Ano nic specjalnego, chwilowe niedomagania.
Nawet był taki moment, że chciałam wezwać na pomoc mojego Maćka, trochę mnie w prawym podbrzuszu kuło i zastanawiałam się, czy to przez przypadek wyrostek mi sie nie zapalił, ale…… poleżałam troszke w łożeczku i wszelkie niedolegliwości przeszły, na szczęście przeszły.
Za to obudziłam się dzisiaj całkiem wypoczeta, bo nie będę blagowała, że wczoraj głównie to sobie spałam i spałam, ale też i noc miałam całkiem przyjemną, całą w róznych kolorowych snach, pełnych przepieknych kwiatów.Tak więc poniedziałek w dobrym humorku zaczynam i nawet ten wiatr za oknem nie wiele mi przeszkadza, oczywiście narazie, bo jak wyjdę z domku, pewnie mnie porwie, bowiem wczoraj nie miałam apetytu i za cały dzień zjadłam tylko dwie kromki chleba i to w dodatku z przymusu niz z chęci jedzenia.
No cóż, gdy się ma kłopoty z cukrem (nawet gdy to jest już czas przeszły) nie można nic nie jeść, bo cukier znów by zfiksował i skoczył do sporych watości.
Jestem pod wrażeniem tej wyprawy na Nanga Parbat.Straszną jest wiadomość, że niestety nie udało się uratowac naszego Tomasza Bieleckiego.
Uratowana francuzka opowiadała, że udało im sie we dwójkę zdobyc szczyt tej niedostępnej góry, dopiero przy próbie zejscia w dół zaczęły się wszystkie kłopoty. Temperatura spadła poniżej 50 stopni, a stan zdrowia Tomasza nagle zacął sie psuć, nie był w stanie samodzielnie zejść ze szcztu, dziewczyna również nie była w tym momencie już całkowicie zdrowa, przynajmniej na tyle, by pomóc koledze. Udało jej się zejśc jednak na tyle daleko, że mogła spotkać sie z grupą ratownicza, która pozwoliła jej zejść do miesca, z którego zabrał ja helikopter. Tomasz niestety pozostał na górze, już w momencie,gdy jego koleżanka gio opuściła był w fatalnym stanie, miał odmrożone obie nogi, zapadł śnieżną ślepotę i pomału jego stan zdrowia z minuty na minute się pogarszał, tak wiec był już praktycznie nieprzytomny. Nic by nie pomogła kkoledze, musiała myśleć wtedy o sobie, ja to rozumiem, myślę, że i inni, znający sprawę równiez tak ocenią jej decyzję.
Ale pytanie zasadnicze jest takie: po co w tak trudnych warunkach atmosferycznych zdobywali ten szczyt?
Tego na pewno nie zrozumie nikt, kto nie odczuwa potrzebę wspinania się, radość zdobywania tego, co jest bardzo trudne, prawie niemożliwe do zdobycia, kto nie odczuwa tej radości z pokonania wszystkich trudności i pokonania samego siebie, nawet kosztem wielkiego niebezpieczeństwa, możliwością utraty życia.
Oglądam nieraz filmiki ze zdobywania szczytów przez mojego bratnka Łukasza i mimo, że nie są to aż tak wielkie wysokości jak np K2 czy Nanga Parbat , ale i tak czuję kręcenie w głowie, gdy widzę te przepaście, które są pod nim, gdy widzę te jego ręce, które chwytają ściankę, aby podeprzeć sie do następnego kroku. Przyznam się, ze okropnie o niego się boję, ale muszę myśleć pozytywnie, bo wiem, że takie wspinaczki są pasją jego życia, podobnie jak pasją życia są te wysokogórskie wspinaczki wszystkich tych, którzy pokonują niedostępność szczytów Wiele osób już niestety straciło w tych górach życie, zastanawiam się, co myślał sobie pan Tomasz, gdy wiedział, że juz napewno nie powróci do swojego domu, do swojej rodziny. Myślę, że jednak był szczęśliwy, jednak zdobył coś, co w mniemaniu wielu osób jest niemożliwe. Umarł tam, gdzie mieszkało jego szczęście, pośród górskich szczytów.
Co prawda jeszcze myślą o wznowieniu poszukiwania jego w tych górach, ale……….. nie sądze, żeby w takich warunkach mógł jednak przeżyć.
Jestem myślami z jego rodziną, bo wiem, jaki wielki ból rozstania przeżywają, może jeszcze nawet pozostają w nich jakieś nadzieje…….
Dzisiaj rozpoczynamy nowy tydzień. Zupełnie nie zimowy tydzień, z temperaturami nawet do 10 na plusie. Nie jest to dobre dla zdrowia, huśtawka temperatur i opady nie są wcale obojętne dla człowieka, stad tyle zachorowań na grypę,
Ale my się grypie nie damy, wystarczy tylko, podobnie jak ja, popijać herbatkę z cytrynką, bo witamina C w takich warunkach jest niezbędna.
Miłego poniedziałku, miłego tygodnia
