Głucha

 

 

 

Tego jeszcze nie było, nie dość, że zasmarkana, to w dodatku jeszcze głucha.
Ej katar, miałeś wynosić się z mojego nosa, a tym razem ulokowałeś się w moim lewym uchu. To nie fer, miało już być dobrze, a ja wciąż swoją chorobę rozpoczynam od początku. To może dlatego, że tego kataru nijak nie leczyłam? Tylko czym leczyć katar? tabletkami, ktoś powie i kroplami do nosa
Nie bardzo chcę nadużywać tych tabletek, bo i tak mój żołądek ciągle się buntuje, wystarczy tych tabletek, które i tak muszę codziennie zażywać, a co do kropli do nosa? to jakoś wcale nie mam do nich żadnego przekonania. Co chwilę reklamują coraz to inne medykamenty, niby wszystkie takie wspaniałe, niepowtarzalne, jedyne najlepsze na katar…… jak może to być prawda? Wszystkie są takie wspaniałe? A zresztą wcale nie jest wskazane, żeby drażnić błonę śluzową i tak już nadwyrężonego katarem nosa., a wiem, że są osoby, które takie krople stosują profilaktycznie, nawet wtedy, gdy nos jest suchy i nie nosi cech nieżytu. I to jest wielki błąd, bo po co nadwyrężać naturalną osłonę nosa, jaką jest śluzówka pokrywająca jamę nosowa, ale i tak trudno to jest takiej osobie wytłumaczyć.
Są osoby, które po prostu lubią się leczyć, obojętnie, czy są chore, czy zdrowe, po prostu bez choroby, nawet tej urojonej, żyć nie mogą.
Ja do takich osób nie należę, a że czasami tutaj sobie na brzuszek, nosek, czy kolanko ponarzekam, to insza inszość. Nie oznacza to jednak wcale, że należę do grupy hipochondryków, którzy koniecznie muszą chorować na taką samą chorobę, na jaką zapadł ktoś z bliskiego otoczenia.
I tu znów wspominam moją koleżankę, z która kiedyś pracowałam w Szpitalu Kolejowym, Zytę, przy której nie wolno było nawet wspomnieć, że coś komuś dolega, bo ona od razu na to mówiła, a ja mam tak samo, bo….i tu puszczała długą opowieść o swojej pseudo chorobie.
Ale czasami można tym narazić się na śmieszność, pamiętam, jak raz ktoś przy Zycie wspomniał, że jego wujek czy dziadek choruje na prostatę, oczywiście Zyta natychmiast podjęła ten temat twierdząc, o ja też mam chora prostatę i nie mogła zrozumieć, dlaczego wszyscy z niej się śmieją.
Długo, długo potem ktoś tam złośliwie ją podpytywał : Zyta, a jak twoja prostata ma się dzisiaj 🙂
No to cierpliwie sobie czekam, aż ten mój „wierny towarzysz” wreszcie mnie opuści, nie mam zresztą innego wyjścia, niż wygrzewać się w cieplutkim łóżeczku. Niby pogoda nie jest aż tak zła, nie jest zimno, ale ten padający, a właściwie mżący co chwilkę deszczyk jest trochę zawodny.
Na jutro już mam zamówioną wizytę u lekarza pierwszego kontaktu, jednak bez tego chyba się nie obejdzie, no chyba, żebym postanowiła umrzeć na katar. Ale po co?, skoro życie jest takie piękne…. A że czasami bywa zasmarkane…  to tylko takie małe jego urozmaicenie.
No to życzę wszystkim przyjemnego wtorku, chociaż słonecznie, przynajmniej w Małopolsce się nie zapowiada.

nowy tydzień, stary katar

 

Już chyba nigdy od tego przeziębienia się nie uwolnię, może dopiero z wiosną?
Katar jak był, tak jest nadal t  w dodatku  jeszcze dręczy mnie ten całkiem nieprzyjemny i męczący kaszel. Wydaje mi się, że to przeziębienie wyssało ze mnie już wszystkie siły.
Dzisiaj rano, pomimo dobrze przespanej nocy wstałam bardzo sponiewierana, okropnie mi się kręci w głowie od tego kataru i kostki mnie bolą….. Może Nimesil mi pomoże troszkę, bo jakoś do tej pracy muszę się zmobilizować.
A wczoraj był taki przyjemny przecież dzień!!!
Prawie od rana do późnego popołudnia świeciło słonko i pożółkłe listki na drzewach tak pięknie kąpały się w słonecznych promyczkach.
No i oczywiście miałam wspaniałego gościa na niedzielnym obiadku, który bardzo mi się nawet udał. Można by było powiedzieć, że był to prawie obiad po polsku, bo z kotletami schabowymi, tylko zamiast kapusty była marchewka z groszkiem, wydaje mi się, że jednak bardziej dietetyczna niż kapucha.
No i był pyszny deserek; szarlotka na ciepło z lodami, tym deserkiem przyznam, zaskoczyłam mojego gościa.
Mam nadzieję, że i mój gość był zadowolony z wczorajszej wizyty, podobnie, jak i ja byłam.
I to nie tylko ten pyszny obiadek to sprawił, ale i przyjemne chwile, które wczoraj wspólnie spędziliśmy.
A, muszę dodać jeszcze, że dostałam o V.I.P.A bardzo pożyteczny prezent, tzw „małpę”, czyli miotełkę do odkurzania mebli, od razu dzisiaj rano ją wykorzystałam, rzeczywiście świetnie odkurza meble.
Ale niedziela już bezpowrotnie minęła, można tylko powspominać.

Dzisiaj w nocy miałam okropny sen : śniło mi się, że jakiś nieokreślony mężczyzna strasznie mi dogryzł stwierdzeniem ” ale ostatnio utyłaś”
Okropnie mnie to zdenerwowało i zaczęłam z nim się kłócić. Dobrze, że to tylko był sen, ale gdy tylko się rano obudziłam, zaraz poszłam przeglądnąć się w lustrze, czy aby to nie jest prawda. Szczególnie po tym tuczącym wczorajszym deserku. Na szczęście nie jest tak źle, ale jeszcze muszę przekonać się o tym, najlepiej stając na wadze.

Dzisiaj rano przyszła do nas bardzo smutna wiadomość ; w dniu wczorajszym odszedł od nas w wieku 90 lat prawdziwy Mistrz – Wirtuoz polskiego filmu, Wielki Reżyser. Andrzej Wajda.
O wielkich zasługach tego Wspaniałego Człowieka nie łatwo jest wspominać, tyle tych wspaniałych dzieł Jego ręki było… wysoko doceniany nie tylko w naszej, polskiej kinematografii, ale także i w kinematografii światowej. Swoimi filmami dał przekrój historii naszego państwa, wszystkie najważniejsze, przełomowe  dla Polski momenty świetnie uwiecznił w swojej twórczości, ale także nie bał się wyreżyserować wspaniałych polskich klasyków, jak Adama Mickiewicza w Panu Tadeuszu, czy Stefana Żeromskiego w Popiołach, oraz wielu innych wielkich polskich pisarzy.
Polska kinematografia, ale przede wszystkim polska kultura poniosła niepowetowaną stratę Jego śmiercią. Odszedł Wielki Wspaniały Polak, prawdziwy Patriota, który swoją Ojczyznę tak umiłował, że w swoich filmowych obrazach ukazał jej piękno, jej tragizm, a zarazem jej potęgę i nieuległość.
Po bardzo pracowitym życiu należy Mu się teraz odpoczynek, ale mimo, że każdy z nas wie, że był już człowiekiem wiekowym, jednak pozostawia w nas smutek i nostalgię za tamtymi, już przeszłymi czasami, na pewno nie będzie łatwo zapełnić pustego miejsca, które po sobie pozostawił, nie wiem, czy ktokolwiek odważyłby się nawet zająć Jego miejsce…….

Pozostało mi tylko życzyć wszystkim spokojnego poniedziałku i miłego całego tygodnia. Pewnie bez opadów deszczowych on się nie obędzie, takie są niestety prognozy na te jesienne przecież już dni, ale mam nadzieję, że i słonko będzie miało szansę od czasu do czasu rozweselić nasze dusze.
Trzymajcie się cieplutko z daleka od katarów i innych grypopodobnych nieprzyjemności.

pochwała niedzieli

 

A dzisiaj znów gościnnie w moim domku. Dzisiaj zaproszony jest na pyszny obiadek… no tak, zgadliście, oczywista oczywistość, że V.I.P.
To bardzo dla mnie ważny moment, bo właściwie to będzie mój pierwszy obiad wydany na nowym mieszkaniu.
Nie znaczy, że dotąd nic nie gotowałam, o nie, ale dla siebie gotuje się całkiem inaczej, niż dla gościa. Tu trzeba więcej finezji i więcej serca w potrawy włożyć.
I chociaż nie będą to wcale żadne wyrafinowane dania, ale nie mniej przyłożyć troszkę się trzeba.
Na szczęście mam czas, nikt mi kuchni nie zajmie, jak dawniej bywało i mogę sobie wszystko pomalutku szykować. Jednak co swoje, to swoje.
Myślałam, że mój katarek już pożegnał się ze mną na zawsze, a tu nie, z uporem maniaka zajmuje moje nozdrza i tylko mnie denerwuje.
Bo jak długo można kichać i prychać? Przecież do wiosny nie będę czekała, aż całkiem wyzdrowieję…..

Ale trzeba przyznać, że niedziela jest całkiem miłym dniem tygodnia, gdyby człowiek nie musiał pamiętać, że jutro znów do pracy trzeba wyruszać.
Zresztą zawsze można udawać, że tego się nie pamięta, a i też co by życie znaczyło, gdyby człowiek całkiem już zgnuśniał w tym domu, nigdzie nie wychodząc?
A tak jednak do ludzi człowieka ciągnie, do nowych twarzy, do nowych wyzwań i nie jest wtedy tak nudno. Bo ile można oglądać filmy, czy seriale w TV, ile można przesiadywać na Face Booku, czy czytać polityczne fora?
Co prawda  domu też zawsze jest coś do roboty, ale ja nie należę do osób, którzy pół dnia ze szmatką po mieszkaniu latają i każdy pyłek kurzu z mebla strącają. Przecież dom ma być przyjemnością, a nie muzeum. Wystarczy raz dziennie zamieść podłogę, zetrzeć kurz i dać sobie i meblom spokój 🙂
Najważniejsze, żeby dobrze we własnym mieszkanku się czuć, a ja teraz tego uczucia codziennie doznaję.
Nie będę się wszak już rozpisywała, bo pora ogarnąć troszkę pokój i zabrać się za kuchenne zajęcia, ale mój blog też jest moim miłym obowiązkiem, który na siebie wzięłam i wypełnić go codziennie muszę.
Życzę przyjemnego, spokojnego niedzielnego odpoczynku. Może jutro udami się trochę więcej fantazji w moim blogu umieścić, bo pewnie od poniedziałku znów politycznie więcej dziać się będzie. W niedzielę politycy odpoczywają, ja też, więc i Wam dam dzisiaj spokój.
Do jutra!!!!

a mogłoby………


Sobota – a mogłoby być tak fajnie, wokoło zielono, motylki by fruwały, ptaszki wesoło śpiewały, a tu za progiem jesień.
Wiem, na każda porę roku kiedyś przyjdzie pora, ale tak trudno przyzwyczaić się do tego,że nie jest już tak, że tylko bluzeczkę na siebie człowiek narzuci i już może na spacerek sobie wyjść. A tu trzeba niestety z ciepłą kurtką się przepraszać, z cieplejszymi botkami, spodniami, szalikami, nawet rękawiczki sobie już nowe kupiłam, bo mi w zeszłym tygodniu łapki nieco zmarzły.
No i ten wciąż panujący w moim nosie katar, który mnie już denerwuje, bo ile można?
Ale fakt, tydzień jeszcze nie minął, ale nic nie wskazuje, żeby w przeciągu dwóch następnych dni całkowicie zniknął on z mojego nosa.
No to sobie kicham na ten jesienny świat i…wcale nie mam go w nosie, wręcz przeciwnie, tylko mnie z nerwów wyprowadza i pozostaje mi jedynie z nerwów pozgrzytać sobie zębami.
Na szczęście mam ciepełko w domu, tyle dobrze, bo gdybym jeszcze miała się trząść z zimna…..
Chociaż ten piec w kuchni grzeje tak jak potrzeba, ten w pokoju coś nie za bardzo się nagrzewa, to znaczy nie nagrzewa się w całości, niektóre kafelki są wręcz zimne, nie wiem, może coś z grzałką jest nie tak?
Ale przecież zawsze można narzucić na siebie sweter. Zresztą takie przegrzewanie nie jest wcale całkiem zdrowe. Tak, tylko ja zawsze w tych cieplarnianych, kaloryferowych warunkach przebywałam, teraz trochę trudno się przestawić, ale z czasem i do takiej zmiany się dostosuję.
Wczoraj miałam odwiedziny V.I.P-a, miłe jak zawsze, cóż, skoro gość tylko wodą mineralną się poczęstował?
Co prawda kusiłam go szarlotkę, ale nie udało się, za to o dziwo to on skusił mnie jabłkiem, a nie ja jego. Czyżby historia dziejów miała się odwrócić i to Adam (czyli Kaziu) kusił Ewę w Raju jabłkiem, a nie odwrotnie????

Mimo katarku zdecydowałam się dzisiaj jednak wyjść  z domu, ktoś wreszcie te zakupy zrobić musi. No i oczywiście znów będę los kusiła nadając kupon Lotka, ale pewnie znów jak poprzednio bez efektu.
Może uda mi się też jakiegoś Pokemonka fajnego złowić? – oczywiście poluję na Pikachu, ale ten tylko jeden raz mi się tu pokazał i nie dał się złapać, teraz już mnie nie odwiedza, fakt, nie jest wcale łatwo na niego zapolować. A może uda mi się znów kilka punktów na Arenie zdobyć? Ta koło mnie aż kusi do walki, wydaje się do pokonania.
Już naprawdę lepsze są te Pokemony (co by ktokolwiek inne miał na ten temat zdanie) niż polityka, która mierzi.
W każdym bądź razie wszystko jest na całkiem niezłej drodze, ostatnio podniósł się bunt nawet w Pisie, nie wszyscy popierają racje Kaczyńskiego, który miota się i pętli. Już Wielki Wódz nie może być pewien, że nikt mu nie podskoczy.
Przecież nie może wszystkich niepokornych powyrzucać z partii bo kto mu pozostanie? Tylko garstka wiernych ale biernych lizusów chyba.
Dosyć, nie piszę nic już o polityce, po co mam się powtarzać, że przewiduję rychły koniec partii Pis??? OBY JAK NAJPRĘDZEJ!!!!!!!!

Teraz pomału zbieram się już do wyjścia, chociaż nie pada, ale jest chłodno i co najgorsze ponuro.
Tydzień właśnie mija od poprzedniej miłej soboty w Parku, spędzonej z Magdą Italiana. Pozdrawiam Cię Magdulko, mam nadzieję, że już niedługo, na wiosnę, znów po Parku pobłądzimy trochę. Zima przecież szybciutko minie, prawda? A może do tego czasu i połowy na Pokemony mi się znudzi???
Już pomału trzeba myśleć o świętach, o choince, świątecznych prezentach i rodzinnych uroczystościach.
Myślałam nawet, że urządzę w tym roku Wigilię w moim domu, ale mojej Magdzie jakoś ten projekt niezbyt się spodobał.
Więc pewnie znów wyląduję na święta w Modlnicy, może przynajmniej do tego czasu taras, na którym będzie można zapalić papieroska będzie już całkowicie gotowy?

Życzę wszystkim przyjemnej i spokojnej soboty

Musi być dobrze

 

 

Co prawda katar jeszcze kręci w nosie, ale…….
Trzeba zabierać się za życie, chociaż za oknem chłód.
Nie do pomyślenia, że już mogą być tak niskie temperatury, że trzeba w cieplejsza kurtkę wskoczyć, niedawno było słonko i ciepełko, przecież niecały tydzień temu jeszcze po zalanym słonkiem parku spacerowałyśmy z Magdą Italiana , wygrzewałyśmy się do słoneczka na ławeczce, a dzisiaj???? Dzisiaj zaledwie 6 – 7 stopni za oknem ( na polu?, na dworze? – znów mam dyleremat).
Trzeba niestety już ciepło się ubierać, a letnie bluzeczki, spodnie, czy spódniczki muszą iść do lamusa. Mam nadzieję tylko, że nie zdążę do przyszłego roku z nich „wyrosnąć”?
Bo, jak czytałam w którym kawale umieszczonym na Face booku, po przeglądnięciu zimowego z zeszłego roku zauważyłam, że tylko z szalika nie udało mi się wyrosnąć. Ale raczej mi to nie grozi, już moje kiszeczki czuwają, by nie utracić wagi i odpowiednio sprawę regulują.
Zresztą i tak słodyczy nie mogę za dużo zjeść, po prostu potem mój brzuch mówi mi STOP, PRZESADZIŁAŚ!!!!!
No chociażby dlatego warto było się zoperować, mam teraz naturalnego Anioła Stróża.
Dzisiaj wstałam dosyć wcześnie i to raczej w dobrym humorku, w każdym bądź razie zdążyłam rano posprzątać pokój i kuchnię (dużo czasu po prawdzie mi to nie zajmuje, bo na całe szczęście salonów nie posiadam), podlałam moje ukochane kwiatki (no trochę tych doniczek z kwiatami i w pokoju i w kuchni posiadam), złożyłam pranie, pościeliłam łóżko. Musiałam się wcześniej zbierać, aby z tym wszystkim zdążyć do wyjścia do pracy, czyli gdzieś do okolicy południa.
A teraz trochę z polityki: Ale Pis przestraszył się swoim spadkiem popularności po tym czarnym poniedziałku. Pani Premier Beata nawet wezwała ministra Waszczykowskiego na dywanik, ale ten był zdumiony, jak to, do nie dawna można było pluć, a teraz trzeba trzymać język za zębami? No raczej na ministra dyplomacji to on się mało co nadaje,  porusza się w tej dziedzinie jak przysłowiowy słoń w składzie porcelany.
Ale to mało, jeszcze posłowie Pis, którzy nie tak dawno pluli na te strajkujące kobiety i nazywały je morderczyniami, teraz sami zadecydowali, że będą glosować przeciwko zaostrzeniu tej ustawy aborcyjnej. Heca, prawda? Pokazuje tylko miałkość i dwulicowość tej obłudnej partii, wystarczyło tylko, że na horyzoncie pokazało się widmo utraty lukratywnych stanowisk w rządzie, a już Pis zmieniło swoje oblicze, nawet Kaczyński był raczej przeciwny zaostrzeniu, już nie mówiąc o niejakiej prawdziwej „katoliczce” Krysi P, która od czci i wiary odżegnywała dwa dni temu kobiety, które sprzeciwiały się zaostrzeniom, wyzywała je od najgorszych morderczyń a tu masz, sama zgadza się na aborcję. Bo Wódz tak nakazał!!!!! A słowo Wodza ważniejsze, niż słowo samego Boga!!!!
Jak można wierzyć Pisowi, skoro zmieniają swoje oblicz w zależności od sytuacji??? Toż to jedno zakłamanie, fałsz i niegodziwość. To im te 19 procent ludzi zaufało? Widocznie są tacy sami, skoro im kłamstwa i oszustwa nie przeszkadzają w życiu.
Ale to nie jedna tylko niegodziwość tej partii. Teraz przeczytałam, że Ziobro, czyli mniej niż zero, będzie mógł bez żadnych problemów zablokować wybrane strony w internecie.
No to mamy cenzurę, jakiej nawet za PRL nie było, byle tak dalej. Gniew ludu Polskiego jest już tak wielki, że jeszcze ta ustawa zaogni sprawę i… mam nadzieję, że koniec nierządów Pisu bliski już jest w Polsce.
Marzycielka jestem? Może, ale podobno, gdy się o czymś mocno marzy, w końcu się spełnia.
Tylko jak widać, niestety nie tyczy się to wygranej w Lotka, a może i tyczy?…..zobaczymy.
Życzę przyjemnego czwartku, na szczęście przestało już padać, ten deszcz. to ciągłe bębnienie o parapet doprowadzało mnie do utraty nerwów.
Przydałoby się kilka słonecznych promyczków, ABRA KADABRA!!! O już są, ale przyjemnie!!!! Od razu na sercu weselej się robi.
Powodzenia na dzisiaj.

no to mamy środę…..

Hallo!!!! Ulka!!! widzisz i słysz mnie????

Dzisiaj nie będę się rozpisywała, bo choróbsko całkiem mnie rozłożyło, dzisiaj czuję się jeszcze gorzej, niż wczoraj.
Głowa boli i okropnie mi się w niej kręci, jestem słaba i ledwo na nogach utrzymać się mogę, marze tylko o ciepłym łóżeczku.
Tak więc idę sobie pogrzać się pod kołderkę, może, gdy się porządnie wyśpię katarek odpuści?
Postaram sie jutro o lepszy wpis, a na razie pozdrawiam wszystkich serdecznie i Ulkę i mich czytelników.
Cóż, jesień mnie dopadła….
Trzymajcie się ciepło i daleko odsuńcie się od takich „zasmarkańców”. jaką ja ostatnio jestem 🙂 Miłej środy

nie zmarzłam, ale za to zmokłam

 

 

I to w dodatku jak mocno wczoraj zmokłam!!
Jakiegoś pecha miałam wczoraj do autobusu linii 164. Jadąc w południe do pracy, sprzed samego nosa uciekł mi autobus, musiałam na następny czekać aż 20 minut.
A w ogóle to jakoś poprzestawiały mi się wczoraj godziny, myślałam, że już dochodzi druga i się spóźnię, a to dopiero była pierwsza w południe, więc odpowiedni zapas czasu jeszcze miałam.
Jak ja na ten zegarek patrzyłam? Chyba zamglonym przez katar okiem.
No, ale swoje musiałam odczekać. Za to gorzej było w drodze powrotnej, bo w ogóle autobus linii 164 nie jechał, nie wiem, co zatrzymało te autobusy, bo chyba nie protesty, przecież jechały z peryferii w stronę miasta, a nie odwrotnie. Odczekałam więc ponad 40 minut na przystanku, licząc, że kiedyś jednak musi nadjechać. Ale nic z tego, kolejno jechały autobusy linii 132, wiec wreszcie się zdenerwowałam i w niego wsiadłam, z tym, że musiałam się przesiąść na Kleparzu, czyli przejść całe skrzyżowanie, żeby wsiąść w jakikolwiek autobus jadący w moja stronę, Na szczęście był to autobus linii 139, więc podjechałam jeden przystanek dalej niż bym podjechała autobusem 164, a stamtąd już miałam bliziutko do domu.
Niestety deszcz calutki czas padał, raz mocniej, raz słabiej, by znów w ulewę wręcz się przemienił.
I na nic całe moje ogrzewanie mieszkanka, skoro było mi chłodno i mokro po drodze.
To jest ta właśnie jesień, której nie lubię, chłodna, dżdżysta i …….śliska, bo rozmokłe deszczem listki niestety dają „poślizg”.
Tak więc byłam wczoraj wieczorem zdecydowanie na nie, bo i mokro i zimno, a w dodatku przyczepił się do mnie jakiś pijak którego bardzo niegrzecznie zbyłam, ale nie miałam skrupułów, po co stawał na mojej drodze???
Nie wiem, może te korki na mieście spowodowane były nie tylko fatalnymi warunkami atmosferycznymi?
Ale z tego co wiem od pewnej uczestniczki z Facebooka, było w Krakowie na manifestacji sporo ludzi i to nie tych zakłamanych ciotek – klotek, na których nikt nawet oka nie chce położyć, nie mówiąc o innej części ciała, nie tych, którzy „modlili się” o zakaz aborcji, bo ich ta sprawa nie dotyczy, nie one staną przed dylematem, czy urodzić, czy nie kalekie dziecko, które nawet jeśli przeżyje, całe życie będzie nieszczęśliwe, chore i bez jakiejkolwiek pomocy od tych obłudników, którzy teraz walczą rzekomo   o ich prawa, a w rzeczywistości mają je w bardzo głębokim miejscu.
Przyszły na to spotkanie kobiety, które chcą same zadecydować swoim losem i losem swojego dziecka. Nie są one (podobnie jak i ja) za aborcją  na żądanie, ale tylko w takich momentach, gdy ciąża może być  nieszczęściem dla dziecka i nieszczęściem na wskutek  po ciążowych powikłań i zagrożenia życia dla kobiety, która ma się tym dzieckiem opiekować przez całe swoje życie. Na pewno będzie je bardzo kochać i na pewno będzie codziennie odczuwała ból, że jej dziecko jest nieszczęśliwe, że nie można mu pomóc, że znikąd nie ma żadnej pomocy i żadnej nadziei na poprawę losu takiego dziecka.
Padło już pytanie do tych, którzy chcą zapobiegać każdej aborcji, czy podejmą się pomóc finansowo tym biednym rodzicom?
Jaki zasiłek dostaje matka na takie kalekie dziecko i na ile taki zasiłek wystarcza? Czy zamiast wzniosłych haseł bez pokrycia, rząd nie mógł by w realny sposób pomóc tym biednym rodzinom, a nie stawiać jeszcze przed nimi dodatkowe przeszkody?
Aborcja jest straszną decyzją, którą musi każda matka jej poddającej się sama podjąć, biorąc wszystkie możliwości, które przed nimi życie stawia, pozostawia ślad w sercu kobiety na całe życie.
Jeżeli jesteś osobą głęboko wierzącą i jesteś zdecydowanie przeciwko aborcji, nikt do niej ciebie nie namówi. Nie sądzę, żeby ktokolwiek chciał lekko podejść do tak poważnego problemu i bez żadnej ważnej przyczyny nie zdecyduje się na taki krok. Dlatego porównanie demonstrujących wczoraj kobiet do prostytutek, albo nawet, jak pisał Terlecki do hitlerowców zabijających bez przyczyny dzieci, jest nie tylko głupie, ale wręcz niesmaczne i pokazuje tylko złą wolę tych, którzy osąd taki dali. Podobnie oburzona byłam słowa ministra Waszczykowskiego „niech się bawią” – pokazał tu tylko swoją butę i arogancję wobec kobiet, stających wczoraj do walki o swoje prawa o samostanowieniu.
Obecny rząd nieco zapędził się w kozi róg, chcąc służyć Kościołowi postawił swój polityczny byt w wielkiej niepewności. Jeszcze przed demonstracją poparcie partii PIS wyraźnie leciało w dół, obawiam się, że po sobotnich i wczorajszych demonstracjach  ich poparcie spadnie jeszcze bardziej wyraźnie. I bardzo dobrze, bo wreszcie  Polacy przekonali się, ile wart były czcze wyborcze obietnice „dobrej zmiany”. To była dobra zmiana, ale dla kogo? Chyba dla swoich kolesiów, którzy po dorwaniu się do koryta, przyciągali do niego wszystkich swoich potomków i znajomków, mając Polskę w nosie.
Niech więc moja koleżanka nie zwraca mi uwagi, że poprzedni rząd, poprzednia partia PO, nic nie zrobiła przez swoje osiem lat „panowania”
Rzeczywiście, przyznać trzeba, że też pogubili się w swoich rządach, też ulegli łatwościom życia, zachłyśnięci władzą, ale w ciągu swoich ośmiu lat rządów nawet w minimalnej części nie zepsuli Polski tak, jak udało się to Pisiorom w ciągu jednego roku. Za czasów rządzenia PO Polska była wzorcem demokracji, teraz wszyscy na świecie  z politowaniem patrzą na nasz biedny kraj, w którym demokracja ustępuje miejsca rządów satrapy.
Do tego dochodzi jeszcze niesamowita arogancja i buta dzisiejszych ministrów, autokracja, wręcz wprowadzaniem terroru, grożąc niebotycznymi wyrokami, ciągłymi podejrzeniami i śledztwami, no i przede wszystkim ta niesamowita hipokryzja, obłuda, wręcz bezczelne kłamstwa, które są udziałem wszystkich po kolei pisowców od samego Naczelnego Wodza począwszy, aż po przeciętnego pionka w partii, każdy z nich  szuka wspaniałego rozwiązania dla siebie, niestety nie dla Polski. Oni nie rządzą, oni po prosto pochłonęli  Polskę i używają ją tylko wyłącznie we własnych partykularnych  interesach. Dla pieniędzy i lukratywnych posad oczywiście, potrafią skłonić się ku największym świństwom i machlojkom przeciwko własnemu narodowi, nawet przeciwko tym, którzy w nich uwierzyli i dali im przy wyborach szansę.
A miało być tak pięknie…….. głupi, kto uwierzył, już raz, w latach 2005 -2007 pokazali, co potrafią, jak można było dopuścić ich ponownie do władzy?
Jak teraz mają się ci wszyscy Polacy, którzy z lenistwa, albo z powodu obrażenia się na PO nie poszli na wybory, dając tym samym przyzwolenie na to, co teraz w Polsce się wyrabia.
Mądry Polak po szkodzie, a ktoś nowe przysłowie kupi, że i przed szkodą i po szkodzie jest tak samo głupi. Niestety!!
A teraz tylko mogę powiedzieć : „a nie mówiłam, że tak będzie”
Ile jeszcze kobiet muszą  pozamykać za następny bzdurny przepis na przykład  za podejrzenie aborcji u kobiety, która poroniła?
Jakim prawem zabraniają przeprowadzać zabieg in vitro u kobiet, które marzą, by mieć własne dziecko, niestety drogą naturalną jest to niemożliwe?
Głupie tłumaczenie o zabijaniu plemników, czy zygot nie jest wytłumaczeniem. Przecież natura też sama w całkiem normalny sposób reguluje ten proces, tylko jeden plemnik, czasami w wyjątkowych przypadkach dwa, lub trzy, potrafi zagnieździć się w macicy, reszta plemników po prostu ginie. Podobnie bywa i z zapłodnionym już jajeczkiem, nie każdy z nich ma na tyle siły, by przetrwać, niektóre nawet do macicy nie docierają, umieszczają się na przykład w jajowodach i taka ciąża drogą naturalną musi obumrzeć, czasami same od siebie w niesprzyjających warunkach  nawet poprawnie osadzone, obumierają..  Czy  zatem Pis jest więc mądrzejszy od natury, która świetnie potrafi sobie dawać radę z wszelkimi przeciwnościami? I czy w takim przypadku, gdy kobieta poroni, ponieważ jej organizm odmówi posłuszeństwa, kobieta już raz skrzywdzona przez los  tragedią utraty wyczekiwanego dziecka, musi poddawana być następnym psychicznym torturom, podejrzeniami, że dokonała aborcji? Jak mało serca okazują ci, którzy taki durny przepis wymyślają, ci, którzy chcą karać kobiety za ich niepopełnione winy. Ile zła i obłudy siedzi w tych zatwardziałych sercach rządzących, o ile jeszcze coś takiego, jak serce posiadają.
QUO VADIS MOJA BIEDNA OJCZYZNO???????

Nieznośny deszcz padał całą noc i nadal pada. Nawet Pokemony się pochowały i nie chętnie  chcą wyjść ze swoich krzaczków.
A mnie niestety zmogła choroba. Nie dość, ze byłam przeziębiona, to jeszcze nieopatrznie wyszłam „na chwilkę” do sklepu bez parasola i akurat wtedy rozpadało się na dobre. Ale wtedy zmokłam!!!!
Gdy wróciłam, byłam cała mokra, a z włosów kapała mi woda, zupełnie, jakbym dopiero co wyszła spod prysznica.
No i masz, katar już sobie rozszalał się na dobre, nos mam zapchany, kicham, prycham i czuję się kiepsko, a przede wszystkim brzydko kaszlę, no, trzeba stanowczo chociaż na te kilka dni zerwać z nałogiem papierosowym, bo dym podrażnia tylko już i tak nadwyrężone oskrzela.
A ponieważ dzisiaj nie ma żadnych nadziei na poprawę pogody, postanowiłam zaoszczędzić trochę moje zdrowie i pozostać w domu pod ciepłą kołderką.
Może do jutra chociaż troszkę wydobrzeję. Jak to dobrze, że przynajmniej w domu mam ciepło, gdyby mi Maciek nie włączył tego ogrzewania, miałabym pewnie murowane zapalenie płuc.
Zasadniczo zakupy zrobiłam już wczoraj, oczywiście zapomniałam kupić chleba, ale i tak ma przyjść do mnie z wizytą Zojka, więc poprosiłam ją, by mi kupiła kawałek chlebusia, jakoś do jutra przetrwam.
Jak to mówią? nieleczony katar trwa tydzień, a leczony siedem dni? No to tyle czasu mam z głowy, z tym, że te pierwsze dni, gdy katar i przeziębienie zaatakuje są najgorsze, potem już jakoś człowiek się przyzwyczaja.
No to ja wskakuję teraz do ciepłego łóżeczka i „dobrzeję”, a Wam życzę przyjemnego wtorku, bez kataru i bez innych komplikacji.

nareszcie ciepełko w domu


Boże, co ja bym zrobiła bez tych moich Kochanych Siostrzeńców, bez Magdy i bez Maćka?
Są podporą życiową na moje stare lata, zawsze chętni pomóc kochanej Cioteczce.
Kiedyś, gdy byli małymi dziećmi, ja dałam im swoje całe serce, dzisiaj obydwoje takim samym sercem mi odpłacają.
A przecież nie musiałoby tak być! Ile słyszy się o znieczulicy młodych, którzy czasu dla osób starszych, a przecież najbliższych, matki czy Ojca, nie mają.
Ja  jestem „tylko” ciocią i proszę, ile miłości od nich dostaję, to jest takie przyjemne, a również to jest znakiem tego, że bardzo dobrze moja siostra swoje dzieci wychowała, na pewno jest z nich dumna.
W sobotę dzwoniłam do Maćka z informacją, że pękł mi wąż prysznicowy, wczoraj Maciek przyniósł go i wymienił.
No ale najważniejsze, że włączył mi te moje piece akumulacyjne i wreszcie mam cieplutko w domu, nawet powiedziałabym, że bardzo cieplutko.
Ponieważ wczoraj był rozruch pieca, Maciek nastawił mi go na „dwójkę”, rzeczywiście zaczęły one grzać już o 22 giej i na rano oba piece, i ten w pokoju i ten w kuchni były już  nad ranem całkiem gorące. Co prawda pogoda zmieniła się na niekorzyść, ale nie jest jeszcze na polu tak zimno, żeby zegary nastawione były na full, więc dzisiaj rano przestawiłam licznik na jedynkę i dopiero wieczorem zobaczę, co z tego wyniknie. Co prawda włączy się on jeszcze pomiędzy 13 a 15 stą, wtedy też jest tzw „tani prąd”, ale dopiero po pewnym czasie sprawdzę, jak naprawdę ten cały mechanizm ogrzewania działa.
Póki co, chwalę swoje ciepełko, nareszcie będę mogła kulturalnie spać w nocnej koszuli, a nie jak dotychczas w getrach i we dwóch swetrach.
I to jest wielki, wielki PLUS !!!
Jestem szczęśliwa, ze Ich mam, bo nie czuję się taka osamotniona i bezradna, a wiadomo, samotnym, starszym ludziom czasami jest bardzo pod górkę.

Dzisiaj mamy czarny poniedziałek, dzisiaj odbywa się ogólnopolski protest dotyczący obostrzeń ustawy aborcyjnej, a także i przy okazji wycofanie   ustawy dotyczącej in vitro, czyli zakaz stosowania tej metody, tak potrzebnej dla kobiet, które nie mogą zajść w ciąże. Jeszcze bardziej dotkliwe byłoby dla kobiet zagrożenie możliwością karania więzieniem osób, podejrzanych o aborcję, co przekłada się na to, że każda kobieta, która miała to nieszczęście poronić, będzie przesłuchiwana i ewentualnie karana jako potencjalna morderczyni własnego dziecka. No nie, nie dość, że natura ukaże matkę strasznym nieszczęściem, jakim jest niespodziewane poronienie, będzie ona jeszcze dodatkowo narażona na insynuacje i kłopoty przez władze państwa. w tym wypadku przez prokuratora. Nie wszystkie matki stać będzie na poradę adwokacką, niestety będą musiały wtedy poddać się ciężkim restrykcjom, pozostawią swój dom, swoje biedne dzieci, męża i nie wiadomo po co będą odsiadywać karę więzienia za coś, czego nie zrobiły.
To już jest całkowity nonsens rządzącej elity i chociaz ona stara się pod naciskiem opinii wymigać z tej ustawy, zwalając winę na Komitet Obywatelski, który wysunął tę propozycję, wiadomo jest, że im taki pomysł przypadł do głowy, aby „podlizać” się Kościołowi, na którego poparcie wciąż liczą.
Oczywiście jest to następna obłudna naszego rządu, bo sami chętnie głosowali kilka dni temu za zaostrzeniem tej ustawy, teraz, gdy trwoga padła na Kaczyńskiego i na Pis, gdy ich poparcie wyraźnie pada, starają się (jak zwykle to oni zawsze robią) odwrócić kota do góry ogonem.
Czy ciemny lud nadal jest tak ciemny, ze nie rozumie, co się w Polsce wyprawia? Na szczęście rozjaśnienie umysłów Polaków roztacza się  coraz większym kołem i może już niedługo…co daj Boże Amen.
A skoro są  takie osoby, jak moja koleżanka, która komentarz swój u mnie umieściła, które ślepo  nadal wierzą Pisow,i daję im dobrą radę: najlepiej pozażywać bromu na uspokojenie i wlać nieco oleju do swojej głowy, no chyba, że ktoś akurat lubi być oszukiwany i okłamywany, takie ma prawo! Tylko niech potem nie narzeka!!!

Ja dzisiaj idę na czarno ubrana do pracy (mam porejestrowanych pacjentów) dla poparcia dzisiejszego protestu, zresztą i tak maszerować bym raczej nie mogła, nogi nie pozwalają.
Ale sercem jestem po słusznej stronie protestu.

Zapowiadają kilkudniowe opady niestety  i to nie raz dosyć obfite, jakoś przeżyć to trzeba będzie, nie ma innego wyjścia.
Może jeszcze ta polska złota jesień powróci??

Życzę spokojnego poniedziałku i miłego całego tygodnia

jesienne impresje

 

A jak jesień to… katar, psikanie, kaszlenie, ot tak to już jest, gdy temperatura w mieszkaniu jest niższa, niż za oknem.Mieszkam na parterze, wydaje się, że tak właśnie od ziemi to zimno ciągnie, chociaz jest to wysoki parter około 8-9 schodków, a jednak, chłód się już czuje.
A psik, znów kicham, a głowę mam nadmuchaną, niczym balon, nawet dwie poranne kawy mi nie pomogły.
Wczoraj był bardzo przyjemny dzień, dlatego też z moim gościem, czyli z Magdą Italiana spędziłyśmy go przeważnie w Parku na ławeczce. Słoneczko, ciepełko, po co w domu siedzieć?, aż samego człowieka z niego na spacer wyciągało.
Oczywiście najpierw pokazałam moje włości Magdzie, ucieszyła się, że wszystko jest prawie tak jak pamięta z ulicy Smoleńsk, to znaczy umeblowanie mojego pokoju nie odbiega od tamtego, no, jedynie  nowością jest moja kuchenka, która jest bardzo przyjemna, można otworzyć okno na balkon z widokiem na zielone podwórze  ( ale już liście troszkę żółcieją), usiąść na kanapie i zapalić papieroska.
Ale w końcu wyszłyśmy na spacer, ja oczywiście uzbrojona w mój Iphonik, coby mi żadne Pokemony nie umknęły bez mojej wiedzy. Miałam przyzwolenie od Magdy na łapanie tych potworków, nawet przez moment sama była nimi zainteresowana, ale nie na tyle, żeby podobnie jak ja ulec pokemono – manii.
Potwierdzam, uległam Pokemonom (komuś w końcu trzeba), ale kto mając je na wyciągnięcie dłoni by takiej pokusie nie uległ?
Ale musiałam też pilnować się, aby za bardzo mojego gościa nie zanudzić, wszak we wszystkim trzeba swój umiar mieć i starałam się poświęcać też trochę czasu i Magdzie. Jeżeli Madziu uznasz, że trochę przesadziłam z tymi Pokemonami  (a chyba jednak przesadziłam), to przepraszam, przyrzekam poprawę, następnym razem nie wezmę ze sobą tego telefonu, pokusy już nie będzie.
Zjadłyśmy potem  po wspaniałej zapiekance, kupionej  w budce na ul Lea, ale one są tak ogromne, że żadna z nas nie udało się jej pokonać w całości.
Za to zauważyłam, że w Parku jest bardzo mało koszów na śmieci, więc jak może być porządek w Parku?
A w ogóle po przyjściu do domu poszukałam sobie we Wikipedii wiadomości o naszym parku.
Został on założony w roku 1885 przez radcę miejskiego Stanisława Rehmana, na wydzierżawionych od wojska terenach. Został on stworzony na wzór ogrodów wiedeńskich , w których mieściły się kawiarnie, restauracje, ślizgawki, teatr letni, małe zoo, czy nawet basen.
Przed I-wszą wojną światową funkcjonowało w Parku najdroższe i najbardziej ekskluzywne lodowisko, a gościnne występy umilała wojskowa orkiestra .
Po pierwszej wojnie światowej powierzchnia użytkowa parku została wydatnie zmniejszona, co w znacznym stopniu zniszczyło zabudowę i kompozycję parku.
Obecnie Park zajmuje powierzchnię około 5 ha, a ze starych budowli pozostała tylko sadzawka. Za to w Paku znajduje się wiele rzeźb znanych rzeźbiarzy, niestety  w dużym stopniu uległy one dewastacji. Ale na wiosnę przyszłego roku przewidziana jest rewitalizacja Parku, naprawy zniszczonych alejek, wymiany ławek i koszy na śmieci no i oczywiście odnowa starej sadzawki, czy też odrestaurowanie zniszczonych pomników. Oby tylko znalazły się na to pieniądze, bo park jest taki śliczny, że aż szkoda, żeby te płuca Krakowa w samym jego centrum ulegały dalszej dewastacji.
Bo to jest wręcz niesamowite, że przy najbardziej ruchliwej arterii Krakowa, jaką są Aleje Trzech Wieszczy, był kawałek wspaniałej, zielonej oazy dla odpoczynku i rekreacji. Jest jeszcze sporo naprawdę starych drzew, pamiętających okres świetności tego ogrody miejskiego, ale niestety wielkie zaniedbania, ciągły brak pieniędzy na odrestaurowanie Parku powoduje, że nie tylko trawniki, ale i drzewa ulegają wyniszczeniu, a szkoda!!!

Po miłym spacerze Magda pojechała do domu, a ja znów zostałam sama w moim zimnym mieszkaniu, I tak pewnie będzie  przez kilka najbliższych dnu, bo pan elektryk znów się nie odezwał. No i miałam rację, że gdy temperatura na zewnątrz  było około 30 stopni, u mnie piece grzały jak szalone, teraz, gdy jest chłodniej, piece  są zimne jak lód.
W dzień da się wytrzymać, gorzej wieczorem i w nocy, ale już nauczyłam się obierać na noc tak, jakbym w Igloo mieszkała.
Hi, hi, Eskimoska ze mnie na starość się zrobiła, tylko niestety tamte kataru chyba nie miewają??

Ale dzisiaj i tak planuję mały spacerek po parku, przecież nie można siedzieć w domu, gdy taka piękna, jesienna  pokusa, jaką jest spacer po szeleszczących już opadłymi  liśćmi alejkach, jest za oknem,
A potem? Nie wiem, jeszcze planów nie mam, bo jak na razie żaden gość się nie zapowiedział, może wejdę pod ciepłą kołderkę i kocyk i się zdrzemnę?
Jakoś ten katar trzeba przecież przetrwać, a mam na to tylko weekend, bo jutro zaczyna się  tydzień pracy, Co prawda niektórzy jutro strajkują, ja niestety nie mogę, bo mam zapisanych już pacjentów, będę strajkowała w duchu.
 Życizę przyjemnej i owocnej w odpoczynek niedzieli.

niepostrzeżenie

 

I oto niepostrzeżenie nadszedł nam październik.
Rozpoczął się optymistycznie, kolorowo i słonecznie, z dosyć miłą temperaturą, ale czy tak długo ten stan pogodowy nam się utrzyma?
Ostatni dzień września był bardzo przyjemny i ciepły. Siedziałam wczoraj  sobie chwilkę w parku i swoje Pokemony łapałam, co było robić, skoro ktoś puścił Lura i one same mi do telefonu właziły? Trzeba je było połapać.
Zrobiłam wczoraj weekendowe zakupy, dzisiaj będę miała gościa, więc jeszcze muszę kupić szarlotkę, już mam zamówioną w Awitexu, bo stamtąd jest ona naprawdę  wspaniała,  zupełnie jak domowa.
Po co ręce sobie ciastem brudzić, skoro takie pyszności są na wyciągnięcie tych czystych rąk nieopodal mnie?
Wczoraj niespodziewanie miałam gościa, przyszła odwiedzić mnie Basia Sz. Było bardzo miło, chwilę porozmawiałyśmy, oglądnęła oczywiście moje mieszkanie, które też (chyba) jej się podobało.
A dzisiaj przychodzi do mnie Magda Italiana, już się cieszę na spotkanie z nią, może potem posiedzimy chwilkę w Parku, bo pogoda jest całkiem do tego sprzyjająca. No i obawiam się, że to ostatnie takie miłe, słoneczne chwile, bo pogoda ma się wyraźnie popsuć i ma padać deszcz, o biedne moje kosteczki.
A na poniedziałek zapowiedziany jest Ogólnopolski  Czarny Strajk Kobiet, które protestują przeciw restrykcjom ustawy antyaborcyjnej, a już fakt, że kobiety, nie tylko te, które poddadzą się z powodów na przykład zdrowotnych aborcji, ale i te, które będą miały to nieszczęście, że poronią, mogą być za te czyny wsadzane do więzienia na co najmniej 2 lata. Wyobrażacie sobie? Kobieta, matka na przykład trójki, czy dwójki dzieci będzie siedzieć w więzieniu, bo komuś ubzdura się, że nie poroniła, tylko poddała aborcji? A kto te maluchy pozostałe w domu będzie wychowywał, karmił, kto je będzie opierał i ubierał?
To nie tylko nonsens, ale wręcz średniowiecze.
A jeżeli dodać tego następny „dobry” pisowski pomysł o zakazie stosowania środków antykoncepcyjnych, w tym środka zapobiegającego tzw wczesnego działania, to trzeba przyznać, że powiedzenie „jesteśmy daleko za Murzynami” robi się coraz bardziej aktualne.
A może to i lepiej, że takie pomysły ustaw zakwitły w  pisiorskich głowach, jest to początek końca rządów „dobrej zmiany”, bo to nie takiej zmiany chcieli Polacy, nie na takie rządy głosowali i nie na taki rząd zasługują.
A że z „Babą” nie ma gadki, to jest tylko zapowiedź, że to właśnie kobiety dadzą temu rządowi radę i żeby jednak przy tym korycie się utrzymać, bo coraz więcej kolesiostwa i nepotyzmu ogarnia rządzących, już teraz bez pardonu rozdają lukratywne stanowiska wśród swoich rodzin i znajomych królika, Pis będzie jednak chyba musiał ustąpić, albo wstrzymać te restrykcje, albo…pożegnać się z władzą. Nie ukrywam, że to drugie rozwiązanie będzie bardziej dla Polski korzystne.
Na szczęście poparcie dla Pisu wyraźnie spada i gdyby tylko opozycja w jakikolwiek sposób zjednoczyła swoje siły, już mogłoby dojść do korzystnej dla Polski zmiany.
Co prawda szybko nie odbudujemy swojej pozycji w Europie (o ile w ogóle ją kiedykolwiek odbudujemy), ale może trochę zelży w kraju ten terror, który pisowcy nam zafundowali.
Ponieważ ostatnio mam spore kłopoty z moimi nogami, zaczynają mnie potwornie boleć nie tylko stopy, ale i kolana, nie będę mogła brać czynnie udziału w poniedziałkowej manifestacji, ale postanowiłam, że przynajmniej ubiorę się na czarno, jako znak mojej solidarności z protestującymi kobietami.
Ale to dopiero w poniedziałek.
Dzisiaj cieszę się ciepłym i słonecznym weekendem i życzę wszystkim samych miłych dzisiejszych chwil na spacerach i na innych rodzinnych rozrywkach.