…. poszedł fotel. Pode mną!!
No i wpuścić takiego gościa na salony, to jeszcze meble zrujnuje.
Dokładnie nie wiem, jak to się stało, przecież fotel był solidny, stary, poczciwy mebel, na którym tyle razy już siedziałam i co ciekawsze, nawet wtedy, gdy byłam o te 50 parę kilo grubsza nie zawalał się pode mną. Aż do wczoraj !!!!
Wczoraj, za moją przyczyną przyszedł na niego kres. A przecież wcale, ja teraz prawie, że kruszynka po nim nie skakałam !!!!!! Usiadłam, no może bardziej energicznie i……stało się Nie ma co rozlewać mleka, skoro się już rozlało, ale przyznam, głupio przed gospodarzami mi było.
Przez moment nawet kombinowałam: ukryć to jakoś? udać, że nic o złamanym fotelu nie wiem? Akurat Magda z Jackiem i Jaśkiem byli poza domem, dziewczyny też, byłam sama z psem i kotem. No, ale na nich winy raczej zrzucić nie mogłam, więc szybciutko smska do Magdy wysłałam z wiadomością, co się stało. Dzielnie przyjęłam na swoją klatę ewentualne przykrości, ale skończyło się to po ich powrocie do domu, dzięki Bogu tylko na śmiechu.
Nawet zastanawiałam się potem, czy jeść ten kawałek tortu – Tiramisu, który dla Oli z okazji urodzin przygotowałam, bo skoro taki szkodnik jestem i meble łamię???? No cóż, chudzinką mnie już raczej w rodzinie teraz nie nazwą, najwyżej co niszczycielem i nie wiem, czy ktokolwiek teraz bez mojego własnego krzesła do domu mnie wpuści??
Ale w sumie wczorajszy dzień (prócz tego małego „wypadku”) był całkiem miły.
Co prawda wcale pogodowo się nie zapowiadał najlepiej, bo rano było i chmurno i wiał dosyć chłodny wiatr, ale z upływem czasu jakoś się ociepliło, a słonko tak się nawet rozochociło, że całe popołudnie królowało na niebie, przepędzając wszystkie złe chmury.
Tak więc, nawiązując do poprzedniego mojego wpisu, jednak czasami się spełniają te marzenia, bo i posiedziałam sobie na tarasie, gdzie wypiłam wspaniałą kawkę, ba, nawet udało mi się chwilę poleżeć na huśtawce.
Pod wieczór, gdy Solenizantka wróciła do domu, obchodziliśmy Jej urodziny.
Tort był naprawdę bardzo pyszny, w środku tiramisu były umieszczone truskawki zmoczone w rumie, zresztą i rum był i w masie i w biszkoptach, które były wcześniej zanurzone w rumowej kawie. Ale urodziny, to urodziny, jakiś alkohol być musiał.
Jedyna wada tego tortu to to, że trzeba było go szybciutko jeść, bo nieco się rozpływał, (mimo, że całą dobę siedział w lodówce), może to właśnie przez ten nadmiar alkoholu, a może i za dużo tej bitej śmietany było.???? Ale mi ten tort bardzo smakował, reszta biesiadników też twierdziła, że tort był wspaniały, mam nadzieję, że to była prawda.
Ale jeszcze sporo tortu pozostało, więc jeżeli ktoś jest chętny, przyjeżdżajcie, Oliwia na pewno Was tym tortem poczęstuje.
No właśnie – Oliwka ma dzisiaj urodziny. I co, znów powiem, jak ten czas leci, kiedy te 19 lat przeminęło??
Wszystkiego najlepszego Olcia, niech Ci się wiedzie w życiu, dostań się na wspaniałe studia, miej dużo radości w życiu i wielu przyjaciół.
Jeszcze parę minut jestem w Modlnicy, ale mój pobyt niestety się już kończy, zaraz jadę do dusznego Krakowa, a popołudniu idę do pracy.
Wszystkiego najlepszego życzę na ten tydzień Wszystkim, miłego każdego dnia, począwszy od dzisiejszego poniedziałku, skończywszy na następnej niedzieli.
Dużo słonka !!!!!

