Jesień jednak mnie przygnębia. Zdecydowanie za tą porą roku nie przepadam, za zimą zresztą też nie. Jak dla mnie, mógłby być ciągle ciepły maj i piękny czerwiec.
No może ewentualnie kwiecień, bo co prawda on plecie tę pogodę, ale….jest to miesiąc moich urodzin.Chociaż z drugiej strony czym tu się w moim wieku cieszyć? Że lat przybywa, że jest coraz bliżej……
Właśnie to jest ten moment do którego każdy nieuchronnie zdąża i okropnie się go boję. Niedawno moja Koleżanka z Facebooka zamieściła bardzo ciekawy tekst, który teraz przytoczę, przepraszam Ewa, że tak bez pozwolenia, ale..
Jeżeli nie wierzą w Boga/Istotę/ (…), to przecież mają/powinni mieć świadomość, że po śmierci nie ma nic. Po co (dlaczego) się wobec tego tak pocieszają?
Mam znajomych, którzy nie wierzą w Boga (nie ma znaczenia jak się ten Bóg nazywa) i życie pozagrobowe. Na fb to chyba większość z moich znajomych jest niewierzącymi, ale … gdy ktoś umiera (bliski lub lubiany i znany), to pocieszają siebie i innych tymi słowy:
– jest już po drugiej stronie
– jest już w lepszym świecie
– gra X z Y razem np. w scrable
– zobaczymy się kiedyś
– itp.
To jak to z nimi jest? Są wierzący, czy nie?
Odpowiem takk, jak napisałam w komentarzu na Face : powinnam wierzyć, że istnieje życie po życiu, Miałam mnóstwo dowodów na
swoistą opiekę moich Najbliższych, niemożliwe jest to, że to był zwyczajny przypadek, takie tak często się nie powtarzają.
A jednak…. mam też mnóstwo wątpliwości, bo przecież nikt stamtąd nie wrócił i nie powiedział, jak tam rzeczywiście jest. Co prawda czytałam książkę „Życie po życiu”, oraz całkiem niedawno, o czym już wspominałam, książkę „Dowód” – obie dotyczyły wspomnień osób, które znajdowały się w śmierci klinicznej, czyli praktycznie były już jedną nogą na tamtym świecie i ich wspomnienia są pełne miłych doznań, które tam doznały. Tylko, że przeczytałam gdzieś także, że w czasie obumierania mózgu, a na tym polega przecież śmierć, następują szybkie przemiany, w czasie których wyzwalają się z niego przeróżne hormony, które mogą powodować halucynacje.
Więc jaka jest prawda? To tylko omamy, czy jednak „Tam” coś jednak jest? Chyba sami musimy się doczekać na ten moment (oby nie za szybko!)
Przytoczę tu jeszcze wspomnieniem mojego przepięknego snu, którego doznałam w wieku lat 10, niedługo po śmierci mojej Mamusi.
Kiedyś już opisywałam ten sen, ale był taki piękny, że raz jeszcze o nim wspomnę Byłam na polu, na którym nic nie rosło, nagle pokazał się z ziemi jeden kwiatek, który rósł i rósł, a z niego wyszła moja Mamusia. Akcja przeniosła się do mojej kamienicy, siedzieliśmy wszyscy z Nią koło windy i wesoło rozmawialiśmy, ale wreszcie Mama powiedziała, że już musi odejść. Znów byłyśmy obydwie na tej samej łące. Spytałam się Jej : Mamusiu, powiedz, jak Ci tam jest (czyli miałam świadomość, mimo mojego młodego wieku, że Ona nie żyje: Odpowiedziała krótko : nie mogę Ci tego powiedzieć, jak tam jest, ale powiem Ci tylko, że jest mi dobrze i jestem szczęśliwa. Po tych słowach Mamusia oddaliła się ode mnie, zamieniała się w kwiatek, kwiatek znikł, a ja się przebudziłam.
Czyli dostałam zdecydowaną odpowiedź : istnieje nasze drugie, bardzo szczęśliwe życie. Ale czy to była prawda, czy tylko to były marzenia małego dziecka???
Teraz zmienię temat : Muszę się przyznać, że znów zaczynam się bać chodzić po ulicy. Wydawało mi się, że ten lęk już opanowałam, jednak po ostatnim upadku znów ta fobia do mnie powróciła.
Przecież chodzę naprawdę ostrożnie (tak mi się przynajmniej wydaje) i pomalutku, a jednak…..
Na pewno te nieszczęsne zawroty głowy są też przyczyną tego mojego złego nastawienia do spacerowania, no i te nierówne chodniki.
Chociaż muszę przyznać, że wybieram raczej takie drogi, które są proste, bez żadnych dziur i kantów od wystających płytek.
No ale na te nieszczęsne zwroty głowy nic już nie poradzę, czasami niestety mnie zepchnie w którąś stronę chodnika i wtedy tracę równowagę.
To może rzeczywiście przełamać wstyd i zacząć chodzić z laseczką?
Tylko kto widział 67 letnią kobietę z laską, jakby staruszką jakaś była?
Większość kobiet w tym wieku przeżywa drugą młodość, biega z kijkami, chodzi na dancingi, na piesze długie wycieczki, a ja sobie laskę wymyśliłam. Też coś !!!!!!
Ale z drugiej strony, wstyd wstydem, ale bezpieczeństwo jest chyba ważniejsze,
Chociaż najpierw musiałabym nauczyć się chodzić z tą laską, bo nie wiem, czy przez nią nie miałabym jeszcze więcej kłopotów.
Na razie odkładam temat do „następnego razu”, który mam nadzieję szybko nie nastąpi.
Nowy dzień okazał się bardzo ponury i w dodatku bardzo wietrzny, ot, taki typowo jesienny, taki, jakich nie lubię.
Ale zażyłam już sobie Nimesil – moje niezawodne lekarstwo na bóle wszelakie i…..
No własnie i…chyba jednak dzisiaj podjadę do pracy taksówką. Wiem, że to kosztuje, ale czasami nerwy są jeszcze bardziej kosztowne.
Znów musi minąć parę dni, gdy opanuję ten swój lęk……
Mimo szarości dnia życzę Wszystkim kolorowego i wesołego jednak czwartku, bez trosk i kłopotów.
No i tradycyjnie : do jutra
