Już nie jestem smutna

 

Już nie jestem smutna, bo okazało się, że Ulka wcale nie zapomniała o naszych środach, tylko posklejały się Jej kartki w kalendarzu i środa gdzieś Jej wyparowała.To bardzo dobra i optymistyczna dla mnie wiadomość, bo znów w środy będą  róże mogły w moim blogu zakwitać.
No i jak tu nie być wesołym, skoro dzisiaj piątek, czyli weekendu początek. A jaki będzie ten weekend?
Byle nie taki zwariowany jak wczorajszy dzień, gdy mój komputer i telefon też zaczęły wydziwiać.
Rano miałam normalny dostęp do skype, który zresztą przypisany jest do paska startowego. Po przyjściu z pracy niestety Skype zaczęło wydziwiać i pytać mnie o hasło i mimo, że go podałam, niestety nie chciał się włączyć. Za to włączył  mi się na nim  profil…Kazia, nie wiem dlaczego. Trochę „pomajstrowałam” i wreszcie udało mi się odzyskać moje konto na Skype, ale okazuje się, że nie tylko ja miałam z tym kłopoty, widocznie coś na ich stronie dzieje się niepokojacego, skoro parę osób z tym portalem miewa ostatnio kłopoty.
Ale to nie jedna z dziwactw, które mnie wczoraj dopadły. Ponieważ rozbolała mnie bardzo głowa, a i nogi odmawiały mi posłuszeństwa, postanowiłam wrócić z pracy taksówką. Oczywiście popołudniu z Icarem trudno jest się dogadać, zatelefonowałam więc na Taxi Barbakan. Oczywiście włączyła mi się ich  poczta głosowa z komunikatem, jeżeli chcesz zamówić taksówkę na taki a taki adres wciśnij na telefonie jedynkę, jeżeli pod adres taki, a taki, wciśnij dwójkę  itd.
No dobra, wcisnęłam klawisz z jedynką i……..klawiatura telefonu zniknęła, telefon zrobił się całkowicie ciemny, z tym, że głos z Barbakanu nadal do mnie docierał. Za chwilkę dowiedziałam się, że z powodu dużej ilości pasażerów moje zamówienie nie może być zrealizowane, więc nacisnęłam guik zamykający  dostęp do telefonu i wtedy…….. klawiatura znów mi się rozjaśniła. Dziwne –  pomyślałam i raz jeszcze zatelefonowałam na linię Barbakanu, tym razem dowiedziałam się, że przydzielono mi taksówkę, która przyjedzie po mnie za piętnaście minut. Spokojnie więc spakowałam swoje rzeczy, ubrałam kurtkę i wyszłam przed przychodnię na papieroska, a tam…… już czekała na mnie taksówka z Barbakanu.
Dziwne, pomyślałam, poinformowali mnie, że mam czekać 15 minut, a tu niespodzianka, taksówka już jest.
Wsiadłam więc do taksówki, podałam adres i…. wtedy zauważyłam, że pod przychodnię podjeżdża druga taksówka, też z Barbakanu, ale nikt z niej nie wysiada, a taksówkarz grzecznie czeka na klienta.
Nie wiedziałam, co mam zrobić, czy odmówić tamtą taksówkę i tą jechać, czy się przesiaść, ale na wszelki wypadek spytałam mojego miłego kierowce, czy przyjechał po Ewę, bo takie hasło zawsze przypisane jest do mojego  telefonicznego wezwania,.
Pan sprawdził wezwanie w swoim pokładowym komputerku i stwierdził, że w zgłoszeniu jest wpisane………starsza pani, a nie Ewa.
No to już całkowicie zgłupiałam, ale stwierdziłam, że rzeczywiście starszą panią jestem, nie ma co tego ukrywać, nikt więcej nie mógł zamówić taksówki pod Centrum Medyczne, bo już nie było w nim żadnego pacjenta, a i przesiadać się  do tej drugiej taksówki wcale nie zamierzałam.
Więc powiedziałam panu, żebyśmy już jechali. 
Jakoś tę starszą panią przełknęłam nawet bez większej urazy, wszak…taka jest rzeczywistość.
Ale to jeszcze nie koniec tego opowiadania. Otóż po odjechaniu już kawałka drogi od przychodni odezwała sie moja komórka, telefonował do mnie… kierowca z czekającej pod  przychodnią taksówki, z informacją, że udało mu się przyjechać wcześniej, niż zapowiadali mi w komunikacie i że czeka na panią Ewę pod przychodnią. Zgłupiałam ponownie, nie rozumiem, dlaczego Barbakan aż dwie taksówki po mnie wysłał, czyżby ten pierwszy komunikat, który otrzymałam o niemożności dostarczenia mi taksówki z powodu nawału pasażerów był nie do końca prawdziwy?
No i skąd się wzięła ta starsza pani w komunikacie mojego pierwszego kierowcy, kto mu w centrali  dał taki namiar na mnie….i dlaczego????
No masz, znów się indyczę na tę starszą panią, ale po prostu jestem zdziwiona, pewnie po głosie tak mnie ocenili, a nie według hasła przypiętego do mojego zgłoszenia telefonicznego.
W każdym bądź razie przeprosiłam tego drugiego kierowcę za zamęt, który niechcąco uczyniłam, ale ten pocieszył mnie, że nic złego się nie stało.
UFF, a już czekałam na obciążenie mnie kosztami powołania drugiej taksówki. Ale  nie mówmy HOP, jeszcze wszystko przede mną.
Tak więc wczorajszy dzień był conajmniej dziwny, bogaty w niepotykane zdarzenia. Na ogół po godzinie 17 -stej trudno jest o rezerwację taksówki, nie raz muszę kilkakrotnie po nią dzwonić i to w dodatku do kilku firm przewozowych, a tu taki luksus….przydzielono mi aż dwie taksówki.
Heca, nieprawdaż?
Ale mam nadzieję, że dzisiejszy dzień nie będzie już taki pełen dziwactw. Całe szczęście, że dzisiaj jest dopiero dwunasty, a nie trzynasty dzień miesiąca, bo  trzynastego i to w piątek różnie zdarzyć sie może.
A może te wszyskie „cuda” wynikają z …  wróżby chińskiej Fengshui?

Otóż wg Fengshui taki luty, jaki będzie w tym roku na pewno już się w naszym życiu nie powtórzy.
Otóż ten miesiąc, który jak wiemy jest krótszy od każdego innego miesiąca w kalendarzu będzie charakteryzował się tym, że będzie miał cztery niedziele, cztery  poniedziałki, cztery wtorki, cztery środy, cztery czwartki, cztery piątki i cztery soboty. Tak zdarza się tylko raz na 823 lata i nazywa się to torbą na pieniądze. I dalej w tej wiadomości poinformowali mnie, że jeżeli w ciągu 11 minut prześlę tę wiadomość do co najmniej pięciu osób, w ciagu 14 dni zaczna do mnie napływać pieniądze.
Co prawda aż tak bardzo naiwna nie jestem i na te pieniądze nie czekam, ale tak na wszelki wypadek  pięć takich wiadomosci przesłałam i jeszcze zamieściłam ten komunikat na Facebooku.
A nuż jednak ziarnko prawdy w tym się znajdzie????? Przynajmniej mogę sobie teraz znów troszkę pomarzyć.
Na wszelki wypadek spojrzałam do kalendarza i rzeczywiście w miesiącu lutym jest każdego dnia tygodnia po  cztery.
Ale czy to coś oznacza, czy to tylko taka ciekawostka……… niebawem się przekonamy.

A teraz wszystkim życzę miłego  weekendu i dobrego odpoczynku, a…. jeżeli mój miły wczorajszy  Pan Kierowca jednak rzeczywiście, jak obiecał, przeczytał mój dzisiejszy  wpis, serdecznie Go pozdrawiam, dziękując za miłą wspólną wczorajszą podróż.