Po każdym podniosłym dniu nadchodzi taki dzień normalny, nawet, chociażby była to niedziela.
Tak właśnie i wczoraj odczuwałam wszystkie swoje myśli, które pozostały po sobotnim spotkaniu.
Ot było, minęło, tak jak i minęło całe 50 lat od chwili, gdy zdenerwowana stałam przed Komisją Maturalną.
Po tamtych dni nastąpiły takie już normalne, raz gorsze, raz lepsze. Pewnie i tak teraz będzie….
Co prawda rozchodząc się w sobotni wieczór mówiliśmy o potrzebie ponownego spotkania, ale…. no właśnie, jaka to okazja znów miałaby nas oderwać od codziennych zajęć? Wspomnienia to może i dobra, przyjemna sprawa, ale jak długo można wspominać?
Po prostu przeminęło z wiatrem……… i już.
Wczorajszą niedzielę nie spędziłam wcale wybitnie ciekawie, malutki spacer do Parku, to było wszystko. Zresztą czułam, że będzie padał deszcz, oba kolana wybitnie o tym dawały mi o tym znać i…oczywiście, że się nie pomyliły.
Już sama nie wiem, co jest lepsze, mieć taki barometr, który przestrzega przed deszczem, ale sprawia ból, czy mieć święty spokój i zdawać się tylko na telewizyjną prognozę pogody, która jednak nie zawsze się sprawdza.
Dzisiaj „szewski” poniedziałek.
Dlaczego szewski? Skąd właściwie ta nazwa się wzięła?
Może wszedł w życie tak łatwo za sprawą znanej wszem i wobec szewskiej pasji…
Ot, taka ciekawostka na ten temat :
Dawniej tydzień był pełen rytuałów.
We wtorek niczego się nie pożyczało, środa idealnie nadawała się na handel, czwartek – na sianie. Piątek był dniem postu i zadumy nad Męką Pańską. O radości i zabawie, takiej jak dziś, nie mogło być mowy. W sobotę należało wracać do domu przed zmierzchem, by nie paść ofiarą złych mocy. W niedzielę zaś nawet mycie było zakazane, bo szkodziło zbawieniu duszy. Dzień święty przeznaczano na mszę i wyjście do… karczmy.
W poniedziałek wreszcie niczego nie wypadało zaczynać. I to jest zrozumiałe – bo kto ma głowę do roboty po hucznym święceniu niedzieli? Tak narodził się szewski poniedziałek, bo właśnie tym rzemieślnikom przypisywano największą skłonność do nadużywania napojów wyskokowych.
No to ja też zaczynam poniedziałek, ale bynajmniej nie od napojów wyskokowych, do tych już nie mam głowy, najlepszy dowód, że nawet niecały jeden kieliszek szampana dobrze mi w głowie zaszumiał.
Gdzie te lata, gdy sobie można było spokojnie wypić lampkę wina, czy kieliszek wódki, albo wypić pysznego drinka?
To nie te czasy Arlekinie, nie te czasy……….
A co w Przygodzicach? Ano pisklęta rosną jak na drożdżach, te starsze już stoją całkiem pewnie na dwóch nóżkach, młodsze jeszcze przykucają. Nawet ten maluszek przezywany Kruszynką świetnie sobie daje radę i pożera coraz większe kęsy, chociaż czasami trudno mu jest dostać się do jedzonka. Wiadomo, kto silniejszy ten ma większe szanse. Ale rodzice pilnie patrzą, by i temu maluszkowi krzywda się nie działa, czasami mam go nawet specjalnie dokarmia, widać uznaje wtedy, że maluch zjadł za małą porcję.
Bociany rosną, więc i co chwil e trzeba poprawiać gniazdo, umacniać jego koronę, co skwapliwie oboje rodziców robią, przynosząc nowe patyki i nową ściółkę, którą codziennie wymieniają. Małe bocianki są już na tyle mądre, że swoje potrzeby załatwiają na obrzeżach gniazda, jednak porządek w tak zwanym dołku musi być, tym bardziej, że często on służy za jadalnię i za sypialnię, nie mogą w niej pozostawać żadnych niepotrzebnych śmieci.
Porządnickie są te nasze bociany i naprawdę są bardzo troskliwymi rodzicami, zapewniają nie tylko pożywienie i picie, ale często, zwłaszcza gdy jest gorąco, przygotowują swoim dzieciom kąpiel, polewając je wodą.
Niektórzy rodzice mogliby z nich brać przykład. No tak, ale bociany nie pracują, nie mają wiele kłopotów zawodowo- finansowych na głowie, muszą tylko zajmować się sobą i dzieciakami. 🙂
Dziwna ta pogoda dzisiaj, przynajmniej w Krakowie, zapowiadanego pełnego słonka jakoś nie widać, co prawda czasami zza chmur na moment się pokazuje, ale ogólnie mówiąc, jest raczej pochmurnie, a temperatura jest umiarkowanie ciepła.
I bardzo dobrze, bo przykro siedzieć w pracy, gdy pogoda jest wprost relaksowa, pozostawmy ją sobie taką właśnie na nadchodzący weekend.
Ale do niego jeszcze kilka dni poczekać musimy.
Ja na razie czekam na następny piątek, gdy dostanę następną porcje mojego lekarstwa do schorowanego kolanka, pierwsze porcja pomogła tylko troszeczkę, ale mam nadzieję, że z każdym następnym zastrzykiem będzie lepiej.
Pozdrawiam Was więc serdecznie w poniedziałkowy poranek i życzę miłego dnia i fajnego całego tygodnia, pełnego samych przyjemnych przygód.
