A jak jesień to… katar, psikanie, kaszlenie, ot tak to już jest, gdy temperatura w mieszkaniu jest niższa, niż za oknem.Mieszkam na parterze, wydaje się, że tak właśnie od ziemi to zimno ciągnie, chociaz jest to wysoki parter około 8-9 schodków, a jednak, chłód się już czuje.
A psik, znów kicham, a głowę mam nadmuchaną, niczym balon, nawet dwie poranne kawy mi nie pomogły.
Wczoraj był bardzo przyjemny dzień, dlatego też z moim gościem, czyli z Magdą Italiana spędziłyśmy go przeważnie w Parku na ławeczce. Słoneczko, ciepełko, po co w domu siedzieć?, aż samego człowieka z niego na spacer wyciągało.
Oczywiście najpierw pokazałam moje włości Magdzie, ucieszyła się, że wszystko jest prawie tak jak pamięta z ulicy Smoleńsk, to znaczy umeblowanie mojego pokoju nie odbiega od tamtego, no, jedynie nowością jest moja kuchenka, która jest bardzo przyjemna, można otworzyć okno na balkon z widokiem na zielone podwórze ( ale już liście troszkę żółcieją), usiąść na kanapie i zapalić papieroska.
Ale w końcu wyszłyśmy na spacer, ja oczywiście uzbrojona w mój Iphonik, coby mi żadne Pokemony nie umknęły bez mojej wiedzy. Miałam przyzwolenie od Magdy na łapanie tych potworków, nawet przez moment sama była nimi zainteresowana, ale nie na tyle, żeby podobnie jak ja ulec pokemono – manii.
Potwierdzam, uległam Pokemonom (komuś w końcu trzeba), ale kto mając je na wyciągnięcie dłoni by takiej pokusie nie uległ?
Ale musiałam też pilnować się, aby za bardzo mojego gościa nie zanudzić, wszak we wszystkim trzeba swój umiar mieć i starałam się poświęcać też trochę czasu i Magdzie. Jeżeli Madziu uznasz, że trochę przesadziłam z tymi Pokemonami (a chyba jednak przesadziłam), to przepraszam, przyrzekam poprawę, następnym razem nie wezmę ze sobą tego telefonu, pokusy już nie będzie.
Zjadłyśmy potem po wspaniałej zapiekance, kupionej w budce na ul Lea, ale one są tak ogromne, że żadna z nas nie udało się jej pokonać w całości.
Za to zauważyłam, że w Parku jest bardzo mało koszów na śmieci, więc jak może być porządek w Parku?
A w ogóle po przyjściu do domu poszukałam sobie we Wikipedii wiadomości o naszym parku.
Został on założony w roku 1885 przez radcę miejskiego Stanisława Rehmana, na wydzierżawionych od wojska terenach. Został on stworzony na wzór ogrodów wiedeńskich , w których mieściły się kawiarnie, restauracje, ślizgawki, teatr letni, małe zoo, czy nawet basen.
Przed I-wszą wojną światową funkcjonowało w Parku najdroższe i najbardziej ekskluzywne lodowisko, a gościnne występy umilała wojskowa orkiestra .
Po pierwszej wojnie światowej powierzchnia użytkowa parku została wydatnie zmniejszona, co w znacznym stopniu zniszczyło zabudowę i kompozycję parku.
Obecnie Park zajmuje powierzchnię około 5 ha, a ze starych budowli pozostała tylko sadzawka. Za to w Paku znajduje się wiele rzeźb znanych rzeźbiarzy, niestety w dużym stopniu uległy one dewastacji. Ale na wiosnę przyszłego roku przewidziana jest rewitalizacja Parku, naprawy zniszczonych alejek, wymiany ławek i koszy na śmieci no i oczywiście odnowa starej sadzawki, czy też odrestaurowanie zniszczonych pomników. Oby tylko znalazły się na to pieniądze, bo park jest taki śliczny, że aż szkoda, żeby te płuca Krakowa w samym jego centrum ulegały dalszej dewastacji.
Bo to jest wręcz niesamowite, że przy najbardziej ruchliwej arterii Krakowa, jaką są Aleje Trzech Wieszczy, był kawałek wspaniałej, zielonej oazy dla odpoczynku i rekreacji. Jest jeszcze sporo naprawdę starych drzew, pamiętających okres świetności tego ogrody miejskiego, ale niestety wielkie zaniedbania, ciągły brak pieniędzy na odrestaurowanie Parku powoduje, że nie tylko trawniki, ale i drzewa ulegają wyniszczeniu, a szkoda!!!
Po miłym spacerze Magda pojechała do domu, a ja znów zostałam sama w moim zimnym mieszkaniu, I tak pewnie będzie przez kilka najbliższych dnu, bo pan elektryk znów się nie odezwał. No i miałam rację, że gdy temperatura na zewnątrz było około 30 stopni, u mnie piece grzały jak szalone, teraz, gdy jest chłodniej, piece są zimne jak lód.
W dzień da się wytrzymać, gorzej wieczorem i w nocy, ale już nauczyłam się obierać na noc tak, jakbym w Igloo mieszkała.
Hi, hi, Eskimoska ze mnie na starość się zrobiła, tylko niestety tamte kataru chyba nie miewają??
Ale dzisiaj i tak planuję mały spacerek po parku, przecież nie można siedzieć w domu, gdy taka piękna, jesienna pokusa, jaką jest spacer po szeleszczących już opadłymi liśćmi alejkach, jest za oknem,
A potem? Nie wiem, jeszcze planów nie mam, bo jak na razie żaden gość się nie zapowiedział, może wejdę pod ciepłą kołderkę i kocyk i się zdrzemnę?
Jakoś ten katar trzeba przecież przetrwać, a mam na to tylko weekend, bo jutro zaczyna się tydzień pracy, Co prawda niektórzy jutro strajkują, ja niestety nie mogę, bo mam zapisanych już pacjentów, będę strajkowała w duchu.
Życizę przyjemnej i owocnej w odpoczynek niedzieli.