Odstresowanie

 

W  potrzebie gwałtownego odstresowania się poszłam sobie wczoraj na smażonego pstrąga. Pyszny był i nawet mi nie zaszkodził, mimo, że ostatnio staram się nic  smażonego nie jeść, Ale rybka, to rybka, a w dodatku pstrąg ma bardzo delikatne mięsko.
Do tego podano moje ulubione ziemniaczki z koperkiem, w całości, nie pure i sałatkę z pomidorów, ogórków i kukurydzy, podanej na liściu sałaty.
Pstrąga, ziemniaczki  i pomidorki owszem, zjadam, kukurydzę trochę podziobałam, ogórki i sałatę zostawiłam wrogowi 🙂
Szkoda tylko, że nie można było posiedzieć sobie w ogródku na Rynku, nagle zaczął padać drobniutki deszcz, ale przy tym zerwał się olbrzymi wicher, trzeba było zejść na dół do restauracji, po ogromnie stromych schodach. Jak wiecie, schody są moja piętą Achillesową, jeszcze gdy tę stromiznę zobaczyłam, od razu zaczęło mi się kręcić w głowie i musiałam bardzo pomalutku schodzić, stopień po stopniu, inaczej pewnie skręciłabym tam kark.
Modne teraz są te restauracje w piwnicy, ale takie schody, strome jak drabina, są dla zdrowych, młodych ludzi, a nie dla starszych osób z „kręciołkiem” w głowie w dodatku.
Podziwiłam te młode kelnerki, które po tych schodach frygały tam i z powrotem, niosąc przy tym szklanki z piwem czy z winem no i oczywiście pełne talerze smakowitości, bez żadnego szwanku dla potraw i własnych nóg. Niech żyje młodość, chciałoby się powiedzieć.
Z wejściem na górę też miałam pewne kłopoty, już prawie na ostatnim schodku zakręciło mi się tak w głowie, że omalże nie poleciałam do tyłu, zresztą chwilę potem wpadłam na jakąś ścianę, dobrze, że było się czego chwycić, ale wyglądało to tak, jakbym tam na dole wypiła butelkę wina, a nie wody mineralnej.
I tak sobie pomyślałam, że może właśnie gdybym się tego wina napiła to paradoksalnie mniej by mi się w głowie  wtedy kręciło?
Zawsze cierpiałam na lęk wysokości, a teraz na starsze lata jest coraz trudniej mi ten lęk opanować.
Przyznam, że wstyd mi było schodząc i wchodząc po tych schodach, dobrze, że przynajmniej nie było dużo ludzi, bo chyba wtedy bym się ze wstydu spaliła.
Może niepotrzebnie o tym tutaj piszę, ale już kiedyś założyłam, że w moim blogu będę opisywała wszystko tak jak jest, bez żadnych krętactw.
Czyli jednym słowem poszłam się odstresować, a przez tę piwnicę, gdzie czekał na mnie stolik, dodatkowo jeszcze się do stresowałam, no ładnie!!!!

A w ogóle miałam wczoraj dosyć urozmaicony dzień, na godzinę 12.30 umówiona byłam na masaż z panią Marią (no, już mam znów spokój na jakiś czas), potem pojechałam do pracy, a stamtąd podeszłam spory kawałek, jak na moje chory nogi, do tramwaju i podjechałam na ul Karmelicką i piechotką poszłam sobie do Rynku Głównego, do Sukiennic, albowiem zostałam zaproszona przez Wiktorię, córkę Maćka, na niedzielny obiad z okazji jej 18 urodzin, musiałam więc jakiś niewielki prezent Wiktorii zakupić i udało mi się, ale nie napiszę co kupiłam, bo Maciek czyta przecież mój Blok, a to ma być niespodzianka.
No a potem, w ramach odpoczynku, usiadam przy stoliku i resztę historii tego  popołudnia już znacie.
Wróciłam do domu już ledwie nogami włócząc, wiadomo, załamanie pogody no i w dodatku prawie cały czas gdzieś maszerowałam, biedne nogi  w końcu odmówiły mi posłuszeństwa. Zacisnęłam więc mocno zęby i z wielkim bólem stóp, jakbym po rozżarzonych węglach szła, jakoś udało mi się do domu dotrzeć, gdzie czekały na mnie wygodne pantofle i oczywiscie niezawodny Nimesil. Sama nie wiem, co bym bez tego lekarstwa zrobiła.
Ale i tak jestem dzielna, bo dawniej musiałabym wszędzie jechać taksówka, dzisiaj korzystam z miejskiej komunikacji no i oczywiście własnych nóg.
Człapię, bo człapię, ale zawsze jednak do przodu 🙂
A jak wielki jest to heroizm wie tylko ten, którego te nogi tak niemiłosiernie bolą jak mnie, szczególnie właśnie na zmianę.
Wieczorem wiatr rozszalał się na całego, wył jak potępieniec, czego bardzo nie lubię.
W dodatku przez ten wiatr  znów zbiła mi się szyba w oknie i znów muszę szybko szukać jakiegoś szklarza, co wcale takie łatwe nie będzie, ponieważ szklarze bardzo się cenią i dają dosyć spore terminy do przyjścia  –  jak pani chce szybciej, może pani przynieść okno do nas do zakładu – ha, ha, wolne żarty, jak ja niby mam to okno nieść przez całe miasto na plecach? No, a poza tym w dodatku nieźle się cenią, za jedną niewielką kwaterę liczą 100-120złotych.
Czyli znów mam na głowie niespodziewany wydatek, a wszystko to przez przeciąg, który powstał, gdy ktoś otworzył drzwi w kuchni.
Dobrze tylko, że ta szyba spadając ns dól nikogo nie zraniła, dopiero miałabym kłopoty…….
Dzisiejszy poranek zaskoczył nas nikłym słoneczkiem, które na siłę chce się przez chmurzyska przebić, ale nadal jest chłodno, bo wiatr co prawda nieco się uspokoił, przynajmniej tak nie wyje, ale nadal wieje chłodem. Jakoś jednak da się wytrzymać, nie mamy innego wyjścia.
Na dzisiaj nie mam aż tak ambitnych planów, muszę tylko wykonać parę telefonów w sprawie zaległych rachunków, co pewnie łatwe nie będzie, ale przed przeprowadzką muszę powyczyszczać wszystkie konta płatnicze, żeby potem móc przepisać już konta na Monikę – do tej pory ja byłam płatnikiem rachunków. A potem jeszcze przepisać muszę na Monikę Neostradę, o ile będę mogła to zrobić, bo przecież dopiero niedawno podpisałam umowę z Orange, która obowiązuje 2 lata.
Tak więc przede mną mnóstwo załatwień, czego organicznie nie cierpię, ale w końcu kiedyś trzeba się z tymi urzędowymi sprawami uporać.
A popołudniu czekam na Maćka, który ma mi wymienić tę pękniętą nogę w fotelu na kółkach. Przesyłka już do mnie dotarła, tylko teraz trzeba ten fotel naprawić.

Na koniec słowo polityczne: Okazuje się, że przywódcą Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność w roku 1980 nie był wcale Lech Wałęsa, tylko…… Lech Kaczynski.  Według Jarosława Kaczyńskiego, Wałęsa  tylko firmował tę  nazwę, faktycznym przywódcą, który wszystkim kierował i zarządzał był właśnie Lech Kaczyński  To przykład na to, jak można dobrowolnie zmieniać sobie bieg historii i kreować całkiem nowego bohatera.
Proszę, jak wszystkich Polaków i nie Polaków w błąd wtedy wprowadzano, przecież to Kaczyński podpisał umowę z Jagielskim, to on skakał przez płot i to on był na rękach rozradowanych robotników noszony. Ile lat potrzebowaliśmy, aby ta „prawda” została wreszcie ujawniona!!!!!
No i jeszcze wczoraj  doszła do nas bardzo smutna  wiadomość z Nicei, gdzie znów dokonano terrorystycznego zamachu, wjeżdżając rozpędzoną ciężarówką w tłum ludzi, wiwatujących w dniu święta narodowego Francji.
Jak długo jeszcze zło, przemoc i nienawiść będzie szerzyć swoją religię nadludzkich praw na świecie?
Zgroza. Coraz bardziej obawiam się o obchody Światowych Dni Młodzieży w Polsce, coraz więcej nawiedzonych wariatów chodzi po tym świecie……

Życzę wszystkim miłego i spokojnego piątku