kiedy spojrzę hen za siebie….

 

…. na te laty, co minęły…
Oj minęły i nie powrócą.
I moje zdrowie już nie powróci, już nie będzie takie samo……….
Wczorajszy pobór krwi przebiegł bez żadnego szwanku, fakt, że świetna była dziewczyna, która mi pobierała krew, perfekcjonistka, ale też i bardzo pomogła mi ta poranna woda mineralna, byłam bardzo nawodniona i nie było więc żadnych kłopotów.
Pamiętajcie moi mili, gdy idziecie na badania analityczne k o n i e c z n i e  wypijcie przed badaniem rano wodę mineralną, ona tylko pomoże w pobieraniu materiałów. Zawsze wydawało mi się, że gdy ktoś mówi masz być na czczo, to znaczy nie tylko  bez żadnego  jedzenia, ale i bez picia. A tu guzik prawda. Przez noc żyły nieco „podsychają”, stają się mniej elastyczne i należy nieco się nawodnić, zanim się do takiego badania przystępuje.
Przy okazji dowiedziałam się, że nie tylko u mnie są takie kłopoty z tymi żyłami, fatalne żyły miała moja siostra, mam je i ja, a także i Maciek i Daria. Widać to rodzinne, nasze żyły nie cierpią kucia 🙂 Ot taka rodzinna „uroda”
Bardzo fajną sprawa było to, że dostałam kod dostępu do moich badań i już wczoraj wieczorem mogłam je sobie sprawdzić.
Sprawdziłam i……byłam przerażona, same czerwone wykrzykniki przy nich się pokazały. No ładnie, pani doktor Marysia będzie miała ze mną dzisiaj nie lada kłopot do rozwiązania. Na szczęście okazało się, że nie mam anemii (chyba nie mam), więc moje obawy, że wyląduję w szpitalu okazały się niepotrzebne, nie mniej na pewno muszę poddać się gruntownemu leczeniu. Matko jedyna, teraz już codziennie zażywam 5 tabletek rano, ile jeszcze mi dołożą”?
Ale nikt mi nie zarzuci, ze się nie leczę, naprawdę bardzo sumiennie je zażywam, co pewnie i widać, skoro żelazo mam w normie.
Ale jednak teraz reumatyczne dolegliwości mnie dodatkowo  dopadły i trzeba będzie rozszerzyć moje leczenie. No cóż, pesel robi swoje.
Co prawda na to się nie umiera (podobno), ale na pewno nieźle przez to się człowiek namęczy, bo nikt  do tej pory  nie wynalazł takiego leku, który by takie dolegliwości całkowicie zniweczył. Chyba tylko doktor Glinka na to może…..ale na to jeszcze trochę poczekam, chyba poczekam.
No, przynajmniej mam taką nadzieję, że poczekam, bo życie całkiem mi się podoba (nawet to, jakie jest teraz w RP, bo wiem, że niedługo się zmieni na lepsze, wierze w to), a człowiek w niepewności żyje, co go tam na tym drugim świecie spotka, o ile taki drugi świat w ogóle istnieje. Tego tak na sto procent  nie wie  niestety nikt.
Napisałam, że mi się podoba to życie, bez względu na to, co się dzieje? nie wierzę, że tak napisałam.
Bo nasze polskie i nie tylko polskie sprawy polityczne całkiem źle widzę.
Wczoraj z przerażeniem przeczytałam, że  koreański minister spraw zagranicznych uznał, że Donald Trump właściwie wypowiedział Korei Północnej wojnę i w związku z tym Korea gotowa jest do obrony swojego kraju, co jeszcze można zrozumieć, ale tez i do ewentualnej inwazji. A to  się  może skończyć dla świata całkiem poważnym kataklizmem, niestety tak to jest gdy niezbyt odpowiedzialni ludzie są u sterów rządów, a w tym wypadku trafił swój na swego, jeden postrzeleniec Trump i jeszcze większy postrzeleniec Kim Dzong Un, dla których użycie najpierw rakiet, a potem nawet i nie daj Panie Boże bomby atomowej nie jest problemem. 
Lepiej nie patrzeć w tamta  stronę, ale przez to niestety sam problem się nie rozwiąże, świat stoi na krawędzi wojny i łatwo zrobić ten krok, by spaść w przepaść piekielnej wojny z tragicznymi skutkami dla ludzkości. Niestety, to nie jest gra komputerowa, w której można stracić kilka razy życie i znów się odrodzić, tu niestety wszystko może się skończyć raz na zawsze.
Boże mój, nie chcę Was straszyć, nie chce siebie straszyć, ale sprawy wyglądają całkiem niebezpiecznie, przy nich nasza mała polityka groźnych powarkiwań rodzimych  kundelków brzmi prawie że komicznie, chociaż do śmiechu raczej nam nie jest. 
Pisowcy robią z Polski niezły bajzel i nie ma jak dotąd nikogo mądrego, który potrafił by temu zapobiec.

Wczoraj w Krakowie słonko pięknie świeciło i był nawet taki moment, że wokoło rozchodziło się całkiem miłe ciepełko.
Może i dzisiaj nas troszkę słonko popieści, chociaż na to jest raczej małe  prawdopodobieństwo, bo poranek jest znów ponury i zapowiadają….deszcz, tak, deszcz, który jest ostatnio jakoś  zrobił się naszym towarzyszem codzienności.

Ale na wszelki wypadek słonka dużo życzę, bo wtedy i dzień radośniejszym się wydaje.A ja juz lecę do pani doktor na wizytę lekarską.
Trzymajcie za mnie kciuki.
Dziękuję

A może jednak to……..  ten stwór?????