sobota i deszcz

 

 

No i wszystkie moje piękne plany w łeb wzięły.
Miałam dzisiaj takie piękne plany, tarasowanie w Modlnicy, a tu zimno, mokro, wietrznie, ohydnie.
Oczywiście, że do Modlnicy pojadę, bo przecież obiecałam Olci to tiramisu i z obowiązani się wywiążę, chociażby nie wiem co, bo jej urodziny muszą być jakoś uhonorowane,  ale tak przy okazji, nie mogłabym mieć i jakiejś przyjemności dla siebie?
Widać nie, bo pogoda na sobotę i niedzielę się obraziła i deszczem i zimnem straszyć biednych ludzi będzie.
Czyli Ci, którzy wzięli sobie urlop na ten dłuższy weekend też pewnie są okrutnie zawiedzeni.
Nic nie można sobie w tej Polsce zaplanować, nawet pogoda robi psikusy…….
Gdybym gdzieś tak mieszkała w ciepłych krajach…….. a zresztą, przecież też kanikułowych temperatur nie znoszę. Ale błogie ciepełko już tak.
Obserwując gniazdo tych biednych zmokłych jak kura bocianków pomyślałam sobie: po co one właściwie wracają z tych ciepłych krajów do Polski, skoro tu pogoda niezbyt korzystna dla wychowu bocianków. Siedzą te biedaki na gnieździe, trzęsą się z zimna, piórka stroszą, starają się je chociaż troszkę podsuszyć.. A ledwie im się to uda, następna porcja deszczu znów nadchodzi i wszystko zaczyna się od początku.
No, mnie przynajmniej jest ciepło, mam dach nad głową, więc nic na mój łepek nie kapie, mam cieplutkie i miękkie łóżeczko, zawsze kołderką, lub kocem przykryć się mogę….
Czy w związku z tym mam na ten mój los się pogniewać?
Wcale, że nie, nie wyobrażam sobie siebie teraz w innej, niż obecnie jestem sytuacji.
Rodzina to bardzo dobra rzecz, nie przeczę, toteż ja posiadam w takim wymiarze, jaki mam i to całkowicie mi wystarcza. Ale te moje przyzwyczajenia….. Wstawanie w środku nocy, papieros o 5 rano, oczywiście wraz z  dymiąca kawusią, to jest cena za samotne mieszkanie i bardzo dobrze mi z tym, kto by mieszkający ze mną to wszystko na dłuższą metę  znosił ????
No, ale od czasu do czasu trzeba z rodziną troszkę po przebywać, nawet jeżeli jest to kosztem pewnych właśnie przyzwyczajeń, trudno, inaczej zdziczałabym całkowicie,
To moja taka smutna moja piosenka retro, zaraz, chwila, jak to było?
kap, kap, płyną łzy, w łez kałuży ja i ty…….
Tylko to nie łży, a  deszcz kapie i nie ma Ciebie, jestem tylko ja. I bardzo dobrze. Bo kto by z taką jędza jak ja wytrzymał?
Widocznie los wiedział najlepiej, co dla mnie jest dobre i nie obdarzył mnie drugą połowa i „dodatkami”, bo wiedział, że w mojej sytuacji samotność jest najbardziej optymalną opcją.
No dobra, dosyć marudzenia, coś ostatnio za bardzo często to mi się zdarza.
Ale przynajmniej to, że mieszkam sama nie jest przeszkodą w marudzeniu, nikt inny prócz mnie tego słuchać nie musi.

Panowie od remontu kamienicy obok już od samego rana urzędują, na razie słychać tylko silniki urządzeń, widać ktoś wczoraj zwrócił im uwagę, że słuchania radia Eski na cały regulator może być jednak męczący, bo dzisiaj jakaś cisza, nic nie gra. I bardzo dobrze, bo wczoraj musiałam zamykać drzwi balkonowe i chować sie w pokoju (za też zamkniętymi drzwiami)_ ryk pochodzący z radia był nie do wytrzymania.
Owszem, lubię słuchać dobrej muzyki, ale na miłość Boską, nie na  cały regulator !!
Moje Abra – Kadabra znów zadziałało, bo deszcz jakoś przynajmniej chwilowo ustał, ale jest zimno, tak więc z dłuższego pobytu na tarasie nic nie wyjdzie, nawet jeżeli ubiorę ciepły sweter.  O nawet słonko się na moment pokazało, nie wierzę własnym oczom!!!!
Jeżeli tu w Krakowie wieje, to wyobrażam sobie, jaki wielki wiatr musi być teraz już w Modlnicy, tam zawsze jest on silniejszy.
Zbieram się pomału do wyjazdu, muszę popakować wszystko, co będzie mi do wyrobu tego smakołyku dla Oliwki potrzebne, bylebym czegoś nie zapomniała.
Muszę tylko dokupić gdzieś po drodze biszkopty, bo jakoś w Tesco ich wczoraj nie było, a tiramisu bez biszkoptów to tak, jakbym chciała zrobić tort orzechowy bez orzechów, nie da rady.
Życzę  przyjemnej, aczkolwiek chłodnej soboty, ale kiedyś znów musi być ciepło i to jest ta optymistyczna na dzisiaj wiadomość.