Bardzo krótki wpis

 

 

 

Dzisiaj wstałam w środku nocy, czyli o 5.15. Dlaczego tak wcześnie?
Ano przed godziną ósmą muszę być już w przychodni, bo o ósmej rano mam rozpisaną  kontrolną wizytę lekarską.
Mam nadzieję, że pani doktor pozytywnie się na mój temat wypowie, bo lekarstwa zażywałam bardzo regularnie i dokładnie według instrukcji.
Po prostu teraz są jakieś wyraźnie złośliwe wirusy, które same nie chcą opuścić człowieka i pokazują swoją złośliwą naturę.
Mam wyrzuty sumienia, bo w poprzednią środę była u mnie Renia i…okazuje się, że właśnie od czasu wizyty u mnie zachorowała.
Po prostu „sprzedałam” jej jakiegoś wirusa. Teraz ma te same kłopoty, co ja miałam, to znaczy, katar, drapanie w gardle, kaszel….
Pewnie też bez antybiotyku się  nie obejdzie. Tak już jest, zmutowało się to jakoś potwornie złośliwie i wrednie … no właśnie i daje do wiwatu.
Przecież ja jestem chora już 3 tygodnie, tzn jeszcze (troszkę) kaszlę, jeszcze katar gości w moim nosie i co gorsze w moim uchu. A mówili, że katar trwa 7 dni? Nieprawda, to taki banał, prawda jest bardziej niestety dotkliwa. Katar trwa tak długo, aż się całkowicie go pozbędziesz i już. A jak to długo trwa? To zależy od oporności organizmu. mój jakoś słabo widać jest odporny.
Biedna Renia, będzie miała za swoje, a przyszła przecież w dobrej wierze, pomóc mi posprzątać. I chociaż obchodziłam ją z daleka, jednak to nie zapobiegło jej chorobie.
Dobrze, ze przynajmniej pacjentów nie pozarażałam, dopiero by było, przyszli się leczyć i…złapali choróbsko.

Okropnie wcześnie robi się już szarówka, a potem szybko zapada ciemność. Nie lubię właśnie przez to tej pory roku, ale zdaję sobie sprawę z tego, że wkrótce te dni będą jeszcze krótsze, niestety.
Ale już teraz, gdy wychodzę z popołudniowej zmiany czuć, że wieczór nadpływa, a gdy się jeszcze gdzieś po drodze zawieruszę, na jakieś małe zakupy na przykład, murowane jest, że będę w ciemnościach potem brodziła, a wiadomo, tym bardziej się boję, gdy jest ciemno na tyle, że nie widzę dokładnie chodnika i każde w nim  dziury, czy wyboju. Ciągle się boję, żebym znów nie była „upadłą kobietą”, a ja tak łatwo o wszystko się potykam, niestety.
Na szczęście na mojej ulicy dopiero co jest chodnik wyremontowany, aż miło się po nim chodzi. Na razie żadnych nierówności nie widać. Ale w drodze do pracy muszę przechodzić przez kawałek skwerku, gdzie płyty są popękane, wystają jeszcze z nich korzenie i o wypadek nie trudno. Okropnie nie lubię tamtędy chodzić i czasami wolę sobie nawet naddać troszkę drogi, by te przeszkody ominąć.
Wczoraj właśnie się tak „zawieruszyłam”  w drodze z pracy do domu i wstąpiłam do Lewiatana. Oczywiście to, po co wstąpiłam, czyli specjalnych, firmowych  zapalniczek nie kupiłam,  (fajne są, długo się palą i nie gasną na wietrze), bo pani obsługiwała nie przy kasie, a przy stoisku monopolowym, a tam ich nie widziałam. Nie wiem. może personel też  zdziesiątkowała grypa? Widać tak, bo trzy kasy były puste i tylko była ta jedna pani kasjerka, właśnie na stanowisku z alkoholami. Nie, nie skusiłam się w związku z tym na pół litra, ale za to kupiłam sobie  tłuczek do ziemniaków i talerzyki deserowe. Nic specjalnego, zwyczajne, szklane, ale te deserowe, które mam, są stanowczo za małe, z trudem 2 małe kanapeczki na nich się mieszczą.
Za to nie znalazłam tłuczka do mięsa, chociaż stosowna kartka poinformowała mnie, że taki powinien na półce leżeć. Co prawda pytałam o takowy tłuczek panią, ale mnie zbyła stwierdzeniem, że widocznie jego nie ma, bo „wyszedł”, a tylko kartka po nim pozostała. No cóż, nie nalegałam, żeby poszła jednak sprawdzić do magazynu, chociaż powinnam, ale skoro ona jedna jedyna ten wielki sklep obsługiwała….. dałam jej spokój. Kupię ten tłuczek do mięsa kiedy indziej, w jakimś dogodnym miejscu. Tylko mam jakoś do niego pecha, bo zamawiałam go już nawet przez internet w Tesco, gdy przywozili mi płyny do prania i wodę mineralną (nie musiałam tego przynajmniej dźwigać, przynieśli mi do domu), ale  mimo, że zamówiłam ten nieszczęsny tłuczek, jakoś mi go  nie dowieźli. Prosiłam też i Magdę, żeby robiąc zakupy w Auchanie pamiętała o tym moim  ważnym przecież  domowym atrybucie, niestety, nawet i ona zapomniała…..
Widać nie są mi pisane kotlety schabowe 🙂
Właśnie a propos Tesco. Nie lubię robić internetowych zakupów w tym sklepie, ale niestety, z wielkim żalem muszę stwierdzić, że moja ukochana Alma całkowicie już upadła, właśnie rozpoczął się proces upadłościowy tej firmy i już więcej nie będę mogła robić tam zakupów. Wielka szkoda, bardzo lubiłam te delikatesy i przyzwyczaiłam się do zakupów w nich. Jest co prawda szansa, że po restrukturyzacji Alma jeszcze się podniesie, ale niestety nigdy nie powróci już do swojej renomy.
Więc raz jeszcze przekażę swoje wyrazy ubolewania, bo mija chyba około 6 lub 8 lat, gdy zaczęłam tam robić zakupy.

GDZIE JESTEŚ MOJA ALMO GDZIE, ODESZŁAŚ Z MEJ KSIĄŻECZKI KART………

Aha i przeprosiłam się wczoraj z botkami. Rano było bardzo chłodno, co prawda nieco potem się ociepliło, ale zwłaszcza wtedy, gdy człowiek jest chory, powinien dbać o to, żeby było mu w nogi ciepło, ciepłe nogi to podstawa zdrowia przecież.
Zobaczymy, jak będzie dzisiaj, bo zapowiadają , jak jeszcze nie dzisiaj, to już jutro na pewno  deszczową pogodę, a ja nie zamierzam dłużej już chorować.
Tego kotka w deszczu zamieściłam dzisiaj troszkę na wyrost, bo deszcz na szczęście jeszcze nie pada, ale kotek bardzo mi się spodobał.
Co prawda ja preferuję zdecydowanie psy, ale ten puchaty kot przypadł mi do gustu.
No i z krótkiego wpisu, zrobił mi się wpis o całkiem poprawnej długości.
Tak to zawsze jest, że zawsze w trakcie pisania blogu się rozkręcam i nowe myśli przychodzą mi do głowy, które koniecznie muszę na papier przelać.

Pozdrawiam serdecznie moją Imienniczkę Ewę i dziękuję za miły komentarz.
Pozdrawiam serdecznie Wszystkich moich wiernych Czytelników i życzę im naprawdę wspaniałego wtorku.
A ja uciekam już do lekarza, autobus już na mnie czeka……