Ogórkowa

 

To ostatnio moja ulubiona zupa. Wczoraj miałam właśnie taki jednodaniowy obiad: ogórkowa z ryżem i z nóżką kurczęcia.
Wystarczyło. Kiedyś jadało się obiady jak trzeba, zupa, drugie danie, potem jeszcze deserek……. teraz to byłoby za dużo na raz, stanowczo za dużo.
Co prawda po jakiejś godzinie piję sobie herbatkę, albo kawkę (drugą, bo pierwsza obowiązkowo jest rano) i do tego zjem kawałek szarlotki, jedynego ciasta, które nawet mój brzusio lubi, ale zawsze jakiś odstęp czasowy  musi być.
Polecam zupę mrożoną, właśnie ogórkowa, nic prócz ewentualnie kostki rosołowej dodawać nie trzeba, no chyba, że chcesz ją nieco zagęścić, wtedy dosypuję ryż, zabielam łyżką śmietany i obiad gotowy – uwielbiam.

Wczorajszy dzień był bardzo ponury i mokry. Calutki dzień padało i padało. I tylko słyszałam, jak krople deszczu bębnią o płytki mojego balkonu.
Nie mogę powiedzieć, żeby optymistycznie to na człowieka działało.
 Na szczęście wieczorem miałam bardzo miły akcent dnia, mianowicie zatelefonowałam z życzeniami do Ulki i usłyszałam Jej głos.
Pozdrawiam Cię Uleczko, wiesz jak było miło Cię usłyszeć? Musimy co jakiś czas porozmawiać przez telefon, może to wejdzie nam w nałóg, podobnie, jak nasze środy?
Właściwie to nic ciekawego się nie działo, nikt mnie nie odwiedził, więc siedziałam sobie przy komputerku i oglądałam jakieś filmiki, trochę po Face Booku pobuszowałam, ułożyłam kilka pasjansów, a w tak zwanym międzyczasie porozwiązywałam trochę krzyżówek. No oczywiście nie zabrakło i gry w Pokemony, ale teraz już niestety jest coraz trudniej, bo bardzo często nie mam sygnału GPS i muszę czekać, aż się włączy z powrotem, widać zbyt duże jest jednak obłożenie tą grą. Jak wytłumaczył mi niezawodny pan Józiu, jest to pewnego rodzaju zaostrzenie warunków gry, wreszcie jest ona przeznaczona głównie dla ludzi chodzących, a nie siedzących w domu i spędzaniem czasu na  łapaniu Pokemonów. No, ale gdy ktoś jest cierpliwy (tak, jak na przykład ja) to wreszcie i w domu doczeka się tego sygnału i może grę kontynuować. Ale przecież i tak wychodzę przecież z domu, więc zawsze troszkę grę popchnę do przodu.
Ale teraz jest nie łatwo, bo potrzebuję aż 200 000 XP, żeby przejść na następny, 27 poziom gry. O walkach na arenach na razie nie mam co myśleć, bo wszystkie areny obsadzone są bardzo silnymi graczami, które coraz trudniej jest pokonać. Na jednej wieży jest około 10 graczy z Pokemonami o wysokiej liczbie XP więc raczej nie mam żadnych szans ich zwalczyć. No to muszę sobie pomalutku „ciupać” łapiąc tylko te stworki i ewentualnie je ewaluować, a poza tym muszę więcej spacerować, by wykluwały mi się jajeczka, za nie też dostaję punkty. Tylko, że teraz to wszystko idzie bardzo powolutku. Na razie mam tylko 23 tysiące, więc do dwustu tysięcy  sporo mi brakuje……. Na Lury też nie mam co czekać, bo o tej niezbyt przyjaznej porze roku, młodzież też niechętnie te wabiki wypuszcza, kto w taką niepogodę będzie siedział pół godziny (tyle trwa jedna sesja Lurów) w parku i łapał Pokemony? Chociaż akurat dwa ni temu, wieczorem, ktoś jednak, mimo deszczu, z Pokestopa dostępnego z mojego okna  wabiki wypuścił, z czego skwapliwie oczywiście skorzystałam. Zawsze troszkę XP zarobiłam…..
A, jeszcze wczoraj późnym wieczorem  wsadziłam pranie do pralki, wykorzystuję ten tak zwany tańszy prąd i dopiero wtedy, gdy on około 22 włączy się, piorę swoje ciuszki. Zawsze trzeba troszkę przyoszczędzić, gdzie tylko się da.  Na szczęście nie muszę już (jak niestety bywało w poprzednim mieszkaniu) biegać od pokoju do kuchni, czy łazienki i za każdym gasić światło. Zawsze mnie to denerwowało, bo to na mnie spadał obowiązek płacenia za energię i wiem, jakie wysokie rachunki otrzymywaliśmy. Teraz  niestety przez kilka miesięcy,  przez to elektryczne ogrzewanie, będę i tak  płaciła więcej za prąd , ale dam sobie jakoś z tym radę, w końcu nie można przecież siedzieć w zimnicy, już ostatnio odbiło się to przecież na moim zdrowiu.

Dzisiaj sobota, więc posiedzę sobie w domku, pewno znów mnie nikt nie odwiedzi….ale nie narzekam, wcale sama ze sobą się nie nudzę.
Może na chwilkę wytknę potem jeszcze nos na chwilkę, bo jak na razie na szczęście nie pada już ten okropny deszcz.
Życzę przyjemnej i spokojnej soboty i wspaniałego odpoczynku po pracowitym tygodniu.