o czym mówić, o czym pisać

O czym by tu dzisiaj wspomnieć, skoro już o polityce nie ma się nawet  ani siły ani ochoty pisać?
Bo ona jest jaka jest i już nic na to nie poradzę, mój głos, jako osoby gorszego gatunku i tak się nie liczy.
Otóż wstałam sobie dzisiaj rano, jak zwykle ostatnio i smarkająca, kichająca i co najgorsze, co raz bardziej na lewe ucho głucho.
Oj już chyba przed świętym Piotrem w takim stanie się pokażę, ciekawe, czy wpuści mnie do nieba?
Nie, razie na to szans nie mam, bo zbyt ostatnio na Kościół narzekałam w swoim blogu, ale przecież tylko prawdę gadałam. Muszę się nawrócić, byleby tylko nie na pisią wiarę.
Tak wiec mój stan przeziębienia przeszedł już w stan chroniczny i nic nie wskazuje na to, żeby coś się w najbliższym czasie zmieniło.
A teraz przede mną niełatwy czas, zawsze bardzo  boleśnie psychicznie znoszę czas około pierwszo listopadowy – zbyt dużo pesymistycznych myśli mnie wtedy dopada. Tak jest i w tym roku, jakieś niedobre myśli m nie znów obsiadły. Niech już minie chociaż połowa listopada, od razu będzie już lepiej, bo do świąt będzie już całkiem blisko.
Co prawda Ulka przypomniała mi wczoraj, że nie wspomniałam o zimie, otóż wspomniałam, widać niezbyt dokładnie doczytała mój blog (?), króciutko co prawda, ale napomykałam trochę o tych dniach również. To wszystko niestety przed nami.
Za to patrzę, jak coraz bardziej kolorowo – żółto i czerwono jest wokoło, patrzę, jakie liściaste dywany zdobią trawniki parkowe i… jest mi zal, że znów coś minęło.
Wróci, wiem, ale wtedy znów będę o jeden rok starsza, a ten czas tak szybko ostatnio upływa, jeden dzień to mgnienie oka, jedna godzina to tak, jakby sekunda przeminęła…
W ten weekend zmieniamy czas na zimowy, znów będzie to jakiś szok dla organizmu, zanim znów się do nowych godzin przyzwyczai. Zupełnie nie wiem, czy takie co półroczne zmiany czasu mają jakikolwiek sens?
Zresztą czas to pojęcie względne. Teraz oglądam stare odcinki M jak miłość, rano na dwójce, a potem jeszcze bardziej stare na TVP Seriale. Już sporo osób, które tam wtedy grało nie ma w obecnych odcinkach, ale miło mi się ich role przypomina.
Tak więc mam przez to swoistą podróż w czasie, przynajmniej oglądając ten serial, czasy obecne, czasy przeszłe i cąłkiem zaprzeszłe. Dzieci, które w obecnych odcinkach są już dorosłe, tu jeszcze jako maluchy występują no i oczywiście nie ma nawet śladu choroby Hanki, która w kolejnym którymś tam odcinku umrze z powodu guza w głowie. Ot, samo życie.
Dzisiaj będę w pośpiechu do pracy gnać, bo mm tam przewidzianą spora robotę, więc już się nie rozdrabniam dłużej w moim blogu.
Napisze tylko na koniec, że codziennie sprawdzam listę moich Gości na moim blogu i bardzo, bardzo się cieszę, że tak sporo ludzi mnie tu odwiedza.
Dla wszystkich więc poranną kawusię podaję, a sama znikam.