Kot rozrabiaka

 

 

Nawet dziwiłam się, że do tego czasu kot jeszcze mi nic nie zniszczył, ale wszystko ma swój kres.Dzisiaj kochany koteczek urzędował w doniczce i nagle spłoszony moim psik szybko z niej wyskoczył, przy okazji moją kamienną doniczkę zrzucając na ziemie i rozbijając w drobny miał.
Ale się obydwoje zdenerwowaliśmy, ja na kotka, kotek na swoją psotę, a potem na miotłę, którą wniosłam do pokoju, aby skorupki z doniczki pozbierać Nie wiem, pewno się bał, że go tą miotłą przez grzbiet zdzielę, ale przecież mu to nie groziło, kto by chciał uderzyć tego słodkiego łobuziaka??
Patrzył tylko zza drzwi, jak sprzątam po  nim, a potem jak gdyby nigdy nic przyszedł do mnie, wskoczył mi na ramię i się do mnie przytulał, jakby chciał powiedzieć, no przepraszam, ja naprawdę  nie chciałem, tak jakoś wyszło…samo się zdarzyło……No i jak tu się gniewać na tego przymila-ka, nie można, po prostu nie można.
Tym bardziej, że kwiatek nawet nie ucierpiał, nawet się nie nadłamał, ani nie połamał, a doniczka…..rzecz nabyta, będzie nowa.
Dzisiaj mieliśmy z kotkiem odwiedziny Darki i Macka. Oczywiście sunia  Sisi tym razem nie mogła odwiedzić Ciotki Ewy, bo na pewno z kicią by się nie zgodzili.
Kotek na początku był nieufny, ale kawałek kiełbaski przekonał kicię do Darki,  Maciek już nawet nie musiał niczym kocię przekupywać, sam kotek do niego ufnie podchodził.Wyraźnie mój kotek lubi męskie towarzystwo, dwa dni temu Kaziu, dzisiaj Maciek, może więcej panom wierzy? Bo z kobietami to przecież różnie bywa, bywają humorzaste…..
Potem z Maćkiem i z Darką zastanawial8iśmy się, jak unowocześnić moje mieszkanko, na przykład zmieniając ogrzewanie z elektrycznego na gazowe.
Ale… gdy nie wiadomo o co chodzi….chodzi o pieniądze.
Taki remont ogrzewania i łazienki musiałby mnie kosztować około 30 tysięcy złotych, takiego kredytu biednej emerytce nie da żaden Bank.
A na sponsorów raczej nie ma co liczyć, każdy teraz ciuła grosz do grosza, bo i wydatki są coraz większe.
Pieniądze, ach te pieniądze….
Więc znów muszę zagrać w Totka, ale jak dotąd szczęścia nie miałam, wiec czemu nagle teraz by się do mnie miało uśmiechnąć??
Jest jeszcze jedna możliwość, bardziej realna, ale do tego musiałabym zmobilizować całą rodzinę, a nie jest to wcale takie łatwe.
Nie będę tu wdawać się w szczegóły, Ci z Rodziny, którzy czytają mój blog, świetnie wiedzą, co mam na myśli.
Tylko to jest tak, każdy z nas czeka, aż ktoś inny to załatwi, a czas ucieka, pieniądze też…….
I znów powiem: pieniądze, ach te pieniądze……
A zresztą, gdyby mi jakas większa gotówka wpadła do kieszeni, to… nie wiem, czy nie pomyślałabym o innym, już własnym mieszkaniu.
Co prawda tu, gdzie mieszkam jest mi dobrze, okolica świetna, wszędzie blisko, ale co swoje, to swoje.

Przyszło ocieplenie, co wyraźnie nawet w moim mieszkaniu daje się odczuć. Nawet brama odmarzła nieco i  jest domykana, więc ten chłód nie przenika tak przeraźliwie przez ściany, no już nie mówiąc, że śpię prawie że na zapiecku, jak ongiś. Co prawda ongiś zapiecek był miejscem umieszczonym, między piecem a ścianą, a ja mam tapczanik koło pieca, a nie pomiędzy, ale jest mi wyraźnie o wiele cieplej. Kotek też trochę działa na zasadzie kaloryferka….

No i słonko dzisiaj radośnie świeci, nie jest źle. Jeszcze co prawda temperatura jest na minusie, ale….

Dobrego niedzielnego popołudnia życzę.

A dla dzisiejszego Solenizanta  Kazia i tutaj dzisiaj kwiatuszki zamieszczam 🙂