Głucha

 

 

 

Tego jeszcze nie było, nie dość, że zasmarkana, to w dodatku jeszcze głucha.
Ej katar, miałeś wynosić się z mojego nosa, a tym razem ulokowałeś się w moim lewym uchu. To nie fer, miało już być dobrze, a ja wciąż swoją chorobę rozpoczynam od początku. To może dlatego, że tego kataru nijak nie leczyłam? Tylko czym leczyć katar? tabletkami, ktoś powie i kroplami do nosa
Nie bardzo chcę nadużywać tych tabletek, bo i tak mój żołądek ciągle się buntuje, wystarczy tych tabletek, które i tak muszę codziennie zażywać, a co do kropli do nosa? to jakoś wcale nie mam do nich żadnego przekonania. Co chwilę reklamują coraz to inne medykamenty, niby wszystkie takie wspaniałe, niepowtarzalne, jedyne najlepsze na katar…… jak może to być prawda? Wszystkie są takie wspaniałe? A zresztą wcale nie jest wskazane, żeby drażnić błonę śluzową i tak już nadwyrężonego katarem nosa., a wiem, że są osoby, które takie krople stosują profilaktycznie, nawet wtedy, gdy nos jest suchy i nie nosi cech nieżytu. I to jest wielki błąd, bo po co nadwyrężać naturalną osłonę nosa, jaką jest śluzówka pokrywająca jamę nosowa, ale i tak trudno to jest takiej osobie wytłumaczyć.
Są osoby, które po prostu lubią się leczyć, obojętnie, czy są chore, czy zdrowe, po prostu bez choroby, nawet tej urojonej, żyć nie mogą.
Ja do takich osób nie należę, a że czasami tutaj sobie na brzuszek, nosek, czy kolanko ponarzekam, to insza inszość. Nie oznacza to jednak wcale, że należę do grupy hipochondryków, którzy koniecznie muszą chorować na taką samą chorobę, na jaką zapadł ktoś z bliskiego otoczenia.
I tu znów wspominam moją koleżankę, z która kiedyś pracowałam w Szpitalu Kolejowym, Zytę, przy której nie wolno było nawet wspomnieć, że coś komuś dolega, bo ona od razu na to mówiła, a ja mam tak samo, bo….i tu puszczała długą opowieść o swojej pseudo chorobie.
Ale czasami można tym narazić się na śmieszność, pamiętam, jak raz ktoś przy Zycie wspomniał, że jego wujek czy dziadek choruje na prostatę, oczywiście Zyta natychmiast podjęła ten temat twierdząc, o ja też mam chora prostatę i nie mogła zrozumieć, dlaczego wszyscy z niej się śmieją.
Długo, długo potem ktoś tam złośliwie ją podpytywał : Zyta, a jak twoja prostata ma się dzisiaj 🙂
No to cierpliwie sobie czekam, aż ten mój „wierny towarzysz” wreszcie mnie opuści, nie mam zresztą innego wyjścia, niż wygrzewać się w cieplutkim łóżeczku. Niby pogoda nie jest aż tak zła, nie jest zimno, ale ten padający, a właściwie mżący co chwilkę deszczyk jest trochę zawodny.
Na jutro już mam zamówioną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, jednak bez tego chyba się nie obejdzie, no chyba, żebym postanowiła umrzeć na katar. Ale po co?, skoro życie jest takie piękne…. A że czasami bywa zasmarkane…  to tylko takie małe jego urozmaicenie.
No to życzę wszystkim przyjemnego wtorku, chociaż słonecznie, przynajmniej w Małopolsce się nie zapowiada.

Dodaj komentarz