mała odmiana

 

Dzisiaj mała odmiana Uleczko. Do malutkiej, ślicznej róży dołączyłam filiżankę wspaniałej porannej herbatki z życzeniami pięknego dnia. A wiem, że jest u Ciebie piękny, bo taką własnie wiadomość z Kaszub, gdzie przebywasz, od Ciebie otrzymałam. I bardzo Ci za tę wiadomość dziękuję i jeszcze więcej promyczków słonecznych podsyłam, bo i u nas w Krakowie słonko świeci, co prawda czasem chowa się za chmurką, widać w chowanego z nami się bawi.
No więc wszystkiego dobrego na czas kaszubskich zabaw Ci życzę i do  „zobaczenia” za tydzień już w Poznaniu, oczywiście tylko niestety na blogu.
Ale kto wie….

Dzisiaj od rana miałam zabiegany dzień, dlatego dosyć późno za mojego bloga się zabrałam, nic nie szkodzi, zdążę na czas.
Środa to dzień moich kwiatków, muszę je wszystkie dobrze napoić (niektóre widać za dużo, bo od razu „siusiają”, przeglądnąć listki i usunąć te nieco przywiędłe.
Gorzej jest z fiołkami, już nie jest dobra pora na nie i już całkowicie kwiatuszki potraciły, będą widać tak sobie wegetować przez jesień i zimę, a na wiosnę znów moje oczy szafirem  i bielą ucieszą.

Poza tym przyszedł jeszcze do mnie z Orangu kurier i przyniósł mi nowa umowę na internet mobilny, a prócz tego ruter do telefonu, tylko….. zupełnie nie mam pojęcia jak to „ustrojstwo” włączyć, jakieś baterie, karty Sim i nie wiadomo co jeszcze, ale od czego mam dobre bratnie dusze? Już poprosiłam Ksawera i dzisiaj podjedzie do mnie i to całe urządzenie mi uruchomi. Będę miała w takim razie lepszy zasięg internetu w tych miejscach, gdzie go nie mogę złapać, chociażby na skwerku koło Parku. Zupełnie nie rozumiem, skąd się te „dziury” w eterze tam biorą, ale czasami nie  mogę  tam złapać internetu. Przecież dotychczas i w Parku i w jego okolicach nie miałam takich trudności.
Widać ktoś skradł stamtąd nadajnik he, he, he.
A co poza tym?
Ano nic ciekawego, ani tym bardziej dobrego, przynajmniej dla mnie. Nie będę się powtarzać, ale ten ból rąk i nóg staje się już dla mnie bardzo dokuczliwy, nie dość, że się budzę co chwilkę w nocy, to i w dzień mam ograniczone bardzo ruchy. Czuje się, jakby ktoś nałożył na mnie jakieś kraty i silnie je ścisnął. Muszę coś z tym zrobić, bo w porównaniu ze stanem mojego zdrowia sprzed roku, „posunęłam” się nie o rok, ale co najmniej o lat 10. Oczywiście na niekorzyść.
Pewnie gdy Maciek powróci już z wakacji poproszę go o wizytę u reumatologa, może ten chociaż troszkę mi ulży?
Zażywam codziennie ten Nimesil, ale trochę się tego obawiam, bo Nimesil podobno bardzo psuje wątrobę. Dlatego każdego rana długo się zastanawiam, zanim otworze tę saszetkę i wsypię do szklanki, ale co jest lepsze?  chora wątroba, czy ten nieznośny codzienny ból? Trudny wybór……

Wczoraj Basia przyniosła mi  ten lek z kolagenem,  Revifleksin, dzisiaj go zainaugurowałam , pyszny jest, smakuje jak koktajl brzoskwiniowy, tylko czy na pewno jest taki skuteczny na te stawy, jak zapewniają? Ale jakoś te chrząstki muszę odżywić, może wtedy kości nieco odpuszczą, gdy „zobaczą”, że o nie dbam?
Tylko muszę jeszcze bardziej uważać teraz przy chodzeniu, każdy upadek dla mnie to nowy ból, a już ich mam tak spora kolekcję, że więcej już ich nie potrzebuję…..

Dzisiaj mija 51 rocznica śmierci mojej Ukochanej Babci Tamtej Mamy, o której już nieraz w moim blogu wspominałam.
I dla Niej z tej okazji dzisiaj zamieszczę  to wspomnienie:

 
Nie tylko Ulce ale Wam wszystkim życzę miłej i ciepłej, niestety już jesiennej środy.