Czasami dni są całkiem udane, czasami jest wręcz przeciwnie.Tak było właśnie wczoraj, gdy cała elektronika zwróciła się przeciwko mnie.
Zaczęło się od tej nieszczęsnej anteny. Oczywiście pan od naprawy przyszedł, a jakże, poszedł z drabiną na dach, wszystko sobie pooglądał i zszedł do mnie z niedobrą nowiną, mianowicie trzeba wymienić jakąś część od konwektora anteny, bo po prostu sygnał do niej nie dochodzi, dlatego nie mam większości programów telewizyjnych. No i właśnie w tym jest sęk ( jaki sęk???), antena jest zbiorcza, a kupno tej części, która wcale mało nie kosztuje, zależy od właścicielki kamienicy. Nie wiem, czy będzie ona zainteresowana wymianą tej części, muszę poczekać, aż powróci do Krakowa.
Ostatnio ją chyba zbyt mocno naciskałam, no cóż, jestem wrednym lokatorem, który się o coś tam domaga. Bywa tak, zwłaszcza z zrzędliwym, starymi babami, mającymi o cośkolwiek pretensje.
Jest jeszcze jedna alternatywa, mianowicie mogę dokupić własną antenę satelitarną z potrzebującymi do tego częściami i zamieścić ją na dachu, Tylko za to już będe musiała sama zapłacić, ale kto wie, czy na to się jednak nie zdecyduję, wszystko zależy od decyzji Kasi – włascicielki, a na to muszę chwilkę poczekać.
No to poszłam sobie grzecznie potem do pracy i tutaj elektronika też dawała mi się we znaki i to cąłkiem z kilku stron.
Po pierwsze mój aparat rtg co chwilę mi wykazywał error, musiałam wyłączać i włączać go kilkakrotnie i to akurat w trakcie badania, co wprowadzało mmnie w nerwy.W dodatku komputer, na którym robię skany zdjęć też zaczął mi fiksować i się wieszać, a na koniec nie mogłam przesyłać swoich skanów badań do stanowiska lekarskiego, bo WiFi też nie najlepiej działało. Myślałam, że już nigdy z tej pracy nie wyjdę, resetowałam aparat, potem resetowałam komputer, potem stację WiFi i przy pomocy koleżanek, po konsultacji telefonicznej ze specjalistą opiekującym się sprzętem wreszcie jakoś mi sie udało wszystko opanowacć UFF!!!! Ale co się przy tym wydenerwowałam, to moje.
Po prostu siła złego na jednego.
Ale to nie był koniec, po powrocie do domu okazało się, że i mój domowy WiFi słabo działa, raz miałam dostęp do internetu, raz on zanikał. Po mojej interwencji w Orangu okazało się, że są jakieś błędy na linii i tego niestety do dnia następnego będe mogła się spodziewać, czyli moga wystąpić chwilowe przerwy w dostępie do internetu.
No nie wiem, co za licho wczoraj opanowało te wszystkie sprzęty, które obsługiwałam, żeby akurat wszystkie naraz odnawiały mi posłuszeństwa.???Poszłam więc grzecznie spać, bo i tak niewiele mogłam już zdziałać. aby na drugi dzien obudzić się z deszczem co prawda, ale potem nawet słonko zaczęło dzisiaj nam przyświecać.
To bardzo dobra okazja do wiosennej zmiany swojego image, więc już na popołudnie jestem umówiona z panią fryzjerką i z panią od pedicuru.
Wszak wiosna już tuż tuż, a święta za trzy tygodnie.
Co prawda nie będzie mojej pani Eli fryzjerki, bo nieco zachorzała, ale mam nadzieję, że i pani Teresce uda się opanować moja niefrasobliwa fryzurkę.
Wczoraj rozmawiałam telefonicznie z pania Anią, która zdecydowała się, podobnie jak ja kiedyś, na operację bariatryczną. Po prostu chciała wiedzieć, w jaki sposób trzeba do niej sie przygotować.
A ponieważ okazało się, że pani Ania też czyta mojego bloga, więc dzisiaj serdecznie Ją tutaj pozdrawiam i życzę, aby wytrwała w swoim postanowieniu, nie stchórzyła przed tą decyzją poddania się operacji i aby potem szybciutko nabierała siły i pięknej figurki.
Pani Aniu, trzymam za Panią kciuki.
To bardzo dobra decyzja!!!!
Na szczęście podsyłam Pani dwa słoniki 🙂
Popatrzcie za okno, czy widzicie już gdzieś moźe Wiosnę?
Mi się wydaje, że ona już pomalutku do nas się zbliża.
Życzę przyjemnego piąteczku w przedwiosennej oprawie
