Może nie całkiem złe, ale na pewno nie łatwe.
Związane jest to przede wszystkim z moimi ostatnimi „bolączkami”, o których już nawet nie chcę pisać, bo to staje się nudne.
Najgorsze w tym jest to, że prawie całkowicie straciłam apetyt, coraz mniej rzeczy mi smakuje i na coraz mnie smakołyków mam ochotę, gdzie te czasy, gdy jedzenie radość mi przynosiły?
Teraz coś tam jem, bo jeść muszę, ale bez wyraźnego smaku, chociaż od czasu jakaś tam oskoma na mnie nachodzi, ale wtedy na ogół źle się to dla mnie kończy, bo z kolei znów mój brzuch się buntuje.
Ale jak długo można żyć na obwarzanku, czy suchej bułce?
No jeszcze toleruję owoce, a teraz moim najlepszym owocem są…wiśnie. Tak, takie fajne i kwaśne, a jeszcze gdy są zimne, prosto z lodówki….pychota.
Widocznie właśnie takiego kwasu potrzebuję.
Do tego dochodzi ta wizja rychłej przeprowadzki…niby o tym wiedziałam od dawna, ale gdy staje się to pomału rzeczywistością…… zaczynam myśleć, trochę się bać, jak sobie poradzę na nowym mieszkaniu..
Wczoraj wraz z Renią powyrzucałyśmy wszystkie już niepotrzebne graty, resztkę starych ciuchów, to wszystko co pozostało jest już przegotowane do transportu.
Popakowałyśmy do walizy także wszystkie moje książki z szafki, przy okazji wydało się, że było tam sporo rzeczy, o których nawet już nie pamiętałam, na przykład Leksykon potrzebny do rozwiązywania krzyżówek – a ja myślałam, że dawno już tę książkę wywaliłam.
Ale przyznam Wam się, że gdy patrzę na te walizkę z książkami (jutro prawdopodobnie pojedzie już na nowe mieszkanie), robi mi się coraz smutniej.
No cóż, mieszkałam tu kawał czasu, całe 66 lat, czyli całe moje dotychczasowe życie, nie można nad tym o tak, pstryk, sobie przejść.
Trzeba będzie jednak psychicznie trochę to odchorować.
Może ktoś uzna, że jestem sentymentalna? Owszem, przyznaję rację, jestem, mam odczucie, że coś już bezpowrotnie się kończy i przyznam, że czasami graniczy to nawet z końcem…… mojego życia. Bo to jest trochę tak, jakbym umarła, tylko, czy potrafię odrodzić się na nowo?
Powie ktoś: nie dramatyzuj Ewa, wszak nie ty jedna tylko się przeprowadzasz na nowe śmiecie, musisz spróbować wziąć się w garść.
Chociaż prawdą jest to powiedzenie, że nie powinno się przesadzać starych drzew. Ich korzeni silnie już w glebie są osadzone, a przesadzone w inne miejsce tracą tę swoją siłę, czasami nawet obumierają………
Ale jednak łatwo nie będzie, a już na pewno będzie inaczej.
Nawet widok z okna mi się zmieni, nie na kamienicę na przeciwko, ale na piękny, zielony wiosną i latem Park Krakowski, zimową porą na szare alejki pokryte śniegiem, lub błotem.
Ale za to będę mogła podziwiać, jak pięknie na wiosnę świat się ożywa, jak budzi się do nowego życia każdy listek na krzewie i na drzewach, każdy kwiatuszek.
Tylko jeszcze pozostanie ta codzienna pustka, pewnie będzie mi brak tych codziennych domowych odgłosów, przekomarzań, czy na przykład pomrukiwań Pepy, kto rano przyjdzie mnie budzić teraz do pokoju?
No i w końcu do kogo teraz rodzinka będzie przychodziła po papierosy, wodę mineralną, cukier, sól, po mleko????? – będą musieli nauczyć się wszystko kupować, nie będzie Ciotki Ewy na podorędziu……
Nawet Pepa już wie, że się na coś dziwnego w domu zanosi, wczoraj uczestniczyła dzielnie przy pakowaniu książek i okropnie mnie pilnowała, chodziła za mną krok w krok, więc ją uspokoiłam, że to nastąpi jeszcze nie dzisiaj, jeszcze po pracy powrócę do niej…..
Tak siedzę sobie i myślę i różne takie myśli do głowy mi przychodzą, nawet wtedy, gdy przebudzę się na chwilę w środku nocy. Wtedy jest najgorzej, wiadomo, w nocy wszystkie koty są czarne, myśli też.
Okazało się, że pani Maria, ta od masażu, dzisiaj jednak po raz ostatni będzie przed swoim urlopem w pracy, więc ten ostatni, brakujący masaż jeszcze mi zrobi, to fajna sprawa, przynajmniej nic nie stracę z tych zabiegów, bo nie wiadomo kiedy będę mogła brać następne masaże, może w późniejszej nieco jesieni, a może dopiero na wiosnę, gdy znów kręgosłup bardzo mocno mi dokuczy. No bo oczywiście skierowania do sanatorium znów nie załatwiłam, może po wakacjach???
Niestety dzisiaj leje deszcz, podobno w całej Polsce ma być taka deszczowa pogoda, nawet IMGW dał specjalne ostrzeżenie o gwałtownych ulewach.
Ale jakoś egzystować trzeba, muszę iść na zabieg, muszę iść na popołudnie do pracy. Gorzej chyba mają jednak Ci, którzy teraz przebywają na urlopach, złaknieni słońca i ciepełka, darmo go dzisiaj wypatrywać będą. Chyba nawet nie tylko dzisiaj, ale przez kilka następnych dni też.
W czasie deszczu dzieci się nudzą, dorośli pewnie też, chociaż zawsze można sobie wtedy poczytać książkę, porozwiązywać krzyżówki, poserfować po internecie……. to ostatnie zajęcie też pewno dla dzieci będzie jedynym zajęciem, no bo kto by ich podczas wakacji do czytania książek zagonił?
Ale nie traćmy nadziei, kiedyś przecież znów słonko nam zaświeci 🙂
Mimo pogodowych przeciwności losu miłego czwartku życzę

