Jak to jest z tą miłością? Istnieje ona, czy to tylko wymysł powieściopisarek i reżyserów niektórych filmów, seriali?
Jest on i ona, poznają się, motyle zaczynają fruwać w brzuchu, chyba tylko u niej, bo jakoś nie słyszałam, żeby panowie o motylach wspominali, są piękne, romantyczne spacery, kolacje przy świecach, skowronki śpiewają, muzyka (cygańska) gra w oddali, no wspaniałe zatem chwile.
A potem podejmują decyzję o wspólnym długim i szczęśliwym życiu. Jest ślubna obrączka, panna młoda spowita w białości, masę gości, kościół i sakramentalne słowa : I że nie opuszczę Cię aż do śmierci- tak mi dopomóż Bóg. Biedny Bóg, tyle razy jest potem oszukany przez niedotrzymanie dawanej obietnicy w Jego obliczu. A potem jest miesiąc miodowy : miód i miłość leją się wartkim strumieniem, wydaje się nigdy nie kończącym się.
Własnie a’propos : Dziecko pyta mamę : mamo, a co się staje z tym miodem z miesiąca miodowego?
A on cały potem wsiąka w tatusia i robi się z niego stary piernik – odpowiada mama……… ha, ha, ha.
No własnie, potem przychodzi ta proza życia, te dni pełne kłopotu i nieraz łez, praca, albo nagle okazuje się, że bardzo łatwo ją utracić, dzieci, a jednak i okazuje się, że to jest całe mnóstwo kłopotów, od chorób począwszy, po naukę skończywszy, a po drodze tyle jeszcze innych tarapatów z naszymi pociechami i nie tylko z pociechami.
Dni upływają, miłość też, niestety. Dobrze wtedy, gdy jeszcze prócz miłości pozostaje pomiędzy małżonkami przyjaźń, ona pozwala te wszystkie ciężkie dni przeczekać i wyjść na prostą, wciąż jeszcze wspólnie. A jednak często nie jest tak pięknie, tak różowo, jakby się wydawało, On lub ona spotka kogoś drugiego, z którym życie wydaje się, że będzie lepsze, łatwiejsze. Bo to znów jakaś nowość, znów motyle w brzuchu się zalegają, znów człowiek ubiera różowe okulary i taki świat widzi. A stara żona, czy stary mąż? a dzieci? Oni pozostają gdzieś tam w oddali, niby są, ale tak, jakby ich nie było, już nie są tymi najważniejszymi ogniwami w naszym życiu, już ktoś inny zamieszkuje w naszym sercu, w naszej głowie. Żyje się przecież raz!!!!
A dlaczego teraz o tym piszę? Nagminnie oglądam te wszystkie seriale, w którym miłość płynie jak rzeka pełna czerwonych serduszek, jest wielka, niezatapialna i potrafi wszystkie kłopoty pokonać. No prawie wszystkie, bo i w serialach ludzie też od siebie odchodzą, ale jednak zawsze to miłość zwycięża.
Ba, żeby to wszystko było takie proste………..A może jednak na tym się nie znam, właściwie, gdy tak dobrze popatrzę za siebie, to chyba nigdy jednak tak prawdziwie nie byłam zakochana, to wszystko, co za miłość brałam, to były tylko moje wyobrażenia o niej. Przecież przemijały, a teraz, gdy raz jeszcze spojrzę na te osoby, które przewinęły się przez moje serce, są one mało ważne, nie warte moich wspomnień…….
To już było, minęło, nie powróci….. I bardzo dobrze, że nie powróci, bo nie dałabym sobie na pewno z tym rady.
Dostałam ostatnio na Skype taką życiową mądrość, która tak własnie brzmiała:
Jeżeli któregoś dnia zaprosi cię smutek, powiedz mu, że jesteś już umówiony ze szczęściem i zamierzasz mu być wierna przez całe życie.
I tak własnie smutkowi odpowiadam: Jestem szczęśliwa, no prawie szczęśliwa, gdyby jeszcze ten Pan Ból mnie tak nie męczył…..
Szczęśliwa, bo nie mam dylematu tych porzuconych kobiet, których mężowie po wielu latach wspólnego życia, niełatwego, ale wspólnego, nagle wymieniają je na nowy model.
Nie muszę się martwić, jak nakarmić swoje dzieci, jak im wytłumaczyć, że Tatuś je kocha, ale….woli inną panią, bo ona jest zabawniejsza, młodsza, ma pasje, które jemu się podobają, bo ma czas na ich rozwijanie, skoro nie jest otoczona dziećmi i kłopotami dnia codziennego…..
Ech, jestem niesprawiedliwa, bo przecież i kobiety też nagle doznają objawienia upływających lat……. dla kobiet to jet bardziej chyba nawet niż dla mężczyzn bolesne, bo inaczej jednak starzeją się kobiety, inaczej mężczyźni, oni nawet w wieku starszym stają się nawet coraz bardziej atrakcyjni.
No to taka kobieta szuka jeszcze potwierdzenia swoich kobiecych wartości w ramionach innego mężczyzny, ale to tylko złudzenia, to chwila, niestety czas ucieka, zmarszczki się pokazują coraz szybciej, nawet spod warstwy kremu, czy botoksu wystają…..
Właściwie o czym jest ten mój dzisiejszy wpis?
O szczęściu, o miłości, o poszukiwaniu w życiu tego, co już uciekło i nie chce powrócić.
A piszę to wszystko z pozycji kobiety słusznej wiekiem, wiele widzącej, wiele słyszącej i wolnej od wszelakiej złudzeń, więc jednym słowem realistycznie spoglądającej na to nasze życie.
I cieszę się, że wiele takich przeżyć mnie ominęło, jestem teraz całkowicie wolna, bez dylematów, ale i bez złudzeń, a czy te są rzeczywiście potrzebne człowiekowi do szczęścia?
Życzę miłego piątku
