różne różności

 

 

 

Ktoś wczoraj napisał mi w komentarzu, że lubi czytać mój blog, pod warunkiem, że nie wspominam w nim o polityce.
Może i ma rację? Życie nie składa się głównie z polityki, a ta ostatnio zresztą robi się coraz bardziej brutalniejsza, wręcz  beznadziejna.
Zaczyna mnie to mierzić, bo ile razy to samo można wpisywać?
Więc dzisiaj napisze coś o „normalnym” życiu.

Rozmawiałam wczoraj na Skype z koleżanką, która jest w nieformalnym związku z mężczyzną. Dziwny to związek, ni to przyjaźń, ni to kochanie, są razem, a jednak osobno…..
Chyba obydwoje są zmęczeni taką sytuacją, ale…… nie potrafią ze sobą być i nie potrafią być bez siebie, coś jednak ich do siebie ciągnie…..
Pytała mnie, co jej radzę….Nie wiem, sama nie wiem. Czasami samotność wcale nie jest taka zła (wiem cos na ten temat), czasami ona doskwiera, ale w sumie do wszystkiego można się przyzwyczaić.
Dziwne czasami bywają relacje pomiędzy kobietami a mężczyznami.
Gdy są młodzi, wydaje im się, że świat zawojują, że uda im się pokonać wszystkie trudności, że im się wszystko uda w życiu przeprowadzić bez żadnych większych trudności.
No bo powiedzcie sami, mało jest teraz takich osób, którzy z zimnym wyrachowaniem w związki małżeńskie wstępują.
Dawniej to i owszem, tak bywało, to często rodzice decydowali, z kim ich dziecko ma spędzić resztę życia. Na nic były sprzeciwy, tak musiało być, żeby zapewnić możliwość przedłużenia rodu i utrzymania majątków ziemskich.
A teraz?
Każda kobieta marzy o wielkiej miłości, prawdziwej idylli, uwieńczonej   białą suknią i obrączką założoną w kościele.
Potem huczne wesele i ….żyli długo i…no właśnie, nie zawsze szczęśliwie, bo dopada ich szara rzeczywistość, która potrafi czasami na tyle być groźna, że brutalnie zabija wszystkie pokładane nadzieje.
Pewnie, że tak nie musi być, znam naprawdę udane i szczęśliwe małżeństwa, oparte na miłości, mimo już upływających wspólnie przeżytych lat.
I tego życzę wszystkim parom, zarówno tym, którzy dopiero co wstępują w małżeńskie związki, jak i tym, którzy w nim trwają już od wielu lat.
A czego życzę tej mojej wczorajszej koleżance ze Skype? Wytrwania w swoich ideach, nie można dawać się złamać żadnym złudzeniom, że coś się zmieni, skoro sami do takich zmian nie jesteśmy gotowi. W każdym związku potrzebna jest tolerancja, ale i ona ma pewne swoje granice, a zresztą nie może dotyczyć tylko jednej osoby.  Żeby być szczęśliwym z tą drugą osobą, trzeba samemu z siebie dawać, a nie nastawiać się tylko na branie.
No i też trzeba dostrzegać to, że mimo, że jest to ktoś bliski, ale jednak jest całkiem inną osobą, niż ja sama, ma swoje wyobrażenie świata, swoje poglądy, które należy szanować. Inaczej taki związek nie ma sensu istnienia.

W Parku rzeczywiscie coś zaczynają zmieniać, a widzę to dokładnie po………..usuwaniu z gry Pokemonów pokestopów, które są koło mnie.
Wczoraj usunęli jeden, dzisiaj już usunęli następny………. teraz już w domu nie będę sobie mogła pokemonów łapać i nie będę sobie mogła kulek ładować. Ale zrobili mi na złość!!!!!

Wstał dzisiaj kolejny piękny i słoneczny dzień. Nawet temperatura skoczyła wysoko do góry, szkoda, że tak przez cały weekend nie było.

No i dotrzymałam obietnicy………żadnej polityki! Dało się? …dało.
Ale wcale nie utrzymuję, że tak będzie zawsze, kiedyś znów nie wytrzymam, znów mnie poniesie…….

Wspaniałego dnia

trach i …….

 

 

….  poszedł fotel. Pode mną!!
No i wpuścić takiego gościa na salony, to jeszcze meble zrujnuje.
Dokładnie nie wiem, jak to się stało, przecież fotel był solidny, stary, poczciwy mebel, na którym tyle razy już siedziałam i co ciekawsze, nawet wtedy, gdy byłam o te 50 parę kilo grubsza nie zawalał się pode mną. Aż do wczoraj !!!!
Wczoraj, za moją przyczyną przyszedł na niego kres. A przecież wcale, ja teraz prawie, że kruszynka po nim nie skakałam !!!!!! Usiadłam, no może bardziej energicznie i……stało się Nie ma co rozlewać mleka, skoro się już rozlało, ale przyznam, głupio przed gospodarzami mi było.
Przez moment nawet kombinowałam: ukryć to jakoś? udać, że nic o złamanym fotelu nie wiem?  Akurat Magda z Jackiem i Jaśkiem byli poza domem, dziewczyny też, byłam sama z psem i kotem. No, ale na nich winy raczej zrzucić nie mogłam, więc szybciutko smska do Magdy wysłałam z wiadomością, co się stało. Dzielnie przyjęłam na swoją klatę ewentualne przykrości, ale skończyło się to po ich powrocie do domu, dzięki Bogu tylko na śmiechu.
Nawet zastanawiałam się potem, czy jeść ten kawałek tortu – Tiramisu, który dla Oli z okazji urodzin przygotowałam, bo  skoro taki szkodnik jestem i meble łamię???? No cóż, chudzinką mnie już raczej w rodzinie teraz nie nazwą, najwyżej co niszczycielem i nie wiem, czy ktokolwiek teraz bez mojego własnego krzesła do domu mnie wpuści??
Ale w sumie wczorajszy dzień  (prócz tego małego „wypadku”) był całkiem miły.
Co prawda wcale pogodowo się nie zapowiadał najlepiej, bo rano było i chmurno i wiał dosyć chłodny wiatr, ale z upływem czasu jakoś się ociepliło, a słonko tak się nawet rozochociło, że całe popołudnie królowało na niebie, przepędzając wszystkie złe chmury.
Tak więc, nawiązując do poprzedniego mojego wpisu, jednak czasami się spełniają te marzenia, bo i posiedziałam sobie na tarasie, gdzie wypiłam wspaniałą kawkę, ba, nawet udało mi się chwilę poleżeć na huśtawce.
Pod wieczór, gdy Solenizantka wróciła do domu, obchodziliśmy Jej urodziny.
Tort był naprawdę bardzo pyszny, w środku tiramisu były umieszczone truskawki zmoczone w rumie, zresztą i rum był i w masie i w biszkoptach, które były wcześniej zanurzone w rumowej kawie. Ale urodziny, to urodziny, jakiś alkohol być musiał.
Jedyna wada tego tortu to to, że trzeba było go szybciutko jeść, bo nieco się rozpływał, (mimo, że całą dobę siedział w lodówce), może to właśnie przez ten nadmiar alkoholu, a może i za dużo tej bitej śmietany było.???? Ale mi ten tort bardzo smakował,  reszta biesiadników też twierdziła, że tort był wspaniały, mam nadzieję, że to była prawda.
Ale jeszcze sporo tortu pozostało, więc jeżeli ktoś jest chętny, przyjeżdżajcie, Oliwia na pewno Was tym tortem poczęstuje.

No właśnie – Oliwka ma dzisiaj urodziny. I co, znów powiem, jak ten czas leci, kiedy te 19 lat przeminęło??
Wszystkiego najlepszego Olcia, niech Ci się wiedzie w życiu, dostań się na wspaniałe studia, miej dużo radości w życiu i wielu przyjaciół.

 

Jeszcze parę minut jestem w Modlnicy, ale mój pobyt niestety się już kończy, zaraz jadę do dusznego Krakowa, a popołudniu idę do pracy.
Wszystkiego najlepszego życzę na ten tydzień Wszystkim, miłego każdego dnia, począwszy od dzisiejszego poniedziałku, skończywszy na następnej niedzieli.
Dużo słonka !!!!!

Czasami marzenia się jednak nie spełniają

 

 

Myślę, że nie do końca jestem usatysfakcjonowana wizytą w Modlnicy. Ale tylko i jedynie z powodu pogody.
Tak marzyłam sobie posiedzieć na tarasiku i wypić tam kawę, ale….. niestety wstrętne, zimne wietrzysko przeszkodziło mi w moich marzeniach.
Wcale się nie zdziwiłam, gdy przeczytałam, że w Zakopanem, oddalonym od Krakowa zaledwie 100 km, spadł śnieg. Do wszelakich anomalii i pogodowych i politycznych już zdążyłam się przecież przyzwyczaić.
Toteż zamiast pod palmą, no dobrze, pod Juką, na tarasie kawę popijać, musiałam tuptać po nim szybciutko, paląc papieroska, bo wiatr wciskał się wszędzie, niemiłosiernie siekając swoim zimnem. Nawet papieros w takich warunkach palony, nie smakuje.
Dopiero pod wieczór wiatr troszkę się uspokoił, ale i tak zimno nadal było.
Ach, gdzież te czerwcowe, ciepłe wieczorki się podziały……..
Ale i tak bardzo milutko wczorajszy dzień spędziłam. Milutko i …pracowicie, bo oczywiście zaraz po przyjeździe zabrałam się za robienie tiramisu.
Jak smakuje? Jeszcze nie wiem, na razie chłodzi się w lodówce i dopiero dzisiaj popołudni będziemy się nim radować.
Jak na razie urodziny Olki rozpoczęłyśmy od wypicia toastu przepysznym Martinim.
A i kolacyjka była przepyszna, Jacek przywiózł nam z najlepszej krakowskiej restauracji wspaniałe sushi, ach, co to była za uczta!!!! Niebo w gębie i gęba w niebie, chociaż nieraz ten japoński chrzan – wasabi dobrze popalił języki.
A co ciekawe, rozmawiałyśmy wczoraj  przez telefon z koleżanką Magdy, która mieszka w Anglii  i okazało się, że tam jest przepiękna pogoda, upał 30 stopniowy i całą sobotę słonko przepięknie świeciło.
Może to dlatego, że oni prawie ze już z tej Unii wyszli????? Oczywiście żartuję, chociaż według wyznawców Pisu, Unia to samo zło, a dla niektórych nawet to diabeł wcielony.
Diabeł, czy nie diabeł, przecież nie możemy w tym świecie być całkiem osamotnienie, jakby niektórzy chcieli.

 

Dzisiaj są urodziny Jarosława Kaczyńskiego, więc z tej okazji wręczam mu tą „ulubioną” przez niego białą różę , jak widać z naszymi łzami, z życzeniami,  by wreszcie w tym 69 roku życia (bo dzisiaj skończył 68 lat) zmądrzał i dał ludziom żyć, tak, jak to oni chcą, a nie według jego chorobliwych  i pomylonych pomysłów.
Nie ma własnej rodziny, widać nie ma komu rozkazywać, co i jak mają robić, niech więc za to swoje nieudane życie nie mści się teraz na Bogu winnych Polakach. Niech żyje sobie w spokoju z kotkiem na kolanach i niech nie dręczy swoimi wymysłami innych.
To są moje dzisiejsze życzenia dla tego Pana.

Znów niedziela wstała ponura i chłodna,  zimny wiatr znów daje w kość, ale podobno popołudniu ma się dosyć mocno ocieplić i pogoda może skoczyć nawet do 20 stopni. Oby, bo przecież to wstyd w czerwcu w 2 swetrach siedzieć w domu.
Dzisiejszy wpis robię wraz z bardzo psotnym, małym kotkiem, który skutecznie mi przeszkadza, cały cza łażąc po laptopie i łapiąc wszelkie przewody.
W takim bądź razie muszę już skończyć dzisiejsze moje wywody życząc, by jednak niedzielna prognoza się spełniła i przyniosła nam to wyczekiwane słoneczko.
A ja czekam z niecierpliwością na późno popołudniowe godziny, gdy będziemy smakować moje tiramisu.
Jak myślicie, udało mi się go wspaniale zrobić????

sobota i deszcz

 

 

No i wszystkie moje piękne plany w łeb wzięły.
Miałam dzisiaj takie piękne plany, tarasowanie w Modlnicy, a tu zimno, mokro, wietrznie, ohydnie.
Oczywiście, że do Modlnicy pojadę, bo przecież obiecałam Olci to tiramisu i z obowiązani się wywiążę, chociażby nie wiem co, bo jej urodziny muszą być jakoś uhonorowane,  ale tak przy okazji, nie mogłabym mieć i jakiejś przyjemności dla siebie?
Widać nie, bo pogoda na sobotę i niedzielę się obraziła i deszczem i zimnem straszyć biednych ludzi będzie.
Czyli Ci, którzy wzięli sobie urlop na ten dłuższy weekend też pewnie są okrutnie zawiedzeni.
Nic nie można sobie w tej Polsce zaplanować, nawet pogoda robi psikusy…….
Gdybym gdzieś tak mieszkała w ciepłych krajach…….. a zresztą, przecież też kanikułowych temperatur nie znoszę. Ale błogie ciepełko już tak.
Obserwując gniazdo tych biednych zmokłych jak kura bocianków pomyślałam sobie: po co one właściwie wracają z tych ciepłych krajów do Polski, skoro tu pogoda niezbyt korzystna dla wychowu bocianków. Siedzą te biedaki na gnieździe, trzęsą się z zimna, piórka stroszą, starają się je chociaż troszkę podsuszyć.. A ledwie im się to uda, następna porcja deszczu znów nadchodzi i wszystko zaczyna się od początku.
No, mnie przynajmniej jest ciepło, mam dach nad głową, więc nic na mój łepek nie kapie, mam cieplutkie i miękkie łóżeczko, zawsze kołderką, lub kocem przykryć się mogę….
Czy w związku z tym mam na ten mój los się pogniewać?
Wcale, że nie, nie wyobrażam sobie siebie teraz w innej, niż obecnie jestem sytuacji.
Rodzina to bardzo dobra rzecz, nie przeczę, toteż ja posiadam w takim wymiarze, jaki mam i to całkowicie mi wystarcza. Ale te moje przyzwyczajenia….. Wstawanie w środku nocy, papieros o 5 rano, oczywiście wraz z  dymiąca kawusią, to jest cena za samotne mieszkanie i bardzo dobrze mi z tym, kto by mieszkający ze mną to wszystko na dłuższą metę  znosił ????
No, ale od czasu do czasu trzeba z rodziną troszkę po przebywać, nawet jeżeli jest to kosztem pewnych właśnie przyzwyczajeń, trudno, inaczej zdziczałabym całkowicie,
To moja taka smutna moja piosenka retro, zaraz, chwila, jak to było?
kap, kap, płyną łzy, w łez kałuży ja i ty…….
Tylko to nie łży, a  deszcz kapie i nie ma Ciebie, jestem tylko ja. I bardzo dobrze. Bo kto by z taką jędza jak ja wytrzymał?
Widocznie los wiedział najlepiej, co dla mnie jest dobre i nie obdarzył mnie drugą połowa i „dodatkami”, bo wiedział, że w mojej sytuacji samotność jest najbardziej optymalną opcją.
No dobra, dosyć marudzenia, coś ostatnio za bardzo często to mi się zdarza.
Ale przynajmniej to, że mieszkam sama nie jest przeszkodą w marudzeniu, nikt inny prócz mnie tego słuchać nie musi.

Panowie od remontu kamienicy obok już od samego rana urzędują, na razie słychać tylko silniki urządzeń, widać ktoś wczoraj zwrócił im uwagę, że słuchania radia Eski na cały regulator może być jednak męczący, bo dzisiaj jakaś cisza, nic nie gra. I bardzo dobrze, bo wczoraj musiałam zamykać drzwi balkonowe i chować sie w pokoju (za też zamkniętymi drzwiami)_ ryk pochodzący z radia był nie do wytrzymania.
Owszem, lubię słuchać dobrej muzyki, ale na miłość Boską, nie na  cały regulator !!
Moje Abra – Kadabra znów zadziałało, bo deszcz jakoś przynajmniej chwilowo ustał, ale jest zimno, tak więc z dłuższego pobytu na tarasie nic nie wyjdzie, nawet jeżeli ubiorę ciepły sweter.  O nawet słonko się na moment pokazało, nie wierzę własnym oczom!!!!
Jeżeli tu w Krakowie wieje, to wyobrażam sobie, jaki wielki wiatr musi być teraz już w Modlnicy, tam zawsze jest on silniejszy.
Zbieram się pomału do wyjazdu, muszę popakować wszystko, co będzie mi do wyrobu tego smakołyku dla Oliwki potrzebne, bylebym czegoś nie zapomniała.
Muszę tylko dokupić gdzieś po drodze biszkopty, bo jakoś w Tesco ich wczoraj nie było, a tiramisu bez biszkoptów to tak, jakbym chciała zrobić tort orzechowy bez orzechów, nie da rady.
Życzę  przyjemnej, aczkolwiek chłodnej soboty, ale kiedyś znów musi być ciepło i to jest ta optymistyczna na dzisiaj wiadomość.

Ej, witajcie w piątek

 

 

Jakoś ponuro widzę ten dzisiejszy dzionek. Nie, żeby coś się specjalnego i złego działo, nie, wiadomości, na które czekałam są bardzo optymistyczne.Tylko pogoda nieco mnie przeraża, skąd znowu ta szarość za oknem?
No dobra, jest jeszcze wczesna pora dnia, ale czasami i o tej porze już słonko widać, a tu nic, ponuro jakoś za moim oknem. Czasami jakiś promyczek gdzieś tam przeniknie przez chmurkę, ale to nie jest wcale zapowiedzią pięknego dnia.
Jakoś i na następne dni niezbyt zachęcające są prognozy pogody, szkoda, bo tyle osób wyjechało z miasta, aby świeżego powietrza połapać, a tu …deszcz ma im zagrozić???
Ja też zamierzam zresztą wyjechać, pewnie jutro, lub w niedzielę rano do Modlnicy, przecież muszę uczcić 19- ste urodziny Olci i tak jak jej obiecałam tiramisu jej przygotować. Wszystko już jest zaplanowane, prócz…właśnie pogody…..

A co na dzisiaj mam zaplanowane? Mam zamówioną ponowną wizytę kontrolną u pani doktor laryngolog, czy tym razem skończy się ona jednak płukaniem uszów??
Za chwilę będę się zbierała, więc nie będę się dzisiaj tutaj  za bardzo rozpisywała.
Zresztą wczoraj nic specjalnego się nie działo, nikt mnie nie odwiedził, ja też nigdzie specjalnie nie wychodziłam, no bo gdzie miałabym iść, gdy nóżki nie są jeszcze całkowicie uzdrowione. No, na razie, może jest  ciut lepiej, ale znów muszę czekać do następnego piątku na kolejny zastrzyk. 

Muszę sobie jakoś zorganizować te dni wolne od pracy, żeby całkowicie  w tym domu nie zgnuśnieć. Dobrze, że przynajmniej do pracy wychodzę, zawsze widzę, jak ludzie wyglądają, co mówią, co robią, co czują. Coraz częściej myślę o jakimś Klubie Seniora, zawsze tam swoich równolatków spotkać można, tylko…. żeby oni nie mówili stale tylko o chorobach. Ha, ha, a o czym jak nie o chorobach sama ostatnio tu piszę?
No tak, , typowe zachowanie, ganię u innych to, co sama lubię robić 🙂
Dobra, kończę ten wpis, bo czas ucieka i zbierać już się muszę do pani doktor..
Myślę, że jednak ten piątek będzie udany.
Pozdrawiam wszystkich wypoczywających na łonie natury i życzę, by następne dwa dni były jednak piękne i słoneczne.

czekam na dobre wieści

 

 

Oczywiście, że wczoraj Ulka przez Messenger posłała mi wiadomość, że jeszcze wciąż jest nad naszym polskim wybrzeżem, ale jednak przeczytała mój blog ( no, spróbowała by nie!!) i również mnie pozdrawia.
No i co to znaczy technika? niby ktoś jest daleko, a jednak tak blisko. Nie trzeba wcale mieć komputera pod ręką, żeby wiadomość przekazać.
I słusznie, od komputera tez czasami trzeba odpocząć.
Baw się dobrze przez te jeszcze kilka dni Ulu łap świeżą, morską bryzę, wdychaj jodu tak dużo, żeby na cały rok Ci go potem wystarczyło

Jakoś teraz pośród moich znajomych morze w tych dniach jest modne, jest tam już Ula, od wczoraj Maciek z Elą, a jeszcze w tych dniach, chyba w poniedziałek, nad morze wyrusza moja koleżanka Basia.
Tylko mnie tam nie ma……
A tak bardzo morze kocham…..
No trudno, ale pomału już moje plany wyjazdowe się już kształtują, co prawda nie nad morze, ale na Podbeskidzie, niedaleko Krakowa.
Jeszcze na razie nic nie wiadomo na 100 procent, ale może w sierpniu uda mi się uszczknąć jakieś 7 dni na świeży oddech, wolny od krakowskich spalin???

Na razie moje myśli zajęte są czymś innym, czekam na dobre wiadomości dotyczące jednej z moich bardzo chorej znajomej i jestem pewna, że takie właśnie do mnie wieści dotrą.

A dzisiaj mamy wielkie święto kościelne Boże Ciało.
Jest to święto przypominające nam o wielkim cudzie, który stał się podczas ostatniej w Wielki Czwartek, gdy Pan Jezus przemienił swoje Ciało i swoją Krew w Chleb i Wino, dla naszego odkupienia.
W całym kraju odbędą się liczne procesje, w których uroczyście niesiona będzie Monstrancja do czterech ołtarzy, a przy każdym z nich będzie odczytywana jedna Ewangelia i po nich nastąpią modły.
Kiedyś, gdy jeszcze miałam zdrowe nogi, brałam udział w takich procesjach,dzisiaj mogę tylko gorąco się pomodlić, przepraszając Boga za wszystkie moje niedociągnięcia, które się pojawiały.
Może ktoś uzna, ze jest to za mało, ale ważne jest to, aby ten dzień przeżyć w skupieniu i w rozmyślaniu.
A tych mam bardzo wiele, zwłaszcza teraz, gdy coraz trudniej odróżnić jest prawdziwą wiarę od bałwochwalstwa.

I jeszcze słowo o moim kolanku. Wczoraj wzięłam już trzecią blokadę w to kolanko i…… bolało mnie ono potem tak bardzo, że ledwie do domu doszłam.
Zresztą dokuczało mi i potem, aż do późnej nocy, nawet podejrzewałam, że będzie jakaś wielka ulewa, widać taka jest jego reakcja na ten lek. Ale pan doktor powiedział, że mam być dobrej myśli, więc jestem.
W każdym bądź razie na pewno w najbliższym czasie na żadną operację się nie wybieram, zwłaszcza po ostatnich kłopotach pooperacyjnych mojej znajomej.

No to życzę przyjemnego świętowania i leniuchowania, a może nie koniecznie leniuchowania? Pogoda fajnym spacerkom, a nawet i rowerowym wyprawom w nieznane wyraźnie służy.

jest taki dzień…..

 

e na

 

Jest taki dzień w tygodniu – środa, która dla mnie jest dniem szczególnym. Pewnie nie tylko dla mnie, ale i dla Ulki, z którą właśnie w tym dniu tu się specyficznie spotykam i tu do Niej kieruję kilka słów, a Ona komentarzem  mi się odwdzięcza.
No i przyszła następna środa.
Nie wiem, czy  czas odpoczynku dla Uli w morskich klimatach już dobiegła końca, ale chciałabym dzisiaj jeszcze go Uli przedłużyć, stąd ta dzisiejsza różyczka z wyraźnie morskimi akcentami, fale, mewa, wiatr……
Pozdrawiam Cię serdecznie Uleczko z Krakowa, wiele radości na pozostały wakacyjny czas Ci życząc, bo znając Ciebie, już go sobie na pewno odpowiednio zaplanowałaś i zarezerwowałaś. No i całuski z Krakowa Ci podsyłam i mnóstwo, mnóstwo moich uśmiechów

Przyznam, że ja jeszcze żadnych takich wakacyjnych planów nie posiadam, chociaż przydałoby mi się troszkę z Krakowa wyjechać, szczególnie teraz, gdy nawet w Parku posiedzieć i odpocząć oddychając pełną piersią, nie można.
Teraz dopiero  rozumiem, jak bardzo mi tego Parku jednak brakuje i wydaje mi się, że ten czas już okropnie się dłuży, ze już minęło wiele miesięcy bez niego, choć to zaledwie minął tydzień, może dwa. Ale tak jest i nic nie zmienię.
Z tymi wyjazdami to jest tak, że przyznaję się, boję się jakiejś dalszej podróży pociągiem, nie wyobrażam sobie, żebym mogła sama pojechać na przykład nad morze, chyba dla mnie jest to już za daleko, a może jestem za bardzo wygodna, żeby poddawać się torturom wojaży?
Są tacy, którzy uwielbiają podróżować, dzisiaj na przykład Maciek z Elą pojechali na ten długi weekend motorem nad morzem.
Brrr, wyobrażacie sobie tak długą trasę na niewygodnym siodełku motocykla???? Ale to jest właśnie młodość!! Wtedy na niewygody nie patrzy się tak restrykcyjnie,.
W każdym bądź razie życzę im przyjemnej, bezpiecznej i szczęśliwej podróży i żeby wszelakie wichury i burze ich dzisiaj na trasie omijały.
No i żeby tam, w Jastarni same słoneczne dni spędzane na plaży ich czekały.
Moja ukochana Jastarnia!!!!  Mnie co najwyżej przyjdzie podglądać ją na internetowych kamerkach

No właśnie, pogoda, niestety ciągle zapowiadają gdzieś tam będą opady deszczu, gdzieś tam burze….  Jak na razie w Krakowie wstał pięknie słoneczny dzień, przynajmniej tez nie jest taki wietrzny jak wczoraj, gdy wiatr prawie że głowy urywał. Ale i tak słonko dzisiaj bawi się z nami w chowanego, raz jest, raz za chmurkę ucieka, różnie dzisiaj z tą pogodą być może…..

Wczoraj miałam bardzo miłą niespodziewaną wizytę dwóch moich Kochanych dziewczynek Oliwi i Poli.
Bardzo mnie ucieszyło, że tak ot wpadły, bez powodu, tylko, żeby mnie zobaczyć.
Chwilę posiedziałyśmy, pogawędziły, Pola niestety szybko musiała uciekać do swoich szkolnych zajęć, z Olką spędziłam ciut więcej czasu. Jak to dobrze, że akurat miałam przygotowany pyszny, dietetyczny obiadek. Nawet Olci bardzo smakowało jedzonko gotowane na parze i stwierdziła, że chyba też zacznie tak dietetycznie jeść. Przynajmniej nie tłusto, a smacznie. Oliwia pracuje w barze z kanapkami, więc na ogół takimi ostatnio się żywi, a to może się w końcu znudzić.
A że pracuje tam codziennie wiele godzin (składa pieniądze na zakup samochodu), więc jest raczej skazana na niezbyt urozmaiconą dietę.
Muszę raz na jakiś czas zaprosić ja na jakiś pyszny obiadek 🙂

Wczoraj jeszcze kilkakrotnie musiałam sprzątać tę moją kuchnię z drobnych, białych wiórek, mówię Wam, syzyfowa praca, ledwo posprzątałam, znów było biało.
Dzisiaj jest już troszkę lepiej, pewnie już skończyli to wiórkowanie, ale jeszcze trochę tego białego puchu w powietrzu się unosi i nie mogę otwierać drzwi balkonowych na oścież.

Dzisiaj idę na następną blokadę mojego kolanka.  Niby jest ciut lepiej, ale każdego rana ( czasami w nocy, gdy muszę nagle wstać, by odwiedzić pewien domowy przybytek)  mam trudności z wyprostowaniem tego kolana.
Kiedyś Kaziu poradził mi szczotkowanie. Kupiłam sobie taką specjalną szczotkę z wypustkami do masażu i szoruję nimi i kręgosłup i barki, a przede wszystkim właśnie kolana. Nie wiem teraz, czy ten mniejszy ból spowodowany jest tymi zastrzykami (przecież zainwestowałam w nie aż 600 zł), czy spowodowane są codziennym masowaniem.
Ale jedno jest pewne – muszę się uzbroić w wielką cierpliwość, może jednak będzie troszkę lepiej????

Dzisiejszy wpis do blogu okropnie mnie denerwuje. Bo ile razy można to samo pisać, coś poprawiać, skoro co chwilę ERROR wyskakuje i znów muszę od początku zaczynać. No nie całkiem od samego początku, bo już pomna blogowych przygód, co kilka zdań zapisuję wpis i….tak muszę go jeszcze kilkakrotnie poprawiać, albo nagle wszystko znika i zaczynam od jakiegoś tam momentu wpisu raz jeszcze.
Do kitu z takimi wpisami, okropnie  mnie to denerwuje!!!
GAZETO!!! POPRAW SIĘ!!!!!!!!  Nie można przecież z ludzi sobie drwić!!!!!
Czy to ma być Twoja zapłata za 13 sto letnią już wierność twojemu  blogowi?
Bo tak właśnie, teraz w czerwcu mija już 13 lat, od kiedy robię wpisy w Blogu gazeta.pl.
Pierwszy mój wpis w tym blogu nastąpił 22 czerwca 2004 roku. Sporo czasu już minęło….. A i coraz więcej Czytelników mam, za co serdecznie dziękuję 🙂
Mam nadzieję, że jednak portal nie nadszarpnie mojej cierpliwości i jeszcze przez długie lata będę tu dokonywała wpisów moich wspomnień, myśli, wrażeń. Ot tak, po prostu Krakowskim Targiem 🙂

No to pomna na to, że już ten dzisiejszy wpis meczę wielokrotnym powtarzaniem, kończę go na dzisiaj miłego dnia Wszystkim  życząc

chyba zwariuję

 

Całą moją kuchnię pokrywają białe płatki, zupełnie jakby w środku lata śnieg padał.
Dobrze, że przynajmniej temperatura jest odpowiednio wysoka, inaczej już pomyślałabym, że znów zima nastała.
A wszystko to za przyczyną remont kamienicy obok. Nie wiem, co oni tam wyczyniają, ale wygląda na to, że ocieplają budynek styropianem i drobne wiórki tego białego świństwa mam w całej kuchni, na podłodze, na kanapie, na meblach, nawet na kwiatkach.
Ciągle latam ze szczotką i zmiatam, żeby za chwilę znów podłogę i okolice pokrywały białe, drobniuteńkie płatki.
Nie mogę otworzyć drzwi balkonowych, ba, nawet nie mogę uchylić okna w kuchni, bo cały czas pyli i pyli.
Akurat wtedy, gdy jest duszno i trzeba wietrzyć mieszkanie? No to sobie wymyślili świetny termin na remonty!!!
Ile razy można dziennie latać z miotłą w ręce? Pięć, dziesięć, dwadzieścia?
Latam tam i z powrotem z tą miotłą, niby jakas czarownica, a i tak nie widać żadnej różnicy, bo za chwilę znów w mojej kuchni jest biało.
Muszę odczekać ze dwa – trzy tygodnie aż skończą ten remont w budynku obok i dopiero wtedy porządnie trzeba posprzątać kuchnie i balkon. Ba, nawet okno balkonowe też trzeba umyć, bo jest całe oblepione tym białym puszkiem. A póki co, na bieżąco trzeba sprzątać tyle ile się da. Nie ma to – tamto.
Życie to nie bajka……..
No to jednym słowem  jestem w środku totalnego remontu, z frontu remontują park, z tyłu remontują budynek, a ja biedaczka jakoś w tym muszę tkwić i cierpieć 😦
Tylko skąd nabrać tyle cierpliwości, żeby to jakoś przeczekać????
Właśnie rozmawiałam z panami od remontu, obiecali, że już niedługo skończą szlifować ten styropian i nie powinno się już potem nic do mnie sypać.
Czyli już  bliżej, niż dalej………

Przed chwilą posprzątałam kuchnię…… znów jest biało…….
Rzeczywiście, chyba jednak zwariuję…..
Szczególnie, że zerwał się akurat wielki wiatr i wszystko wokoło pyli…….
Trudno. Na razie się poddaję……

Chyba niepotrzebnie podglądam ostatnio zbyt intensywnie gniazdo w Przygodzicach. Potem jakieś straszne głupoty mi się śnią.
Musze przystopować, widocznie to nie jest dobre dla mego samopoczucia.
Polityka też źle na moją psyche działa, muszę się od tego wszystkiego odsunąć, zdecydowanie odsunąć.
Zawsze pozostają mi jakieś wesołe filmy na necie. Kiedyś gdzieś znalazłam kilka odcinków  Eda, Konia, który mówi.
W sam raz na mój nieco zblazowany ostatnio humorek. Muszę się trochę śmiechem odreagować.
No to miłego wtorku moi mili Przecież zła passa kiedyś skończyć się musi, prawda?
Kolanko troszkę mniej już boli, chociaz gdybym powiedziała, że całkowicie mi nie dokucza, minęłabym się z prawdą. Ale jutro idę na trzeci już zastrzyk, pewnie będzie jeszcze lepiej.
Ucho nadal jest głuchawe, coś w nim trzeszczy, mimo, że skrupulatnie zakraplam go przepisanymi przez panią doktór – laryngolog kropelkami z antybiotykiem. W piątek idę z nim do kontroli. Może jednak pani doktór zdecyduje się go jednak przepłukać?
No to raz jeszcze wszystkiego dobrego na ten wtorkowy dzień.
Czekam z niecierpliwością na jutrzejsza środę i już  w internecie szukam pięknej róży dla Uli……..

WSTYD !!!!

 

 

Przyznam się bez bicia, przegapiłam tak bardzo ważną dla mnie datę 10 czerwca. Czy zapomniałam, że to dziesiąty, czy zapomniałam, że to już czerwiec?
Wiek, trudno, czasami pamięć się zaciera, czasami daty przelatują…..
Ale o jednym pamiętam ona pewno : NIGDY NIE PRZESTAŁAM I NIE PRZESTANĘ CIĘ KOCHAĆ ANIU!!!
10 czerwca minęła ósma rocznica śmierci mojej ukochanej Siostry Ani.
Myślę  o Niej codziennie, przecież Jej zdjęcie, z którego do mnie się uśmiecha wisi nad moim łóżkiem.
Tak często z Nią rozmawiam, proszę Ją o  opiekę nad Jej dziećmi, wnukami, nade mną.
A ona życzliwie patrzy ze zdjęcia na mnie jakby mówiła, nie bój się Ewa, JESTEM!!!!!
Wiem, że jesteś Aneczko, wiem, że czuwasz nad nami.
I ciągle tak bardzo mi Ciebie brak………..

Patrzę tęsknie przez okno na pusty park, nic się tam nie dzieje ciekawego….
Ale wczoraj z wielkim zdumieniem zaobserwowałam jakąś nieco nie młodą panią, spacerująca po parku i to w dodatku maszerowała po alejkach z dwoma psami. Szła zupełnie spokojnym, spacerowym krokiem, nie przejmując się wcale, że tam jej nie powinno być, że przecież jest zakaz wstępu do parku, który jest w remoncie.
O.K. – wczoraj była niedziela i nikt nic tam nie remontował, ale przecież zakaz to zakaz. Ciekawa jestem, którędy do tego parku weszła?, przez tą dziurę, która kiedyś sfotografowałam????

Jak widać – Polak potrafi!!. Ktoś brutalnie wyrwał wielką dziurę w blaszanym płocie okalającym park i to w dodatku tuż obok tabliczki WSTĘP WZBRONIONY.
No dobrze, na pewno tę dziurę wyrwało kilku młodych chłopców, bo tej pani o to nie podejrzewam, ale ….. jak można sobie pozwolić tak bez żadnej żenady spacerować po zakazanym terenie. Tacy właśnie są niestety Polacy, niesubordynowani, mający wszelakie przepisy w nosie.

No, a co poza tym?
Wczoraj popołudniu na kawce miałam miłych gości Elę i Maćka, posiedzieliśmy troszkę, porozmawiali, było bardzo przyjemnie i nie nudno.
Chociaż sama też ze sobą się raczej nie nudzę, albo coś czytam na internecie, albo jakiegoś brukowca sobie oglądam, czy film jakiś oglądnę….
Jak zwykle, wczoraj rano na Face Booku wstawiłam  gifa z parującą kawusią, napisałam: zapraszam na kawkę i…..znalazłam komentarz od Maćka : wpadnę na kawkę popołudniu.
Myślałam, że żartował, ale jednak nie, czasami  nawet biedną starą Ciotkę  trzeba odwiedzić, szkoda, że niektórzy jakoś o tym zapominają….

Poniedziałek zapowiada się raczej ciepły i słoneczny, chociaz jeszcze chmury po niebie wciąż błądzą. Ale i tak do pracy idę dopiero na popołudniu, jeszcze zdąży się do tego czasu wypogodzić – mam taką nadzieję.
Oj, coś niebezpiecznie się nagle zachmurzyło, czyby jednak pogoda drwiła sobie z przeprowadzanych prognoz i własnymi krokami się kierowała?
To jednak ma padać ten deszcz???

Ten tydzień będzie urozmaicony, krótki w  pracy, bo tylko będzie trwał do środy, a potem przed nami już tylko bardzo długi weekend.
Mam już nawet pewne plany na te dni, akurat zbliżają się 19 – ste urodziny Oliwki. Co prawda w tym roku wypadają one w poniedziałek, ale obiecałam kiedyś Olce, że na urodziny zrobię jej tiramisu, więc w ten weekend pewnie będziemy świętować jej urodziny.
Tylko muszę jeszcze na ten następny weekend pogodę zaczarować:  ABRA – KADABRA……..

Muszę jednak sobie troszkę odpuścić z tą polityką, bo ostatnie zajścia bardzo nerwowo przeżyłam, ciśnienie podskoczyło mi bardzo niebezpiecznie, w głowie szumiało, serce waliło jak młot pneumatyczny , nie nadaję się do obojętnego przejścia nad tym tematem, ale chyba jeszcze bardziej denerwuje mi ta bezsilność, która mnie i nie tylko mnie ogarnęła.
Boże, jakbym chciała spokojnie zasnąć wieczorem i obudzić się w normalnej już rzeczywistości, bez tych wszystkich politycznych potyczek, bez arogancji, czy to naprawdę jest takie niemożliwe?

Życzę wszystkim przyjemnego poniedziałku, bez burz i bez deszczu,  bez żadnych zawirowań.

No to wszystkiego dobrego na poniedziałek i na wszystkie dni tego tygodnia.

smutno mi troszkę

 

 

Wczoraj w Przygodzicach doszło do bardzo przykrej sytuacji. Nie przeżył jeden z bocianków, ten najmniejszy, Kruszynką przezywany. Fakt, był to pisklak, który najpóźniej się wykuł i widać było że jest jakiś feralny, bardzo słabo się rozwijał.
Ale starał się, jak mógł, chociaz łatwo nie miał, zawsze najtrudniej było mu dostać się do jedzonka, chociaż czasami rodzice podsuwali mu jedzonko prawie pod sam dziób.
Ale widać było już od kilku dni, że ma on kłopoty z oddychaniem, dyszał ciężko, szeroko otwierając dziób, nawet wtedy, gdy nie było aż takiego wielkiego upału.
Zawsze przytulał się do którychś ze swoi współziomków, jakby szukał u nich pomocy. Niestety, przeżył tylko 24 dni.
Tak niestety w życiu bywa, bocianim życiu też 😦
Pozostałe bocianki mają się świetnie, rosną jak na drożdżach, już nawet wypróbowują swoje skrzydła, mocno i zdecydowanie nimi poruszając i rozpościerając tak, jak robią to rodzice.
Pewnie jeszcze 2-3 tygodnie i zaczną swoje pierwsze próby fruwania.
No a potem będą pierwsze, najpierw nieśmiałe, a potem coraz bardziej zdecydowania loty wokoło gniazda, później coraz dalej i dalej, a w sierpniu odbędą swój bociani sejmik no i odlot do ciepłych krajów pod kuratelą opiekuna, ale wcale nie rodziców. Do tego będą „oddelegowane” specjalne jednostki bocianów.
Tak to w świecie ptaków działa, rodzice powołują do życia, piastują maluchy do czasu nim dorosną, ale w świat ptaki odlatują już z innymi opiekunami.
To był jeden z przykrzejszych momentów wczorajszego dnia, chociaz muszę dodać, że sam moment usunięcia martwego bocianka, a działo się to dopiero po północy, mimo, że bocianek umarł w południe, było bardzo bolesne chyba i dla zdesperowanego Dziedzica, który usunął martwe ciałko najpierw na obrzeże gniazda, a po dłuższej chwili usunął go już poza gniazdo, ale także i widać było, że i Przygoda jest bardzo smutna. Oba dorosłe bociany z tęsknota patrzyły w dół, jakby żegnały się ze swoim maleństwem.
Naprawdę, Przygoda i Dziedzic to wspaniała para Rodziców, z całkiem ludzkimi odruchami.

Innym niemiłym akcentem wczorajszego dnia była manifestacja i kontrmanifestacja w Warszawie z okazji następnej miesięcznicy katastrofy smoleńskiej.
Dzisiaj widziałam w necie zamieszczone zdjęcia uśmiechniętego od ucha do ucha Kaczyńskiego, który właśnie wczoraj kolejny raz udawał swoją żałość, a w duchu chyba cieszył się, że znów udaje mu się wyprowadzić suwerena w pole, stąd ta jego uśmiechnięta od ucha do ucha gęba na tych fotkach. Obiektyw nie kłamie, wszystko wychwyci…..
Tylko tym razem jednak Kaczyński zdecydowanie przegiął. Jego przemówienie było krótkie, ale jakże treściwe, prócz obietnic  jakie zawsze  podczas tej smoleńskiej hucpy daje, że już, już dochodzą do prawdy (tylko jakoś dojść nie mogą ha,ha,ha) coś jeszcze za przeproszeniem pieprzył o agenturze obcych krajów, która coraz mocniej w Polsce się zagnieżdża. No nie, ludzie, on już całkiem oszalał??????
Coś mi to przypomina… już też kiedyś w  polskiej historii byli tacy, którzy przekonywali polski naród o agentach obcych krajów,  dybiących na suwerenność naszego kraju – przypominacie sobie te słowa o zachodnich odwetowcach? Czyżby historia zakręciła koło i powróciła do swego początku?
Ale to jeszcze nie wszystko: widać, że jednak Kaczynski bardzo boi się kontrmanifestacji, bo cały plac i ulice wokoło obsadził bardzo liczną rzesza policjantów mających pilnować…no właśnie czego mieli pilnować? anty demokracji, jaką jest zakaz demonstracji?
Podlegli jemu policjanci, jak ongiś ZOM-owcy, pilnie wypełniali polecenia GURU i brutalnie, przy użyciu siły,  usuwali kontrmanifestantów, w tym między innymi usunęli Władysława Frasyniuka, który jest bohaterem walki z komunizmem, który przesiedział w czasach Solidarności w więzieniu, podczas gdy Kaczyński, który kazał go usunąć, w tym samym czasie bezkarnie siedział pod fartuszkiem swojej mamusi i popijał kakao.
To już jest naprawdę szczyt chamstwa i przypuszczam, że tym razem Kaczyńskiemu nie ujdzie to na sucho.
Prócz Frasyniuka w podobny sposób zostali potraktowani między innymi Joanna Scheuring – Wielgus – posłanka i główna działaczka  Nowoczesnej, czy  Ewa Siedlecka – dziennikarka Polityki .
To już naprawdę jest wielki  SKANDAL!!!!! Nie dawno premier Broszka mówiła, że każdy ma prawo do demonstracji swoich poglądów i Pis nigdy nie użyje policji do usunięcia protestujących, a tym czasem…
Ale cóż, wszyscy wiedzą, że co innego mówić, a co innego robić jest przecież domeną Pisu, a więc i zakłamanej do szpiku kości niby premierki.
Teraz w Polsce zaczynamy regularny totalitaryzm, nie da się tego ukryć i najwyższa pora ten stan ukrócić, a winnych osadzić i ukarać za niszczenie polskości, za niszczenie tego, czego tylu wspaniałych ludzi próbowało zbudować po upadku komunizmu.

PANIE WŁADYSŁAWIE FRASYNIUK, DO DZIEŁA. WIERZĘ W PANA!!!!!!

Przepraszam, nie mogę już dłużej o tej HAŃBIE  pisać, skoczyło mi ciśnienie aż dudni mi w głowie z nerwów, nie chce przez Kaczyńskiego i jego klikę dostać udaru mózgu, kto wie, czy przed momentem nie byłam już tego bliska…..
Ale ciągle mam nadzieję, że doczekam jednak sprawiedliwości, ale nie tej pisiej, podłej i zakłamanej sprawiedliwości, ale tej prawdziwej, demokratycznej.
Czekam…….

Dzisiaj mamy niedzielę Zapowiadają ją tak fifty – fifty, czyli i będzie słonce i ciepełko, ale też możliwe są opady deszczu i burze.
Zobaczymy, co z tego wyniknie.
Jeszcze sprecyzowanych planów nie mam na ten dzień, chyba jednak muszę po wczorajszych emocjach odpocząć, zrelaksować się, inaczej wyląduję w szpitalu. Wczorajszy dzień bardzo dużo kosztował mnie nerwów.

Życzę wszystkim miłych niedzielnych chwil.
I obyśmy się doczekali lepszych czasów!!!!!