Byłam na Franciszkańskiej 3

 

Niestety tylko wirtualnie, oglądając program TVN-u.
Siedziałam sobie w wygodnym foteliku i podziwiałam te tłumy rozśpiewanej i roztańczonej młodzieży, która już od wczesnych godzin rannych szukała dla siebie dobrego miejsca na wieczorne z spotkanie ojcem świętym i…..wspominałam,głównie pierwszą wizytę Ojca św Jana Pawła II.
Bardzo mi brak tamtych dni, mam poczucie niedosytu, to już nie jest to samo. Inny człowiek, inne problemy tego świata, gdzie słowo terroryzm teraz jest na ustach każdego człowieka, również i papieża. Trwa wojna, powiedział, wojna, rozpoczęta w kawałkach, przynosząca strach i krzywdę ludzi
Nie mógł o tym nie wspomnieć Ojciec św, podobnie zresztą, jak nie mógł zapomnieć o krzywdzie uchodźców, którzy przed wojną i głodem uciekać muszą z własnej Ojczyzny i tułać się po świecie, modląc się, by ktoś ich przygarnął, ktoś im dał kawałek podłogi i kawałek chleba.
A ludzie po prostu przerażani widmem terroryzmu, niechętnie chcą pod swój dach przyjmować obcych, widząc w nich potencjalnych zabójców.
Ale trzeba umieć odróżniać dobro od zła, mówił dalej Ojciec św, nie można zamykać drzwi przed kimś, kto tej pomocy potrzebuje.
Mówił to u nas, w Polsce, gdzie jest szczególny stosunek naszych rodaków do ludzi uciekających z zagrożonych krajów, a gdzie bardzo silnie jest podsycana do nich nienawiść i brak zrozumienia.Polacy nie są wyrozumiali, pewnie już zapomnieli czasów, gdy sami szukaliśmy pomocy w latach, gdy Polacy za chlebem, ale również i często prześladowani musieli z Polski uciekać.
Ktoś powie, to były inne czasy, zgoda, ale dla tych ludzi ten dzisiejszy czas jest tak samo tragiczny, jak kiedyś były dla nas tamte lata.
I o tym trzeba pamiętać, o tym wlaśnie nam Ojciec św w swoich pierwszych słowach po przyjeździe do Polski wspominał.
Na pewno nie były to słowa w smak obecnych rządzących, którzy niepotrzebnie tę sytuację jeszcze podsycają.
Pytam się siebie: a czy przyjęłabyś uchodźcę pod swój dach? Może nie, bo i warunków nie mam odpowiednich, a poza tym przyznaję, też boję się obcych, zresztą wcale nie tylko uchodźców, ale rząd ma już całkiem inne możliwości w zapewnieniu tym osobom chociaż tymczasowego pobytu i  zapewnieniu podstawowych ich potrzeb.
Zbyt dużo pieniędzy z budżetu wydawane jest na rzeczy całkiem niepotrzebne, a zapomina  się o zwyczajnych ludziach, zarówno o nas, Polakach, ale także tych, którzy czekają na nasz przyjazny gest. Nie można przecież powiedzieć, że każdy uchodźca jest potencjalnym zabójcą. Ci, którzy uciekają też się boją o siebie, o swoje rodziny, boją się  podobnie jak i my tych fanatyków, którzy w imię swoich pseudo  religijnych imaginacji zabijają. Bo to ludzie gotują taki los innym, Bóg nigdy nie pozwalał i nie pozwala  na  ludobójstwo, nie ma żadnych przesłanek, aby unicestwiać innych w imię żadnych wyimaginowanych idei.
Bóg daje nam życie i to On decyduje o tym, jak długo człowiek będzie po tym świecie chodził, a dając mu wolną wolę (ale nie do zabijania innych), zezwala na możliwość naprawiania swoich życiowych błędów.
Ale trzeba równocześnie mieć oczy bardzo szeroko otwarte, bo zło, które się rozpleniło często dla niepoznaki przybiera potulny wizerunek, nawet pośród tych uchodźców może znaleźć się kilku wrogich pokojowi ludzi, którzy przedostając się do Europy przyniosą wraz ze sobą niepokój, śmierć, zgrozę.
Młodzież czekała długie godziny po oknem papieskim, a gdy się w nim pojawił entuzjazm sięgnął zenitu.
Ale jak już wspomniałam, nie były to jak ongiś swobodne i wesołe rozmowy i przekomarzania się. Ojciec Franciszek wspomniał o bardzo smutnym fakcie, który ostatnio zaistniał, o chorobie i śmierci młodego grafika, który był bardzo zangażowany w przygotowaniach do tego Święta Młodzieży, niestety bezwzględna choroba i śmierć zniweczyły jego marzenia o tym, by się tu w Krakowie z papieżem spotkać. Zmarł niedawno, na początku lipca, nie doczekał, by jego marzenia się spełnienia.
Jakże ważne było to przesłanie dla młodych ludzi, na pewno wywarło na nich to ogromne wrażenie, mówiło o tym, że radość życia i śmierć są czasami tak bardzo blisko siebie, że koniec życia może w każdej najmniej spotykanej  chwili spotkać i nas, dlatego pojednanie z Bogiem i ufność w Niego powinna być bezgranicznie najważniejszym priorytetem. Bo życie jest tylko chwilą, albo krótką, albo dłuższą, czego na razie nie wiemy, ale kiedyś i do nas taka świadomość dotrze.
A młodzież bardzo dokładnie zrozumiała to, zadumała się, wyciszyła i z  wielką powagą i ze smutkiem przyjęła te słowa Ojca św.
Nie lękajcie się – powiedział do nich, pokładajcie ufność w Bogu. Śmierć nie jest końcem wszystkiego, teraz ten grafik spogląda n nas z Nieba i jest tu razem z nami. Cieszcie się życiem, młodością, jednak bądźcie  zawsze czujni, bo śmierć zapisana jest przecież w nasze życie, ona kiedyś przychodzi i jest to najbardziej naturalna kolej dla każdego człowieka.
Nie odnosiło się , żeby poczuli się źle, że ktoś zabrał im zabawę, radość, ze spotkania z Ojcem św  wyszli bardzo zadowoleni i może nawet dumni, że ktoś potraktował ich poważnie, pokazując drogę życia, która nie zawsze idzie po płatkach róż, która jest wypełniona cierniami cierpień i różnorakich rozterek.

Dzisiaj kolejny bardzo pracowity dzień Ojca św. Zastanawiam się, skąd ten starszy, już 80 letni człowiek czerpie tyle energii, by sprostać bardzo napiętemu programowi dnia.
Dzisiaj też będę śledziła w TVN-ie wszystkie transmisje dotyczące tej pielgrzymki, a wieczorem znów zasiądę na fotelu, by oglądać następne spotkanie Ojca Świętego  z młodzieżą na ul. Franciszkańskiej 3

Życzę wszystkim udanego dnia. Nie będzie on raczej upalny, ale może i dla pielgrzymów będzie to lepszym rozwiązaniem?