać sobie głowy jakimiś dojazdami z zewnątrz i na zewnątrz osiedla. Komunikacji miejskiej też raczej na osiedlu nie da się wprowadzić, bo przecież te wszystkie uliczki nie dość, że są bardzo wąskie, to jeszcze są zapchane przez stojące tam samochody, bo o parkingach też nikt nie pomyślał.
Niby na naszej ulicy są miejsca wyznaczone na parking, ale ponieważ te miejsca należą do kilku właścicieli działek, na których postawione są własnościowe bloki, nie potrafią on ustalić oni jakiś możliwie niedrogich cen za używanie parkingów (chociaz te parkingi powinny być w gestii spółdzielni mieszkaniowej obsługującej to osiedle), skutek jest taki, że miejsca parkingowe stoją puste i zabezpieczone są tzw koziołkami, a ulica na całej swojej długości oblepiona jest z dwóch stron parkującymi tam samochodami, tak że poruszać się pojazdami po tej ulicy jest szalenie utrudnione.
Strach pomyśleć co by się działo, gdyby wynikła tam jakaś panika z powodu pożaru, czy innego kataklizmu, bo wtedy naprawdę mogłoby dojść do jakiegoś gigantycznego wypadku…. obym ne była złym prorokiem.
Reasumując, osoby korzystające z miejskich środków lokomocji, jak tramwaj, czy autobus, mają teraz tylko jeszcze bardziej utrudniony dostęp do i tak sporo oddalonego od przystanków osiedla i najgorsze w tym wszystkim jest to, że nikt z osób kompetentnych takim stanem rzeczy się nie przejmuje. Przykre, ale prawdziwe.
A może niektórzy uznali, taki sposób jest dobry na poprawę kondycji mieszkańców? Wszak spacery są wskazane i dla młodych i dla starszych, gorzej tylko jest wtedy, gdy pada deszcz.
Ale do wszystkiego przecież można się przyzwyczaić, nieprawdaż?
Pogoda od rana jak marzenie i słonecznie i ciepło i śliczne niebo…. to będzie na pewno przepiękny dzień, czego z całego serca Wam życzę.

