Rozważania przed Światowymi Dniami Młodzieży

 

Wracając wczoraj z pracy, zatelefonowałam z pętli autobusowej  do V.I.P.-a. Okazało się, że właśnie wyszedł z domu i udawał się na przystanek autobusowy, gdzie czekać miał na ten sam autobus, w którym ja już właśnie siedziałam, a który zaraz miał odjechać.
Znaczyło to tylko jedno, miłe randesvous w autobusie.
No i tak się stało, trzy przystanki dalej wsiadł do autobusu V.I.P. i kawał drogi razem sobie jechaliśmy, wesoło rozmawiając, z tym, że ja wysiadłam na swoim zwyczajowym przystanku pod Cracovią, on niestety pojechał do swojego ulubionego Tesco, kupić chlebuś.
Nic na takie dictum poradzić nie mogłam.
Ale nie o tym mowa. Po drodze do autobusu wsiadło 4 młodych, o oliwkowej skórze ludzi i w języku angielskim spytali mnie, jak mogą dojechać do Rynku Głównego.
Wytłumaczyłam im i przez moment wywiązała się między nami rozmowa. Dowiedziałam się, że przyjechali do Krakowa na Światowy Dni Młodzieży aż z Filipin.
Matko jedyna, aż 28 godzin lecieli do Polski, aby spotkać się z Ojcem św Franciszkiem, to jest dopiero wiara i samozaparcie.
Mieszkali pewnie na prywatnej kwaterze na Krowodrzy i teraz zwiedzali Kraków.
Jeszcze sporo takiej wielokolorowej młodzieży w najbliższych dniach do Krakowa zjedzie.
I ciekawe, co teraz minister Błaszczak powie o multi- kulti, którą tak niedawno właśnie krytykował?
Bo do Krakowa zjadą nie tylko ludzie o różnych kolorach twarzy, ale również różnić się będą poglądami, przekonaniami, kulturą…..
To ich wszystkich serdecznie do nas Ojciec św zaprosił, nie bojąc się, że taka różnorodność może przynieść tylko same nieszczęścia i tragedie. To ma być wspólna zabawa, wspólna radość z wyznawania Boga, to mają być rozmowy i wymiany poglądów ludzi różnych ras, bez żadnej agresji, niedomówień, kłamstw.
I mam nadzieję, że tak właśnie te dni Święta Młodzieży przebiegną, że nikt nie odważy się ich zakłócić, że żadne ciosy na uczestników nie spadną.
Tylko jedno jest niepokojące, że po udanych Dniach Pis wyciągnie ręce po aplauz, który im się według nich będzie należał.
To nie ważne, że teraz krytykują wszystko i wszystkich, będzie podobnie jak i ze Szczytem NATO, uznają, że to wszystko tylko i wyłącznie ich zasługa i będą domagać się wszelakich splendorów, zapominając, że to nie oni zaprosili polityków z NATO, nie oni zaprosili młodzież do Krakowa, to wszystko było zrobione za czasów ich poprzedników, a im przyjdzie tylko spijać śmietankę. To jest właśnie najbardziej oburzające, z chwilą, gdy prawa ręka PIS-u – ONR głoszą zdecydowane hasła anty semickie i anty narodowe, gdy wraz z PIS-em zawłaszczają Polskę, którą chcą  układać według własnych anty ludzkich modeli.
To jest po prostu faszyzm, zwalczanie innych, bo według nich, tylko my jesteśmy godnym narodem wybranym.
Niestety, główny gość tego Święta ma całkiem odmienne zdanie na ten temat, dla Niego każdy człowiek jest istotą ważną, bo od Boga pochodzi i ma takie same prawa do życia i do samostanowienia.
A więc, czy panu Błaszczakowi spodoba się to, że Ojciec św. będzie tolerował tą kulturę multi – kulti? Czy będzie krytykował Jego poczynania w Polsce, upominając wszystkich „możnych” tego naszego kraju, od polityków począwszy, aż na  klerze, który jawnie występuje przeciwko Bożym przykazaniom: pycha, chciwość, nadmierne bogacenie się, skończywszy?
Zarówno PIS jak i kler to wyraźnie zakłamana kasta ludzi, będą pewnie bili papieżowi  bałwochwalcze pokłony, czekając, aż wszystko się skończy, by mogli znów powrócić do swoich niecnych, codziennych czynów.
Niestety, jest to bardzo smutne, ale obawiam się, że pobyt Ojca św w Polsce nie wiele w niej zmieni.
Gdy przed laty do Polski przyjechał „nasz” papież Jan Paweł II i stanął w Warszawie modląc się o pomoc do Ducha św wtedy odniosło to kolosalny skutek, rzeczywiście zmieniło się wtedy oblicze polskiej ziemi. Teraz obawiam się, że każde słowo Ojca św Franciszka będzie tylko grochem daremnie rzucanym o ścianę…….


Mamy dzisiaj kolejny piątek.
Już sporo ludzi wyjeżdża dzisiaj na te przymusowe wakacje, lepiej jednak opuścić Kraków i okolice, bo szykuje się dość spore w mieście zamieszanie, związane chociażby z trudnościami poruszania się po nim – wprowadzili wiele zakazów wjazdów do stref w Krakowie. Rozumiem, takie zabezpieczenie musi być, chociażby po to, żeby zapewnić transport chorych, dowóz żywności, czy przede wszystkim bezpieczeństwo.
Dlatego im więcej ludzi wyjedzie z Krakowa, tym lepiej dla przybywających Gości, pozostanie dla nich więcej przestrzeni.
Wiele osób zdecydowało się na przyjęcie do swoich domów przybywających gości, chwała im za to, chociaż nie wszyscy taką możliwość mają.
Ale już na Face Booku widzę zdjęcia tych, którzy zdecydowali się przybyszów do swojego domostwa przytulić.

Życzę przyjemnego piątku i przyjemnego weekendu,  ba, nawet dla wielu osób przyjemnego urlopu, przymusowego, bo przymusowego, musiano pozamykać wiele placówek do których dojazd byłby zdecydowanie utrudniony.

Dobrej pogody i miłych wrażeń.

wściekły prezes

 

Ale się wczoraj podobno  prezes zdenerwował. Wszyscy dostali podwyżki, on jako poseł niby też, ale nie uwzględniono szczególnej podwyżki jakby nie było dla Szefa całej tej organizacji.
Poza tym już zaczęły się szemrania wśród ludu, nawet suweren nie przyjął tej ciemnoty, trzeba było szybko rakiem się wycofywać.
Teraz PIS da następną odsłonę w swoim  przedstawieniu pt „Widzicie jacy jesteśmy sprawiedliwi i dobrzy? potrafimy się wycofać z błędu”
Tylko kto wie, czy ta cała afera nie była specjalnie nakręcona, żeby znów omamić ciemny lud. Tym bardziej, że okazuje się, że w czasie głosowania o przyjęcie zmian w podwyżkach dla rządów,  niejaki poseł Kaczyński głosował za, są na to dokumenty.
I po co ta obłuda Jarku?? Kłamstwo  ma krótkie nóżki jak zwykle u kaczuszki 
Niedawno prezydent Turcji sam przygotował  pucz, aby potem podporządkować sobie wszystkich sobie podległych pokazując, jaki to on jest niezłomny i potrafi opanować wszelaką rebelię………..
Całkiem możliwe, że Kaczyński wzorował się na jego przykładzie i też najpierw podkręcił śrubę rzekomymi wielkimi podwyżkami, które potem wspaniałomyślnie obalił.
Przecież Kaczynski wcale nie ukrywa, że swoje wzorce bierze z rządów węgierskich i właśnie tureckich.
A że to całe zamieszanie w Turcji było dopiero co, miał się na czym Kaczyński podeprzeć i miał od kogo od małpować.
Bo jakoś nie wierzę w to, że akurat decyzja o podwyżkach dla posłów, senatorów, pani premier, pana prezydenta i jego małżonki ustalana była poza plecami Kaczyńskiego. W tej partii nic nie ma prawa się dziać bez Jarusiowego zezwolenia.
Więc nie ze mną takie numery panie Kaczyński, może ciemny lud znów Ci uwierzy, chociaz już wierzy coraz mniej, skoro według ostatnich sondaży poparcie PIS-u spadło do 25 procent.
Mnie nie nabierzesz na te plewy, Jarek.
Coraz więcej oczów otwiera się ze zdziwienia, że można tak na bezczelnego prowadzić politykę, uznając, że Tobie wszystkie splendory się  należą.
Otóż nie, nie ma przyzwolenie na butę i arogancję, na wszelakie kłamstwa i przeinaczania historii.
Polska musi pozostać Polską normalną, demokratyczną,  nie może ona być pod rządami autokraty.
I im szybciej wszyscy Polacy to zrozumieją, tym lepiej będzie dla Polski, chociaż już jest wiele rzeczy, które ciężko będzie naprawić, ale gdy będziemy brnąć dalej w to bagno, będziemy topić Polskę coraz bardziej i coraz głębiej.

Wczoraj był całkiem przyjemny dzionek. Byli tu, na Smoleńsk, Diana z Ksawrem, piliśmy popołudniową herbatkę i miło sobie rozmawialiśmy.
Wieczorkiem zjadłam z nimi pyszny makaron z pesto, oczywiście przy otwartym oknie na balkon, było miło i ciepło.
Jednak lubię, gdy ktoś ze mną jest, przyzwyczaiłam się do życia  „w stadzie” i nie wiem, czy sobie z tą swoją samotnością na nowym mieszkaniu poradzę.
Jednak rozmowa w cztery oczy to nie to samo, co rozmowa przez telefon, prawda?
Już wczoraj zastanawiałam się, ile to  „parapetówek” będę na tym nowym mieszkaniu musiała zrobić, niestety na raty, bo co prawda mieszkanie jest nie całkiem takie małe, ale nie da się czasami pogodzić wszystkich gości na raz. Nawet sobie planowałam, co dobrego podam do jedzenia:-)
Ja to jestem jednak niepoprawna, jeszcze się nie przeprowadziłam, a już o gościach myślę.
Będzie brak mi odgłosów tego mieszkania, chlupoczącej wody w akwarium, odgłosu jeżdżącej windy, tych ciągłych dzwonków do domofonu, czy odgłosu zamykanych drzwi u sąsiadów.
Czarnej damy, snującej się po przedpokoju, też mi będzie brakowało, wcale się jej nie bałam, zresztą ona nigdy z tym swoim łażeniem zbyt nachalna nie była. Ot tylko od czasu do czasu przepływa w tej swojej czarnej woalce przez przedpokój i znikała.
Za to już postanowiłam, że gdy umrę, będę codziennie nachodziła to swoje już stare mieszkanie , ale ich wszystkich będę straszyła!!!!!!

Za oknem świeci słoneczko i chociaż na razie jest dosyć chłodno, zapowiada się nam piękny czwartek.
Miejmy nadzieję, że taki też będzie cały przyszły tydzień, który spędzę u Magdy i u Jacka w Modlnicy.
Muszę uciekać z Krakowa, bo mieszkam w samym centrum, więc nawet trudno powiedzieć, czy nawet  na piechotę byłoby łatwo się do domu dostać, skoro taki tłum ludzi ma do Krakowa przybyć.
Co prawda główne uroczystości odbędą się w Brzegach pod Wieliczką, ale i w Krakowie przewidziane jest sporo religijnych przeżyć. Mieszkam opodal Błoń, a tutaj też ma się odbyć na Błoniach msza św z udziałem Ojca św, nie wiem w takim razie, po co jeszcze dodatkowo budowali ten cały Camp pod Krakowem, przecież na Błonia też przyjdą tłumy ludzi.
Z drugiej strony mojej ulicy są planty, którymi już bliziutko jest pod osławiony adres –  Franciszkańska 3. Tam mieści się Pałac Arcybiskupów i tam zamieszka Ojciec św Franciszek, który wzorem poprzednika, św. Jana Pawła II będzie wieczorami podchodził do okna, by porozmawiać z młodzieżą. Wyobrażacie sobie, jakie tam będą tłumy?
Gdy po raz pierwszy czy drugi Jan Paweł II przyjeżdżał do Krakowa, sama gnałam pod to okno i wyczekiwałam godzinami, aż się w nim Ojciec święty  pokaże, ale wtedy byłam przecież piękna i młoda, pełna sił i energii, a przede wszystkim cierpliwości w oczekiwaniu.
Moja ulica łączy Błonia i ul. Franciszkańską, więc te całe rzesze młodzieży i nie tylko młodzieży, będą się przelewały koło mojego domu, nawet nosa z domu nie dałabym rady wyściubić.
A ponieważ nasza placówka przez te najbliższe 5 dni będzie zamknięta i mam taką wspaniałą siostrzenicę i jej męża, którzy mnie do Modlnicy zaprosili, muszę więc to przecież wykorzystać.
Tym bardziej, że będzie to 5-6 dni wytchnienia przed tym całym rozgardiaszem, który na mnie czeka, czyli przed moją przeprowadzką.
Bo na pewno już na początku sierpnia do niej dojdzie, niestety, a może właśnie stety???

No to życzę wszystkim przyjemnego i cieplusieńkiego czwartku, a ja za 2-3 godziny wychodzę sobie popracować troszkę.

Przyleciał motylek…….

 

Przyleciał motylek i usiadł na różyczce dla Ulki. Piękny był, nie mogłam go przecież przegonić, on tak wdzięcznie do Ciebie macha skrzydełkami Uluś, zupełnie jakby wiedział, że dzisiaj mamy środę 😊
Ulinku Kochany! Miło mi znów będzie dzisiaj tutaj Ciebie widzieć. Wraz ze słoneczkiem posyłam Ci do Poznania gorące pozdrowienia i całuski.
Niech teraz nastaną dla Ciebie same pomyślne i wesołe dni, pełne towarzysko – sportowych wrażeń. Podziwiam Cię, że tak dzielnie ćwiczysz, bo ruch to samo zdrowie, o czym i ja doskonale wiem, niestety rożne większe, czy mniejsze bóle  nie pozwalają mi na takie jak Twoje sportowe wyczyny.
Trzymaj się dzielnie nadal Dziewczyno , a ja właśnie teraz do Ciebie się uśmiecham.

 

A teraz coś wybitnie politycznie, bo już powiem prawdziwie szlag mnie trafia.
Szlag na butę rządu, szlag na tępotę tych, którzy na PIS głosowali, szlag na bezwolną, całkowicie otępiałą opozycję  (o ile można powiedzieć, że jeszcze ona istnieje)

Spore podwyżki dla  pani premier,  dla posłów i dla prezydenta, dodatkowo dożywotnia pensja dla żony prezydenta – oto nowy obraz „dobrej zmiany”

Po pierwsze uczciwość, ta rozumiana w sposób najprostszy, materialna – do władzy nie idzie się dla pieniędzy- tak w kampanii wyborczej rzekł Jarosław Kaczyński.
A tym czasem posłowie z pensji 12.365zł dostaną 15.051 czyli 2.686 zł podwyżki.

Polska polityka musi być inna, pokora, praca, umiar, roztropność w działaniu i odpowiedzialność. Koniec z arogancją władzy i koniec z pychą, mówiła na początku swojej władzy premier Beata Szydło.
A tymczasem  premier z 16.675zł dostanie podwyżkę pensji do 24.078zł, czyli dostanie o 7.403 zł więcej.
Ojczyznę dojną racz nam wrócić panie – kpił sobie z poprzedniego rządu Andrzej Duda, a tymczasem…… jego pensja z 20.137.zł skoczy do 24.619 zł, czyli dostanie 4.428 zł więcej. Również i I-sza Dama dostanie pensję w granicach 13.000 + dodatek stażowy.Ciekawe jakimi obowiązkami ją teraz obciążą, bo jak do tej pory widzieliśmy ją tylko przyczepioną do ramienia męża z zaklajstrowanymi ustami, nawet na żadne pytani dziennikarskie nie chciała odpowiedzieć. Na pewno jest to najbardziej „niema” i nic nie robiąca z wszystkich dotychczasowych I-szych Dam, które jednak uczestniczyły w życiu społeczeństwa.
Dla sprawiedliwości trzeba dodać, że zarówna Jolanta Kwaśniewska, jak i Anna Komorowska również otrzymają pensję w wysokości około 10.000 zł, pewnie gdyby ich im nie przyznali, w Polsce zaczęłaby się wielka rewolta.
Przecież te wszystkie rządowe podwyżki idą z kieszeni nas, podatników, a w dodatku PIS chce wprowadzić ustawę o regulacji podwyżek dla rządu każdego roku o kilka procent, tak więc następna rządowa podwyżka o 2-3 tysiące nastąpić ma już w kwietniu roku przyszłego.
Ale i tak uważam, że nieprawdą jest to co powiedział Kaczyński, czy Duda, że do władzy, pardon, do koryta nie pcha się po pieniądze.
Fakty mówią same za siebie!!!!!
Dla porównania emerytura w przyszłym roku będzie podniesiona brutto o 6 zł, czyli netto znów dostaniemy po jakieś 2-3 zł.
A gdzie są podwyżki dla innych, na przykład te obiecane dla pielęgniarek? Okazuje się, że dla nich niestety forsy w budżecie brak!!!!!!
O innych podwyżkach pensji już nie wspomnę, można zapomnieć. No, może jeszcze tylko uhonorują prokuraturę i niektórych pro – pisowskich sędziów, bo swoim należy się podwyżka, chociażby potem budżet całkowicie miał się nie tyle załamać, co nawet upaść.
Jednym słowem dążymy do modelu greckiego.
Przepraszam, podwyżki są – teraz za lekarstwa dla chorych na raka z 3.50 podnieśli cenę do 340 zł, czyli skądś te pieniądze dla rządowców trzeba brać, a wy ludzie gorszego sortu zdychajcie, już dosyć się nażyliście na tym świecie.
i JAK TU ŻYĆ PANIE KACZYŃSKI????????????????????????????????????????

Tak się karmi ciemny lud. Tak się okrada tych, którzy na PIS, jako na dobrą zmianę postawili.
Czy to nie jest arogancja i pycha władzy?
Robią z nami co tylko im się podoba, nie znają żadnych hamulców.
Dokąd ten ciemny lud da się mamić tymi zapomogami 500 plus, które nie daje im wcale PIS, ale dajemy my wszyscy, podatnicy, zresztą i oni sami w tych ściąganych podatkach na tę dotację uczestniczą.
Przyjdą wielokrotne podwyżki, w poborze prądu, szykują się podwyższone opłaty za wodę i pewnie jeszcze „coś” do tego dorzucą, co oczywiście znów się przełoży na zwiększone ceny żywności. Tak więc z tego 500 plus nie wiele tym uradowanym z jałmużny pozostanie, wszystko z nich ściągną w inny sposób, więcej zapłacisz  za każdy milimetr wody, którą pobrałeś, by zrobić sobie kawę, czy herbatę, za każde przejście przez chodniku (przecież sprzątanie kosztuje), za każdy śmieć, który wywaliłeś do koszta, za żywność, benzynę itp. Policz, ile  Ci z tej podwyżki pozostało?????
Ręce po prostu opadają, bo jak słusznie powiedział Tomasz Lis, w tym momencie przyspieszone wybory nie mają sensu, bo niestety nie mamy odpowiednich ludzi, którzy znaleźli by sposób na poskromienie PIS-u i mających pomysł na to, jak urządzić Polskę po PIS-owską. Przecież pozostanie jedna ruina ekonomiczna i polityczna, odbudowanie naszej wiarygodności w świecie graniczy teraz z cudem.
Jeszcze trochę niech PIS narozrabia, może nawet ci najbardziej pro-pisowscy klakierzy wreszcie dojrzą, że PIS z nich drwi, że sami są dojną krową, która ten ciemny lud  niecnie wykorzystuje.
Jak na razie wg CBOS-u poparcie PIS jest olbrzymie, po tych rządowych podwyżkach na pewno takie się nie utrzyma, bo dokąd bezkarnie i bezczelnie można „suwerena” okradać???????

Miałam jakiś niepokojący sen – śnił mi się cmentarz, po którym spacerowałam z psem.

    Sen jest symbolem smutku, żalu oraz obawy przed śmiercią. Może być także wyrazem niepewności spowodowanej życiowymi perypetiami bądź ważnymi wyborami.

być na cmentarzu

    – kres przyzwyczajeń i niektórych zachowań; przed tobą nowy etap w życiu

No i jak tu nie wierzyć w sny??? Sen jest jednak wyrazem duszy.
W moim przypadku  rzeczywiście mam niepewność przed tym, co mnie czeka, no i oczywiście przede mną jest całkiem nowy etap życia, jak sobie z nim dam radę?
W dodatku obudziłam się jakaś przerażona tym snem i słyszę, że ktoś łazi po moim pokoju, cichutko, mięciutko….. dopiero po chwili uświadomiłam sobie, że po moim pokoju chodzi….. kot Szprot.
Nie spodziewałam się go wcale, bo gdy szłam spać, kota u nas w domu jeszcze nie było, musiała go Julka przyprowadzić troszkę później.
Zapaliłam lampkę i….rzeczywiście Szprot „buszował” po moim pokoju, wlazł przez uchylone drzwi i w najlepsze zwiedzał mój pokój. Koty mają to do siebie, że w nocy nie śpią, tylko łażą po chałupie. Na całe szczęście nie wskoczył na moje łóżko, chociaż się o niego ocierał.
Gdybym nagle ujrzała go obok siebie, chyba bym zemdlała ze strachu, bo co prawda Szprot jest jasnego umaszczenia, ale w nocy każdy kot jest czarny.
No i sam fakt, że w ogóle się jego nie spodziewałam, spowodował ten nocny mój niepokój. Wstałam więc z łóżka, poszłam do łazienki, gdzie kot oczywiście mi towarzyszył, ale potem bardzo dokładnie zamknęłam już  drzwi do mojego pokoju, by nikt i nic nie zaburzało mi mojego snu.
I taka to właśnie była moja nocna przygoda.
Wstałam dzisiaj pełna nadziei na zapowiadaną „lampę” słoneczną, a tu niestety słonka nadal nie ma, to znaczy bardzo nieudolnie usiłuje się przebić od czasu do czasu przez chmury i czuję przez otwarte okno chłód. A miało być aż 25 stopni ciepła!!!!!
Coś się te prognozy pogody słabo sprawdzają ostatnio.
A może potem się wypogodzi? może rzeczywiście gdzieś tam nadchodzi lato?

Życzę wszystkim przyjemnej i spokojnej środy.

chandrowy poniedziałek

 

Czy to wina deszczowej pogody, czy może niedomogi mojego brzuszka, a może znów czas rozmyślań, co to będzie, jak to będzie, sprawił, że wczorajszy dzień nie należał do tych najprzyjemniejszych.
Coraz częściej z pewnym przerażeniem myślę o najbliższej przyszłości, o mojej przeprowadzce, o tym, że tu, w tym mieszkaniu już mnie nie będzie….
Zwinęłam się więc popołudniu pod kocykiem i spałam, szczęśliwa, że nikt nic ode mnie nie chce.
W krainie snu zawsze wszystko jest lepsze, oczywiście pod warunkiem, że nie śnią się jakieś horrory.
Czasami tak właśnie człowiek ma, jest mu po prostu źle i już!!!
Czekam cierpliwie do środy, bo wtedy podobno znów ma powrócić lato, takie całkiem przyjemne, ze słonkiem i temperaturą akuratną, około 25 stopni.
Dzisiaj nadal jest pochmurno i nadal czuję się całkiem nie najlepiej, zupełnie, jakby mnie jakaś grypa dopadła, czy co?
Cierpliwości, jutro na pewno będzie lepsze.

 

A dzisiaj robi małe różyczkowe ustępstwo i zamieszczam różyczkę, tym razem dla Iwonki, która dzisiaj obchodzi swoje urodziny, a która (chyba) codziennie mój blok czyta.
Sto lat Iwonko, niech Twoje zamierzenia w czyn się obracają i korzyść Tobie zawsze przynoszą.
Bądź zawsze taka jak dzisiaj, pogodna, mila, uśmiechnięta, otoczona miłością Twoich Najbliższych i Twoich Przyjaciół.

Oglądałam wczoraj sobie „Deszczową piosenkę”, w sam raz musical na deszczowy i chandrowaty dzień.
Jest to jeden z tych filmów, który można oglądać wielokrotnie, oczywiście, jeżeli ktoś lubi ckliwe musicale.
Ale miło jest posłuchać te wspaniałe szlagiery z tamtych lat no i pooglądać wspaniały taniec ze stepowaniem tych wybitnych aktorów.
No bo kto teraz tak potrafi stepować jak Fred Astaire czy jak w tym filmie Gene Kelly, Donald O’Connor czy Debbie Reynolds.
Cóż poradzić, że bardziej preferuj właśnie takie ckliwe romansidła niż filmy przemocy, czy filmy wojenne……..

Dokonałam wczoraj już wszystkich przelewów na konto Taurona, Novum i PGNiM, gdy nagle okazało się, że w tak zwanym między czasie Tauron zmienił swoje konto, tamte stare zostało zamknięte, więc dzisiaj znów muszę ponownie przelać tam pieniądze.
Na całe szczęście, za poradą Maćka zmieniłam „zdrapki” przy koncie PKO na hasło na SMS, więc taki przelew jest teraz o wiele szybszy i mniej skomplikowany. Co prawda też trzeba podać ciąg liczb, które podsyłają z Banku SMS-em, ale są one o wiele bardziej czytelne, niż te na zdrapkach, a przy okazji tak samo są zabezpieczone przed ewentualnym włamem na konto, bo od razu powiadamiają, że taki przelew jest zrobiony.
A jeszcze nie tak całkiem dawni trzeba było wypisywać czeki, żeby pobrać pieniądze, lub zrobić przelew. Ot, technika idzie do przodu.
Właściwie to nic specjalnego już dzisiaj nie przychodzi mi do tej mojej ciągle bolącej głowy, aby napisać tu o tym w blogu, może następnym razem będę rozmowniejsza?
Póki co, idę napić się porannej kawusi, żeby rozproszyć mroki mojej zaczadziałej od rana czaszki. Zresztą zupełnie nie wiem dlaczego zaczadziałej, przecież spałam i popołudniu i potem już zaraz po 22 położyłam się spać i calutką noc przespałam, nawet w nocy nie wstawałam do łazienki.
Powinnam być rześka, a jestem całkiem zmęczona, jakbym dopiero co godzinę temu się położyła..
Straszne jest bycie meteoropatką.
W oczekiwaniu na jutrzejszy cieplejszy dzionek życzę wszystkim miłego wtorku.

Kolejna”Osiemnastka” w Rodzinie

 

Dzisiaj do wieku swojej pełnoletności doszła nasza Wiktoria, córka Maćka.
A wydaje się, że dopiero co przywieźli mi ją  autem,  do Sielpi, gdzie spędzałam swój urlop, taką malutką, dwutygodniową.
Leżała taka Krupcia w swoim  nosidełku i o świecie Bożym niewiele jeszcze wiedziała.
Proszę, a tu już osiemnaście lat minęło i wyrosła z niej ładna, młoda i wesoła dziewczyna.
Znów chciałoby się powiedzieć, ale ten czas leci, no prawda, leci jak z bicza trzasnął.
Wczoraj, czyli w wigilię Jej urodzin byłam zaproszona na urodzinowy obiad przez Wiktorię i Jej Rodziców, była najbliższa rodzina  :  Babcia Jadzia, Ciocia Ewa ( siostra Eli) z mężem, potem dojechał jeszcze brat Maćka, Andrzej z żoną i z dziećmi, no i oczywiście ja, Ciocia- Babcia Ewa- seniorka rodu.
Obiad był przepyszny, a potem oczywiście był obowiązkowy tort z osiemnastoma świeczkami.
Czego mam Ci w dniu dzisiejszym  życzyć Wiktoria?
Życie nie toczy się niestety po samych różach, bo każda róża, nawet ta najpiękniejsza, swoje kolce ma. Ale życzę Ci, abyś nawet wtedy, gdy na jakiś kolec niechcący nadepniesz, nie sprawiał Ci on dużo bólu, byś szybko zapominała o jakichś niewielkich czy nawet ciut większych niepowodzeniach, bo one po prostu będą Twoim drogowskazem i będą Cię uczyć, jak mądrze je omijać.
Życzę Ci wielu Przyjaciół w życiu, ale takich serdecznych, od serca, którzy zawsze będą koło Ciebie, obojętnie od sytuacji, w jakiej się znajdziesz i którzy zawsze życzliwie i prawdziwie będą wspierały Cię w Twoich dążeniach.
Masz wspaniałych Rodziców, na których możesz zawsze polegać, to jest naprawdę wielkie szczęście, nie tylko dla młodych osób, ale także i w wieku nieco późniejszych, niech zawsze Tobie służą swoimi radami i pomocną ręką.
Również i Twoja siostra jest Ci zawsze życzliwa i niech taką nadal dla Ciebie pozostanie.
Bądź zdrowa i szczęśliwa Wika, niech spełniają się Twoje marzenia i wszystkie Twoje życiowe zamiary, no i tradycyjnie żyj 100 lat (albo i dłużej), uśmiechnięta i radosna, abyś kiedyś mogła wspominać te miłe chwile swojej młodości i mogła powiedzieć, naprawdę moje życie było i jest nadal wspaniałe.

 

Dzisiaj rozpoczynamy znów nowy tydzień, pełen emocji i bardziej, lub mniej ciekawych wydarzeń.
I znów będą podawane „wspaniałe pomysły” rządzącej partii, mającej absolutną i niepodważalną rację, znów będą kłótnie z opozycją, która coraz bardziej blado wygląda na tle politycznych rozgrywek. A my, szaraczki, przeciętni zjadacze polskiego chleba, wciąż tylko będziemy się zastanawiać, dokąd to wszystko zmierza, śledząc mniejsze lub większe afery, którym wbrew pozorom, ten wspaniały rząd podobnie jak poprzedni ulega.
Łatwo jest kogoś krytykować i grzmieć z poselskiej ławy na czyjeś niedociągnięcia, trudniej jest samemu nie ulegać pokusie odstępstwa od linii poprawności politycznej.
Młoda dziewczyna przez okno wypatruje miejsca, z którego wyłoni się rycerz na białym koniu, by porwać ją do krainy szczęśliwości, niestety my wszyscy już zamazaliśmy nasze okna nadziei, już mało kto wierzy, że będzie lepiej, a jeżeli już, to kiedy?
Nawet pogoda nie potrafi nas do końca uszczęśliwić, znów jest chłodno, chociaż zapowiadali już wyraźne ocieplenie i słońce.
Ech nowy tygodniu, jakie dni niesiesz nam w prezencie?
A przydał by nam się jakiś spektakularny sukces, taki jak na przykład ostatnio zrobili nam nasi lekkoatleci, zasypując nas złotymi i srebrnymi medalami, zdobytymi  w Lekkoatletycznych Mistrzostwach Europy.
Najbliższe sportowe emocje co prawda pomału się zbliżają, niebawem rozpoczną się eliminacje do piłkarskich Mistrzostw Świata, czy nasza drużyna, podobnie jak podczas ostatnich Mistrzostw Europy potrafi się na tyle zmobilizować, żeby pomyślnie te eliminacje przejść i zakwalifikować się do dalszych rozgrywek? Wierzymy w nich, bo ostatnio pokazali, że sporo potrafią, tylko ten pech, który nas dopadł w ćwierćfinałowym meczu z Portugalią, jakby nie było, która okazała się potem Mistrzem Europy, te nieszczęsne rzuty karne, pokrzyżowała nasze dalekosiężne plany. Oby podobne  pechowe sytuacje nas tym razem ominęły.
Pełna optymizmu na dzisiaj (czemu internetowy Bank PKO.BP nie  działa, nie mogę dokonać przelewów) i na cały nadchodzący tydzień życzę Wam, aby i dla Was poniedziałek, wtorek i tak dalej aż po niedzielę, były szczęśliwymi dniami.

kroczek po kroczku

Kroczek po kroczku, już pomalusieńku, wyprowadzam się.
Wczoraj na nowe mieszkanko pojechała już moja pralka, muszą ją wkomponować w meble kuchenne no i podłączyć.
Pepa bardzo dziwowała się temu, co się dzieje. Gdy pan Krzysztof wyniósł już pralkę, Pepa weszła do łazienki, usiadła w progu i zdumiona patrzyła na puste miejsce. Jeszcze nie dowierzała, podeszła tam, gdzie jeszcze dopiero co pralka stała i dokładnie obwąchała to miejsce, punkt, po punkcie.
Jak to? coś się tu zmieniło?, czegoś tu jest brak? – zdawała się mówić.
Tak Pepuniu, niedługo i z pokoju będą kolejno wyjeżdżały meble, no i na sam koniec wyjadę  ja sama.
Już trochę mniej się tym faktem denerwuję, ale  chciałabym mieć to już za sobą, co nie znaczy jednak, że gdy będę już opuszczała to mieszkanie, pewno nie jedna łza spadnie z mich oczów, przecież wiadomo, to będzie oznaczało jedno : już tu nie mieszkam.
Pewnie, że jeszcze nie raz będę zaglądała na Smoleńsk, ale to już będzie co innego, już nie będę tu u siebie, a tylko w gościnie.
Pozałatwiałam ju wszystkie sprawy związane z przeniesieniem liczników na Monikę, prócz oczywiscie telefonu stacjonarnego, ten razem ze mną pojedzie na nowe mieszkanie, dzięki temu  nadal będę miała Neostradę.
Nie wiem tylko co będzie z Cyfrowym Polsatem, wiem, że wystarczy przenieść tylko antenę i dekoder, tylko, czy antena na pewno będzie tam dobrze odbierała? Chociaż z kolei jest to antena satelitarna, jakoś uda się nawiązać sygnał, tylko nie mam bladego pojęcia, gdzie będę mogła umieścić talerz satelitarny, czy właścicielka zgodzi się, by dać go od frontu, czy będzie umieszczony na poręczy balkonu, tylko wtedy odbiornik musiałby być w kuchni, bo przecież przez całe mieszkanie nie będę kabli przeprowadzała.
Ale to wszystko szczególiki, wszystko okaże się dopiero na miejscu.
Ale jak z tego widać, sporo jeszcze tarapatów przede mną, sporo nerwów stracę,  zanim na dobre się  na nowym miejscu nie zadomowię.
Na razie trwa w mojej nowej  kuchni montaż mebli, potem już pozostanie poprzenosić moje meble ze Smoleńsk na Szymanowskiego i…….. będę mogła już sobie tam zamieszkać. Ale przypuszczam, że to wszystko kwestia około dwóch tygodni, może trzech, bo po drodze przeszkodą w przeprowadzce mogą być  Światowe Dni Młodzieży, trudniej wtedy będzie poruszać się po mieście, a ja przecież nadal będę mieszkała w Śródmieściu, tylko może kawałeczek dalej od Rynku.
Ze Smoleńsk piechotą szłam do Rynku  10 minut, tu będę jechała dwa tramwajowe przystanki, mogę też i iść pieszo, ale około 20-30 minut.
Zresztą ja po Krakowie nie chodzę już po nocy, gdy tramwaje przestają jeździć.
A na koniec mojego pobytu w tym mieszkaniu same plagi mnie dopadają: nie dość, ze złamał mi się fotel na kółkach i wypadła szyba z okna  (mam teraz naturalne wietrzenie pokoju, bo szklarza oczywiście nie dopadłam), to w dodatku leje mi się woda z rury po zabraniu mojej pralki, co chwilę muszę wodę zbierać z podłogi. Mam nadzieję, że Maciek – złota rączka dzisiaj jednak do mnie dotrze i jakoś uda mu się tę śrubę doprowadzającą do nieistniejącej już pralki zakręcić.

Obowiązkowe słowo o dzisiejszej pogodzie? Jest nijaka, ani słoneczna, ani deszczowa, wiatru nawet nie ma, ale jest trochę ponuro. Chmury są dosyć gęste, więc wątpliwe, czy słonku uda się przez nie przebić. Jak to dobrze, że nie jestem na wakacjach, chociaż z drugiej strony, taka pogoda z temperaturą około 15 stopni na pewno dobra jest do wszelakich wycieczek i spacerków.
Mój spacerek ograniczy się tylko do wizyty w sklepie, potem będę już czekała na gości, na Darię i na Maćka.

Obowiązkowy temat polityka? – dzisiaj nie chce mi się nawet o niej wspominać, bo tyle jest ostatnio pisich głupot wypowiedzianych, że zabrakłoby palców u rąk i u nóg, żeby je policzyć.
W każdym bądź razie, obecny rząd pogrąża się tylko w coraz większej arogancji i olbrzymiej bucie, byle tak dalej, coraz więcej ludzi widzi, że na złego konia postawili, może to zaowocuje w końcu jakimś pozytywnym dla Polski skutkiem?

Miłej soboty Kochani Wam życzę, dobrego odpoczynku, dobrej zabawy, dobrej lektury, dobrego filmu – do koloru, do wyboru, co kto lubi.
Wspaniałego całego weekendu 🙂

Odstresowanie

 

W  potrzebie gwałtownego odstresowania się poszłam sobie wczoraj na smażonego pstrąga. Pyszny był i nawet mi nie zaszkodził, mimo, że ostatnio staram się nic  smażonego nie jeść, Ale rybka, to rybka, a w dodatku pstrąg ma bardzo delikatne mięsko.
Do tego podano moje ulubione ziemniaczki z koperkiem, w całości, nie pure i sałatkę z pomidorów, ogórków i kukurydzy, podanej na liściu sałaty.
Pstrąga, ziemniaczki  i pomidorki owszem, zjadam, kukurydzę trochę podziobałam, ogórki i sałatę zostawiłam wrogowi 🙂
Szkoda tylko, że nie można było posiedzieć sobie w ogródku na Rynku, nagle zaczął padać drobniutki deszcz, ale przy tym zerwał się olbrzymi wicher, trzeba było zejść na dół do restauracji, po ogromnie stromych schodach. Jak wiecie, schody są moja piętą Achillesową, jeszcze gdy tę stromiznę zobaczyłam, od razu zaczęło mi się kręcić w głowie i musiałam bardzo pomalutku schodzić, stopień po stopniu, inaczej pewnie skręciłabym tam kark.
Modne teraz są te restauracje w piwnicy, ale takie schody, strome jak drabina, są dla zdrowych, młodych ludzi, a nie dla starszych osób z „kręciołkiem” w głowie w dodatku.
Podziwiłam te młode kelnerki, które po tych schodach frygały tam i z powrotem, niosąc przy tym szklanki z piwem czy z winem no i oczywiście pełne talerze smakowitości, bez żadnego szwanku dla potraw i własnych nóg. Niech żyje młodość, chciałoby się powiedzieć.
Z wejściem na górę też miałam pewne kłopoty, już prawie na ostatnim schodku zakręciło mi się tak w głowie, że omalże nie poleciałam do tyłu, zresztą chwilę potem wpadłam na jakąś ścianę, dobrze, że było się czego chwycić, ale wyglądało to tak, jakbym tam na dole wypiła butelkę wina, a nie wody mineralnej.
I tak sobie pomyślałam, że może właśnie gdybym się tego wina napiła to paradoksalnie mniej by mi się w głowie  wtedy kręciło?
Zawsze cierpiałam na lęk wysokości, a teraz na starsze lata jest coraz trudniej mi ten lęk opanować.
Przyznam, że wstyd mi było schodząc i wchodząc po tych schodach, dobrze, że przynajmniej nie było dużo ludzi, bo chyba wtedy bym się ze wstydu spaliła.
Może niepotrzebnie o tym tutaj piszę, ale już kiedyś założyłam, że w moim blogu będę opisywała wszystko tak jak jest, bez żadnych krętactw.
Czyli jednym słowem poszłam się odstresować, a przez tę piwnicę, gdzie czekał na mnie stolik, dodatkowo jeszcze się do stresowałam, no ładnie!!!!

A w ogóle miałam wczoraj dosyć urozmaicony dzień, na godzinę 12.30 umówiona byłam na masaż z panią Marią (no, już mam znów spokój na jakiś czas), potem pojechałam do pracy, a stamtąd podeszłam spory kawałek, jak na moje chory nogi, do tramwaju i podjechałam na ul Karmelicką i piechotką poszłam sobie do Rynku Głównego, do Sukiennic, albowiem zostałam zaproszona przez Wiktorię, córkę Maćka, na niedzielny obiad z okazji jej 18 urodzin, musiałam więc jakiś niewielki prezent Wiktorii zakupić i udało mi się, ale nie napiszę co kupiłam, bo Maciek czyta przecież mój Blok, a to ma być niespodzianka.
No a potem, w ramach odpoczynku, usiadam przy stoliku i resztę historii tego  popołudnia już znacie.
Wróciłam do domu już ledwie nogami włócząc, wiadomo, załamanie pogody no i w dodatku prawie cały czas gdzieś maszerowałam, biedne nogi  w końcu odmówiły mi posłuszeństwa. Zacisnęłam więc mocno zęby i z wielkim bólem stóp, jakbym po rozżarzonych węglach szła, jakoś udało mi się do domu dotrzeć, gdzie czekały na mnie wygodne pantofle i oczywiscie niezawodny Nimesil. Sama nie wiem, co bym bez tego lekarstwa zrobiła.
Ale i tak jestem dzielna, bo dawniej musiałabym wszędzie jechać taksówka, dzisiaj korzystam z miejskiej komunikacji no i oczywiście własnych nóg.
Człapię, bo człapię, ale zawsze jednak do przodu 🙂
A jak wielki jest to heroizm wie tylko ten, którego te nogi tak niemiłosiernie bolą jak mnie, szczególnie właśnie na zmianę.
Wieczorem wiatr rozszalał się na całego, wył jak potępieniec, czego bardzo nie lubię.
W dodatku przez ten wiatr  znów zbiła mi się szyba w oknie i znów muszę szybko szukać jakiegoś szklarza, co wcale takie łatwe nie będzie, ponieważ szklarze bardzo się cenią i dają dosyć spore terminy do przyjścia  –  jak pani chce szybciej, może pani przynieść okno do nas do zakładu – ha, ha, wolne żarty, jak ja niby mam to okno nieść przez całe miasto na plecach? No, a poza tym w dodatku nieźle się cenią, za jedną niewielką kwaterę liczą 100-120złotych.
Czyli znów mam na głowie niespodziewany wydatek, a wszystko to przez przeciąg, który powstał, gdy ktoś otworzył drzwi w kuchni.
Dobrze tylko, że ta szyba spadając ns dól nikogo nie zraniła, dopiero miałabym kłopoty…….
Dzisiejszy poranek zaskoczył nas nikłym słoneczkiem, które na siłę chce się przez chmurzyska przebić, ale nadal jest chłodno, bo wiatr co prawda nieco się uspokoił, przynajmniej tak nie wyje, ale nadal wieje chłodem. Jakoś jednak da się wytrzymać, nie mamy innego wyjścia.
Na dzisiaj nie mam aż tak ambitnych planów, muszę tylko wykonać parę telefonów w sprawie zaległych rachunków, co pewnie łatwe nie będzie, ale przed przeprowadzką muszę powyczyszczać wszystkie konta płatnicze, żeby potem móc przepisać już konta na Monikę – do tej pory ja byłam płatnikiem rachunków. A potem jeszcze przepisać muszę na Monikę Neostradę, o ile będę mogła to zrobić, bo przecież dopiero niedawno podpisałam umowę z Orange, która obowiązuje 2 lata.
Tak więc przede mną mnóstwo załatwień, czego organicznie nie cierpię, ale w końcu kiedyś trzeba się z tymi urzędowymi sprawami uporać.
A popołudniu czekam na Maćka, który ma mi wymienić tę pękniętą nogę w fotelu na kółkach. Przesyłka już do mnie dotarła, tylko teraz trzeba ten fotel naprawić.

Na koniec słowo polityczne: Okazuje się, że przywódcą Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego Solidarność w roku 1980 nie był wcale Lech Wałęsa, tylko…… Lech Kaczynski.  Według Jarosława Kaczyńskiego, Wałęsa  tylko firmował tę  nazwę, faktycznym przywódcą, który wszystkim kierował i zarządzał był właśnie Lech Kaczyński  To przykład na to, jak można dobrowolnie zmieniać sobie bieg historii i kreować całkiem nowego bohatera.
Proszę, jak wszystkich Polaków i nie Polaków w błąd wtedy wprowadzano, przecież to Kaczyński podpisał umowę z Jagielskim, to on skakał przez płot i to on był na rękach rozradowanych robotników noszony. Ile lat potrzebowaliśmy, aby ta „prawda” została wreszcie ujawniona!!!!!
No i jeszcze wczoraj  doszła do nas bardzo smutna  wiadomość z Nicei, gdzie znów dokonano terrorystycznego zamachu, wjeżdżając rozpędzoną ciężarówką w tłum ludzi, wiwatujących w dniu święta narodowego Francji.
Jak długo jeszcze zło, przemoc i nienawiść będzie szerzyć swoją religię nadludzkich praw na świecie?
Zgroza. Coraz bardziej obawiam się o obchody Światowych Dni Młodzieży w Polsce, coraz więcej nawiedzonych wariatów chodzi po tym świecie……

Życzę wszystkim miłego i spokojnego piątku

oj złe czasy na mnie naszły……

 

Może nie całkiem złe, ale na pewno nie łatwe.
Związane jest to przede wszystkim z moimi ostatnimi „bolączkami”, o których już nawet nie chcę pisać, bo to staje się nudne.
Najgorsze w tym jest to, że prawie całkowicie straciłam apetyt, coraz mniej rzeczy mi smakuje i na coraz mnie smakołyków mam ochotę, gdzie te czasy, gdy jedzenie radość mi przynosiły?
Teraz coś tam jem, bo jeść muszę, ale bez wyraźnego smaku, chociaż od czasu jakaś tam oskoma na mnie nachodzi, ale wtedy na ogół źle się to dla mnie kończy, bo z kolei znów mój brzuch się buntuje.
Ale jak długo można żyć na obwarzanku, czy suchej bułce?
No jeszcze toleruję owoce, a teraz moim najlepszym owocem są…wiśnie. Tak, takie fajne i kwaśne, a jeszcze gdy są zimne, prosto z lodówki….pychota.
Widocznie właśnie takiego kwasu potrzebuję.
Do tego dochodzi ta wizja rychłej przeprowadzki…niby o tym wiedziałam od dawna, ale gdy staje się to pomału rzeczywistością…… zaczynam myśleć, trochę się bać, jak sobie poradzę na nowym mieszkaniu..
Wczoraj wraz z Renią powyrzucałyśmy wszystkie już niepotrzebne graty, resztkę starych ciuchów, to wszystko co pozostało jest już przegotowane do transportu.
Popakowałyśmy do walizy także wszystkie moje książki z szafki, przy okazji wydało się, że było tam sporo rzeczy, o których nawet już nie pamiętałam, na przykład Leksykon potrzebny do rozwiązywania krzyżówek – a ja myślałam, że dawno już tę książkę wywaliłam.
Ale przyznam Wam się, że gdy patrzę na te walizkę z książkami (jutro prawdopodobnie pojedzie już na nowe mieszkanie), robi mi się coraz smutniej.
No cóż, mieszkałam tu kawał czasu, całe 66 lat, czyli całe moje dotychczasowe życie, nie można nad tym o tak, pstryk, sobie przejść.
Trzeba będzie jednak psychicznie trochę to odchorować.
Może ktoś uzna, że jestem sentymentalna? Owszem, przyznaję rację, jestem, mam odczucie, że coś już bezpowrotnie się kończy i przyznam, że czasami graniczy to nawet z końcem…… mojego życia. Bo to jest trochę tak, jakbym umarła, tylko, czy potrafię odrodzić się na nowo?
 Powie ktoś: nie dramatyzuj Ewa, wszak nie ty jedna tylko się przeprowadzasz na nowe śmiecie, musisz spróbować wziąć się w garść.
Chociaż prawdą jest to powiedzenie, że nie powinno się przesadzać starych drzew. Ich korzeni silnie już w glebie są osadzone, a przesadzone w inne miejsce tracą tę swoją siłę, czasami nawet  obumierają………
Ale jednak łatwo nie będzie, a już na pewno będzie inaczej.
Nawet widok z okna mi się zmieni, nie na kamienicę na przeciwko, ale na piękny, zielony wiosną i latem Park Krakowski, zimową porą na szare alejki pokryte śniegiem, lub błotem.
Ale za to będę mogła podziwiać, jak pięknie na wiosnę świat się ożywa, jak budzi się do nowego życia każdy listek na krzewie i na drzewach, każdy kwiatuszek.
Tylko jeszcze pozostanie ta codzienna pustka, pewnie będzie mi brak tych codziennych domowych odgłosów, przekomarzań, czy na przykład pomrukiwań Pepy, kto rano przyjdzie mnie budzić teraz do pokoju?
No i w końcu do kogo teraz rodzinka będzie przychodziła po papierosy, wodę mineralną, cukier, sól, po mleko????? – będą musieli nauczyć się wszystko kupować, nie będzie Ciotki Ewy na podorędziu……
Nawet Pepa już wie, że  się na coś dziwnego w domu zanosi, wczoraj uczestniczyła dzielnie przy pakowaniu książek i okropnie mnie pilnowała, chodziła za mną krok w krok, więc ją uspokoiłam, że to nastąpi jeszcze nie dzisiaj, jeszcze po pracy powrócę do niej…..
Tak siedzę sobie i myślę i różne takie myśli do głowy mi przychodzą, nawet wtedy, gdy przebudzę się na chwilę w środku nocy. Wtedy jest najgorzej, wiadomo, w nocy wszystkie koty są czarne, myśli też.

Okazało się, że pani Maria, ta od masażu, dzisiaj jednak po raz ostatni będzie przed swoim urlopem w pracy, więc ten ostatni, brakujący masaż jeszcze mi zrobi, to fajna sprawa, przynajmniej nic nie stracę z tych zabiegów, bo nie wiadomo kiedy będę mogła brać następne masaże, może w późniejszej nieco jesieni, a może dopiero na wiosnę, gdy znów kręgosłup bardzo mocno mi dokuczy. No bo oczywiście skierowania do sanatorium znów nie załatwiłam, może po wakacjach???
Niestety dzisiaj leje deszcz, podobno w całej Polsce ma być taka deszczowa pogoda, nawet IMGW dał specjalne ostrzeżenie o gwałtownych ulewach.
Ale jakoś egzystować trzeba, muszę iść na zabieg, muszę iść na popołudnie do pracy. Gorzej chyba mają jednak Ci, którzy teraz przebywają na urlopach, złaknieni słońca i ciepełka, darmo go dzisiaj wypatrywać będą. Chyba nawet nie tylko dzisiaj, ale przez kilka następnych dni też.
W czasie deszczu dzieci się nudzą, dorośli pewnie też, chociaż zawsze można sobie wtedy poczytać książkę, porozwiązywać krzyżówki, poserfować po internecie……. to ostatnie zajęcie też pewno dla dzieci będzie jedynym zajęciem, no bo kto by ich podczas wakacji do czytania książek zagonił?
Ale nie traćmy nadziei, kiedyś przecież znów słonko nam zaświeci 🙂
Mimo pogodowych przeciwności losu miłego czwartku życzę

Witaj Uleńko !!!!!!!

Dni tak szybko jeden po drugim płyną, że zanim się obejrzałam, znów mamy środę, czyli święto naszej róży.

 Róża to taki piękny kwiat, a jeszcze gdy w dodatku obok niej serduszka fruwają……  ten obraz wyraża nieustanną moją sympatię dla pewnej pani z pięknego miasta –  Poznań.
Wiesz Ulu, że tak właśnie jest, obojętnie zresztą na dzień tygodnia, ale skoro obydwie za ten wyjątkowy dzień wybrałyśmy właśnie środę , a jako symbol przyjaźni, różę……. nic i nikt tego zmienić nie może.
Serdecznie Cię więc Ulu dzisiaj pozdrawiam i specjalne całuski z Krakowa posyłam, każde z tych zamieszczonych powyżej serduszek to właśnie jeden całusek dla Ciebie 🙂 

 

Wczoraj pozałatwiałam swoje sprawy zdrowotne, no prawie pozałatwiałam, jeszcze dzisiaj muszę iść na ostatni masaż, a potem donieść pani doktor wypis z ostatniego mojego pobytu w szpitalu no i załatwić sobie termin u diabetologa. Jednak bez takiej wizyty się nie obejdzie,
Idąc wczoraj do przychodni obfotografowałam prawie każdy kwietny klombik, który był na mojej drodze. Uwielbiam wprost kwiatki i nigdy nie mogę się powstrzymać, aby ich nie uwiecznić.
Jeden z tych pięknie rosnących kwiatków i tutaj uwidoczniam, by cieszyły oko moich wszystkich Czytelników.

Przecież nie tylko róże muszą w każdą środę królować na moim blogu, prawda????

Wracając wczoraj do domu nieco „zgrzeszyłam” i wskoczyłam do Buczka na kawusię i porcję lodów miętowych.
Oczywiście zostałam ukarana, a jakże, moim kiszkom znów nie spodobało się takie dziwactwo i mocno zareagowały, na szczęście  wtedy, gdy znalazłam się już  w domu.
Ale odniosłam takie wrażenie, że przyczyną tego buntu tym razem była…….. kawa, tak, tak, to ona właśnie tak jakoś dziwnie mi nie smakowała, właściwie wypiłam ją trochę na siłę, a była to przecież tylko kawa z mlekiem, nic specjalnego.
Jednak prawdą jest to, że gdy coś jesz lub pijesz i niezbyt ci smakuje, trzeba od tego odstąpić. Nic na siłę, żołądek przecież najlepiej wie, co jest dla ciebie dobre, a co złe, Czyli, jak to mawia V.I.P. należy najpierw ze swoim brzuszkiem porozmawiać, a dopiero po jego aprobacie zabierać się do konsumpcji. Tylko dziwne jest to, dlaczego akurat na kawę tak zareagowałam? Do tej pory raczej nie miewałam takich przypadków, jedna kawa zawsze przechodziła mi dotąd bezboleśnie. To skąd nagle taka gwałtowna reakcja? – nie rozumiem.
Coraz bardziej zadziwia mnie reakcja mojego żołądka, robi się coraz bardziej kapryśny.

Dzisiaj mamy trzynastego lipca, to jest mój taki mały dzień wspominkowy, ale nie będę o tym  raczej się rozpisywać, bo chwalić się za bardzo nie ma czym, wystarczy, że tylko o nim dzisiaj wspomnę, jak zresztą czynię już od dawna właśnie 13 – stego lipca.
Wiadomo, trzynastego wszystko zdarzyć się może…….
I oby dzisiaj zdarzały się tylko same dobre rzeczy!!!!!

Niestety dzisiaj przyszło załamanie pogody. Właściwie to już wczoraj wieczorem porządnie się rozlało, ba, nawet nad Krakowem przeszła burza, ale wygląda na to, że deszcz nie ustawał przez całą noc.
Skutkiem tego jest całkiem miły chłodek, można trochę pooddychać, byleby tylko za długo taka pogoda się nie utrzymywała.
No i znów źle – jest gorąco niedobrze, pada – jest jeszcze gorzej………
Jak to trudno człowiekowi dogodzić.
A ja coraz większymi krokami zbliżam się do przeprowadzki. Dziś, albo jutro  jako pierwsza pojedzie  na moje  nowe mieszkanie  moja pralka, a wtedy kuchnia będzie już praktycznie umeblowana.
Potem, pewnie dopiero w sierpniu przyjdzie kolej na pozostałe meble , no i oczywiscie na ten najważniejszy „mebel”, czyli na mnie.Ciekawa jestem, ile czasu będę musiała mieć na pełne zagospodarowanie, pewnie trochę to potrwa.

Ale cierpliwości, kiedyś przyjdzie ta chwila, że powiem : „no, już jestem na swoim” 🙂

Miłej środy moi Kochani, głowa do góry, jeszcze słonko nam zaświeci!!!!!

pośpieszny wpis

 

 

Dzisiaj bardzo szybko i bardzo krótko, bo już od samego ranka bardzo się spieszę.
Zaraz pędzę na przedostatni już masaż, a potem muszę zająć sobie kolejkę do pani doktór I-szego kontaktu.
Wczoraj przezornie wszystko sobie pozapisywałam, co mam u niej pozałatwiać i skierowania i recepty, (oj krótka ta moja pamięć już jest, krótka!), no, ale przede wszystkim interesują mnie wyniki krwi i ich ocena dokonana przez panią doktor.
Według Maćka nie są za szczególne, ale ogólnie mówiąc, ciut, ciut lepsze niż poprzednie, te z końca marca. Widać, że dobrze się sprawowałam i grzecznie leki zażywałam 🙂
Tak więc raczej pobyt w szpitalu mi nie grozi i cale szczęście, kto by w taki upał w szpitalu chciał leżeć?
Chociaż znów nadchodzą podobno troszeczkę chłodniejsze  i dżdżyste dni, pewnie znów Nimesil będzie brany pod uwagę 🙂
Naprawdę rewelacyjnie na mnie działa.
Zresztą podejrzewam, że teraz i w  najbliższym czasie nie będą tak chętnie do szpitali przyjmować, muszą sobie już pomału tworzyć zaplecze dla ewentualnych chorych pątników, a według prognozy ma ich przyjechać do Krakowa około 360 tysięcy.
Przynajmniej tyle osób jest zarejestrowanych, a będzie ich pewnie o wiele więcej, bo jeszcze nie wszyscy tej rejestracji dokonali, a  są też tacy, którzy może nawet nie wiedzą, ze trzeba jej dokonać????  Zresztą sama nie rozumiem na co to komu? rzekomo po to, żeby dobrze Kraków logistycznie przygotować do tych dni, bo gdzieś taką rzeszę ludzi trzeba ulokować no i wyżywić. Tylko nie zapominajmy, że to są Dni Młodzieży, która aż takich strasznie wielkich wymagań nie ma, prześpią się byle gdzie, w namiotach i na karimatach, oczywiście byle tylko wtedy nie padało.
Zresztą jutro zaczyna się już Przystanek Woodstock, taki przedsmak dla młodzieży, jak przygotować się do nie całkiem komfortowych sytuacji. Z tego co wiem, młodzież z tej imprezy zawsze wraca zadowolona, nie narzeka na gorsze warunki, po prostu tam się świetnie bawią, ku wielkiemu oburzeniu  oczywiście zacofanej prawicy, którzy Woodstock traktują jakby to było co najmniej  spotkanie z …diabłem.
Czy oni do cholery nigdy nie byli młodzi?  Czy zawsze tylko z książeczką do nabożeństwa ganiali do kościółka? – śmiem wątpić, sama kiedyś byłam młoda i co nieco z tych czasów jeszcze pamiętam. Co prawda wtedy tej imprezy oczywiście jeszcze nie było, ale młodzież też spotykała się na różnego rodzaju zabawach, festynach,  cieszyła się życiem i na niewygody nie narzekała. No i diabeł widać nie był wtedy taki straszny, jak dzisiaj…….
A i spotkanie z Ojcem św Franciszkiem też będzie swojego rodzaju wyrazem radości z tego, że się jest młodym. I na pewno ta młodzież będzie cieszyła się, że jest ktoś, kto ich świetnie rozumie i potrafi przez wspólną zabawę i wspólny fan znaleźć drogę do Boga.

Wczorajszy dzień miał być okropnie gorący, nawet z temperaturą ponad 30 stopni i może i taki był, na szczęście wiał lekki wietrzyk i jakoś można było egzystować.
A dla mnie ten dzień był okropnie dłuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuugiiiiiiiiiiiiiii. Zaczął się pobudką w Modlnicy przed piątą rano , sama nie wiem, po co tak wcześnie wstawałam, potem z Magdą pojechałam do naszej przychodni, a stamtąd do Przychodni na Rusznikarską, na masaż, po czym wróciłam raz jeszcze na Żabiniec do prawdziwej już roboty, miałam porejestrowanych przecież pacjentów, tak więc w domu byłam dopiero około 18.30 – przyznam zmęczona byłam jak mops, a tu jeszcze trzeba było rozpakować się, przesegregować rzeczy do prania no i zrobić listę na jutro potrzebnych lekarstw i badań. Niby nie wiele, ale gdy człowiek jest już zmęczony, wszystko  idzie u  jak po grudzie.
No, ale w końcu udało mi się wszystko elegancko załatwić, poszłam się wykąpać i jak runęłam w łóżko, byłam najszczęśliwszą osobą na świecie, prawie natychmiast odpłynęłam w krainę snu.
No bo oczywiście własne łóżeczko jest najwygodniejsze na świecie 🙂
Co prawda zamarzyła mi się przez moment noc spędzona na tej wygodnej huśtawce, ale przecież Modlnica była już ode mnie oddalona, więc dla pocieszenia dodałam do mojego blogu hortensję z Magdzinego ogródka. Miałam przynajmniej taką małą namiastkę moich marzeń.

Na dzisiaj budzik miałam nastawiony na szóstą rano, ale znów wstałam około piątej, czyli znów przede mną długi bardzo dzień.
Na szczęście zapowiada się na ciepły i pogodny, byleby tylko znów temperatura nie zaszalała i  słupek rtęci nie skoczył powyżej 30 stopni Celzjusza.
Bo ci, którzy są na wakacjach pewno i nie narzekają, ale taka temperatura w mieście jest jednak zabójcza, nie ma czym oddychać.
A więc zaklinam: powiej nam lekko wietrzyku, ożyw nasze ciała miłym twoim powiewem. tylko nie przegoń za bartdzo nam słoneczka, troszkę niech świeci, bo jest wtedy o wiele bardziej weselej człowiekowi na duszy.

Miłego wtorku.