Czasami marzenia się jednak nie spełniają

 

 

Myślę, że nie do końca jestem usatysfakcjonowana wizytą w Modlnicy. Ale tylko i jedynie z powodu pogody.
Tak marzyłam sobie posiedzieć na tarasiku i wypić tam kawę, ale….. niestety wstrętne, zimne wietrzysko przeszkodziło mi w moich marzeniach.
Wcale się nie zdziwiłam, gdy przeczytałam, że w Zakopanem, oddalonym od Krakowa zaledwie 100 km, spadł śnieg. Do wszelakich anomalii i pogodowych i politycznych już zdążyłam się przecież przyzwyczaić.
Toteż zamiast pod palmą, no dobrze, pod Juką, na tarasie kawę popijać, musiałam tuptać po nim szybciutko, paląc papieroska, bo wiatr wciskał się wszędzie, niemiłosiernie siekając swoim zimnem. Nawet papieros w takich warunkach palony, nie smakuje.
Dopiero pod wieczór wiatr troszkę się uspokoił, ale i tak zimno nadal było.
Ach, gdzież te czerwcowe, ciepłe wieczorki się podziały……..
Ale i tak bardzo milutko wczorajszy dzień spędziłam. Milutko i …pracowicie, bo oczywiście zaraz po przyjeździe zabrałam się za robienie tiramisu.
Jak smakuje? Jeszcze nie wiem, na razie chłodzi się w lodówce i dopiero dzisiaj popołudni będziemy się nim radować.
Jak na razie urodziny Olki rozpoczęłyśmy od wypicia toastu przepysznym Martinim.
A i kolacyjka była przepyszna, Jacek przywiózł nam z najlepszej krakowskiej restauracji wspaniałe sushi, ach, co to była za uczta!!!! Niebo w gębie i gęba w niebie, chociaż nieraz ten japoński chrzan – wasabi dobrze popalił języki.
A co ciekawe, rozmawiałyśmy wczoraj  przez telefon z koleżanką Magdy, która mieszka w Anglii  i okazało się, że tam jest przepiękna pogoda, upał 30 stopniowy i całą sobotę słonko przepięknie świeciło.
Może to dlatego, że oni prawie ze już z tej Unii wyszli????? Oczywiście żartuję, chociaż według wyznawców Pisu, Unia to samo zło, a dla niektórych nawet to diabeł wcielony.
Diabeł, czy nie diabeł, przecież nie możemy w tym świecie być całkiem osamotnienie, jakby niektórzy chcieli.

 

Dzisiaj są urodziny Jarosława Kaczyńskiego, więc z tej okazji wręczam mu tą „ulubioną” przez niego białą różę , jak widać z naszymi łzami, z życzeniami,  by wreszcie w tym 69 roku życia (bo dzisiaj skończył 68 lat) zmądrzał i dał ludziom żyć, tak, jak to oni chcą, a nie według jego chorobliwych  i pomylonych pomysłów.
Nie ma własnej rodziny, widać nie ma komu rozkazywać, co i jak mają robić, niech więc za to swoje nieudane życie nie mści się teraz na Bogu winnych Polakach. Niech żyje sobie w spokoju z kotkiem na kolanach i niech nie dręczy swoimi wymysłami innych.
To są moje dzisiejsze życzenia dla tego Pana.

Znów niedziela wstała ponura i chłodna,  zimny wiatr znów daje w kość, ale podobno popołudniu ma się dosyć mocno ocieplić i pogoda może skoczyć nawet do 20 stopni. Oby, bo przecież to wstyd w czerwcu w 2 swetrach siedzieć w domu.
Dzisiejszy wpis robię wraz z bardzo psotnym, małym kotkiem, który skutecznie mi przeszkadza, cały cza łażąc po laptopie i łapiąc wszelkie przewody.
W takim bądź razie muszę już skończyć dzisiejsze moje wywody życząc, by jednak niedzielna prognoza się spełniła i przyniosła nam to wyczekiwane słoneczko.
A ja czekam z niecierpliwością na późno popołudniowe godziny, gdy będziemy smakować moje tiramisu.
Jak myślicie, udało mi się go wspaniale zrobić????