Bo dzisiaj są aż dwie różyczkowe okazje.
Pierwsza z nich, dla mnie bardzo, bardzo ważna to urodziny mojej Magdusi
Cóż, trzeba przyznać, że minęło troszkę czasu od chwili, gdy moja siostra przyniosła taki mały pakuneczek ze słodkim niemowlaczkiem – Magdą do domu.
Nie, to nie było wcale aż tak dawno, ale palców u rąk i u nóg na policzenie ich pewno by zabrakło.
Nie będę wszak okrutna w tym uroczystym dla Magdy dniu, aby Jej latka wyliczać.
Powiem tylko jedno: Bardzo Cię kocham Magda i chcę, żebyś zawsze była szczęśliwa i radosna. Niech wszystko rozwija się po Twojej myśli i w Rodzinie i w pracy. Pewno chciałabyś w tego Lotka trafić główną wygraną, niech i tak się stanie.
Wiem, że myślisz o swoich dzieciach, by i im się życie poukładało, Boże, jaka jesteś w tym podobna do swojej Mamy, ta sama troska, takie same nerwy, to samo tłumaczenie wszystkiego dzieciom, ale Jej się udało, czemu więc i Tobie nie miałoby się udać?
Masz kochane dziewczyny koło siebie, które już dorosły do samodzielnego życia i Jaśka, który ciągle jeszcze na co dzień tej Twojej pomocy potrzebuje I bardzo dobrze, że go masz, bo teraz, gdy dziewczyny zaczęły żyć własnym, dorosłym życiem, Ty ciągle jesteś jeszcze młoda przy konieczności nieuniknionej pomocy swojej najmłodszej latorośli.
Wiem, że martwisz się i Kamilą i Olcią, wiem, że zawsze służysz im swoją dobrą radą i pomocną dłonią, nie martw się, wszystko będzie dobrze!!!!!
Cieszę się, że masz koło siebie Jacka, który jest naprawdę bardzo opiekuńczy i w Tobie wciąż zakochany, to jest ta Twoja druga połówka jabłka.
Czasami w tym życiu trudno ją odnaleźć, Tobie się to na szczęście udało!!!!
100 Lat Magdusiu, niech wszystko Ci się pomyślnie dzieje, niech wszyscy Twoi najbliżsi obdarzają Cię na co dzień miłością na którą naprawdę zasługujesz.
Oczywiście, że nie mogłam dzisiaj zapomnieć również i o róży dla mojej Ulki.
Jest i dla Ciebie dzisiaj różyczka Ulu, chociaż wiadomo, że priorytet dzisiaj miały życzenia urodzinowe dla mojej Kochanej Magdusi.
A czego Tobie dzisiaj Ulu mam życzyć?
Miłej i pogodnej środy, abyś znów mogła sobie ze swoimi nieodłączonymi kijkami pogonić po obrzeżach Poznania, bo wiem, że takie spacery radość i zdrowie Ci przynoszą.
I życzę abyś dzisiaj i nie tylko dzisiaj spotkała na swojej drodze samych miłych i pogodnych ludzi, abyś w miłej atmosferze spędzała wszystkie najbliższe i najdalsze godziny.
GOOD LUCK !!!! 
Przez zwyczajowe już moje perturbacje brzuszne, moje wczorajsze plany musiały ulec zmianie, a więc ani nie zrobiłam sobie wczoraj badań krwi ani, nawet nie poszłam na masaże.
Ale co się odwlecze, to nie uciecze, badania (już nieodwołalnie, żeby nie wiem co) zrobię w piątek, a dzisiaj przed pracą zdążę się jeszcze wymasować .
Przecież nie mogę teraz tych zabiegów ot tak sobie przerwać.
Wczoraj okrutnie obraziłam się na naszą Pepę, z którą wyszłam na spacer, a ona już pod pierwszym drzewkiem na chodniku pod domem zrobiła siusiu i już prowadziła mnie z powrotem do domu. Zarówno i ona i ja byłyśmy uparte, ja z siłą przeciągnęłam ją przez ulice na plantki, ona ile sił miała w nogach zapierała się, że nigdzie dalej nie pójdzie i już. Musiałam ustąpić oczywiście, bo przez ten cały czas czułam, że wyprowadziłam na spacer nie psa, a upartego osiołka. Nie rozumiem, czemu ona tak nie lubi ze mną spacerować, nawet pogoda była całkiem na spacery przyzwoita, ot, taka była jej wola i na swoim postawiła.
A może ja już się nie nadaję, żeby mieć psa?
Chociaż z drugiej strony Pepa bardzo lubi przebywać w moim towarzystwie i ze mną się bawić. Oczywiście wczoraj za karę nie wpuszczałam jej do mojego pokoju, chociaż nie jestem pewna, czy ona w ogóle to zrozumiała.
Pogoda dzisiaj nie będzie szczególna, na zmianę i troszkę słonka i troszkę deszczu, ale przynajmniej temperatura będzie odpowiednia do normalnego bytowania.
Trochę wytchnienia się przyda, ważne, żeby w weekend było ślicznie i słonecznie.
Wczoraj trochę rozpisałam się w swoim blogu, może nawet zbyt filozoficznie wczorajszy wpis potraktowałam, dzisiaj jakoś koncepcja mi do wczorajszej nie dorasta, może znów znajdę jakiś ciekawy temat jutro? Wszak tyle ciekawych bilbordów jest rozmieszczanych na ulicy.
W przeciwieństwie do niektórych, nie potrafię w autobusie ani czytać gazety, ani rozwiązywać krzyżówek, gdyż zaraz zaczyna mi się kręcić w głowie, gdy autobus podskakuje na większych, czy mniejszych wybojach, więc bacznie obserwuję to, co dzieje się na ulicy i czytam różne wywieszane tam informacje, niektóre jednak bardzo szybko z powrotem zapominam, niektóre pozostają mi w głowie i stają się kanwą następnego mojego wpisu w blogu.
O polityce znów ani słowa nie piszę, nie warto, czekam, aż wszystko szlag trafi i zaczniemy od nowa układać nasze życie w Polsce. A że tak będzie, jestem o tym głęboko przekonana.
Wczoraj wróciłam do klasyki filmowej i po raz kolejny, nie wiem już który, z przyjemnością oglądnęłam sobie „Love story”
Film, jak film, miłość, jak miłość, ale tak sobie pomyślałam, ile jest na świecie takich właśnie młodych osób, przed którymi wydawałoby się świat otworem staje, którzy mają tak wspaniałe plany na przyszłość i jeden podmuch wiatru zdmuchuje ich świeczkę życia. I nie ma już potem nic, wszystko w niwecz się obraca, tylko pozostający najbliżsi muszą na nowo swoje życie układać i udawać, że to co się stało ich nie dotyczy, chociaż zranione serce zawsze krwawi.
Ten film jest bają o miłości, ale jakże w swoim wyrazie nie jest wcale bajką życia, taka sytuacja mogła wydarzyć się na pewno i nie raz pewno w niejednej rodzinie się zdarzyła.
Jest ktoś bliski, kochany i nagle ……… znika już na zawsze, to może być żona, narzeczona, mama, siostra, ojciec, brat, wszystko jedno, zawsze ta pustka w sercu pozostaje……..
Na razie, życzę wszystkim przyjemnej i spokojnej środy, samych pomyślnych godzin nie tylko dla dzisiejszej Solenizantki

