dziękuję za zaufanie

 

 

Wszystkim bardzo serdecznie dziękuję za tak liczne odwiedzanie mojego blogu. Ile razy sprawdzam wieczorem, ile osób mnie odwiedziło, zawsze doznaję wielkiej radości.
Bo mój blog jest taki przecież przeciętny, ot, piszę o tym, o czym myślę, marzę, co mnie boli, co denerwuje.
Nie każdy lubi wysłuchiwać ciągłych czyichś utyskiwań, jednak okazuje się, ze mam wielu Przyjaciół, którzy mnie po prostu lubią, rozumieją i za to właśnie Im wszystkim dziękuję.
Pewnie, ze większość z moich Czytelników jest podobnej opcji politycznej jak ja, czyli może nie koniecznie są Oni wielbicielami PO, które wiele też ma za swoimi uszami, ale na pewno, podobnie jak i ja denerwuje ich obecna wszechwładza.
Właśnie, wszechwładza, wydającej się, że tak już będzie zawsze, że nic, ani nikt zmienić tego nie może,
Ale na szczęście tak nie jest i  czy wcześniej, czy później przyjdzie pora na zmianę, niekoniecznie na dobrą zmianę, ale na zmianę na normalność i za poniesienie skutków tego, co się dzieje obecnie w naszym kraju.

Wczoraj wieczorem, na moje nieszczęście znalazłam w necie przerażający tekst. Była to przepowiednia Ojca Pio, dotyczaca strasznej wizji końca świata, który niebawem ma nadejść.
Bedzie i ogień i woda, będzie piekło, z którego nie będzie ucieczki. Zapadnie ciemność na trzy dni i trzy noce, potem pokaże sie jasność, ale świat będzie już całkiem inny, wiele osób zginie, pozostanie ich tylko garstka, tych sprawiedliwych, prawdziwie dobrych.
Zadrżałam. Wiem, że nie jestem wrednym człowiekiem, ale czy na pewno należę do tych sprawiedliwych, którym dane będzie poznać szczęście nowego życia?
Czy będę umierała w samotności, daleko od tych, których kocham, a nikt nie przyjdzie mi z ratunkiem, bo każdy z nich zajęty będzie swoją ochroną, swoją walką z żywiołem.
Czy tak ma rzeczywiście wyglądać, ta szalona wizja końca świata? A kto to naprawdę wie, kto zna całą prawdą. To było rzeczywiste objawienie, czy tylko literacka fikcja, przerobiona przez jakiegoś tam szalonego człowieka, pragnącego postraszyć ludzi?
Bałam się, zaczęłam się trząść i wtedy właśnie poczułam, że taka całkowita samotność nie jest aż tak do końca zawsze  miła, nie miał mnie nawet kto przytulić i powiedzieć, nie martw się.
Dlatego bardzo długo nie kładłam się spać, nawet myślałam, że nie uda mi się w ogóle zasnąć, na szczęście gdzieś około 2 w nocy sen jednak mnie zmorzył.
Tylko dlatego dzisiaj wstałam niedospana, niedowarzona.
W dzień sprawy całkiem inaczej wyglądają, już nie tak jednoznacznie, nie tak groźnie.
Ale jednak niepokój w moim sercu nadal tkwi……

Przepraszam, nie chciałam Was nastraszyć. Ale jak napisałam na początku wpisu,  pisze tu i wszystkim o czym myślę, o tym co mnie otacza, lub otaczać mnie może. nawet jeżeli nie miało to by do końca być całą prawdą.