Wczoraj odeszła spora, nabardziej odległa, ale najmilsza część mojego życia.
Zmarł mój Prawdziwy Przyjaciel – Janusz.
Janusza znałam od zawsze. Był tylko dwa lata starszy odemnie i mieszkał w tej samej kamienicy, co ja.
To z nim spędzałam wszystkie moje dziecinne lata, w jego kuchni siedzieliśmy pod stołem, gdzie mieliśmy swój „dom”, a mama Janusza podrzucała nam tam różne smakołyki. To Jego mama puszczała nam przeźrocza z bajkami i czytała teksty pod nimi zamieszczone.
To już w dzieciństwie wybraliśmy sobie zawód, który będziemy potem razem wykonywali. technik rtg. Kładłam się na ziemi na kocu, a Janusz ogromną niebieską szklaną kulą mnie „prześwietlał”, potem z kolei on był moim pacjentem i poddawał się terapii niebieskiej kuli.
Kiedy to było? ponad sześćdziesiąt lat temu…..
To z Januszem przechodziliśmy nasze buńczuczne młodzieńcze lata, tyle było ciekawych naszych rozmów nad sensem życia i nad idealami, o których nigdy nie mieliśmy zapomnieć, nigdy nie mieliśmy zdradzić. To my zawsze wiedzieliśmy o wszystkich naszych cichych i „prawdziwych” miłościach, znałam każdą dziewczynę, w której Janusz się kochał.
Świetnie rozumieliśmy, praktycznie bez słów, jedno popatrzyło na drugiego i…wiedzieliśmy co on albo ja mieliśmy na myśli.
Gdy Janusz na parterze otwierał drzwi, aby iść do mnie do mieszkania, ja już stałam w otwartych drzwiach, nie musiał mnie powiadamiać, że do mnie idzie, ja to poprostu wyczuwałam.
Niesamowite było to nasze porozumienie bez słów. Nawet pamiętam taki przypadek, że już po iluś tam latach Janusz przyszedł do mnie i opostanowiliśmy się zabawić w grę „zgadnij, o czym ja myślę” Kazał mi wymyśleć coś, a on miał to zgadywać. Nie chciałam, żeby to było jakieś banalne typu podrap się po głowie, czy brodzie, więc wymyśliłam rzecz prawie nie do odgadnięcia : rozepnij spodnie.
Patrzyliśmy na siebie przez chwilę i nagle Janusz powiedział: wiesz, mam takie wrażenie, że każesz mi rozpiąć spodnie, ale to przecież niemożliwe.
Roześmiałam się, potwierdziłam mój niedorzeczny pomysł i doszliśmy do wniosku, że jest rzeczywiście niesamowite to, co nas łączy.
Razem z Januszem, jego kumplem Mundkiem i siostrą Mundka – Alą tworzyliśmy wspaniałą paczkę, były wspólne wypady, wycieczki, zabawy, wesoło było, potem do naszej paczki należało jeszcze kilka osób, między innymi późniejsza żona Mundka – Majka.
Bardzo miło wspominam tamte czasy, mam kilka fotek z tamtego okresu. Janusz nagminnie zajmował się fotografiką i zawsze utrwalał wspólne wycieczki, wypady. zresztą nie tylko fotografował nas, robił piękne zdjęcia natury, okolic. Po prostu uwielbiał fotografować i robił to perfekcyjnie.
Wspominam wspaniałe wakacje, które z Januszem spędziliśmy u Jego Rodziny w Jazowsku, ech te piękne młode lata, dobrze, że Janusz jakieś dwa, czy trzy lata temu przekazał mi płytki, na których te stare fotografie pozostały jako ślad naszerj młodości.
Gdy Janusz miał brać ślub z Bogusią, poprosił na wieczór kawalerski swojego najlepszego kumpla Mundka i …mnie. Ubrałam się w garnitur mojego taty, oczywiście zawiązałam krawat i wesoło w trójkę spędziliśmy ten Januszowy kawalerski wieczór.
Wielką radością był dla mnie fakt, gdy Januszowi urodził się syn Dominik, wtedy poprosił właśnie mnie, abym została chrzestną matką Jego syna.
Ale los niestety jest przewrotny. Niestety małżeństwo Janusza i Bogusi nie przetrwało,
Janusz potem wyprowadził się z ul Smoleńsk i zamieszkał ze swoja drugą żoną Kazią, która niekoniecznie chciała, aby Janusz utrzymywał kontakty ze swoimi starymi Przyjacielami.
Od czas do czasu docierały do mnie wiadomości o Januszu, głównie przez Mundka, który miał co prawda nieco ograniczony, ale zawsze jakiś kontakt z Januszem.
Od Mundka dowiedziałam się o ciężkiej, nieuleczalnej chorobie Janusza, a wczoraj siostra Mundka – Ala przekazała mi wiadomość o Jego śmierci.
Wiedziałam, że jego choroba jest tak zaawansowana, że ten smutny moment musiał kiedyś nastąpić, ale rozstania są jednak tak bardzo cieżkie…..Odeszła spora część mojego życia, ta najpiękniejsza, bo obejmowała beztroskie lata dziecinne i młodzieńcze.
Jedno pocieszenie jest w tym to, że teraz już wiem, że Janusz jest szczęśliwy i nie cierpi……
ŻEGNAJ JANUSZKU! NIGDY CIĘ NIE ZAPOMNĘ I ZAWSZE PEWNA CZĄSTKA CIEBIE BĘDZIE KOŁO MNIE!!!
Wczoraj było małe zamieszanie w moim mieszkaniu, Magda i jej mąż Jacek zrobili mi przemeblowanie mojego poloju, tak więc mój tapczan nie stoi już przy tej zimnej ścianie, sąsiadującej z klatką schodowa, ale stoi on na ścianie obok pieca. Nareszcie będzie mi w nocy cieplutko.
Jest co prawda pewien mankament, mianowicie stolik z komputerem musiał pozostać w dalszej odległości od tapczanu, bo tam własnie przeprowadzone sa internetowe kable.
I jak ja teraz zasnę bez ogladania mojej ulubionej Rodziny Zastępczej, no jak?
Ale na wszystkie kłopoty jest jakiś sposób, mam przecież laptop i to właśnie jego będe sobie na noc kładła koło łożeczka i będe mogła oglądać ten mój ulubiony serial. Grunt to dobry pomyślunek.
Kicia była wczoraj nieco przerażona tym zamieszaniem w moim pokoju, na wszelki wypadek schowała się w łazience za brodzikiem, wyszedł dopiero wtedy, gdy Magda i Jacek sobie już poszli.
No tak, za dużo zmian na jedno małe kocię, zwłaszcza w tak krótkim terminie.
Potem kotek dokładnie obszedł mój pokój, posprawdzał, czy wszystko należycie jest umieszczone i zaaprobował zmiany.Oczywiście wieczorem nadrobił wszystkie kocie umizgi i przytulania i poszedł spać.
Co prawda wcześniej biedny Kotek miał rozdeptaną łapkę przez nieuważną Ciotkę Ewe, ale uciekał biedaczek z wrzaskiem. No tak, plącze się pod nogami, a ja niestety go nie zauważyłam i w przedpokoju doszło do tego małego incydentu. Myślałam, że Bandzi śmiertelnie się na mnie obraził, ale nie, leżał grzecznie na moim tapczanie i cichutko żałośnie miauczał. Oczywiście musiałam kotka przeprosić, na szczęście nie czuł do mnie długo urazy, bo ledwie położyłam się spać, już kotek leżał koło mojej poduszki.
Tak więc tej nocy przynajmniej nie zmarzłam, z jednej strony grzał mnie piec, z drugiej kotek.
A ranek wstał okropie mroźny, rano w Krakowie było nawet minus 15 stopni. Podobne mrozy są chyba w całej Polsce.
Ale pocieszam się, że juz niedługo, już w przyszłym tygodniu ma nadejsć wyraźne ocieplenie .
Póki co życzę przyjemnego pierwszego dnia miesiąca marca i wszystkich pogodnych marcowych dni.
Wiosna już póka do drzwi, słyszycie???????
