zapraszam na herbatkę

 

 

 

I ja też bardzo lubię swój blog. Może jest to próżność, ale zawsze wiem, ze Ktoś mnie czyta, Ktoś aprobuje, lub nie moje wpisy, nie każdy przecież z moimi poglądami musi się liczyć. Ale jednak zawsze mnie moi Kochani Czytelnicy odwiedzają, czasami, tak jak na przykład przeczytam, że Ktoś lubi mój blog – dziękuję za miłe słowa.
No to nalewam teraz z dzbanka herbatkę, albo kawusi,ę według smaków i zapraszam na miłe gawędzenie.
A o czym dzisiaj chcę napisać?
O Czterdziestolatku, kultowym już serialu, który wyświetlany był  od 16 maja 1975 do 19 lutego 1978, Dwadzieścia lat później dokręcana była druga część tego serialu, może już nie taka lotna, ale również i wesoła.
Mój Boże, gdy dowiedziałam się o śmierci odtwórcy Czterdziestolatka – Andrzeja Kopiczyńskiego, zrobiło mi się bardzo smutno.
Odeszła część jakiś miłych wspomnień, cząstka mojego życia, zawarta w tak miłym i odległym już dla mnie okresie życia.
Gdy zaczęli wyświetlać ten seria, miałam dopiero 25 lat, z podziwem patrzyłam, jak spostrzega się świat przez starsze, już bogate w różne doświadczenia osoby. Czterdzieści lat – Boże, jaki on już jest stary, pewnie sobie pomyślałam, bo przecież zupełnie inaczej wtedy  wiek człowieka się ocenia, gdy samemu się jest młodym. A Czterdziestolatek wcale nie był stary, był w kwiecie swojego życia, można powiedzieć w rozkwicie swojej kariery zawodowej, z problemami ówczesnych nieco dziwnych czasów (do których niestety zaczynamy całkiem realnie powracać), gdy absurdy każdego dnia przekładane były na rodzinne i zawodowe kłopoty. Pozostało dużo kultowych powiedzeń z tamtego okresu, chociażby ten, który zawsze wspominam z uśmiechem, gdy żona Czterdziestolatka, Magda, pracownica Zakładów Oczyszczania Wody (???), tłumaczy swojemu mężowi: Czego Ty chcesz, Twoje dzieci dobrze się uczą, tak, Marek ma tylko dwie dwóje na półrocze….. Z uśmiechem wspominam tamtą pyzatą buzię Marka  – rozrabiaki i wiecznie obrażonej na cały dorosły świat nastolatki Jagody, to takie typowe i dla dzisiejszych nastolatek, świat niby się zmienił, konflikt pokoleń zawsze pozostaje przecież taki sam.
To już było, niestety nieodwracalnie już nadszedł koniec. Pomimo, że ten serial jest i pewnie będzie powtarzany, chociażby jak teraz w Telewizji Seriale  w związku z odejściem od nas głównego bohatera, Andrzeja Kopiczyńskiego można odłożyć już ten serial do Lamusa. Nie ma już z nami Czterdziestolatka, już od paru lat nie ma innej, wspaniale odtwarzającej rolę Kobiety Pracującej, Ireny Kwiatkowskiej, coś już się bezpowrotnie skończyło, a mnie jest tak zwyczajnie, po ludzku żal. Zawsze przykro, gdy odchodzą wspaniali, wielcy aktorzy, ale w tym przypadku odczułam Jego odejście, jako śmierć kogoś bliskiego z Rodziny, bo wszyscy w jakiś sposób tworzyliśmy Rodzinę Karwowskich, przeżywaliśmy ich kłopoty, zmartwienia i radości tak, jakbyśmy też w nich brali udział.
Żegnaj Czterdziestolatku, byłeś naprawdę bardzo bliski mojemu sercu, zawsze, mimo, że akurat w tej chwili  nie gościłeś na moim ekranie, miałam poczucie, że gdzieś tam jesteś, nadal grasz historię swojego życia….teraz to już odeszło, a wraz z Tobą odeszła część mojego życia, moja młodość, moje wspomnienia…….
I moje czterdzieści lat też już odeszło w zapomnienie, im człowiek starszy, tym częściej wraca właśnie do tych minionych lat, które teraz, no może z małymi wyjątkami, zdawają się dniami radosnymi, może to i lepiej, że człowiek potrafi z siebie wyrzucać te złe wspomnienia, chociaz nie jest to wcale prosta sprawa, zależy to tylko od Ciebie, w jaki sposób potrafisz zgasić w sobie zapiekłe żale i zrozumiesz, że życie takie po prostu jest, raz jest dobrze, raz gorzej.
A ja nadal, dzięki wspominkowym odcinku serial,u mogę powrócić na ulicę Pańską i raz jeszcze powracać tym samym do starych moich dni, może wydaje się nieco weselszych, niż obecnych, bo młodość to jednak wspaniała sprawa, nic nie dolega i człowiek jakoś mniej się przejmuje…

Bardzo utrudniony mam dzisiaj ten wpis, bo co rusz wypada mi error we wpisie i komputer wyrzuca to, co już napisałam wcześniej, muszę po prawie każdym napisanym zdaniu zatwierdzić, aby ślad po wpisie jednak pozostał. Dlatego ten blok pisze już od półtora godziny, a już nawet nie wspomnę, ile razy już mi wpis całkowicie zanikł. Co się dzieje z tym Bloxem do jasnej, ciasnej??
A może już jestem „na cenzurze”?? Kto wie, wszystko teraz jest możliwe, wczoraj przeczytałam gdzieś tam na necie, że PIS myśli już o blokowaniu Face Booka. Wiadomo, zbyt dużo prawdy tam wypływa, rządzącym może się to nie podobać, zresztą jak i inne uwagi, dotyczące ich rządów, chociażby w moim blogu na przykład zawarte.
Chociaż staram się pisać o różnych sprawach codziennego życia, nie poświęcam go tylko polityce, ale muszę też przyznać, że zbyt często mnie korci, żeby chociaż niewielki polityczny wkręt zamieścić, ot takie mam nastawienie do życia i do wszystkich jego dziedzin.

Wczoraj nie najlepszy miałam dzień, jakieś depresyjne myśli nachodziły na moją głowę, pewno związane to było z deszczową pogodą. I chociaż nie musiałam nigdzie wczoraj wychodzić, ale to bębnienie deszczu o parapet wprowadzało mnie w niedobry nastrój, a wtedy najlepszym lekarstwem jest…sen.
Dlatego sporą część wczorajszego popołudnia sobie przespałam.
Dzisiaj jest już lepiej, co prawda jest chłodno, ale przynajmniej deszcz nie dudni, no i spokojnie do pracy będę sobie mogła suchą nóżką dojść.
A co z moim katarkiem? co z moim kaszlem? Ano mają się świetnie i postanowiły, że jeszcze tak szybko mnie nie opuszczą.
Poczekam do jutra, do kontrolnej wizyty u pani doktor, już ona sobie z nimi na pewno poradzi.
Życzę przyjemnego poniedziałku i wspaniałego całego tygodnia.