Dzisiaj nie będzie w moim blogu wiewiórek, żołędzi, czy kasztanów, dzisiaj będzie moje zdjęcie, które onegdaj zrobiłam.
Wczoraj poszłam sobie na jesienny spacer przez park. Sporo jest jeszcze zielonych listków na drzewach, ale już korony drzew zaczynają się barwić w żółci i w brązie, a na trawnikach zaczynają się ścielić dywany zeschłych listków, coraz bardziej obficie spadających już z drzew.
I nie wiem tylko, dlaczego zawsze gdy na te spadające listki spoglądam, jest mi po prostu żal, mam uczucie, że znów coś odchodzi, coś się kończy……
Lubię, gdy jest ciepło i słonecznie, to też przysiadłam na momencik w słoneczku na ławeczce, aby odpocząć po trudach zakupów i popatrzeć, jak wygląda jesień w parku.
Nie tylko ja dałam się zwieść jesiennym urokom, na niektórych ławkach też siedzieli sobie, głownie starsi ludzie, też szczęśliwi, że jeszcze troszkę tych promyczków złapać można, szczególnie po tych ostatnich zupełnie zimnych i nieprzyjemnych dniach słoty i zimna.
A potem, już z każdym spadającym listkiem będzie coraz bardziej smutno, gołe już drzewa będą straszyły wystającymi patykami, na których jeszcze jakiś gołąb, czy gawron przysiądzie, a potem pokryją się one białą, puchową pierzynką, brrr, już mi jest zimno na samą myśl, że to kwestia kilku tygodni tylko…..
Dzisiaj w Rodzinie znów mamy święto, dzisiaj Jasiek, syn Magdy, obchodzi swoje 12-ste urodziny.
Zazwyczaj ten dzień spędzam w Modlnicy, w tym roku z powodu remontu tarasu no i z powodu jutrzejszego porannego wyjazdu Jaśka na zieloną, a właściwie na jesienną szkołę, uroczystość będzie ( lub nie będzie) przeniesiona na inny czas.
W każdym bądź razie życzę Ci Jasiu powodzenia nie tylko w szkole, ale i w Twoim przyjacielskim gronie, to takie ważne przecież wiedzieć, że ma się koło siebie osoby, które Cię rozumieją i nawet więcej niż tolerują, nawet bardzo lubią i chcą z Tobą wspólne przygody życia pokonywać.
Dzisiaj ostatni dzień tego tygodnia, można by nawet powiedzieć, że właściwie to pierwszy dzień nowego tygodnia, ale ponieważ dzisiaj jeszcze odpoczywamy nie myślimy o tym, co nas w następnym tygodniu czeka. Dzisiaj jeszcze na pełnym luzie, oby tylko ten dzień był taki przyjemny, jak wczorajszy.
Ale na wszelki wypadek jeszcze dzisiaj nigdzie nie wychodzę z domu, wczoraj co innego, musiałam zakupy zrobić, a dzisiejszy dzień poświęcam na dochodzenie do całkowitego zdrowia. Jeszcze katarek jeszcze mnie troszkę męczy, kręci w nosie i w uchu (jakie to niemiłe uczucie, gdy człowiek głuchy jest na jedno ucho), czasami jeszcze sobie po kaszlę……. Chociaż już nie zażywam nic na to przeziębienie, wygrzewać się powinnam, tym, bardziej, że we wtorek idę na kontrolną wizytę do pani doktor pierwszego kontaktu i nareszcie chcę usłyszeć, że wszystko już jest w porządku, już jestem zdrowa.
Gości też dzisiaj się nie spodziewam gości, chociaż czasami niespodzianki bywają całkiem miłe.
Życzę wszystkim cieplutkiej niedzieli, ze słonkiem i z uśmiechem Najbliższych, ja tylko mogę sobie wyobrażać, jak taki uśmiech wyglądać może.
Serdecznie pozdrawiam dwie moje Komentatorki z wczorajszego dnia.
Mogę tylko pozazdrościć wspaniałego towarzystwa lasu i przyrody, chociaż nie mogę przecież narzekać. Tylko jakoś jak dotąd ani jednej nawet wiewiórki w parku nie spotkałam, może przeniosły się gdzie indziej?
Ale kiedyś, gdy byłam w Modlnicy, spotykałam nawet sarenki, które przychodziły do ogrodu Magdy, aby jabłuszkami i korami jabłoni się posilić.
Biedne są takie zwierzątka w jesieni i w zimie, gdy o jedzenie trudno.
Parkowe gołąbki i inne ptaszki też już są głodne i chętnie podchodzą do ławek, na których ktoś siedzi, czekając, że ktoś łaskawie jakiś okruch podrzuci.
Czasami rzucę jakiś kęsek wygłodniałym ptaszkom, ale już kiedyś naraziłam się jakiemuś gburowi, który zwyzywał mnie od głupich starych bab ,karmiących gołębie. Czy ty wiesz, co robisz, głupia babo, pytał, a ja zastanawiałam się, czy ten gbur wie co oznacza głód? Pewnie zjadł już i śniadanko i obiadek, widać, ze do brzusia jakiś alkohol też sobie już ponalewał, a biednemu ptaszkowi kruszynki żałował.
Ale cóż, niektórzy ludzie nieraz są naprawdę mało wrażliwi na otoczenie, grunt, że on sam ma świetne samopoczucie.
Dobra, gołębie (podobno) różne choroby roznoszą, ale głodne i przez to biedne to one są, same niestety nie pójdą do sklepu i nic sobie nie kupią.
O.K. już nie rozpisuj się więcej na ten temat, sporo jest i ludzi, którzy też są głodni i im też pomóc trzeba. Dziwnie ten świat jest urządzony…..
Raz jeszcze wszystkiego dobrego na niedzielę życzę
