PLAMA

 

 

 

 

Dałam wczoraj plamę, nie da się ukryć.
Zazwyczaj piszę mój blog, a potem zamieszczam   link na Facebooku. Tak było i wczoraj, tylko…..jakiś złośliwy chochlik  umieścił go nie na moim profilu, a na profilu Fanów Czubaszków. Ot błąd, który zauważyłam dopiero wieczorem, gdy ktoś na tej stronie mój link polubił.
Oczywiście dobrze, że koleżanka Ilza była czujna i mnie o to spytała, szkoda, że dopiero wieczorem, bo temat, który tam poruszałam był bardzo ważny, troszkę psychologiczny, nie mniej dotyczył ważnej strony rodzinnego życia.
Dlatego tym, którzy nie mieli okazji wczorajszego mojego bloga przeczytać, polecam ten wpis, jest poniżej tego dzisiejszego.

Ba, o czym tu jeszcze napisać? Przyszły (niebawem) premier odwiedził wczoraj w Prezydenckim Pałacu  pana  pełniącego obowiązki prezydenta, chociaż ostatnio ten własnie sobie uświadomił, że dotąd był chyba  raczej tylko marionetką, takim Adrianem, który grzecznie w przedpokoju czeka, aż go przed oblicze najjaśniejszego omalże cara wpuszczą.Tupnął więc nogą (ten pełniący obowiązki, a nie przyszły premier) i tego drugiego postanowił u siebie przepytać co do dalszych losów naszej armii, naszych sądów  i nie tylko. Co z tego wynikło? Jeszcze zobaczymy, ale na pewno Beata już nie zamawia nowych broszek, czyżby teraz kot zaczął na ogonie broszki zawieszać??? Bo jednak Kaczyński chcący nie chcący, siłą rzeczy ( jak mawiała moja koleżanka Ania), musi wziąć w ręce stery rządów, żeby mu się taki tam jakiś prezydent nie plątał pod nogami i żądań nie wystawiał.
Ale uważam, że to bardzo dobry znak: przynajmniej zapowiada to rychły koniec rządów pis – partii, takiego naporu bzdur to już chyba tylko około 5-10 procent Polaków wytrzyma., tych najbardziej wiernych i tych najciemniejszych.
Zresztą Jarosław był już premierem w 2005 r i wiemy jak to się wtedy skończyło…..

Ale co tam polityka, grunt, że znowu całkiem przyjemnie za oknem się robi, słonko od rana wesoło nam świeci.

 

Niektórzy polecieli go szukać w ciepłych krajach, a tu proszę i u nas w Polsce  się znów pojawiło. Może to zapowiedź tej ciepłej złotej jesieni?
Ale fakt, listki już na drzewach żółcieją, brązowieją, ale dobrze, że jeszcze wciąż są na tych drzewach, gorzej, gdy potem pozostają gołe kikuty tylko, tak smutno od razu się na duszy robi.
Myślałam, że ten weekend spędzę w Modlnicy, niestety Jasiek nadal pozostaje w szpitalu i Magda musi się nim tam zaopiekować, nie może przecież siedzieć tam całkiem sam. Ale już jest dobrze, najprawdopodobniej już w poniedziałek Jasiek do domu powróci. Całe szczęście, że w takiej wstępnej fazie choroby dało się ją opanować.
Tak więc spędzę ten weekend w domku, przy otwartym na oścież balkonie, byleby znów jakiś gołąb do mnie nie zawitał i na kanapie nie osiadł.
Całe szczęście, że ten huragan Irma jest daleko od nas, bo rzeczywiście tragiczne skutki przyniosła, po takich Polska już by nigdy się raczej nie odbudowywała, skoro zawirowania na Pomorzu, które wystąpiły w ostatnich czasach wystarczająco szkód narobiło i teraz niesyte mieszkańcy sami musza się z tym problemem borykać.

Mam jeszcze kłopoty z tymi moimi łapkami, ciągle mam je „poprzetrącane”, dzisiaj miałam kłopot z otwarciem nowego słoika z kawą, ale od czego są sąsiedzi? Bieda, gdy coś człowiekowi dolega i nie ma nikogo pod ręką, ale jakoś trzeba sobie radzić, jak to powiedział pewien góral zawiązując  buta dżdżownicą.

A tak ogólnie to nie jest źle.
Więc życzę przyjemnej soboty, wspaniałych słonecznych spacerów, a może i jakiś grill w niejednym ogródku popołudniowa porą będzie rozpalony, a ludziska biesiadować wesoło sobie będą? Trzeba wykorzystać dobra ku temu porę, bo potem może już być deszczowo.
No to wszystkiego dobrego na cały weekend.

chyba czegoś nie rozumiem……

 

 

 

 

Jak to jest z tą miłością? Istnieje ona, czy to tylko wymysł powieściopisarek i reżyserów niektórych filmów, seriali?
Jest on i ona, poznają się, motyle zaczynają fruwać w brzuchu, chyba tylko u niej, bo jakoś nie słyszałam, żeby panowie o motylach wspominali, są piękne, romantyczne spacery, kolacje przy świecach, skowronki śpiewają, muzyka (cygańska) gra w oddali, no wspaniałe zatem chwile.
A potem podejmują  decyzję o wspólnym długim i szczęśliwym życiu. Jest ślubna obrączka, panna młoda spowita w białości, masę gości, kościół i sakramentalne słowa : I że nie opuszczę Cię aż do śmierci- tak mi dopomóż Bóg. Biedny Bóg, tyle razy jest potem oszukany przez niedotrzymanie dawanej obietnicy w Jego obliczu. A potem  jest miesiąc miodowy : miód i miłość leją się wartkim strumieniem, wydaje się nigdy nie kończącym się.
Własnie  a’propos : Dziecko pyta mamę : mamo, a co się staje z tym miodem z miesiąca miodowego?
A on cały potem wsiąka w tatusia i robi się z niego stary piernik – odpowiada mama………  ha, ha, ha.
No własnie, potem przychodzi ta proza życia, te dni pełne kłopotu i nieraz łez, praca, albo nagle okazuje się, że bardzo łatwo ją utracić, dzieci, a jednak i okazuje się, że to jest całe mnóstwo kłopotów, od chorób począwszy, po naukę skończywszy, a po drodze tyle jeszcze innych tarapatów z naszymi pociechami i nie tylko z pociechami.
Dni upływają, miłość też, niestety. Dobrze wtedy, gdy jeszcze prócz miłości pozostaje pomiędzy małżonkami przyjaźń, ona pozwala te wszystkie ciężkie dni przeczekać i wyjść na prostą, wciąż jeszcze wspólnie. A jednak często nie jest tak pięknie, tak różowo, jakby się wydawało, On lub ona spotka kogoś drugiego, z którym życie wydaje się, że będzie lepsze, łatwiejsze. Bo to znów jakaś nowość, znów motyle w brzuchu się zalegają, znów człowiek ubiera różowe okulary i taki  świat widzi. A stara żona, czy stary mąż? a dzieci? Oni pozostają gdzieś tam w oddali, niby są, ale tak, jakby ich nie było, już nie są tymi najważniejszymi ogniwami w naszym życiu, już ktoś inny zamieszkuje w naszym sercu, w naszej głowie. Żyje się przecież raz!!!!
A dlaczego teraz o tym piszę?  Nagminnie oglądam te wszystkie seriale, w którym miłość płynie jak rzeka  pełna czerwonych serduszek,  jest wielka, niezatapialna i potrafi wszystkie kłopoty pokonać. No prawie wszystkie, bo i w serialach ludzie też od siebie odchodzą, ale jednak zawsze to miłość zwycięża.
Ba, żeby to wszystko było takie proste………..A może jednak na tym się nie znam, właściwie, gdy tak dobrze popatrzę za siebie, to chyba nigdy jednak tak prawdziwie nie byłam zakochana, to wszystko, co za miłość brałam, to były tylko moje wyobrażenia o niej. Przecież przemijały, a teraz, gdy raz jeszcze spojrzę na te osoby, które przewinęły się przez moje serce, są one mało ważne, nie warte moich wspomnień…….
To już było, minęło, nie powróci…..   I  bardzo dobrze, że nie powróci, bo nie dałabym sobie na pewno z tym rady.
Dostałam ostatnio na Skype taką życiową mądrość, która tak własnie brzmiała:
Jeżeli któregoś dnia zaprosi cię smutek, powiedz mu, że jesteś już umówiony ze szczęściem i zamierzasz mu być wierna przez całe życie.
I tak własnie smutkowi odpowiadam: Jestem szczęśliwa, no prawie szczęśliwa, gdyby jeszcze ten Pan Ból mnie tak nie męczył…..
Szczęśliwa, bo nie mam dylematu tych porzuconych kobiet, których  mężowie po wielu latach wspólnego życia, niełatwego, ale wspólnego, nagle wymieniają je na nowy model.
Nie muszę się martwić, jak nakarmić swoje dzieci, jak im wytłumaczyć, że Tatuś je kocha, ale….woli inną panią, bo ona jest zabawniejsza, młodsza, ma pasje, które jemu się podobają, bo ma czas na ich  rozwijanie, skoro nie jest otoczona dziećmi i kłopotami dnia codziennego…..
Ech, jestem niesprawiedliwa, bo przecież i kobiety też nagle doznają objawienia upływających lat……. dla kobiet to jet bardziej chyba nawet niż dla mężczyzn bolesne, bo inaczej jednak starzeją się kobiety, inaczej mężczyźni, oni nawet w wieku starszym stają się nawet coraz bardziej atrakcyjni.
No to taka kobieta szuka jeszcze potwierdzenia  swoich kobiecych wartości w ramionach innego mężczyzny, ale to tylko złudzenia, to chwila, niestety czas ucieka, zmarszczki się pokazują coraz szybciej, nawet spod warstwy kremu, czy botoksu wystają…..

Właściwie o czym jest ten mój dzisiejszy wpis?
O szczęściu, o miłości, o poszukiwaniu w życiu tego, co już uciekło i nie chce powrócić.
A piszę to wszystko z pozycji kobiety słusznej wiekiem, wiele widzącej, wiele słyszącej i wolnej od wszelakiej złudzeń, więc jednym słowem realistycznie spoglądającej na to nasze życie.
I cieszę się, że wiele takich  przeżyć  mnie ominęło, jestem teraz całkowicie wolna, bez dylematów, ale i bez złudzeń, a czy te są rzeczywiście  potrzebne człowiekowi do szczęścia?

Życzę miłego piątku 

i znów wstał nowy dzień

 

 

Jesień jednak mnie przygnębia. Zdecydowanie za tą porą roku nie przepadam, za zimą zresztą też nie. Jak dla mnie, mógłby być ciągle ciepły maj i piękny czerwiec.
No może ewentualnie kwiecień, bo co prawda on plecie tę pogodę, ale….jest to miesiąc moich urodzin.Chociaż z drugiej strony czym tu się w moim wieku cieszyć? Że lat przybywa, że jest coraz bliżej……
Właśnie to jest ten moment do którego każdy nieuchronnie zdąża i okropnie się go boję. Niedawno moja Koleżanka z Facebooka zamieściła bardzo ciekawy tekst, który teraz przytoczę, przepraszam Ewa, że tak bez pozwolenia, ale..

 

Jeżeli nie wierzą w Boga/Istotę/ (…), to przecież mają/powinni mieć świadomość, że po śmierci nie ma nic. Po co (dlaczego) się wobec tego tak pocieszają?

 

Mam znajomych, którzy nie wierzą w Boga (nie ma znaczenia jak się ten Bóg nazywa) i życie pozagrobowe. Na fb to chyba większość z moich znajomych jest niewierzącymi, ale … gdy ktoś umiera (bliski lub lubiany i znany), to pocieszają siebie i innych tymi słowy:
– jest już po drugiej stronie
– jest już w lepszym świecie
– gra X z Y razem np. w scrable
– zobaczymy się kiedyś
– itp. 
To jak to z nimi jest? Są wierzący, czy nie?

Odpowiem takk, jak napisałam w komentarzu na Face : powinnam wierzyć, że istnieje życie po życiu, Miałam mnóstwo dowodów na
swoistą opiekę moich Najbliższych, niemożliwe jest to, że to był zwyczajny przypadek, takie tak często się nie powtarzają.
A jednak….  mam też mnóstwo wątpliwości, bo przecież nikt stamtąd nie wrócił i nie powiedział, jak tam rzeczywiście jest. Co prawda czytałam książkę „Życie po życiu”, oraz całkiem niedawno, o czym już wspominałam, książkę „Dowód” – obie dotyczyły wspomnień osób, które znajdowały się w śmierci klinicznej, czyli praktycznie były już jedną nogą na tamtym świecie i ich wspomnienia są pełne miłych doznań, które tam doznały. Tylko, że przeczytałam gdzieś także, że w czasie obumierania mózgu, a na tym polega przecież śmierć, następują szybkie przemiany, w czasie których wyzwalają się z niego przeróżne hormony, które mogą powodować halucynacje.
Więc jaka jest prawda? To tylko omamy, czy jednak „Tam” coś jednak jest?  Chyba sami musimy się doczekać na ten moment (oby nie za szybko!)
Przytoczę tu jeszcze wspomnieniem mojego przepięknego snu, którego doznałam w wieku lat 10, niedługo po śmierci mojej Mamusi.
Kiedyś już opisywałam ten sen, ale był taki piękny, że raz jeszcze o nim wspomnę Byłam na polu, na którym nic nie rosło, nagle pokazał się z ziemi jeden kwiatek, który rósł i rósł, a z niego wyszła moja Mamusia. Akcja przeniosła się do mojej kamienicy, siedzieliśmy wszyscy z Nią koło windy i wesoło rozmawialiśmy, ale wreszcie Mama powiedziała, że już musi odejść. Znów byłyśmy obydwie na tej samej  łące. Spytałam się Jej : Mamusiu, powiedz, jak Ci tam jest (czyli miałam świadomość, mimo mojego młodego wieku, że Ona nie żyje: Odpowiedziała krótko : nie mogę Ci tego powiedzieć, jak tam jest, ale powiem Ci tylko, że jest mi dobrze i jestem szczęśliwa.  Po tych słowach Mamusia oddaliła się ode mnie, zamieniała się w kwiatek, kwiatek znikł, a ja się przebudziłam.
Czyli dostałam zdecydowaną odpowiedź : istnieje nasze drugie, bardzo szczęśliwe życie. Ale czy to była prawda, czy tylko to były marzenia małego dziecka???

Teraz zmienię temat : Muszę się przyznać, że znów zaczynam się bać chodzić po ulicy. Wydawało mi się, że ten lęk już opanowałam, jednak po ostatnim upadku znów ta fobia do mnie powróciła.
Przecież chodzę naprawdę ostrożnie (tak mi się przynajmniej wydaje) i pomalutku, a jednak…..
Na pewno te nieszczęsne zawroty głowy są też przyczyną tego mojego złego nastawienia do spacerowania, no i te nierówne chodniki.
Chociaż muszę przyznać, że wybieram raczej takie drogi, które są proste, bez żadnych dziur i kantów od wystających płytek.
No ale na te nieszczęsne zwroty głowy nic już nie poradzę, czasami niestety mnie zepchnie w którąś stronę chodnika i wtedy tracę równowagę.
To może rzeczywiście przełamać wstyd i zacząć chodzić z laseczką?
Tylko kto widział 67 letnią kobietę z laską, jakby staruszką jakaś była?
Większość kobiet w tym wieku przeżywa drugą młodość, biega z kijkami, chodzi na dancingi, na piesze długie wycieczki, a ja sobie laskę wymyśliłam. Też coś !!!!!!
Ale z drugiej strony, wstyd wstydem, ale bezpieczeństwo jest chyba ważniejsze,
Chociaż najpierw musiałabym nauczyć  się chodzić z tą laską, bo nie wiem, czy przez nią nie miałabym jeszcze więcej kłopotów.
Na razie odkładam temat do „następnego razu”, który mam nadzieję szybko nie nastąpi.

Nowy dzień okazał się bardzo ponury i w dodatku bardzo wietrzny, ot, taki typowo jesienny, taki, jakich nie lubię.
Ale zażyłam już sobie Nimesil – moje niezawodne lekarstwo na bóle wszelakie i…..
No własnie i…chyba jednak dzisiaj podjadę do pracy taksówką. Wiem, że to kosztuje, ale czasami nerwy są jeszcze bardziej kosztowne.
Znów musi minąć parę dni, gdy opanuję ten swój lęk……

Mimo szarości dnia życzę Wszystkim kolorowego i wesołego jednak czwartku, bez trosk i kłopotów.
No i  tradycyjnie :  do jutra

jak ja kocham te środy

 

Kocham, bo są pełne róż, serduszek i ciepłych słów dla i od Ulki.
Uleczku, jesiennie już Cię pozdrawiam, bo o lecie chyba musimy już zapomnieć.
Ale nic to, jesień też potrafi czasami być i ciepła i miła, a na pewno bardzo kolorowa, oczywiście  gdy nie pada deszcz i nie ma tych okropnych chmur, które malują nasz świat w odcieniach szarości. Ale każda środa, nawet ta w deszczu skąpana, lub śniegiem sypiąca, jest wesoła i kolorowa, bo pełna jest odcieni róż i pełna naszej Przyjaźni.
I tak już będzie aż do wiosny, gdy wszystko znów wokoło pięknie zakwitnie, a także i od nowa będzie kwitła nasza Przyjaźń.
Serdeczne całuski Ci z Krakowa posyłam Uleczko, wplatam nieśmiało w nie nikłe promyczki słonka, może chociaż u Ciebie w Poznaniu rozbłysną, i  ciągle przypominam, że zaproszenie do mojego pięknego miasta jest zawsze aktualne !!!

Martwię się o Jaśka, syna Magdy, bo wczoraj wylądował w szpitalu z podejrzeniem zapalenia opon mózgowych. Biedny Jaśko, kują go co chwilkę, mierzą temperaturę i „dręczą” nawet w nocy, a dzisiaj prawdopodobnie będzie miał punkcję. Całe szczęście, że może z nim być Magda. Rzeczywiście Szpital Jana Pawła II w Krakowie jest na bardzo wysokim, europejskim poziomie i to pod względem lecznictwa, jak i warunków tam bytowania. Jasiek leży na oddziele  neuroinfekcji, na oddziele dziecięcym, ale jest to całkiem ładna, przestronna sala z łazienką i co najważniejsze dla matki dostawili tam łóżko z pościelą, tak, że w bardzo godziwych warunkach może ze swoim synem tam Magda  całą noc przebywać, nie jak dawniej bywało, na podłodze, czy na niewygodnym krześle, ba, nawet może zamówić w szpitalu dla siebie catering, oczywiście płatny, ale nie musi wychodzić na zewnątrz by coś zjeść, a przecież przebywa tam całą noc, kawałek dnia (drugą połowę dnia pilnuje Jaśka tata Jacek) no i znów wieczorem do niego powraca.
Jasiek jest bardzo, bardzo dzielny, wszystkie badania znosi  z wielkim zrozumieniem, że tak musi być. Mam nadzieję, że szybko uda im się opanować to wstrętne choróbsko.
Co prawda jest początek roku i nauki jeszcze nie za wiele, ale teraz Jasiek przeszedł do siódmej klasy i rozpoczyna kilka nowych przedmiotów, źle, że akurat na początku będzie miał zaległości, ale na pewno szybko je nadrobi, bo to bardzo bystry i mądry chłopak.
Jak bardzo trzeba być czujnym, żeby tak szybko wychwycić chorobę, zanim się rozwinie, szczególnie u dziecka. Przecież ból głowy i wymioty mogły być spowodowane zwyczajną infekcją, tzw grypą żołądkową, ale jednak coś Magdzie się nie spodobało, że ten ból głowy się nasila i natychmiast wczorajposzła z Jaśkiem do lekarza, a tam nakazali szybko udać się do szpitala.
I całe szczęście, bo lekarze uchwycili sam początek choroby i nie pozwolili się jej rozwinąć. Jednak trzeba nieć rękę na pulsie i uważać, bo czasami pozornie błaha choroba może być początkiem niezłych chorobowych kłopotów.

Jak już pisałam, jesień na całkiem dobrze się nam usytuowała, jest nie tylko pochmurnie i czasem deszcz pada, ale jest przede wszystkim całkiem zimno.
A tak niedawno jeszcze narzekaliśmy na upały…

Obie łapki nadal mnie bolą i nie mogę normalnie nimi się posługiwać, mam  uczucie, że są takie poprzetrącane. Widocznie przy upadku tak nieszczęśliwie uderzyłam obydwoma łokciami o twardy chłodnik, że podrażniłam nerwy, które od łokcia prowadzą do dłoni, niby jest lekka poprawa, ale wciąż ręce są takie „nie moje”. Najgorzej, że nie mogę nic dźwigać, a tu muszę porządne zakupy zrobić.
Oj przydałby mi się taki wózek na zakupy teraz, przydał……Ha, ha, a może jakiś fajny umyślny, który by te zakupy do domu przytargał, tylko gdzie takiego szukać????

Przyjemnej środy życzę, niech to zimno nie zmrozi Waszych uczuć, Waszej radości, Waszych uśmiechów. Co prawda do wiosny jeszcze bardzo daleko, ale przecież nasz kraj  słynie ze złotej polskiej  jesieni, no to czekamy na to słonko i cieplejsze podmuchy wiatrów.

Chodź tylko wypróbowanymi ścieżkami

 

 

Zbaczanie z drogi często nie wychodzą na zdrowie. Już coś o tym wiem. Wczoraj poszłam nowa drogą i….zaliczyłam dziurę i oczywiście rymsłam na glebę jak wór ziemniaków. Pal licho, że upadłam, gorzej, że potem sama nie mogłam wstać, bo za nic nie mogłam się oprzeć na rękach, które mnie cholernie bolały i bolą zresztą nadal. Ale od czego są prawdziwi mężczyźni?  Dojrzeli, podnieśli i dobrze się to skończyło, no prawie, że dobrze…..
Mam nadzieję, że to tylko silne stłuczenie a nie złamanie, ale ból idzie od łokci do nadgarstków i to w obu rękach naraz. Nawet słoika, ani ampułki z lekarstwem nie mogę otworzyć. 
Okropna sierota ze mnie się zrobiła. Walczę z tymi bólami dzielnie, tym bardziej, że mieszkam przecież sama i nikt mi pomóc nie może.Czasami się tak zastanawiam, czy ból nie jest już moim wiernym towarzyszom, i kolana i brzuch, potem nieszczęsne żebra, a teraz te bolące ręce…………
Oj, ten pesel……..
A może to kara za grzechy? za to, że za bardzo na ten wspaniały rząd narzekam i w dodatku na nich pomstuję?
Przyrzekam, że…….będę nadal narzekała i pomstowała, bo akurat całkowicie  na to sobie zasługują !!!!

Pogoda? Dziwna, przyznam, ale wczoraj rano było całkiem podobnie, a potem nagle się rozjaśniło i słonko nawet zaświeciło, zrobiło się więc całkiem przyjemnie.
Ale niestety, trzeba sobie to jasno powiedzieć : już mamy jesień.
Ponieważ te łapki mnie wciąż bolą, zaniecham dzisiaj dalszego wpisu, zresztą, o czym tu pisać, gdy w koło Macieju jest to samo, czyli bryndza??
A a propos bryndza, bardzo ją lubię i często chlebuś z Ramą i  bryndzą jem sobie na śniadanko, lub na kolację, jest lepsza niż wędlina, zdecydowanie lepsza. Bo wędliny są teraz mało jadalne. Chyba, że jest to kiełbasa z piersi kurczaka, ale nie wiadomo z kolei, ile w nim naprawdę tego kurczaka jest.

Życzę przyjemnego i nie zimnego bardzo wtorku.

P.S Dziękuję Jaco, że starałeś się jakoś wytłumaczyć naszej koleżance, w czym tkwi polityczny problem, ale zdaje mi się, że z częstych jej anty komentarzy wynika, ze  jest ona osobą całkiem niereformowalną. Uwielbia PIS, cóż zrobić, jej sprawa !!!

do szkoły marsz !!!

 

Koniec laby, dzisiaj zaludnią się budynki szkolne i….nikt nie będzie wiedział, co dalej, ani dzieci, ani rodzice, ani tym bardziej nauczyciele.
Wszystko idzie na żywioł, czyli jakoś to bę………dzie ! Tak po polsku. Bylejakość w całej krasie!!!
Jakoś? Tak, bo pomimo, że o tej dereformie szkolnictwa już wiele się mówiło i pisało, nadal wszystko w martwym punkcie utknęło. Biedne dzieciaczki, będą teraz uczyć się „prawdziwej polskiej historii”, że Niemcy są beeee (fakt, nie jest to chlubna część naszej historii), że w Magdalence była zdrada (nie ważne, że  Kaczyński  popijał tam wtedy z Kiszczakiem wódeczkę), że wcale Wałęsa nie był przywódcą strajku, on tam nic nie znaczył, ot zwyczajny donosiciel – Bolek, a prawdziwym bohaterem  tamtych czasów był niedoceniony dotąd Lech Kaczyński.
Będą się też uczyć o wielkości Jarosława, prawdziwego męża stanu, który Niemcom się nie kłaniał i kraj nasz z kolan podniósł i postawił na baczność (rzeczywiście, na baczność) przed…Watykanem) i szabelką obronił Polskę przed nie tylko terrorystami, ale przed Niemcami, które wciąż na nas czyhają i płacić nie chcą należnych nam odszkodowań i przed nieokrzesanymi Francuzami, których musieliśmy uczyć, jak posługiwać sie widelcem….
Takich   wiele innych jeszcze bzdur na siłę im do mózgów wleją, chociażby to, że aborcja polega na odcinaniu główek i rączek maleńkim dzieciom w łonie matki umieszczonych, czy ze uchodźcy, pomimo, że są katolikami, są terrorystami w dodatku roznoszącymi wszelakie choróbska.
Czyli jednym słowem będą mieć w głowie siano (gdy chcesz siana zadzwoń do…bociana? – nie do pani minister szkolnictwa najlepiej), pomieszanie z poplątaniem.
Pozostaje pytanie: kto i kiedy to wszystko odkręci????

NAPRAWDĘ BIEDNE SĄ TE NASZE DZIECI !!!!

Pogoda chyba dostosowała się do bieżącej sytuacji, bo jest ponura jak diabli, nic nie zapowiada jakiejkolwiek poprawy, przynajmniej ani dzisiaj, ani przez  najbliższych parę dni.
A ja, jak zwykle musiałam sobie troszkę ponarzekać, ale pewnie w najbliższym czasie będę miała o wiele więcej powodów do narzekań, już się rząd o to postara.

No cóż, niedziela minęła, od dzisiaj wszystko zaczynamy od nowa.Tylko, żeby więcej optymizmmu ktoś w nas wlał…..

Życzę przyjemnego poniedziałku i udanego tygodnia

ponura, deszczowa pogoda

 

 

Zupełnie, jakby już jesień do nas zawitała. Na termometrze tylko 13 stopni. A przecież wciąż trwa kalendarzowe lato.
Dla kogo lato, dlatego lato. Niektórzy lecą je szukać jeszcze w Hiszpanii, czy w Turcji, tam chcą jeszcze ciepełka trochę podłapać, bo u nas w Polsce już na to raczej liczyć nie można.
Jesień dla nas raczej nie będzie miła, szczególnie politycznie, bo wkrótce Sejm powraca do swojej kreciej roboty, już zapowiada wiele niekorzystnych zmian dla Polaków, chociażby całkowity zakaz aborcji, zakaz sprzedaży w niedzielę, czy powrót do dalszego rozkładania Sędziów na pierwszy ogień. A kto wie, co jeszcze wymyślą? Już mają chrapkę na media, aby je sobie całkowicie  podporządkować, żeby nikt im nie podskakiwał i prawdy w ich pokrętnych knowaniach nie szukał.
Muszą ich sobie podporządkować, bo jeszcze jest sporo tych „niepokornych”, którzy wcale nie chcą współpracować z  rządem i zatwierdzać ich rozporządzeń. A przecież musi być tak, jak chce Guru, wiadomo, tych opornych należy wyeliminowywać. I musza się spieszyć, bo opozycja, którą nie wiadomo czemu nazywają totalną, jest wciąż słabiutka i niewiele zrobić z tym rozbiorem Polski zrobić. Zwłaszcza, że poparcie wciąż mają spore bo……
rząd znów coś tam naobiecywał, ciemniaki się ucieszyły, chociaż nie zdają sobie sprawy z tego, że to nie tylko ich wnuki, ale i pra prawnuki będą tę rozrzutność rządową kiedyś spłacali i pomstować będą pewnie na głupotę ich dziadków, którzy na takie brewerie zezwolili.A rząd? He, rząd ma się świetnie, tym bardziej, że co miesiąc dają sobie ciche i to całkiem nieliche podwyżki, wiadomo, koryto n razie wciąż jest pełne, szczególne dla nich. Smutne to, a jakie niestety prawdziwe……..
Ale kiedyś wreszcie z tego „nażarcia” się cudzą krzywdą, w tym wypadku szkodą Polski padną, nam tylko trzeba życzyć, aby stało się to jak najszybciej.
Jak to mówią??? PYCHA  KROCZY PRZED UPADKIEM!!!!  .

Wczoraj nic specjalnego, prócz rozmyślań nad życiem nie robiłam, chociaż miałam wczoraj miłego gościa – Macka, z którym trochę pogadaliśmy o tym i o owym, między innymi o tym, co czeka naszą biedną Służbę zdrowia. Oj, już jest źle, ale niestety będzie jeszcze gorzej…….
Dzisiaj dzionek jest taki zamazany, że nawet nie jest mi w głowie żadne wychodzenie na spacerki, coś już tam ciekawego sobie do roboty na pewno wynajdę. O ! na pewno całkiem spokojnie wypiję drugą, a może i trzecią  kawę. Co prawda dzisiaj samotnie, chociaż….może znów ktoś niespodziewanie do mnie dzisiaj zaglądnie i na kawę i szarlotkę da się namówić????|

Miłej niedzieli życzę.

Podwójne wspomnienia

 

 

 

Dzisiaj mam dzień reminiscencyjny.
Po pierwsze dzisiaj znów wypominam mojego Kochanego Tatusia, który odszedł ode mnie i od wszystkich kochanych bardzo przez Niego osób 2 września 1974 roku.
Niedawno pisałam, jak wspaniałym był Tatą, Człowiekiem, Lekarzem, dzisiaj mogę tylko przypominać sobie ból, który wtedy mnie ogarnął, gdy dowiedziałam się, że już nigdy Tatuś do mnie się nie uśmiechnie, nie powie ani słowa. Dosłownie cały mój świat runął i stał się jednym wielkim pobojowiskiem, który potem musiałam  mozolnie jakoś odbudować. Musiałam udowodnić mojemu Tacie, że dam radę, że niepotrzebnie się o mnie martwił.
Musiałam szybko się pozbierać, bo akurat w tym samym czasie spadły na mnie dodatkowe obowiązki, ponieważ moja siostra przez prawie cały rok przebywała w różnych szpitalach i musiałam zaopiekować się jej  małymi dziećmi, Marcinem i Magdą. I dałam sobie radę !!!
Ale mimo, że minęło już 43 lata od tej tragicznej dla mnie chwili, ból wciąż pozostaje ten sam.

Wczoraj odbył się pogrzeb Grzegorza Miecugowa, bardzo wzruszający i piękny, sporo osób przyszło go pożegnać. Ale najbardziej wzruszający był moment, gdy jego syn, Krzysztof, nad jego grobem powiedział : Cześć Tatuś, do zobaczenia, jak również i wzruszające były słowa Moniki Olejnik : Do zobaczenia po drugiej stronie. Warto wierzyć.

I ja dzisiaj Tobie tez Tatusiu mówię te same słowa : do zobaczenia  Tatulku, warto wierzyć, że znów się spotkamy.
Może już całkiem niedługo???? 

Drugie wspomnie z dnia 2 września dotyczy zeszłego roku, gdy zmieniałam swoje mieszkanie. Ile obaw wtedy było, wydawało mi się, że nie dam rady przyzwyczaić się do nowego mieszkania, do nowego życia. Jakże w wielkim błędzie wtedy byłam……
Jest mi tu świetnie, wręcz doskonale i mam poczucie, że tu mieszkam od zawsze.
I nie tylko kocham swoje małe śliczne i przytulne mieszkanko, ale już przyzwyczaiłam się do mojej okolicy, znam już wszystkie najbardziej potrzebne mi miejsca, jestem prawie zaprzyjaźniona w pobliskich sklepach. Przecież to też wszystko jest bardzo ważne w życiu.No i ważne, że stąd mam wszędzie bliżej, niż ze Smoleńsk, mam o wiele lepszy dostęp do komunikacji miejskiej i wszędzie mogę się łatwo przemieszczać.
Czy tęsknię za mieszkaniem na ul Smoleńsk? Chyba już nie, jakoś specjalnie mnie tam nie ciągnie, chociaż przecież to moja rodzina mieszka w tym mieszkaniu. Owszem, czasami mi się śni, że wracam na stare mieszkanie i w tym moim śnie wcale nie jestem z tego powodu zadowolona, wręcz przeciwnie, bardzo się martwię z tego powodu, zwłaszcza, że często to stare mieszkanie mi się się takie zniszczone, na przykład z dziurami w podłodze…..
Miałaś rację Ulu, że szybko się przyzwyczaję do nowego miejsca, nawet nie wierzyłam, że tak szybko mi się to uda.Nie tylko zresztą Ulka o tym mnie przekonywała, takiego samego zdania był i Maciek i przede wszystkim Magda, która rok temu , własnie 2 września szczególnie się mną zaopiekowała i podtrzymywała mnie na duchu dyrygując  całą przeprowadzką. Za to jestem jej ciągle wdzięczna.
Wczoraj miałam gości, przyszła Diana, Monika, Pola, Ksawer, razem świętowaliśmy rok mojego pobytu tu na nowym mieszkaniu.Dostałam od Moniki przecudne mieczyki, od Diany i Ksawera różyczki i nalewkę z czarnego bzu, trzeba było jakoś opić tę okazję, prawda?
Szkoda tylko, że nie było z nami Magdy, bo to przecież Ona rok temu była dla mnie najważniejsza osobą, ona mi pozwoliła mi na łzy, dzisiaj już nie ma śladu po żadnych smutkach, dzisiaj na moich ustach jest uśmiech szczęścia.

Chyba skończył się już letni czas, wieczorem przeszła nad Krakowem burza, dzisiaj jest pochmurnie i zimno. No i znów wczoraj moje kości się nie pomyliły, nogi odmawiały mi posłuszeństwa, kolana rwały, wiedziałam, że jednak deszczowa pora nas czeka.

Miałam dzisiaj w planie wizytę na Cmentarzu Rakowickim, by zapalić świeczkę na grobie Taty, ale niestety troszkę mój brzuszek znów zastrajkował i muszę pozostać w domu. Ale i tutaj mogę się za Niego pomodlić i przede wszystkim o Nim pomyśleć.
Zresztą prawda jest taka, że panicznie nie cierpię cmentarzy, jestem wprost chora, gdy tam muszę iść, a im starsza, im bliższy jest ten moment, że i ja tam będę leżała, tym bardziej większa czuję panikę i strach.
Jak to będzie ? Wszyscy przyjdą mnie pożegnać, po czym sobie pójdą, a ja tam zostanę sama……
No, nie całkiem sama, bo będą przecież moi Najbliżsi, ale…..  nie, ta myśl mnie przeraża, wprost poraża.

Dzisiaj sobota, czas relaksu i życzę, by było dzisiaj wiele miłych chwil, szczególnie dla dzieci, bo to ostatnie 2 dni swobody jeszcze tylko przed nimi.
Dobrej soboty 🙂

same rocznice

 

 

 

Teraz przez kilka dni będą same rocznice. Wczoraj była 37 rocznica podpisania Porozumienia sierpniowego pomiędzy NSZ Solidarność i ówczesnym rządem. No i oczywiście wybuchła awantura, która Solidarność jest bardziej prawdziwsza, którzy przywódcy są ważniejsi,  czy ta Solidarność  z 1980 roku, czy obecna.
Oczywiście, że wszyscy wiemy, że faktycznym przywódcą Solidarności 80 był Lech Kaczyński, a nie jakiś tam robotnik – elektryk Wałęsa. To Kaczyńskiemu należą się wszelakie splendory, bo przecież nie  na darmo przez ten płot (nie) skakał. A kto wie, może nawet Komitet Sztokholmski odbierze niesłusznie ofiarowaną Pokojową Nagrodę Nobla Lechowi Wałęsie, przecież mu się  ona nie należy, on był tylko Bolkiem, a otrzyma ją pośmiertnie Lech Kaczyński Oczywiście w jego imieniu odbierze ten zaszczytny medal jego brat- bliźniak, lustrzane odbicie, czyli Jarosław. Niech świat wreszcie zobaczy, jak wygląda oblicze prawdziwego bohatera, który co prawda w stanie wojennym siedział pod łóżkiem, ale teraz nagle zdobył się na niebywałą wręcz odwagę i z całym światem szabelką wojuje.
I to  na tyle o Solidarności mam do powiedzenia. Resztę pozostawię milczeniem.

Dzisiaj obchodzimy 78 rocznicę napasci hitlerowców na Polskę. Jednemu malarzowi, konusowi, wydawało się, że może sobie siłą  podporządkować cały świat i przeciwko sąsiadom – Polsce  najpierw swoje zbrojne ramię wyciągnął, potem siłą rozpędu chciał iść dalej, ale wreszcie mu nosa utarli. Bardzo trudny to dla nas był czas, byliśmy słabo uzbrojeni, właściwie to można powiedzieć, że nasze wojsko było słabe, bez pomysłu, bez strategii, ale Polacy byli waleczni, dzielnie stanęli do tej nierównej walki. Do tego nie mieliśmy żadnych sojuszników, którzy chcieliby nam pomóc, dlatego pierwsze lata wojny były dla nas przegranymi. Dopiero gdy pycha Hitlera urosła na tyle, że sięgnął po inne landy, które  jak wydawało mu się, jemu się należały, losy Polski zaczęły nabierać całkiem innego wymiaru, już mieliśmy z kim przeciwko hitlerowskiej przemocy walczyć. Trwało ta długie 6 lat, ale wreszcie nasz kraj pozostał wolny. Właściwie prawie, że wolny, bo niestety znów nie mieliśmy odpowiednich sojuszy, które wybroniłyby nasz kraj przed wschodnim  zniewoleniem, które zapewniły by nam suwerenność. Zresztą w podobnej sytuacji były tez i inne małe,  słabe politycznie kraje, które również poznały, co oznacza pozorna wolność, a w sumie podporządkowanie się obcemu mocarstwu.
No ale potem nadeszły czasy Solidarności i….. ale o tym już pisałam powyżej.
Powstaje pytanie : czy historia czegokolwiek nas nauczyła?
Raczej nie bardzo potrafimy wyciągać wnioski na dłuższy czas, entuzjazm tkwi w nas bardzo i krótko i znów nadszedł ktoś, kto nami koniecznie chce dyrygować, który nam mówi co dla nas jest dobre, w co mamy wierzyć, jak mamy żyć. I najgorsze w tym jest to, że nie jet to tym razem wróg, tym razem jest to swój, Polak, któremu w głowie roi się władza w wszechświecie. Otacza się, podobnie jak kiedyś niemiecki konus ludźmi biernymi, ale wiernymi, którzy chcą własną pieczeń upiec przy polskim stole i  pod pozorem populistycznych haseł tłumaczą innym, w co mają wierzyć.
78 lat temu taka polityka doprowadziła nas na krawędź wojny, na strach, pożogę, na zniewoleni, czy tym razem smutna historia ma znów się powtórzyć????
Przypominam, że w  latach 30 zeszłego stulecia Hitler też miał dość znaczną liczbę  popierających go  ludzi…..Wtedy też było sporo osób ciemnych, którym łatwo było nieprawdę wmówić…….
No i teraz też nie mamy niestety w świecie sojuszników, dzięki zresztą „wybitnej” polityce ministra Spraw Zagranicznych, pod dyktando pisowskiego GURU.
Niebywałe, jak można tak zrazić do siebie wszystkich tych, którzy kiedyś mogliby pomóc????

Wczoraj była też rocznica śmierci Księżny Diany. Królowa serc miałaby teraz 56 lat, pewnie byłaby wreszcie szczęśliwa, u boku kogoś, kto ją naprawdę kocha.Czytałam specjalne wydanie gazety, w której raz jeszcze przypominane były tamte lata:  ślub tej całkowicie niedobranej pary, a potem kilka lat niedoskonałego małżeństwa. Ślub, który miał być radością, przyniósł smutek i Dianie i Karolowi, który kochał z wzajemnością całkiem inną osobę. To tylko sztywna, dworska etykieta nie pozwoliła połączyć mu się z tą, która naprawdę kochał, unieszczęśliwiając tym i siebie i swoją żonę, poniekąd dzieci, które na pewno widziały brak zrozumienia w małżeństwie rodziców, a także i  i samą Kamilę Parker, która w końcu i tak po wielu latach została żoną Karola.
Czy naprawdę królowa Elżbieta ( a pewnie nie tylko ona, ale i tak zwany królewski ród) nie powinni byli jednak zezwolić na ślub prawdziwie zakochanych, a nie zmuszać  kogoś do spędzania tylu nieszczęśliwych lat u boku osoby, której się nie kochało?? Znów komuś wydawało się, że wie najlepiej, co wypada i co jest najlepsze dla innych, znów ktoś za kogoś zadecydował i nie było od tej decyzji odwołania.

Jutro mam swoje dwie prywatne rocznice, o których więcej napisze w następnym blogu.Wspomnę tylko, że jutro przypada 43 rocznica śmierci mojego Taty, a także pierwsza rocznica mojej przeprowadzki na nowe mieszkanie.
Z tej to okazji w dniu dzisiejszym będę miała kilku gości, mam nadzieję, że będzie miło. O tym tez jutro napiszę.

Dzisiaj przeżyłam chwilę trwogi, przez otwarte drzwi mojego balkonu wleciał do mojej kuchni gołąb i jak gdyby nigdy nic usiadł sobie na mojej kanapie.
Zawsze miałam te balkonowe drzwi otwarte nigdy nic pobnego mi się tu nie zdarzyło, chociaż……
Pamiętam, że wiele, wiele lat temu, gdy mieszkałam jeszcze na Smoleńsk przez otwarte drzwi balkonowe  jakiś  gołąb tez wleciał do kuchni i usiadł na stole..
Wtedy moja siostra dostała histerii i zaczęła mnie wołać : Ewa, Ewa, chodź szybko, popatrz, to chyba przyleciał nasz Tata.
Zbieg okoliczności? Jutro przeciez przypada rocznica Jego smierci….
Przegoniłam gołębia, ale teraz mam wyrzuty sumienia……….
Ale co ja miałabym z nim niby w tej kuchni robić?????

Sobota ponura, chociaz obiecywali słonko.
Spokojniem, dopiero jest godzina 10 ta, moze  potem zaświeci ???…..

A jdnak przyjemnej soboty Wszystkim życzę, a ja idę sobie na zakupy.