Dałam wczoraj plamę, nie da się ukryć.
Zazwyczaj piszę mój blog, a potem zamieszczam link na Facebooku. Tak było i wczoraj, tylko…..jakiś złośliwy chochlik umieścił go nie na moim profilu, a na profilu Fanów Czubaszków. Ot błąd, który zauważyłam dopiero wieczorem, gdy ktoś na tej stronie mój link polubił.
Oczywiście dobrze, że koleżanka Ilza była czujna i mnie o to spytała, szkoda, że dopiero wieczorem, bo temat, który tam poruszałam był bardzo ważny, troszkę psychologiczny, nie mniej dotyczył ważnej strony rodzinnego życia.
Dlatego tym, którzy nie mieli okazji wczorajszego mojego bloga przeczytać, polecam ten wpis, jest poniżej tego dzisiejszego.
Ba, o czym tu jeszcze napisać? Przyszły (niebawem) premier odwiedził wczoraj w Prezydenckim Pałacu pana pełniącego obowiązki prezydenta, chociaż ostatnio ten własnie sobie uświadomił, że dotąd był chyba raczej tylko marionetką, takim Adrianem, który grzecznie w przedpokoju czeka, aż go przed oblicze najjaśniejszego omalże cara wpuszczą.Tupnął więc nogą (ten pełniący obowiązki, a nie przyszły premier) i tego drugiego postanowił u siebie przepytać co do dalszych losów naszej armii, naszych sądów i nie tylko. Co z tego wynikło? Jeszcze zobaczymy, ale na pewno Beata już nie zamawia nowych broszek, czyżby teraz kot zaczął na ogonie broszki zawieszać??? Bo jednak Kaczyński chcący nie chcący, siłą rzeczy ( jak mawiała moja koleżanka Ania), musi wziąć w ręce stery rządów, żeby mu się taki tam jakiś prezydent nie plątał pod nogami i żądań nie wystawiał.
Ale uważam, że to bardzo dobry znak: przynajmniej zapowiada to rychły koniec rządów pis – partii, takiego naporu bzdur to już chyba tylko około 5-10 procent Polaków wytrzyma., tych najbardziej wiernych i tych najciemniejszych.
Zresztą Jarosław był już premierem w 2005 r i wiemy jak to się wtedy skończyło…..
Ale co tam polityka, grunt, że znowu całkiem przyjemnie za oknem się robi, słonko od rana wesoło nam świeci.
Niektórzy polecieli go szukać w ciepłych krajach, a tu proszę i u nas w Polsce się znów pojawiło. Może to zapowiedź tej ciepłej złotej jesieni?
Ale fakt, listki już na drzewach żółcieją, brązowieją, ale dobrze, że jeszcze wciąż są na tych drzewach, gorzej, gdy potem pozostają gołe kikuty tylko, tak smutno od razu się na duszy robi.
Myślałam, że ten weekend spędzę w Modlnicy, niestety Jasiek nadal pozostaje w szpitalu i Magda musi się nim tam zaopiekować, nie może przecież siedzieć tam całkiem sam. Ale już jest dobrze, najprawdopodobniej już w poniedziałek Jasiek do domu powróci. Całe szczęście, że w takiej wstępnej fazie choroby dało się ją opanować.
Tak więc spędzę ten weekend w domku, przy otwartym na oścież balkonie, byleby znów jakiś gołąb do mnie nie zawitał i na kanapie nie osiadł.
Całe szczęście, że ten huragan Irma jest daleko od nas, bo rzeczywiście tragiczne skutki przyniosła, po takich Polska już by nigdy się raczej nie odbudowywała, skoro zawirowania na Pomorzu, które wystąpiły w ostatnich czasach wystarczająco szkód narobiło i teraz niesyte mieszkańcy sami musza się z tym problemem borykać.
Mam jeszcze kłopoty z tymi moimi łapkami, ciągle mam je „poprzetrącane”, dzisiaj miałam kłopot z otwarciem nowego słoika z kawą, ale od czego są sąsiedzi? Bieda, gdy coś człowiekowi dolega i nie ma nikogo pod ręką, ale jakoś trzeba sobie radzić, jak to powiedział pewien góral zawiązując buta dżdżownicą.
A tak ogólnie to nie jest źle.
Więc życzę przyjemnej soboty, wspaniałych słonecznych spacerów, a może i jakiś grill w niejednym ogródku popołudniowa porą będzie rozpalony, a ludziska biesiadować wesoło sobie będą? Trzeba wykorzystać dobra ku temu porę, bo potem może już być deszczowo.
No to wszystkiego dobrego na cały weekend.









