nie zmarzłam, ale za to zmokłam

 

 

I to w dodatku jak mocno wczoraj zmokłam!!
Jakiegoś pecha miałam wczoraj do autobusu linii 164. Jadąc w południe do pracy, sprzed samego nosa uciekł mi autobus, musiałam na następny czekać aż 20 minut.
A w ogóle to jakoś poprzestawiały mi się wczoraj godziny, myślałam, że już dochodzi druga i się spóźnię, a to dopiero była pierwsza w południe, więc odpowiedni zapas czasu jeszcze miałam.
Jak ja na ten zegarek patrzyłam? Chyba zamglonym przez katar okiem.
No, ale swoje musiałam odczekać. Za to gorzej było w drodze powrotnej, bo w ogóle autobus linii 164 nie jechał, nie wiem, co zatrzymało te autobusy, bo chyba nie protesty, przecież jechały z peryferii w stronę miasta, a nie odwrotnie. Odczekałam więc ponad 40 minut na przystanku, licząc, że kiedyś jednak musi nadjechać. Ale nic z tego, kolejno jechały autobusy linii 132, wiec wreszcie się zdenerwowałam i w niego wsiadłam, z tym, że musiałam się przesiąść na Kleparzu, czyli przejść całe skrzyżowanie, żeby wsiąść w jakikolwiek autobus jadący w moja stronę, Na szczęście był to autobus linii 139, więc podjechałam jeden przystanek dalej niż bym podjechała autobusem 164, a stamtąd już miałam bliziutko do domu.
Niestety deszcz calutki czas padał, raz mocniej, raz słabiej, by znów w ulewę wręcz się przemienił.
I na nic całe moje ogrzewanie mieszkanka, skoro było mi chłodno i mokro po drodze.
To jest ta właśnie jesień, której nie lubię, chłodna, dżdżysta i …….śliska, bo rozmokłe deszczem listki niestety dają „poślizg”.
Tak więc byłam wczoraj wieczorem zdecydowanie na nie, bo i mokro i zimno, a w dodatku przyczepił się do mnie jakiś pijak którego bardzo niegrzecznie zbyłam, ale nie miałam skrupułów, po co stawał na mojej drodze???
Nie wiem, może te korki na mieście spowodowane były nie tylko fatalnymi warunkami atmosferycznymi?
Ale z tego co wiem od pewnej uczestniczki z Facebooka, było w Krakowie na manifestacji sporo ludzi i to nie tych zakłamanych ciotek – klotek, na których nikt nawet oka nie chce położyć, nie mówiąc o innej części ciała, nie tych, którzy „modlili się” o zakaz aborcji, bo ich ta sprawa nie dotyczy, nie one staną przed dylematem, czy urodzić, czy nie kalekie dziecko, które nawet jeśli przeżyje, całe życie będzie nieszczęśliwe, chore i bez jakiejkolwiek pomocy od tych obłudników, którzy teraz walczą rzekomo   o ich prawa, a w rzeczywistości mają je w bardzo głębokim miejscu.
Przyszły na to spotkanie kobiety, które chcą same zadecydować swoim losem i losem swojego dziecka. Nie są one (podobnie jak i ja) za aborcją  na żądanie, ale tylko w takich momentach, gdy ciąża może być  nieszczęściem dla dziecka i nieszczęściem na wskutek  po ciążowych powikłań i zagrożenia życia dla kobiety, która ma się tym dzieckiem opiekować przez całe swoje życie. Na pewno będzie je bardzo kochać i na pewno będzie codziennie odczuwała ból, że jej dziecko jest nieszczęśliwe, że nie można mu pomóc, że znikąd nie ma żadnej pomocy i żadnej nadziei na poprawę losu takiego dziecka.
Padło już pytanie do tych, którzy chcą zapobiegać każdej aborcji, czy podejmą się pomóc finansowo tym biednym rodzicom?
Jaki zasiłek dostaje matka na takie kalekie dziecko i na ile taki zasiłek wystarcza? Czy zamiast wzniosłych haseł bez pokrycia, rząd nie mógł by w realny sposób pomóc tym biednym rodzinom, a nie stawiać jeszcze przed nimi dodatkowe przeszkody?
Aborcja jest straszną decyzją, którą musi każda matka jej poddającej się sama podjąć, biorąc wszystkie możliwości, które przed nimi życie stawia, pozostawia ślad w sercu kobiety na całe życie.
Jeżeli jesteś osobą głęboko wierzącą i jesteś zdecydowanie przeciwko aborcji, nikt do niej ciebie nie namówi. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał lekko podejść do tak poważnego problemu i bez żadnej ważnej przyczyny nie zdecyduje się na taki krok. Dlatego porównanie demonstrujących wczoraj kobiet do prostytutek, albo nawet, jak pisał Terlecki do hitlerowców zabijających bez przyczyny dzieci, jest nie tylko głupie, ale wręcz niesmaczne i pokazuje tylko złą wolę tych, którzy osąd taki dali. Podobnie oburzona byłam słowa ministra Waszczykowskiego „niech się bawią” – pokazał tu tylko swoją butę i arogancję wobec kobiet, stających wczoraj do walki o swoje prawa o samostanowieniu.
Obecny rząd nieco zapędził się w kozi róg, chcąc służyć Kościołowi postawił swój polityczny byt w wielkiej niepewności. Jeszcze przed demonstracją poparcie partii PIS wyraźnie leciało w dół, obawiam się, że po sobotnich i wczorajszych demonstracjach  ich poparcie spadnie jeszcze bardziej wyraźnie. I bardzo dobrze, bo wreszcie  Polacy przekonali się, ile wart były czcze wyborcze obietnice „dobrej zmiany”. To była dobra zmiana, ale dla kogo? Chyba dla swoich kolesiów, którzy po dorwaniu się do koryta, przyciągali do niego wszystkich swoich potomków i znajomków, mając Polskę w nosie.
Niech więc moja koleżanka nie zwraca mi uwagi, że poprzedni rząd, poprzednia partia PO, nic nie zrobiła przez swoje osiem lat „panowania”
Rzeczywiście, przyznać trzeba, że też pogubili się w swoich rządach, też ulegli łatwościom życia, zachłyśnięci władzą, ale w ciągu swoich ośmiu lat rządów nawet w minimalnej części nie zepsuli Polski tak, jak udało się to Pisiorom w ciągu jednego roku. Za czasów rządzenia PO Polska była wzorcem demokracji, teraz wszyscy na świecie  z politowaniem patrzą na nasz biedny kraj, w którym demokracja ustępuje miejsca rządów satrapy.
Do tego dochodzi jeszcze niesamowita arogancja i buta dzisiejszych ministrów, autokracja, wręcz wprowadzaniem terroru, grożąc niebotycznymi wyrokami, ciągłymi podejrzeniami i śledztwami, no i przede wszystkim ta niesamowita hipokryzja, obłuda, wręcz bezczelne kłamstwa, które są udziałem wszystkich po kolei pisowców od samego Naczelnego Wodza począwszy, aż po przeciętnego pionka w partii, każdy z nich  szuka wspaniałego rozwiązania dla siebie, niestety nie dla Polski. Oni nie rządzą, oni po prosto pochłonęli  Polskę i używają ją tylko wyłącznie we własnych partykularnych  interesach. Dla pieniędzy i lukratywnych posad oczywiście, potrafią skłonić się ku największym świństwom i machlojkom przeciwko własnemu narodowi, nawet przeciwko tym, którzy w nich uwierzyli i dali im przy wyborach szansę.
A miało być tak pięknie…….. głupi, kto uwierzył, już raz, w latach 2005 -2007 pokazali, co potrafią, jak można było dopuścić ich ponownie do władzy?
Jak teraz mają się ci wszyscy Polacy, którzy z lenistwa, albo z powodu obrażenia się na PO nie poszli na wybory, dając tym samym przyzwolenie na to, co teraz w Polsce się wyrabia.
Mądry Polak po szkodzie, a ktoś nowe przysłowie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie jest tak samo głupi. Niestety!!
A teraz tylko mogę powiedzieć : „a nie mówiłam, że tak będzie”
Ile jeszcze kobiet muszą  pozamykać za następny bzdurny przepis na przykład  za podejrzenie aborcji u kobiety, która poroniła?
Jakim prawem zabraniają przeprowadzać zabieg in vitro u kobiet, które marzą, by mieć własne dziecko, niestety drogą naturalną jest to niemożliwe?
Głupie tłumaczenie o zabijaniu plemników, czy zygot nie jest wytłumaczeniem. Przecież natura też sama w całkiem normalny sposób reguluje ten proces, tylko jeden plemnik, czasami w wyjątkowych przypadkach dwa, lub trzy, potrafi zagnieździć się w macicy, reszta plemników po prostu ginie. Podobnie bywa i z zapłodnionym już jajeczkiem, nie każdy z nich ma na tyle siły, by przetrwać, niektóre nawet do macicy nie docierają, umieszczają się na przykład w jajowodach i taka ciąża drogą naturalną musi obumrzeć, czasami same od siebie w niesprzyjających warunkach  nawet poprawnie osadzone, obumierają..  Czy  zatem Pis jest więc mądrzejszy od natury, która świetnie potrafi sobie dawać radę z wszelkimi przeciwnościami? I czy w takim przypadku, gdy kobieta poroni, ponieważ jej organizm odmówi posłuszeństwa, kobieta już raz skrzywdzona przez los  tragedią utraty wyczekiwanego dziecka, musi poddawana być następnym psychicznym torturom, podejrzeniami, że dokonała aborcji? Jak mało serca okazują ci, którzy taki durny przepis wymyślają, ci, którzy chcą karać kobiety za ich niepopełnione winy. Ile zła i obłudy siedzi w tych zatwardziałych sercach rządzących, o ile jeszcze coś takiego, jak serce posiadają.
QUO VADIS MOJA BIEDNA OJCZYZNO???????

Nieznośny deszcz padał całą noc i nadal pada. Nawet Pokemony się pochowały i nie chętnie  chcą wyjść ze swoich krzaczków.
A mnie niestety zmogła choroba. Nie dość, ze byłam przeziębiona, to jeszcze nieopatrznie wyszłam „na chwilkę” do sklepu bez parasola i akurat wtedy rozpadało się na dobre. Ale wtedy zmokłam!!!!
Gdy wróciłam, byłam cała mokra, a z włosów kapała mi woda, zupełnie, jakbym dopiero co wyszła spod prysznica.
No i masz, katar już sobie rozszalał się na dobre, nos mam zapchany, kicham, prycham i czuję się kiepsko, a przede wszystkim brzydko kaszlę, no, trzeba stanowczo chociaż na te kilka dni zerwać z nałogiem papierosowym, bo dym podrażnia tylko już i tak nadwyrężone oskrzela.
A ponieważ dzisiaj nie ma żadnych nadziei na poprawę pogody, postanowiłam zaoszczędzić trochę moje zdrowie i pozostać w domu pod ciepłą kołderką.
Może do jutra chociaż troszkę wydobrzeję. Jak to dobrze, że przynajmniej w domu mam ciepło, gdyby mi Maciek nie włączył tego ogrzewania, miałabym pewnie murowane zapalenie płuc.
Zasadniczo zakupy zrobiłam już wczoraj, oczywiście zapomniałam kupić chleba, ale i tak ma przyjść do mnie z wizytą Zojka, więc poprosiłam ją, by mi kupiła kawałek chlebusia, jakoś do jutra przetrwam.
Jak to mówią? nieleczony katar trwa tydzień, a leczony siedem dni? No to tyle czasu mam z głowy, z tym, że te pierwsze dni, gdy katar i przeziębienie zaatakuje są najgorsze, potem już jakoś człowiek się przyzwyczaja.
No to ja wskakuję teraz do ciepłego łóżeczka i „dobrzeję”, a Wam życzę przyjemnego wtorku, bez kataru i bez innych komplikacji.