Jak to dobrze, że ja już nic nie muszę……
Czytam ostatnio te brukowce, te wspomnienia kobiet, czasami mężczyzn, na ogół młodych, chociaz tacy pod sześćdziesiątkę i dwa lata więcej też się zdarzają i czasami zastanawiam się, ile jest w tych wszystkich zwierzeniach fantazji, a ile prawdy.
Tyle dziwnych faktów się zdarza, dla mnie czasami wręcz nieprawdopodobnych, bo jak można na ten przykład iść ulicą, złamać obcas od szpilki, zahaczając o tramwajową szynę i wpaść przez to w opiekuńcze ramiona akurat tego jedynego, niezastąpionego, który akurat w tym momencie się tam pojawił i jak się okazało, był to przyczynek następującej potem wielkiej miłości. Czysta fantazja. Ale skoro komuś wygodniej jest fantazjować, niż normalnie żyć…
No właśnie, normalnie żyć, bez stresów, bez tych podchodów, czy się komuś spodobam, czy nie. To już za mną, na szczęście, chociaz z kolei nie mogę się pochwalić w tej materii jakimiś szczególnymi rezultatami. Ale to już było i nie wróci więcej…….
Ale…….. przecież nie wygląd jest chyba najważniejszy w późniejszym wspólnym życiu. Tak wielu mężczyzn tego całkiem nie do końca pojmuje.
No bo co z tego, że „zaliczy” następną piękność, która albo puści go zaraz w trąbę, albo okaże się całkowitą jędzą i to w dodatku krnąbrną i leniwą.
Często, a właściwie najczęściej takie przypadki źle się kończą, zarówno dla mężczyzn, ale i dla kobiet, które najczęściej później przez całe swoje życie niosą brzemię takiej znajomości w postaci dziecka, które musi sama wychowywać, sama poświęcać mu całe dnie i noce, a jeszcze w dodatku często taki ojciec z przypadku nie wywiązuje się z finansowego zabezpieczenia swojego potomka. Samo życie !!
Pewnie, że są i tam opowieści o długim i szczęśliwym życiu, to raczej rzadko się zdarza, bo co może powiedzieć kobieta, czy mężczyzna, którzy piiszą te słowa w wieku jeszcze stosunkowo młodym. Przed nimi jeszcze wiele życiowych zakrętów pozostaje, nie wiadomo, co za tym kolejnym zakrętem się zdarzy……..
Spyta ktoś, to po co wydaję pieniądze na te gazetowe bzdury?
Ano, lubię sobie czasami posiedzieć w kuchni na kanapie i poczytać, pijąc na przykład poranną kawę, czy herbatę, A potem i tak tych gazet nie wyrzucam, oddaję je w ręce pewnej babci, która też z wypiekami na twarzy sobie życiowe historyjki czyta.
Kiedyś czytałam zresztą bardzo zabawną historię, bo i takie bywają o pewnym wężu Hieronimie, którego mąż przytargał do domu, aby zaopiekować się nim pod nieobecność przyjaciela, który akurat wyjechał „na trochę” do Stanów. Oczywiście żona nie była z tego powodu zadowolona, ponieważ bała się tego wielkiego dusiciela, który stale wyłaził ze swojego terrarium i łaził po całym mieszkaniu. Kategorycznie zażądała, by mąż oddał ten wspaniały okaz do ZOO. Ale pewnego dnia zmieniła zdanie, gdy dowiedziała się, że podczas gdy ona i jej mąż byli w pracy dokonano napadu na jej mieszkanie.
Gdy wezwana przez policjantów wróciła do okradzionego swojego mieszkania zobaczyła ciekawa scenkę, włamywacz leżał na ziemi, opleciony szczelnie przez węża, a gdy próbował się wyzwolić z tego wężowego uścisku Hieronim syczał okropnie i wywalał swój wściekły języczek. Do gospodyni należało zatem odwołać jakoś węża od tego nieszczęśnika, co prawda nigdy wcześniej z wężem nie rozmawiała, ale o dziwo, na jej słowa „Hieronim, już wszystko w porządku, zrobiłeś swoje, wracaj do swojego domku”, wąż pomału rozplótł swój uścisk i popełzał w kierunku terrarium.
Wszystko skończyło się pomyślnie, więc żona zatelefonowała do biura swojego męża, aby go powiadomić, żeby już nie myślał o przeprowadzce węża, a wręcz przeciwnie, żeby kupił mu dzisiaj w nagrodę jakiś specjalny, smakowity kęsek.
Prawda to, czy fikcja? nie zastanawiam się nad tym, mogło i tak rzeczywiście się dziać, ale czytałam ten artykuł z uśmiechem na buzi. I o to przecież chodzi!!!
„Moi panowie” za ściany, ci od remontu kamienicy obok, już prawie od bladego świtu działają Popatrzyłam na zegar, było dopiero piętnaście minut po godzinie szóstej, a chłopaki już pracują, już radio gra na cały regulator, dzisiaj troszkę głośniej, niż ostatnio, na pewno ktoś im zwróci w końcu znów uwagę i przyciszą w końcu ten radioodbiornik.
Łup, łup, łup- tak na razie dochodzi nawet do mojego pokoju, jak to dobrze, że już poranną kawę wypiłam, inaczej nawet własnych myśli bym nie usłyszała w tej głośnej kuchni.
Ciekawe, jaki czeka nas dzisiaj dzień. Zapowiada się na cieplutki i słoneczny, jednak zapowiadają jakieś burze, opady grady, wichury……
Nam się to nie podoba, a co mają „powiedzieć” biedne moknące na gnieździe bocianki. Żałośnie wyglądały wczoraj wieczorem z tymi zmokniętymi piórkami.
No to życzę przyjemnego czwartku, może jednak obejdzie się jakoś bez tych wszystkich pogodowych zawirowań??? Oby !!!!
Dla Wszystkich Pawłów i Piotrusiów, którzy ewentualnie przypadkowo odwiedzą mój blog przesyłam specjalne imieninowe pozdrowienia i życzenia wszystkiego najlepszego.

