Sobota – a mogłoby być tak fajnie, wokoło zielono, motylki by fruwały, ptaszki wesoło śpiewały, a tu za progiem jesień.
Wiem, na każda porę roku kiedyś przyjdzie pora, ale tak trudno przyzwyczaić się do tego,że nie jest już tak, że tylko bluzeczkę na siebie człowiek narzuci i już może na spacerek sobie wyjść. A tu trzeba niestety z ciepłą kurtką się przepraszać, z cieplejszymi botkami, spodniami, szalikami, nawet rękawiczki sobie już nowe kupiłam, bo mi w zeszłym tygodniu łapki nieco zmarzły.
No i ten wciąż panujący w moim nosie katar, który mnie już denerwuje, bo ile można?
Ale fakt, tydzień jeszcze nie minął, ale nic nie wskazuje, żeby w przeciągu dwóch następnych dni całkowicie zniknął on z mojego nosa.
No to sobie kicham na ten jesienny świat i…wcale nie mam go w nosie, wręcz przeciwnie, tylko mnie z nerwów wyprowadza i pozostaje mi jedynie z nerwów pozgrzytać sobie zębami.
Na szczęście mam ciepełko w domu, tyle dobrze, bo gdybym jeszcze miała się trząść z zimna…..
Chociaż ten piec w kuchni grzeje tak jak potrzeba, ten w pokoju coś nie za bardzo się nagrzewa, to znaczy nie nagrzewa się w całości, niektóre kafelki są wręcz zimne, nie wiem, może coś z grzałką jest nie tak?
Ale przecież zawsze można narzucić na siebie sweter. Zresztą takie przegrzewanie nie jest wcale całkiem zdrowe. Tak, tylko ja zawsze w tych cieplarnianych, kaloryferowych warunkach przebywałam, teraz trochę trudno się przestawić, ale z czasem i do takiej zmiany się dostosuję.
Wczoraj miałam odwiedziny V.I.P-a, miłe jak zawsze, cóż, skoro gość tylko wodą mineralną się poczęstował?
Co prawda kusiłam go szarlotkę, ale nie udało się, za to o dziwo to on skusił mnie jabłkiem, a nie ja jego. Czyżby historia dziejów miała się odwrócić i to Adam (czyli Kaziu) kusił Ewę w Raju jabłkiem, a nie odwrotnie????
Mimo katarku zdecydowałam się dzisiaj jednak wyjść z domu, ktoś wreszcie te zakupy zrobić musi. No i oczywiście znów będę los kusiła nadając kupon Lotka, ale pewnie znów jak poprzednio bez efektu.
Może uda mi się też jakiegoś Pokemonka fajnego złowić? – oczywiście poluję na Pikachu, ale ten tylko jeden raz mi się tu pokazał i nie dał się złapać, teraz już mnie nie odwiedza, fakt, nie jest wcale łatwo na niego zapolować. A może uda mi się znów kilka punktów na Arenie zdobyć? Ta koło mnie aż kusi do walki, wydaje się do pokonania.
Już naprawdę lepsze są te Pokemony (co by ktokolwiek inne miał na ten temat zdanie) niż polityka, która mierzi.
W każdym bądź razie wszystko jest na całkiem niezłej drodze, ostatnio podniósł się bunt nawet w Pisie, nie wszyscy popierają racje Kaczyńskiego, który miota się i pętli. Już Wielki Wódz nie może być pewien, że nikt mu nie podskoczy.
Przecież nie może wszystkich niepokornych powyrzucać z partii bo kto mu pozostanie? Tylko garstka wiernych ale biernych lizusów chyba.
Dosyć, nie piszę nic już o polityce, po co mam się powtarzać, że przewiduję rychły koniec partii Pis??? OBY JAK NAJPRĘDZEJ!!!!!!!!
Teraz pomału zbieram się już do wyjścia, chociaż nie pada, ale jest chłodno i co najgorsze ponuro.
Tydzień właśnie mija od poprzedniej miłej soboty w Parku, spędzonej z Magdą Italiana. Pozdrawiam Cię Magdulko, mam nadzieję, że już niedługo, na wiosnę, znów po Parku pobłądzimy trochę. Zima przecież szybciutko minie, prawda? A może do tego czasu i połowy na Pokemony mi się znudzi???
Już pomału trzeba myśleć o świętach, o choince, świątecznych prezentach i rodzinnych uroczystościach.
Myślałam nawet, że urządzę w tym roku Wigilię w moim domu, ale mojej Magdzie jakoś ten projekt niezbyt się spodobał.
Więc pewnie znów wyląduję na święta w Modlnicy, może przynajmniej do tego czasu taras, na którym będzie można zapalić papieroska będzie już całkowicie gotowy?
Życzę wszystkim przyjemnej i spokojnej soboty
