Wczorajszy spacer po parku

 

Na trawnikach leżą już całe dywany pożółkłych liści, na alejkach szeleszczą one pod nogami, wydają ten charakterystyczny dla jesieni zapach suszu….
Przechodziłam wczoraj koło mojej fontanny, smutno, już jest na zimę rozmontowana, nieopodal leżały tylko jej części gotowe do transportu.
Popatrzyłam na stawek i na wysepkę, po  których  jeszcze niedawno baraszkowały kaczuszki.
Staw już jest pusty, wybrano z niego już całą wodę, straszy tylko wyścielającym go surowym betonem.
Na wydepce też już pusto, nie ma już kaczuszek, poleciały zimować w lepszych warunkach. Musimy czekać, aż znów do nas powrócą.
A mnie zrobiło się nagle tak bardzo smutno…mimo, że słonko jeszcze migotało przez złote liście, ale już czuć, że coś przeminęło, coś się skończyło, na coś znów musimy kilka miesięcy poczekać. I dopóki park znów nie odżyje swoim wesołym rytmem, coraz trudniej będzie przechodzić przez te alejki i nie wspominać byłego lata. Bo ja na koniec lata w Parku jeszcze się załapałam, jeszcze zdążyłam. I nawet nie przypuszczałam, że da ono tyle wspaniałych przeżyć. Przemijanie……. inna pora roku……. wszystko inaczej……
A dla przeciwieństwa powiem Wam, że tuż obok mojej przychodni, tam, gdzie przedtem były działki, na których nie raz fotografowałam kwiaty, właśnie utworzono niewielki ogródek działkowy. Wczoraj i dzisiaj praca tam jeszcze wre. Ławeczki już są poukładane, alejki żwirkiem pięknie wysypane, a jutro nastąpi uroczyste otwarcie Ogrodu, uwieńczone wspólnym sadzeniem drzewek. Piękny to gest dla mieszkańców pobliskich okolic, mam nadzieję, że nie mieszkańcom też udostępniane będzie to miejsce i każdy będzie mógł na moment posiedzieć sobie na ławeczce i oglądać, jak dzieci baraszkują na rowerkach, czy na deskach po alejkach. Tylko nie teraz jeszcze, musimy poczekać troszkę, aż znów będzie wokoło zielono i radośnie. Na razie tylko posadzimy parę drzewek, które za kilka lat przypomną tę radosną chwilę ich tworzenia. Ławki pewnie za niedługo pokryje biały śnieg, budki zabaw dla dzieci, które wyglądają jak ule dla pszczółek  też będą sobie musiały poczekać do przyszłego roku…..
Bardzo zmienia się okolica mojego miejsca pracy ostatnio. Jeszcze niedawno z okien przychodni widać było tylko niepokornie rosnące chaszcze, które opanowały pola znajdujące się za parkingiem. Najpierw zbudowano tam niewielki skwerek, aby matki z dziećmi miały gdzie sobie jeździć po alejkach,, lub odpoczywać na ławeczce. Ale chaszcze jeszcze wtedy miały się całkiem dobrze, rozrastały się w swoim dzikim pędzie w każdą możliwą stronę.
Potem przyjechały buldożery i całą tę dziko rozrosłą roślinność wykopały, teren uporządkowali, zniwelowali i zaczęli budować w tym miejscu bloki.
Z podziwem patrzyłam, w jakim niesamowitym tempie te bloki rosły, najpierw pierwszy z kraju, potem obok niego drugi i następny i następny….
Każdy metr ziemi został zagospodarowany, już nie było miejsca na dzikość.
Teraz z okien przychodni widać już tylko domy, cała masę domów. Można powiedzieć, że gdy zaczęłam tam pracę w początkach 2000 roku, miałam koło siebie ulice, a za nią była już dzika wieś z dzikimi łąkami, teraz wyrosło tam regularne miasto. Już sama nie wiem, który widok jest przyjemniejszy dla oka.
Tylko jakoś sklepy nie bardzo mają tam za bardzo dobrego wzięcia, co rusz któryś zamykają. Mieliśmy kiedyś koło siebie sklep warzywno – owocowy „U Tadka” – kiedyś o nim pisałam, nawet robiłam tam kilka fotek, teraz okazał się nie rentowny, więc pan Tadek musiał zamknąć swój interes. Szkoda, zawsze tam po jakieś pyszne jabłuszko, czy inny owoc lub jarzynkę można było wskoczyć, chociaż trzeba było przyznać, że ceny mieli tam z deczka wygórowane, może tym bardziej, że równocześnie prowadzili z nim tzw zdrową żywność, na przykład soki, miody, różne ziarna, czy kasze….
Ale to już przeszłość, podobnie zresztą, jak i została zamknięta mała piekarnia – mini sklep spożywczy, w którym prócz pieczywa i ciast można było kupić i inne wiktuały pierwszej potrzeby. Niestety ceny za użyteczność takich sklepów były tak wysokie, że właściciele sklepów musieli sobie odpuścić. I znów w tym miejscu powstaną pewnie nowe biura.
Na osiedlu z tej strony, po której pracuję są dwa sklepy typu dyskont, jeden nie za wielki, ale skuteczny Spart no i oczywiście Biedronka, która jak to z biedronkami bywa wszędzie się już rozpleniły.  Z drugiej strony osiedla, tej nieco odleglejszej ode mnie też są chyba dwa albo trzy sklepiki osiedlowe, dziwne, że jeszcze się jakoś utrzymały, widać pobliscy lokatorzy lubią tam robić zakupy.
Ale w związku z prowadzoną polityką handlowa myślę, że też za długo się nie utrzymają, zjedzą ich po prostu podatki.
Tak oto zmienia się na naszych oczach rzeczywistość, teraz przybrała   złoto – czerwone barwy, potem zapanuje białość, by znów rozkwitła nam nowa, bujna zieleń. I tak się już to wszystko kręci od wielu lat, nic się pozornie nie zmienia, a jednak coś się w tej niezmienności jest co chwilę coś innego.
Na razie króluje w parkach, ogrodach, alejach żółć i czerwień

Życzę wiele przyjemności na ten ostatni już weekend października, ale skoro on już przeminął, tak samo szybko przeminą  nam jeszcze następne miesiące i znów będzie wesoło,  zielono i słonecznie.
I nie zapominajcie, że jutro w nocy zmieniamy już czas na zimowy. A to jest właśnie najlepszy dowód na to, że zima tuż, tuż.
Znów będą nam marzły stopy, uszy i nosy………… kto wie, czy nie szybciej, niż się tego spodziewamy?