Widocznie jednak wzbudzam zaufanie u niektórych pacjentów, nawet na tyle, że bierze ich na zwierzenia, co prawdę powiedziawszy nie koniecznie mi się musi podobać. Ale co robić, wszak wrodzona uprzejmość, delikatność i grzeczność wymaga wysłuchania i już.Takiego „dziadka” miała właśnie wczoraj do badania. Gdy doktor Łukasz wyszedł już po badaniu z gabinetu, ten pan, nie wiedzieć czemu nagle zaczął mi o sobie opowiadać, Nie, chyba nie podrywać, zresztą……
Opowiadał o swojej pierwszej zmarłej żonie, o drugiej żonie która jest prawdziwą diablicą (a jednak!), o starszym synu, który wżenił się w rodzinę alkoholików, ale musiał się ożenić, bo miał zostać tatusiem, o następnym synu, który jest zaradny i piękne mieszkanie sobie w Krakowie kupił ect, ect.
Dziadek tak się rozochocił w swoich opowieściach, że nawet chciał mi pokazywać zdjęcia swojej rodziny, które to zdjęcia dzierżył w swojej teczuszce, (dziwne, nosi je na co dzień koło siebie???) na szczęście miałam jeszcze kilku innych pacjentów i w związku z tym ograniczony termin. Już mi się wydawało, że pożegnałam namolnego pacjenta, bo uciekłam z mego gabinetu z jego wynikami do lekarza, a pan wyszedł na korytarz się ubierać. Miałam okropną ochotę wyjść na zewnątrz na papieroska, ale powstrzymałam się, bo pewnie znów na pewno przed drzwiami byłabym nagabywana kolejnymi zwierzeniami, w związku z tym schowałam się przezornie do gabinetu Magdy, niestety, tam też mnie tenże pacjent znalazł i dalej zaczął nawija c swoje zwierzenia. Myślałam, że nigdy się już to nie skończy.
Na szczęście chyba troszkę się opamiętał (czyżbym zrobiła znudzoną minę ?) i sobie poszedł, a ja z wielką ulgą wyszłam na zasłużonego papieroska i mogłam wreszcie odetchnąć pełną piersią, przynajmniej na moment, bo znów musiałam powrócić na stanowisko pracy.Przypomniała mi się kiedyś taka pacjentka, o której już kiedyś pisałam, co prawda to było bardzo, bardzo dawno temu, gdy byłam jeszcze piękna i młoda (a tak kiedyś było???), też wtedy wzięło ją na rodzinne zwierzenia, za co była mi tak wdzięczna , że miała się do kogoś wreszcie wygadać, że potem przez długi czas byłam zasypywana przez nią …ogórkami z jej ogródka. Mam nadzieję, że „ogórkowa” powtórka nie nastąpi i znów nie wpadnę w „sidła” owego pacjenta, chociaż kto wie, przecież musi jeszcze przyjść po wynik.
Tak bywa, ludzie, zwłaszcza starsi, musza znaleźć sobie czasami jakiś obiekt do wynurzeń.
Może jednak Opatrzność jakoś przed tym panem tym razem mnie obroni ???? Przyjdzie po wynik wtedy, gdy nie będę na zmianie, lub będę zajęta???
He, he, he, tak to bywa gdy się ma w sobie tyle wdzięku i wisus sympatycznej osoby. 🙂
Kto, ma tyle wdzięku co ja, wdzięku co ja, no kto??????
No proszę, a niektórzy mówią, że jestem okropnie humorzasta i w dodatku niezła jędza !!!
A co u mnie? Nadal się kuruję, ze zmiennymi skutkami, raz jest lepiej, raz troszkę gorzej, ale ogólnie mówiąc, nie jest źle.
Znów denerwuję się synem Magdy, Jaśkiem, który znów wylądował dzisiaj rano w szpitalu, z podejrzeniem ostrego zapalenia wyrostka robaczkowego. No i oczywiście grozi mu zabieg.
Co prawda nie jest to groźny zabieg, ale zawsze, jakby nie było, jest to operacja i kilka dni znów w szpitalu poleży, zatrudniając przy okazji do opieki rodziców. Ma chłopak jednym słowem pecha, pierwsze dni nowego szkolnego roku spędził w szpitalu z powodu zapalenia opon mózgowych, nie minął miesiąc i znów szpital, tym razem ten niepotrzebny nikomu do szczęścia wyrostek robaczkowy.
Mam nadzieję, że już wyczerpał limit chorób na ten rok i na kilka następnych też.
Musi się szybko wykurować, bo przecież w połowie miesiąca października będziemy obchodzić jego urodziny!!!!
Za oknem słonko nawet świeci, na razie temperatura jest słaba, ale…
Teraz człowiek nawet nie wie, jak się ma ubrać, rano jest zimno, potem robi się wyraźnie za ciepło……
Wczoraj ubrałam się jednak ciut za grubo i nawet się zgrzałam, a dzisiaj już zaczęłam w związku z tym kichać. No tak, ale gdy pod wieczór wracałam do domu znów temperatura była mniejsza.
Będę chyba z walizką jakąś chodziła i z umyślnym, coby ją i zakupy przy okazji dźwigał, bo moje łapki jeszcze na tyle mnie bolą, że nie mogę nic nawet troszkę ciężkiego, dźwigać.
Dzisiaj czekam na panów dokonujących pomiarów szczelności urządzeń gazowniczych. Bardzo dobrze, bo przynajmniej dowiem się, czy jestem w moim mieszkaniu całkowicie bezpieczna.
To jest jednak bardzo ważny problem, bo czad to bardzo niebezpieczny i niestety niedostrzegalny wróg, uderza znienacka i śmiertelnie.
Więc ostrożności nigdy za wiele, zwłaszcza, gdy się samemu w mieszkaniu mieszka i na ratunek nie ma co liczyć.
Życzę przyjemnego piątku, weekendu początku 🙂 🙂 🙂
