to tylko wtorek

 

 

Czyżbym nową tradycję w moim blogu zaprowadziła i teraz dni tygodnia odliczam?
A to dopiero jest drugi dzień tego tygodnia, jeszcze kilka dni do weekendu nam pozostało.
A jutro………
Ciii, to dopiero jutro, niespodzianka dla U 🙂

A co ciekawego u mnie słychać?
Wnerwiam się troszkę, bo jakby nie było, zainwestowałam w to moje nieszczęsne kolanko prawie 600 zł, a ono w podzięce….boli nadal.
Raz więcej, raz mniej, ale daje w kość, szczególnie rano, gdy jako ta ostatnia kaleka z łózka wstaję i…kuleję.
Chociaż w ciągu dnia też nie pozwala mi o sobie całkowicie zapomnieć.
Skoro mam już za sobą cztery takie zastrzyki i nie wiele mi one pomogły, to jaką mam gwarancję, że ten piąty, ostatni, mi pomoże?
Cudów nie ma, nie pomogą mi te zastrzyki i już. Już do końca życia pozostanę kulawa, no chyba, że zdecyduję się na operację, ale….
Po pierwsze : pieniądze. Taka operacja kosztuje około 14-15 tysięcy złotych, bo na NFZ raczej nie mam co liczyć.
A po drugie? Może ma rację Magda, że będę miała wielkie kłopoty, jako, że mam dosyć słabe, a właściwie to całkiem słabe ręce, więc jak będę o tych dwóch kulach chodziła, na czym niby będę miała się wspierać.
Przecież wtedy właśnie cały ciężar ciała na moich rękach by spoczywał. A ja czasami nawet nie mam siły słoika otworzyć, czy guzika przyszyć, takie mam zgrabiałe te łapy. No i przy wchodzeniu do autobusu, czy na wyższy stopień, gdy muszę podciągnąć się na rekach, też mam spore kłopoty,
Całkiem już skapcaniałam. Całe szczęście, że jeszcze mój umysł jako tako działa, bo i gdy mój rozum wysiądzie…….. kto będzie  ze mną  wytrzyma? kto się mną zaopiekuję?
Nie wyobrażam sobie takiego momentu, gdybym musiała być od kogoś uzależniona, zawsze miałam w sobie tę butę niezależności i własnego zdania.
Zdanie co prawda nadal by pozostało moje, ale i ja musiałabym liczyć się raczej z innymi, niż oni ze mną.
Nawet nie chcę o tym myśleć, kalectwo to ogromne nieszczęście.
Więc porzucam, chociaż na moment, te złe moje myśli i cieszę się słonkiem, które świeci pięknie za oknem.
Co prawda nie jest tak wspaniale, jakie  było w Modlnicy, gdy na tarasie cały dzień przesiedzieć sobie mogłam, ale tu otwieram balkon na oścież i też jest nieźle.

Tym bardziej, że już na szczęście robotnicy  nie prószą tym białym świństwem, a dzisiaj jest u mnie Renatka i pięknie mi balkon wysprzątała (nie tylko zresztą balkon).
Podczas remontu robotnicy podcięli kilka korzeni krzaczków, które do mnie zaglądały do okna, więc pozostały mi suche badyle, które właśnie Renia też pousuwała.
Szkoda tylko, że podwórko nie jest najpiękniejsze na świecie, tak bym chciała, żeby tam były piękne rabatki kwiatowe. Niestety to nie ode mnie zależy, to pozostaje w gestii właścicielki domu, a ona……. owszem sadzi kwiatki, ale całkiem gdzie indziej…..

Ech, życie, życie…..
A co poza tym?
Nie uwierzycie, tak wzięłam sobie do serca dobrą radę mojego miłego komentatora (komentatorki??), że nic o polityce nie wspominam.
Ba, nawet ją znielubiłam i nie czytam żadnych radosnych wiadomości Pisu, jakie mamy wspaniałe życie.
Ja mam wspaniałe, beż polityki i Polityki ( gazety), całkowicie.

Za to sen ostatnio mam wręcz wspaniały. Wczoraj już spałam przed 10 wieczór, co jeszcze niedawno było nie do pomyślenia, żebym tak wcześnie zasypiała.
Ba, nawet się zastanawiałam: jak to, za oknem jeszcze jasno, a ja już do łóżka się ładuję?
No co, najwyżej pooglądam sobie swój ulubiony serial na kompie obejrzę (pamiętacie? – ostatnio wciąż to jest „Na sygnale”), ale na ogół nie udaje mi się oglądnąć całego odcinka, bo za chwilę oczywiście śpię.
Inna sprawa, że wtedy okropnie wcześnie się budzę, na ogół pomiędzy 5 a 6 rano, ale co mam robić, gdy już czuję się wyspana?
Coś tam pobuszuję po internecie i…oczywiście najwyżej co następny odcinek serialu oglądnę.
No i potem czas na kawkę, na śniadanko….na normalne poranne sprawy.

Przyjemnego i słonecznego dnia życzę, bo gdy słonko świeci, nawet najbardziej zbolała dusza się raduje.
Zresztą zawsze jest jakieś jutro, a jutro musi być przecież lepsze.