pośpieszny wpis

 

 

Dzisiaj bardzo szybko i bardzo krótko, bo już od samego ranka bardzo się spieszę.
Zaraz pędzę na przedostatni już masaż, a potem muszę zająć sobie kolejkę do pani doktór I-szego kontaktu.
Wczoraj przezornie wszystko sobie pozapisywałam, co mam u niej pozałatwiać i skierowania i recepty, (oj krótka ta moja pamięć już jest, krótka!), no, ale przede wszystkim interesują mnie wyniki krwi i ich ocena dokonana przez panią doktor.
Według Maćka nie są za szczególne, ale ogólnie mówiąc, ciut, ciut lepsze niż poprzednie, te z końca marca. Widać, że dobrze się sprawowałam i grzecznie leki zażywałam 🙂
Tak więc raczej pobyt w szpitalu mi nie grozi i cale szczęście, kto by w taki upał w szpitalu chciał leżeć?
Chociaż znów nadchodzą podobno troszeczkę chłodniejsze  i dżdżyste dni, pewnie znów Nimesil będzie brany pod uwagę 🙂
Naprawdę rewelacyjnie na mnie działa.
Zresztą podejrzewam, że teraz i w  najbliższym czasie nie będą tak chętnie do szpitali przyjmować, muszą sobie już pomału tworzyć zaplecze dla ewentualnych chorych pątników, a według prognozy ma ich przyjechać do Krakowa około 360 tysięcy.
Przynajmniej tyle osób jest zarejestrowanych, a będzie ich pewnie o wiele więcej, bo jeszcze nie wszyscy tej rejestracji dokonali, a  są też tacy, którzy może nawet nie wiedzą, ze trzeba jej dokonać????  Zresztą sama nie rozumiem na co to komu? rzekomo po to, żeby dobrze Kraków logistycznie przygotować do tych dni, bo gdzieś taką rzeszę ludzi trzeba ulokować no i wyżywić. Tylko nie zapominajmy, że to są Dni Młodzieży, która aż takich strasznie wielkich wymagań nie ma, prześpią się byle gdzie, w namiotach i na karimatach, oczywiście byle tylko wtedy nie padało.
Zresztą jutro zaczyna się już Przystanek Woodstock, taki przedsmak dla młodzieży, jak przygotować się do nie całkiem komfortowych sytuacji. Z tego co wiem, młodzież z tej imprezy zawsze wraca zadowolona, nie narzeka na gorsze warunki, po prostu tam się świetnie bawią, ku wielkiemu oburzeniu  oczywiście zacofanej prawicy, którzy Woodstock traktują jakby to było co najmniej  spotkanie z …diabłem.
Czy oni do cholery nigdy nie byli młodzi?  Czy zawsze tylko z książeczką do nabożeństwa ganiali do kościółka? – śmiem wątpić, sama kiedyś byłam młoda i co nieco z tych czasów jeszcze pamiętam. Co prawda wtedy tej imprezy oczywiście jeszcze nie było, ale młodzież też spotykała się na różnego rodzaju zabawach, festynach,  cieszyła się życiem i na niewygody nie narzekała. No i diabeł widać nie był wtedy taki straszny, jak dzisiaj…….
A i spotkanie z Ojcem św Franciszkiem też będzie swojego rodzaju wyrazem radości z tego, że się jest młodym. I na pewno ta młodzież będzie cieszyła się, że jest ktoś, kto ich świetnie rozumie i potrafi przez wspólną zabawę i wspólny fan znaleźć drogę do Boga.

Wczorajszy dzień miał być okropnie gorący, nawet z temperaturą ponad 30 stopni i może i taki był, na szczęście wiał lekki wietrzyk i jakoś można było egzystować.
A dla mnie ten dzień był okropnie dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugiiiiiiiiiiiiiii. Zaczął się pobudką w Modlnicy przed piątą rano , sama nie wiem, po co tak wcześnie wstawałam, potem z Magdą pojechałam do naszej przychodni, a stamtąd do Przychodni na Rusznikarską, na masaż, po czym wróciłam raz jeszcze na Żabiniec do prawdziwej już roboty, miałam porejestrowanych przecież pacjentów, tak więc w domu byłam dopiero około 18.30 – przyznam zmęczona byłam jak mops, a tu jeszcze trzeba było rozpakować się, przesegregować rzeczy do prania no i zrobić listę na jutro potrzebnych lekarstw i badań. Niby nie wiele, ale gdy człowiek jest już zmęczony, wszystko  idzie u  jak po grudzie.
No, ale w końcu udało mi się wszystko elegancko załatwić, poszłam się wykąpać i jak runęłam w łóżko, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, prawie natychmiast odpłynęłam w krainę snu.
No bo oczywiście własne łóżeczko jest najwygodniejsze na świecie 🙂
Co prawda zamarzyła mi się przez moment noc spędzona na tej wygodnej huśtawce, ale przecież Modlnica była już ode mnie oddalona, więc dla pocieszenia dodałam do mojego blogu hortensję z Magdzinego ogródka. Miałam przynajmniej taką małą namiastkę moich marzeń.

Na dzisiaj budzik miałam nastawiony na szóstą rano, ale znów wstałam około piątej, czyli znów przede mną długi bardzo dzień.
Na szczęście zapowiada się na ciepły i pogodny, byleby tylko znów temperatura nie zaszalała i  słupek rtęci nie skoczył powyżej 30 stopni Celzjusza.
Bo ci, którzy są na wakacjach pewno i nie narzekają, ale taka temperatura w mieście jest jednak zabójcza, nie ma czym oddychać.
A więc zaklinam: powiej nam lekko wietrzyku, ożyw nasze ciała miłym twoim powiewem. tylko nie przegoń za bartdzo nam słoneczka, troszkę niech świeci, bo jest wtedy o wiele bardziej weselej człowiekowi na duszy.

Miłego wtorku.