no tak – weekend

 

Zapowiadali piękny weekend, a tu…
No ale jeszcze nic nie wiadomo, na razie słonka na niebie brak.
Zresztą co za różnica, czy jest, czy go nie ma, skoro i tak nie mogę iść sobie do Parku?No, przesadzam, zawsze mogę przecież podejść (lub podjechać) jeden przystanek autobusowy i odwiedzić Park Jordana.
Fakt, dawno tam nie byłam.
Gdy jeszcze miałam psa, chodziłam z nimi na spacer na Błonia, albo właśnie do Parku Jordana codziennie.
Jeszcze wtedy wolno było puszczać w nim psy bez smyczy.
Spotykaliśmy się tam całą grupą zaprzyjaźnionych właścicieli psów, myśmy plotkowali, psy sobie biegały wesoło po polance. Były ze sobą zaprzyjaźnione, więc zazwyczaj zgoda między nimi była, chociaz nie powiem, zawsze do jakiegoś małego zatargu na przykład o patyczek mogło  dojść.
Ale zawsze kończyło się to na kilku warknięciach, a potem zabawa trwała nadal.
No a potem przymusowo szliśmy do Okrąglaka w Parku, taka kawiarenka z olbrzymim tarasem, na którym przyjemnie kawkę się popijało, prawie na łonie natury, drzewka szumiały, trawka się wokoło zieleniła, no i sporo ludzi z dziećmi, z psami, spacerowało, czasami  zakochane pary, czasami starsze osoby, samotnie, lub pod rączkę z partnerem……
To były czasy……..  ale to się już nie wróci.
Teraz już nie miałabym siły na kilkugodzinne spacery z psem, a tyle właściwie pies potrzebuje czasu, aby dobrze się wybiegać.
Na spacery wychodziłam rano, po godzinie szóstej, szłam na jakieś półtora godzinny spacer po parku, gdzie zawsze spotykałam jakiegoś znajomego pieska, z którym moja Tina mogła sobie pobiegać. Po pracy brałam psa na jeszcze raz długi spacer, gdy była wiosna, lato, czy jeszcze wczesna jesień spędzałyśmy czas na Błoniach, czy w Parku aż do wieczornych godzin. Nigdzie się wszak nie spieszyłam, a i pies był zadowolony i szczęśliwy.
Pamiętam, że kiedyś na wystawie ktoś mnie się spytał, co robię, że mój pies ma tak wspaniale rozwiniętą muskulaturę, odpowiedziałam : po prostu spędzam na  czynnych spacerach z moim psem sporo czasu. Fakt, mięśnie Tina miała naprężone wspaniale, aż drgały pod jej skórą, gdy je napinała, jak u wytrawnego araba.
Ale mnie na wspomnienia wzięło…….
Ciekawa jestem, gdzie teraz będą na spacerki wychodziły te wszystkie okoliczne pieski, skoro park jest zamknięty?
No a potem na pewno będzie obowiązek prowadzenia po parku psa tylko na smyczy, o ile w ogóle wolno będzie im tam wchodzić.
A pies wybiegać się musi. Pozostają więc tylko Błonia. o ile znowu komuś nie przyjdzie do głowy ich zagospodarować.
Kto ma jakiś samochód ma nieco łatwiej. Zawsze można wywieźć pieska na jakieś podmiejskie łączki, żeby do woli mógł sobie pobiegać, bez przeszkadzania innym osobom. A jeżeli ktoś takiego wehikułu nie posiada? Przewozić psa, zwłaszcza większego, w miejskim środku lokomocji jest trochę uciążliwe, nie każdy lubi obecność czworonogów w tramwaju, czy w autobusie, już nie mówiąc, że psy na ogół nie cierpią, gdy im pyski krępuje się kagańcem, a niestety taki jest obowiązek właściciela psa.
No, ale bym się urządziła na cacy, gdybym się zdecydowała, jak mnie do tego namawiali, na psa. Teraz w okolicy naprawdę nie ma gdzie z nim wychodzić.
Nawet taki mały pies „kanapowy” też gdzieś za potrzebą wychodzić musi.
Zresztą mnie nigdy  takie „kanapowce” nie interesowały, żadne pudle, żadne ratlerki, ewentualnie z małych psów podobają mi się buldogi francuskie (angielski też może być, chociaz jest ciut większy), a to wszystko przez te spłaszczone pyski, mam do nich po prostu słabość. Tak zostało mi po bokserach, których kilka w życiu przecież miałam: Atę, Tonę, Kaję…..
Każdą z nich wspominam z łezką w oczach, chociaz każda miała inny charakter.
Najbardziej charakterna była Tina, ta nie dawała sobie nigdy dmuchać w kaszę i zawsze utrzymywała swoją przewagę nad innymi pieskami. Kaja za to miała bardzo towarzyskie usposobienie i każdy piesek, duży, czy mały mógł być jej przyjacielem. A gdy któryś z większych piesków zaatakował Kaję, ta patrzyła na niego z niedowierzaniem w oczach : „jak to, mnie, Kajusię zaatakowałeś”????
Za to najmądrzejsza z nich wszystkich zdecydowanie była Ata, ona tylko mówić nie umiała, ale zdecydowanie wszystko rozumiała i potrafiła świetnie przekazywać to, o co jej chodziło. Przynajmniej ja ją świetnie rozumiałam. Jedynym wielkim jej wrogiem były wszystkie koty, niestety kilka na swoim sumieniu miała…… to był zew, gdy już kota dorwała, tylko kudły z niego pozostawały, żadne moje rozkazy ” Ata, zostaw” nie działały. No, ona  może tylko słuchała się mojego kolegi Lecha, kiedyś pojechali razem pod Kraków, do zaprzyjaźnionych znajomych, niestety tam były też koty. Ale ostre jego słowa, nie wolno ruszać kotków podziałały na pieska, wściekała się tylko, gdy bezczelne koty wyjadały z jej miseczki jedzonko, a jej nie wolno było swojej własnej miski obronić. Gdy wrócili już do Krakowa i ja wyszłam z nią na spacer, pierwsze co pogoniła jakiegoś kota na drzewo i nie mogłam ją przez godzinę od tego drzewa odciągnąć. Musiała się przecież gdzieś odreagować……..

A w ogóle to młodość, spacery i możliwość poruszania się bez jakichkolwiek bólów to fajna sprawa. Wiem niestety coś o tym, zwłaszcza teraz, gdy są dni, że każdy krok sprawia olbrzymi ból. Dlatego ta obecność parku koło mojego domu była dla mnie taka cenna.
No i znów w odpowiednim czasie będzie, tylko muszę to jakoś przeczekać.
Mogę jedynie posiedzieć sobie na balkonie, ale ostatnio w budynku obok robią jakieś prace remontowe, od rana do późnego popołudnia radio gra na cały regulator, a oni stukają, wiercą… myślałam, że w sobotę będzie spokój, ale nie, oni już tam są. I pewno będą gdzieś do godziny 15.

Życzę przyjemnego weekendu.
O właśnie słonko jakoś co prawda nieśmiało, ale wychodzi zza chmury.
Tylko niestety na dzisiejszy dzień zapowiadano i opady i burze…..

Dobrej soboty