Czy to wina deszczowej pogody, czy może niedomogi mojego brzuszka, a może znów czas rozmyślań, co to będzie, jak to będzie, sprawił, że wczorajszy dzień nie należał do tych najprzyjemniejszych.
Coraz częściej z pewnym przerażeniem myślę o najbliższej przyszłości, o mojej przeprowadzce, o tym, że tu, w tym mieszkaniu już mnie nie będzie….
Zwinęłam się więc popołudniu pod kocykiem i spałam, szczęśliwa, że nikt nic ode mnie nie chce.
W krainie snu zawsze wszystko jest lepsze, oczywiście pod warunkiem, że nie śnią się jakieś horrory.
Czasami tak właśnie człowiek ma, jest mu po prostu źle i już!!!
Czekam cierpliwie do środy, bo wtedy podobno znów ma powrócić lato, takie całkiem przyjemne, ze słonkiem i temperaturą akuratną, około 25 stopni.
Dzisiaj nadal jest pochmurno i nadal czuję się całkiem nie najlepiej, zupełnie, jakby mnie jakaś grypa dopadła, czy co?
Cierpliwości, jutro na pewno będzie lepsze.
A dzisiaj robi małe różyczkowe ustępstwo i zamieszczam różyczkę, tym razem dla Iwonki, która dzisiaj obchodzi swoje urodziny, a która (chyba) codziennie mój blok czyta.
Sto lat Iwonko, niech Twoje zamierzenia w czyn się obracają i korzyść Tobie zawsze przynoszą.
Bądź zawsze taka jak dzisiaj, pogodna, mila, uśmiechnięta, otoczona miłością Twoich Najbliższych i Twoich Przyjaciół.
Oglądałam wczoraj sobie „Deszczową piosenkę”, w sam raz musical na deszczowy i chandrowaty dzień.
Jest to jeden z tych filmów, który można oglądać wielokrotnie, oczywiście, jeżeli ktoś lubi ckliwe musicale.
Ale miło jest posłuchać te wspaniałe szlagiery z tamtych lat no i pooglądać wspaniały taniec ze stepowaniem tych wybitnych aktorów.
No bo kto teraz tak potrafi stepować jak Fred Astaire czy jak w tym filmie Gene Kelly, Donald O’Connor czy Debbie Reynolds.
Cóż poradzić, że bardziej preferuj właśnie takie ckliwe romansidła niż filmy przemocy, czy filmy wojenne……..
Dokonałam wczoraj już wszystkich przelewów na konto Taurona, Novum i PGNiM, gdy nagle okazało się, że w tak zwanym między czasie Tauron zmienił swoje konto, tamte stare zostało zamknięte, więc dzisiaj znów muszę ponownie przelać tam pieniądze.
Na całe szczęście, za poradą Maćka zmieniłam „zdrapki” przy koncie PKO na hasło na SMS, więc taki przelew jest teraz o wiele szybszy i mniej skomplikowany. Co prawda też trzeba podać ciąg liczb, które podsyłają z Banku SMS-em, ale są one o wiele bardziej czytelne, niż te na zdrapkach, a przy okazji tak samo są zabezpieczone przed ewentualnym włamem na konto, bo od razu powiadamiają, że taki przelew jest zrobiony.
A jeszcze nie tak całkiem dawni trzeba było wypisywać czeki, żeby pobrać pieniądze, lub zrobić przelew. Ot, technika idzie do przodu.
Właściwie to nic specjalnego już dzisiaj nie przychodzi mi do tej mojej ciągle bolącej głowy, aby napisać tu o tym w blogu, może następnym razem będę rozmowniejsza?
Póki co, idę napić się porannej kawusi, żeby rozproszyć mroki mojej zaczadziałej od rana czaszki. Zresztą zupełnie nie wiem dlaczego zaczadziałej, przecież spałam i popołudniu i potem już zaraz po 22 położyłam się spać i calutką noc przespałam, nawet w nocy nie wstawałam do łazienki.
Powinnam być rześka, a jestem całkiem zmęczona, jakbym dopiero co godzinę temu się położyła..
Straszne jest bycie meteoropatką.
W oczekiwaniu na jutrzejszy cieplejszy dzionek życzę wszystkim miłego wtorku.

