ząb czasu……

 

Przeżyłam…… 
Żartowałam, wcale tak źle nie było.
Oczywiście odpowiednio się przygotowałam, zrobiłam dokładniejszy makijaż niż zazwyczaj, ubrałam ładną sukienkę, rajtuzy, czerwony kubraczek, korale i poszłam.
Chwilkę posiedziałam sobie na ławeczce na niedalekich od miejsca spotkania plantkach i…..przyznam się, miałam tremę.
Ale odczekałam akademicki kwadrans i ruszyłam do restauracji, gdzie już było sporo osób.
Sporo? no dobrze, kilka osób z różnych powodów nie dopisało, ale również trzeba przyznać, że z naszej klasowej listy niestety 5 osób już nie żyje.
Może patrzyli oni  na nas  wczoraj swoim dobrym wzrokiem i byli z nami swoimi duszami?
Przywitanie wszystkich było bardzo miłe, chociaż przyznam, że sporo osób po prostu nie poznałam, ząb czasu swoje zrobił, troszkę jednak się zmieniliśmy.
Przyjemnie było usłyszeć : cześć Ewa, jak ładnie wyglądasz i wymienić uściski i  koleżeńskie pocałunki.
Co prawda 2 osoby też nie bardzo mnie rozpoznały, chociaz na ogół wszyscy stwierdzili, że prawie w ogóle się nie zmieniłam.
Ba, nie zmieniłam, na pewno jestem starsza o te 50 lat no i szczuplejsza o lat tyle samo:-)
Ale cieszyłam się, że tyle jednak serdeczności, mimo upływu czasu,  pozostało pośród nas.
Wypiliśmy lampkę szampana za nasze spotkanie (ostatnie było jakieś 20 lat temu jednak), potem milcząc wspominaliśmy koleżanki i kolegów, którzy już niestety odeszli.
No a potem każdy zamawiał sobie a la cart coś według swojego gustu. Oczywiście  rozmowom i wspomnieniom nie było końca.
Dziwiłam się tylko, że niektórzy mieli tak wspaniałą pamięć, że pamiętali nie tylko nasze szkolne wybryki, ale nawet gdzie kto i koło kogo w klasie siedział. Powspominaliśmy  nasza przygodę na wycieczce na Babiej Górze, gdy idąc z klasą na Babią Górę, pod schroniskiem na Markowych Szczawinach odmówiłam dalszej drogi i wychowawca zostawił mnie pod opieką dwóch koleżanek, a wracając mieli nas zabrać z powrotem do naszego miejsca pobytu.
Tymczasem jedna z koleżanek namówiła mnie na dalszą eskapadę, do tej pory nie wiem, w jaki sposób jej udało się to wyperswadować, ale niestety wybrała najgorszą i najtrudniejszą  z możliwych tras, czyli drogę po klamrach. Oczywiście bałam się jak cholera, zwłaszcza, że od zawsze cierpłam na lęk wysokości, ale skoro już wylazłam na te pierwsze klamry, trudno się było z nich cofać, więc potulnie szłam przeklinając swój los.
Oczywiście zanim po tych klamrach dotarłyśmy na sam szczyt, nasza klasa już dawno schodziła do Zawoi, więc po drodze rozminęliśmy się.
Ale zrobiła się wtedy afera, gdy okazało się, że nas nie ma w schronisku, że wcale na nich nie czekaliśmy. Wychowawca okropnie się przestraszył, bo chyba zdawał sobie sprawę, że pozostawienie trójki uczniów bez opieki nie było najlepszym pomysłem, ale podejrzewał, że znudziło nam się czekanie i sami opuściliśmy schronisko i udaliśmy się w stronę naszej bazy. Zdenerwowanie sięgnęło zenitu, gdy okazało się, że nas  tam też wcale  nie ma, że po prostu gdzieś zabłądziliśmy. W dodatku w tym czasie mój Tata akurat był w Zawoi, w naszym domu, który był nieopodal Lajkonika, w którym mieszkałam z klasą i gdy dowiedział się, że nie wróciłam na miejsce, okropnie się zdenerwował i rozkazał, by GOPR wyszedł na trasę nas szukać.  No i tak się stało, ratownicy ruszyli w rasę szukać trzech niesfornych uczniów. Wszystko dobrze się jak widać skończyło, ale co wtedy wszyscy przeżyliśmy i ile potem kar za to otrzymaliśmy, to nasze. Wczoraj z Beatą   wspominałyśmy to nieszczęsne zdarzenie, dzisiaj ze śmiechem, ale wtedy ani nam, ani opiekunom, ani Ojcu wcale do śmiechu nie było.
A Beata skwitowała to wczoraj stwierdzeniem : no, przynajmniej dzięki mnie możesz powiedzieć, że byłaś Na Babiej Górze. Fakt, nigdy później mi się to już nie udało, chociaz często przecież do Zawoi jeździłam.
Jedna z koleżanek dała mi namiar na bioenergoterapeutę, Nie bardzo wierze w takie „cuda”, ale….. może jednak spróbuję tam zatelefonować, skoro podobno ten akurat ludziom – znajomym Ewy, pomógł . Co mnie przekonało? Podobno sparaliżowany pies sąsiadki po pierwszej takiej sesji zaczął machać ogonem, hm, pies przecież nie wie, co to wiara w „czary- mary”, a jednak mu pomogło. Zresztą Ewa dawała kilka innych przykładów, więc zaczęłam się zastanawiać…. tym bardziej, ze akurat od wczoraj zaczęło mnie boleć drugie kolano, dokładnie najpierw tak delikatnie, jak tamto pierwsze, pewnie zbyt mocno go obciążałam, oszczędzając lewą nogę. Jeszcze raz powtarzam: jak to dobrze, że nie jestem stonogą, ale nie ma co się śmiać, trzeba jakoś się ratować….. Ale i tak decyzję najwcześniej mogę podjąć jutro, w końcu tonący brzytwy się chwyta….

Nie wyszłam wcale pierwsza z tego wczorajszego spotkania, niektóre koleżanki spieszyły się do swoich rodzin. Ja siedziałam tam do godziny 22, ale nagle zaczęło mi się nie wiem czemu, kręcić w głowie, ( po jednej lampce szampana???), a co gorsze, musiałam ukrywać ziewanie, które mnie zaczęło nawiedzać, więc w końcu się pożegnałam i tramwajem wróciłam do domu.
Trochę się bałam idąc tuż koło Parku, nie szłam co prawda przez sam park, ale i tak nie jest to wcale bezpieczne, gdy starsza, jakby nie było pani, sama włóczy się po ulicach nocą.
Szczęśliwie dotarłam jednak do domu w całości i bez żadnego uszczerbku na zdrowiu.
Nie wiem, jaka to uroczystość odbywała się gdzieś w pobliżu, podejrzewam, że na Błoniach, bo idąc do domu   po drodze słyszałam  strzelające race.
Wianki i święto Krakowa jest dopiero pod koniec czerwca, może jeszcze obchodzili dzień dziecka akurat wczoraj?

Dzisiaj mamy bardzo ważny dla Polski dzień. 4 czerwca 1989 roku po raz pierwszy przeprowadzono wolne wybory, w których ówczesna opozycja zyskała dosyć spora przewagę. To był początek upadku komunizmu w Polsce. Co prawda zwycięstwo demokracji było wtedy połowiczne, przynajmniej w Sejmie, ale większość sejmową osiągnęły siły poza PRL-owskie i w ten sposób można było zacząć kształtowanie naszej nowej, już demokratycznej rzeczywistości.
Dzisiaj, po 28 latach od tamtych wyborów, na skutek nieodpowiedzialnych i bezmyślnych  rządów Polska znów staje na krawędzi przepaści. Niestety mamy wielką „szansę” na nieszczęśliwy powrót do tych złych czasów, gdy narzucano nam z góry co nam wolno, a czego nie, gdy  panowała tylko jedna „słuszność” w narodzie, a ludzie musieli się jej podporządkowywać.
Może dzisiejszy dzień będzie znów jak kiedyś przebudzeniem narodu, zniewolonego butą i arogancją partii, która sama sobie daje prawo do decydowania o naszym życiu, o losach naszej Ojczyzny.
Teraz teoretycznie powinno być łatwiej przeprowadzić stanowczy sprzeciw, mamy już przecież za sobą spore doświadczenie w walce o praworządność.
Najśmieszniejsze, a zarazem najtragiczniejsze jest to, że ludzie, którzy uzurpują sobie teraz prawa o decydowaniu za wszystkich, sami kiedyś stali po stronie walki o narodową sprawiedliwość. Jak widać oni widzieli tę sprawiedliwość w jakimś powykrzywianym zwierciadle, robiąc przy okazji farsę z tego, o co sami kiedyś walczyli, przy czym ich antydemokratyczna działalność obiera coraz bardziej niebezpieczne kierunki.
Ale zdajemy sobie niestety z tego sprawę, że nie możemy czekać następne długie lata, gdy znów zatoczymy koło historii i wrócimy na właściwe tory naszych dziejów. Niestety nie wszyscy to rozumieją, jest jeszcze sporo ludzi, którzy ulegli jakiemuś chocholemu snu. Jakże aktualne stają się słowa Chochoła :
„Miałeś, chamie, złoty róg,
miałeś, chamie, czapkę z piór:
czapkę wicher niesie,
róg huka po lesie,
ostał ci się ino sznur,
ostał ci się ino sznur.”

Nie potrafiliśmy pielęgnować tego,co wiele ludzi z wielkim poświęceniem, a narażaniem lub utratą życia przez tyle lat walczyli.
Naszą czapkę historii znów wiatr niesie………
A sznur?……… nie, nie możemy stanowczo dopuścić do następnej tragedii Polski.

 Nadeszła już pora j na chwilkę optymistycznej  nuty.
To na pewno będzie piękna i słoneczna niedziela, taką się od samego rana zapowiada.
Więc nie frasujmy się dzisiaj za wiele, trzeba przecież nabrać siłę na następny nadchodzący tydzień.
Miłej niedzieli.