Na szczęście szczyt NATO skończył się bez żadnych perturbacji, mimo, ze teoretycznie takie zagrożenie było.
Bo jaka lepsza sytuacja dla terrorystów może zaistnieć, niż tylu ważnych przywódców tego świata, skupionych w jednym miejscu?
Dlatego pewne obawy były, ale skoro sam prezydent Stanów Zjednoczonych pojawił się w Warszawie znaczyło, że zabezpieczenie przed ewentualnym atakiem terrorystycznym było w jeszcze większym stopniu opanowane do perfekcji, nikt nie odważyłby się tak ważną osobistość na wielką niewiadomą i wielkie niebezpieczeństwo narażać.
W każdym bądź razie prezydent Obama w Polsce był, powiedział, co miał powiedzieć, obiecał, co miał obiecać i z powrotem powrócił do Stanów, nawet nie kontynuując swojej wcześniej zaplanowanej wizyty w Hiszpanii, z Polski poleciał prosto do Dallas, gdzie rozegrała się straszna tragedia, znów wskutek zamachu zginęło tam sporo ludzi. Dobrze, że jak na razie u nas nie ma takich morderczych zapędów i wszystko jak dotąd odbywał się na zasadzie pyskówki, aczkolwiek niesłuszne oskarżenia, nienawiść drugiego człowieka, wyrażana nawet w słownej agresji, też może niejednego ranić.
Ciężkie teraz mamy czasy w Polsce i ciężkie czasy nadeszły też nad Europę i cały świat, wciąż są zagrożenia niewiadomymi atakami terrorystycznymi, przed którymi naprawdę trudno się obronić, albowiem są one świetnie przygotowane, uderzają niespodziewanie i przynoszą ogromne straty w ludziach.
Aż strach pomyśleć, że za krótki czas, już w tym miesiącu, znów Polska będzie „na widelcu” terrorystów podczas Światowego Dnia Młodzieży i możemy tylko modlić się, aby w te dni panował w Polsce spokój i ład. Już sam zjazd do Krakowa niesamowitej ilości pątników stanowi dla władz miasta nie lada kłopot, logistycznie przygotowanie takiej uroczystości, trwającej kilka dni, jest naprawdę wielkim wyzwaniem i mam nadzieję, że wszystko wspaniale się uda, a terroryści nie pozostawią tym razem swojego krwawego śladu.
Również wisi nad nami i inne zagrożenie, tym razem ze wschodu, aż strach nawet pomyśleć, jakie tragiczne skutki taka wojenna zawierucha mogłaby przynieść. Trochę przypominają się czasy, gdy świat stał u progu wybuchu II wojny światowej, wtedy też niepohamowana żądza agresji zniszczyła wszystko, co ludzie budowali z takim wielkim mozołem przez wszystkie swoje lata, nie licząc oczywiście olbrzymich strat ludności, tyle osób niepotrzebnie musiało zginąć, bo jeden człowiek zaplanował sobie, że będzie rządził całym światem. Oby teraz historia się nie powtórzyła……
Wczorajsza sobota minęła mi całkiem przyjemnie, miałam gości, Darkę i Maćka. Przy kawie miło spędziliśmy czas na pogawędkach, niestety przy okazji uległa pęknięciu podstawa mojego ulubionego fotela na kółkach, ale od czego jest internet? Już zamówiłam nową podstawę, tym razem solidniejszą, żeliwną i pewnie około czwartku znów będzie mój fotel jak nowy. Maciek uaktualnił mi program mojego dekodera Polsatu, mam nadzieję, że tym razem obraz nie będzie już tak zanikał, jak dotąd i będę na razie mogła przesunąć w czasie ewentualny zakup nowego telewizora. Może ta awaria powodowana była brakiem właśnie tylko tej aktualizacji?? Oby!!!
Wieczorem spotkał mnie całkiem niemiły incydent, nagle, mimo, że akurat polegiwałam na tapczanie, zrobiło mi się okropnie duszno, pot leciał mi po plecach i po głowie i zaczęłam się wewnątrz mnie strasznie trząść. Byłam tak słaba, że ledwie dowlokłam się do mojego glukomierza i okazało się, że gwałtownie spadł mi cukier, miał wartość poniżej 4. Troszkę spanikowałam, ale zatelefonowałam do Maćka, który polecił mi zjeść bułkę z miodem. Po 20 minutach cukier skoczył mi do 14, ale przynajmniej już się nie trzęsłam i się przestałam pocić, ale przed samą nocą zmierzyłam cukier jeszcze raz i spadł mi do 8.
Dzisiejszy poranny pomiar przyniósł mi już normalny wynik – 5.2 Jednak muszę nadal bardzo uważać, bo ta moja cukrzyca wyczynia ze mną cuda, a taka trzęsawka i to pocenie się jest niesamowicie nieprzyjemne. Pewnie jednak będę musiała mieć zmieniony Glucophas na jakiś inny preparat cukrzycowy.
Ale to pozostawiam w gestii lekarza pierwszego kontaktu, do którego wybiorę się najprawdopodobniej w najbliższy wtorek, albowiem już są gotowe moje wyniki z krwi i teraz potrzebuję lekarskiej konsultacji no i muszę uzupełnić mój zapas lekarstw na czas, gdy pani doktór będzie na urlopie.
Na dzisiaj zapowiadają śliczną, słoneczną i bezwietrzną pogodę, więc najprawdopodobniej pojadę sobie do Modlnicy i posiedzę na… tak, nie tylko na tarasie, ale i na wspaniałej huśtawce, która Jacek kupił Magdzie w prezencie urodzinowym – on to chyba jednak rzeczywiście bardzo tę swoją Magdę kocha!!!!! Na razie huśtawkę widziałam tylko na Face Time, jest to po prostu wisząca, miękka kanapa z baldachimem (no proszę, Magda jak ta królowa pod baldachimem sobie siedzi), full wypas, jak twierdzi Magda. No to może właśnie dzisiaj o tym się przekonam? Tylko żeby słoneczko nam dzisiaj dopisywało, bo wcześnie rano owszem, nawet zaświeciło, a teraz jakoś tak niebezpiecznie chmury wzeszły na niebie i słonko nam przesłoniły…..
Ale jestem dobrej myśli, wszak pohuśtać się można nawet wtedy, gdy słonka brak, byleby deszcz nie chciał sobie popadać.
No to życzę wszystkim milej i słonecznej pogody i fajnego odpoczynku na łonie natury. Kto może niech z domu wyruszy, bo szkoda w murach siedzieć, gdy za oknem piękne lato rozpościera swoje uroki.
