niedzielne południe

 

 

 

A ja dopieo za pisanie blogu się zabieram.
Oj, leniwa coś osatatnimi czasy jesyem, leniwa, zupełnie jak na przednówku.
Taki przednówek  dla niektórych osób jest dosyć ciężki, ja też do takich ludzi właśnie należę.
Ale ponieważ jest niedziela, będę mogła ze spokojem sobie poodpoczywać.
Bo nawet na zakupy iść sobie dzisiaj nie można. Teoretycznie, bo Polacy uwielbiają kombinacje i znajdą zawsze sobie jakiś sposób, żeby prawo ominąć.Zwłaszcza takie prawo, które jest nam na siłę narzucone i wcale większości się nie podoba.
Wystarczy przed taką Żabką wywiesić kartkę :zparaszamy na kawe i już Żabka staje się nie sklepem, a kawiarnią, więc w niej sprzedawać towar można.
A z pomysłowości Polacy są znani o słynni.
Owszem, galerie są teoretycznie zamknięte, ale zamieszczone tam kawiarnie, restauracje , kina działają normalnie.
Czyli ludzie, na złosć wszystkim, zamiast do kościoła nagminnie do kina, czy restauracji pójda, a jakże, rodzinnie, z dzieciakami pod pachą, żeby przynajmniej tę część  nakazu wspólnie rodzinnie spędzonego dnia wykonać. Ale nie koniecznie do kościoła pójdą, tam teraz i tak coraz mniej ludzi chodzi, a po tej wprowadzonej i przebukowanej przez Kościół między innymi ustawie, ksieża chyba bardziej dotkliwie odczuja puste koszyczki w Kościołach.
No, moze gdzieś na południuowyn wschodzie, czy w górach, gdzie pis ciągle jest kolebką jeszcze ludzie nie będą się tak licznie  buntowali, ale w innych częściach Polski….zobaczymy.
Na Węgrzech też kiedyś wprowadzili zakaz handlu w niedzielę i już po roku doszli do wniosku, że była to całkiem zła ustawa i szybciutko iedzielmy hamdel przywrócili.
U nas na taki powrót zakupów w niedzielę chyba będziemy musieli czekać aż do wymiany tego wspaniałego rządu, który uwielbia na złosć Polakom robić i życuie im utrudniać, bo nie sądzę, żeby przyznali się do popełnionego błędu i go naprawili. Zresztą Ksieża by im nie pozwolili.
Nie mam nic przeciwko Kościołowi, już o tym pisałam, ale wyznaję zasadę, że co boskie oddać Bogu, a co cesarskie, cesarzowi.
Zresztą nie można komuś na siłe wiarę katolicką narzucać, na to nawet sam Pan Bóg nigdy by nie pozwolił, dał wolną wolę.
A zresztą wszystko co jest narzucone, robione pod przymusem przynosi odwrotne skutki.

Jeżeli chodzi o moją antenę satelitarną, jest szansa, że właścicielka jednak dołoży się do wymiany owej zepsutej częścu, ale jeszcze nie wiadomo kiedy, więc ciagle tkwię przy kilku  dostępnych tylko programsch, między innymi przy TVP Seriale. I zastanawiam się, czemu w koło Macieju oni powtarzają te same odcinki jakiegoś serialu. Na przykład niektóre odcinki Rancza w ciągu dwóch ostatnich tygodni widze po raz siódmy, czy ósmy. Czy naprawdę na siłe musza zapychać swoje programy byle czym? Jeżeli nie mają jakiegos pomysłu na dobre programy, to po cholerę TVP utrzymuje taką stacje jak TVP seroale? Zresztą równiez podobną powtórkową stacją jest TVP, ta bez numeru czy oznaczenia, też ciągle powtarzają tam to samo.
A potem narzekają, że TVP stoi nad przepaścią bamkructwa. Nie dziwota, skoro prezes YVP jest człowiekiem całkiem nieodpowiedzialnym i nie kompetentnym do zajmowania tego stanowiska.
Najlepiej byłoby wyłączyć telewizor i nic nie oglądać, tylko po co ,mi w takim bądź razie taki niepotrzebny mebel w pokoju???

Nie siedź w domu, idź na spacer. Miało być 16 stopni ciepła, a tymczasem jest całkiem jeszcze chłodno, chociaż słonko nawet sobie świeci.
Wesołej niedzieli.

Ach, znów ten blog

 

 

Tak jakoś ten poranek dzisiaj szybciutko mi zleciał, że całkowicie zapomniałam o moim blogu.Wstyd, ale dobrze, że jest taki KTOŚ, który przypomniał mi o moim zobowiazaniu.
No to się szybciutko poprawiłam i za pisanie blogu wzięłam.
Regularna wiosna robi nam się za oknami, chociaz podobno przymrozki jeszcze mogą przyjść.
Takie są prawa marca : w marcu, jak w garcu, mówią przeciez.
W każdym bądź razie ja juz wiosnę zaingurowałam swoja nową fryzurką.
Głupio teraz ominąć bedzie pania Krysię i iść do Tereski,bo jestem z tej nowej fryzury bardzo zadowolona, a one niestety zawsze na tej samej zmianie są.

A tam, będę się nad tym głowiła, gdy na to przyjdzie czas, zresztą jak znam  poczucie mojej wierności, pani Krysi jednak nie opuszczę.
Miły był wczotrajszy dzionek, tylko nieco wietrzysty, bałam się, żeby przy krótko obcietych włosach mój rozumek nie zamarzł.
Ale jakos szczęśliwie do domu udało mi sie dotrzeć.. nie zamarzłam, ba, nawet nie kicham, czyli nie jest tak źle.
Trochę tylko denerwuje mnie, że przez tą nieszczęsną antenę mam ograniczony dostęp do niektórych programów telewizyjnych i nie mogę oglądać tego, co lubie ogladać.
Cóż, musze uzbroić się w cierpliwość  i….. no chyba jednak sama będę musiała o swoja własną antenę zadbać.
Pewnie, że poniosę koszty, ale dlaczego mam ołacić Cyfrowemu Polsatowi za abonament i z niego nie móc skorzystać, prawda?

Dzisiaj mamy kolejną miesiecznice w Warszawie, wiadomo to znów dzisiaj dziesiaty dzień miesiaca. Tym razem jeszcze marca, a za miesiac….będzie kolejna rocznica i kolejne „wygłupy” pewnej grupy Polaków, wydaje mi się jednak, że coraz mniej liczne są te całe demonstracje miłości do Jedynego słusznegoi prezydenta i  jego braciszka- bliźniaka, jedynego  słusznego prezesa.
Co prawda oficjalny sondaż, kierowany przez wiadome elity pokazuje, ze PIS nadal cieszy się wielkim poparciem, ale gdzieś przeczytałam, że istnieje inny, ten prawdopodobnie prawdziwszy sondaż, w którym PIS ma zaledwie około 20 procent poparcia.
I to  jest całkiem możliwe, bo gdy porozmawiałam z kimkolwiek z moich dalszych i bliskich znajomych, nikt jakosś  poparcia dla pisiorów nie wykazuje. Widać, nie obracam się pośród ciemniaków, którym 500 zł plus i pustymi obietnicami  można łatwo oczy zatrzeć
A nowy pan premier tak bardzo chciał zmienic image Pisu, że owszem, może mu sie to udało wobec tylko niektórych łatwowierzących w bajki, ale , ale przy wydatmej pomocy swoich nieco przygłupiastych ministrów pokazuje nie tylko Polsce i Europie, ale i innym krajom na świecie, że pis to partia nic nie znacząca, klamliwa i nie można na niej opierać przyszłosci naszej ojczyzny, która jeszcze nigdy dotąd nie była pokłocona z całym śwoiatem, jak teraz.
To tak tylko kilka słów wtrąciłam z okazji dzisiejszego czczenia katastrofy, do której wcale dość nie musiało, wystarczyło tylko troche wyobraźni  i sztuki przewidywania  skutków złych decyzji
Słyszałam, że jest projekt, żeby dzień 10 kwietnia ogłosić świętem narodowym. Przepraszam bardzo, dlaczego mam czcić czyjąś głupotę, arogancję  wierutne kłamstwa, którymi okraszona jest ta nieszczęśna latastrofa. To jedna wielka paranoja, owszem, doszło do nueszczęśliwego wypadku, ale żeby święto z tej okazji z tego robić????
Czy Polacy zawsze musza być krajem lubującym się w rozpatrywaniu wszystkich złych , tragicznych dziejów? Taka polska martytologia ma być mottem życia Polaków? Żadnej radości z życia, masz sie umartwiac i juz, bo taka jest wola pewnego prezesa.????????
DOŚĆ!!!    naprawdę DOSYĆ!!!.

Ale nie martwmy się, nadejdzie kiedyś wreszcie czas zapłaty za wszelakie zło, które nam ta rządząca „dobra zmiana” wyrzadziła.
A wtedy marny iich los, marny ich koniec.
Oni nie mieli litości nad tymi, którym nieprawnie poodbierali emerytury i godności, odbuerali ldzieciom i ludziom prawo do walki o zdrowie, czynili inne  szkody na Polsce i na Polalach,  przyjdzie i na nich odpowiednia pora. Już na sama myśl i tym zacieram ręce z radości.

A narazie cieszę sie sobotą, piękna pogodą  i tytm, że tutaj ze mną jesteście.
Pozdrawiam Wszystkim przemiłej soboty życząc.

czasami

 

 

Czasami dni są całkiem udane, czasami jest wręcz przeciwnie.Tak było właśnie wczoraj, gdy cała elektronika zwróciła się przeciwko mnie.
Zaczęło się od tej nieszczęsnej anteny. Oczywiście pan od naprawy przyszedł, a jakże, poszedł z drabiną  na dach, wszystko sobie pooglądał i zszedł do mnie z niedobrą nowiną, mianowicie trzeba wymienić jakąś część od konwektora anteny, bo po prostu sygnał do niej nie dochodzi, dlatego nie mam większości programów telewizyjnych. No i właśnie w tym jest sęk ( jaki sęk???), antena jest zbiorcza, a kupno tej części, która wcale mało nie kosztuje, zależy od właścicielki kamienicy. Nie wiem, czy będzie ona  zainteresowana wymianą tej części, muszę poczekać, aż powróci do Krakowa.
Ostatnio ją chyba zbyt mocno naciskałam, no cóż, jestem wrednym lokatorem, który się o coś tam domaga.  Bywa tak, zwłaszcza z zrzędliwym, starymi babami, mającymi o cośkolwiek pretensje.
Jest jeszcze jedna alternatywa, mianowicie mogę dokupić własną antenę satelitarną z potrzebującymi do tego częściami i zamieścić  ją na dachu, Tylko za to już będe musiała sama zapłacić, ale kto wie, czy na to się jednak nie zdecyduję, wszystko zależy od decyzji Kasi – włascicielki, a na to muszę chwilkę poczekać.
No to poszłam sobie grzecznie potem  do pracy i tutaj elektronika też dawała mi się we znaki i to cąłkiem z kilku stron.
Po pierwsze mój aparat rtg co chwilę mi wykazywał error, musiałam wyłączać  i włączać go kilkakrotnie i to akurat w trakcie badania, co wprowadzało mmnie w nerwy.W dodatku komputer, na którym robię skany zdjęć też zaczął mi fiksować i się wieszać, a na koniec  nie mogłam przesyłać swoich skanów badań do stanowiska lekarskiego, bo WiFi też nie najlepiej działało. Myślałam, że już nigdy z tej pracy nie wyjdę, resetowałam aparat, potem resetowałam  komputer, potem stację WiFi i przy pomocy koleżanek, po konsultacji  telefonicznej ze specjalistą opiekującym się sprzętem wreszcie jakoś mi sie udało wszystko opanowacć  UFF!!!! Ale co się przy tym wydenerwowałam, to moje.
Po prostu siła złego na jednego.
Ale to nie był koniec, po powrocie do domu okazało się, że i mój domowy WiFi słabo działa, raz miałam dostęp do internetu, raz on zanikał. Po mojej interwencji w Orangu okazało się, że są jakieś błędy na linii i tego niestety do dnia następnego będe mogła się spodziewać, czyli moga wystąpić chwilowe przerwy w dostępie do internetu.
No  nie wiem, co za licho wczoraj opanowało te wszystkie sprzęty, które obsługiwałam, żeby akurat wszystkie naraz odnawiały mi posłuszeństwa.???Poszłam więc grzecznie spać, bo i tak niewiele mogłam już zdziałać. aby na drugi dzien obudzić się z deszczem co prawda, ale potem nawet słonko  zaczęło dzisiaj nam przyświecać.
To bardzo dobra okazja do wiosennej zmiany swojego image, więc już na popołudnie jestem umówiona z panią fryzjerką i z panią od pedicuru.
Wszak wiosna już tuż tuż, a święta za trzy tygodnie.
Co prawda nie będzie mojej pani Eli fryzjerki, bo nieco zachorzała, ale mam nadzieję, że i pani Teresce uda się opanować moja niefrasobliwa fryzurkę.

Wczoraj rozmawiałam telefonicznie z pania Anią, która zdecydowała się, podobnie jak ja kiedyś, na operację bariatryczną. Po prostu chciała wiedzieć, w jaki sposób trzeba do niej sie przygotować.
A ponieważ okazało się, że pani Ania też czyta mojego bloga, więc dzisiaj serdecznie Ją tutaj pozdrawiam i życzę, aby wytrwała w swoim postanowieniu, nie stchórzyła przed tą decyzją poddania się operacji i aby potem szybciutko nabierała siły  i pięknej figurki.
Pani Aniu, trzymam za Panią kciuki.
To bardzo dobra decyzja!!!!
Na szczęście podsyłam Pani dwa słoniki 🙂

Popatrzcie za okno, czy widzicie już gdzieś moźe Wiosnę?
Mi się wydaje, że ona już pomalutku do nas się zbliża.
Życzę przyjemnego piąteczku w przedwiosennej oprawie

Ewakuacja

 

Nareszcie kotek już powrócił  wczoraj do swojego domeczku
Nareszcie dla kotka, bo mi jest smutno, bardzo smutno.
Nie miał mnie kto dzisiaj rano przywitać przeciagłym MIAUUUUU, fajnie, że juz wstałaś, a teraz szybko idziemy do kuchni, bo jestem bardzo, ale to bardzo głodny kotek, wszak przecież całą noc nic nie jadłem.
To były całkiem miłe dwa tygodnie.
No przyznam, pierwsze dni były cięzkie i dla mnie i chyba jeszcze bardziej dla kotka.
Bardzo się buntował, że jest w nowym miejscu, że nie ma koło niego ukochanej Diany, kochanego Ksawra, na to, że  jest  natomiast jakaś obca  baba, która usiłuje kotka przekonać, że nie będzie mu tak źle. Oj, nie dowierzał na poczatku kotek, nie dowierzał i wszystkie swoje frustracje na oną babę wylewał. Uciekał, fuczał, nie chciał nawet za bardzo się bawić. Jedynym pocieszeniem było to, że jadł, że bunt nie był na tyle silny, żeby odnmówić jedzenia i  picia.
Ale wcale, ale to wcale na nowym miejscu mu się nie podobało, co wyraźnie dawał mi do zrozumienia. Tęsknił za swoimi i …płakał żałośnie.
Musiałam wykazać sporo cierpliwości, żeby kotek jednak poczuł się przynajmniej troszkę lepiej, troszkę bezpiezniej. I udało mi się to w końcu.
Nic na siłę, kotek sam musiał dojść do wniosku, że nie ma innego sposobu, jak przyzwyczaić się do nowych warunków.
Chyba też zaczął się przekonywac, że ta obca  baba może nie jest aż taka zła, nie krzyczy, jeść daje i przemawia łagodnie do kotka.
A niech będzie, co ma być, postanowił  kotek i w końcu po paru dniach  wskoczył na ramię swojej przejściowej właścicielki.
I od tego czasu rozpoczęła się sztama pomiędzy mną a kotkiem, a potem nawet kotek wyrażał coraz wyraźniej, coraz pewniej  swoja sympattię do mnie.
Dalej starałam się być wyrozumiała na kocie psoty i może tylko ten wywrócony telewizor troszkę mnie z równowagi wyprowadził, ale kociak starał się być tak miły, że szybko mu wybaczyłam. Tylko na wszelki wypadek nie pozwoliłam mu już po komodzie, na której stał telewizor łazić. Kotek świetnie to zrozumiał, co prawda kilkakrotnie jeszcze próbował wspiąć się na komodę, ale na moje psik świetnie reagował, wiedział, że mu tam siedzieć po prostu nie wolnoo, więc z niej szybciutko złaził.
Nie wiem, na ile kotek rozumiał co do niego mówię, ale mu tłumaczyłam, że nie zostanie u mnie na zawsze, że jego pan po niego powróci i znów będzie w swoim domku mógł zamieszkać.
Kotek rozumnie na mnie patrzył   i cierpliwie czekał.
No i wczoraj  późnym popołudniem Ksawer zapukał do drzwi. Bonzi odrazu go rozpoznał, ale było czułe witanie ze swoim panem, potem kotek przyszedł do mnie, położył mi łapy na kolanachj, jakby chciał powiedzieć, no to cześć, wracam do domu i podszedł pod wyjściowe drzwi.
Nie tak szybko kotku, powiedziałam, jeszcze muszę chwilkę sobie z Ksawrem porozmawiać, więc kotek przyszedł na kanapę koło mnie i się położył, lekko drzemiąc, ale na wszelki wypadek był czujny, co chwilę otwierał jedno oko i sprawdzał, czy już jego  pan nie jest gotowy do wyjścia. Bo a nuż zapomniałby o kotku i co wtedy by było???
Nadeszła wreszcie chwila rozstania, kotek zapakowany został do transportera, co wcale mu sie nie podobało, ale cóż, znów musiał sie pogodzić z tym kocim losem i sobie poszli.
I tak się skończyła historia pobytu przemiłego kotka Bonzaja, pseudo Bandziorek, pseudo Łobuz w domu Ciotki Ewy.
A ja zostałam sama w jakże nagle pustym mieszkaniu.
Teraz to ja będe musiała dostosować się do zmian, Taka jest kolej rzeczy.
Ale mam takie przeczucie, że to nie była ostatnia wizyta Bandziorka u mnie.
Ciąg dalszy kiedyś tam nastąpi…… w bliższej, lub dalszej przyszłości.

Jednak życie nadal się toczy. I jest ono coraz bardziej pogodne, słoneczne i cieplejsze.
Już mnie mrróz w domu nie straszy, luż białość śniegu nie poraża moich oczów. Co ptrawda jeszc za daleko do koloru zielonego za oknem, jeszcze drzewa puste, ale….czuć, że już ONA nadchodzi – WIOSNA.
I niech tak się stanie!! Byle prędzej, byle już…….

 

Dzisiaj Dzień Kobiet. A więc Wszystkim Kobietom życzę samych szczęśliwych i wesołych chwil w życiu, bez zmartwień i bez łeż, pełnych miłości i uśmiechów.
A tak w ogóle to miłego czwartlu Wszystkim życzę

na powitanie

 

Bo nareszcie Ulka powróciła już z tej ciechocińskiej terapii do domu i mam nadzieję, że w związku  tytm dzisiaj zagosci już tutaj, w moim blogu i komentarz zamieści.Witaj Uleczko serdecznie, cieszę sie, że już jesteś zdrowa i szczęsliwa po terapii.
Akurat wiosenna pogoda pomału nam się robi, będziesz więc znów mogła oddawać sie swoim spacerkom z kijkami.
Pozdrawiam Cię Uleczko bardzo, bardzo serdecznie i chociaz tych promyczków słonecznych za wiele w Krakowie dzisiaj nie ma, ale od czasu do czasu spoza chmurki sie wychylaką, więc Ci je z całuskami podsyłam.

A dzisiaj środa, ostatni dzien pobytu Kotka Bandziorka u mnie w domu.
Mam nadzieję, ze ostatni, bo od wczoraj ciagle tylko drżę i zastanawiam się, co mu się jeszcze uda strącić, co mu się uda narozrabiać.Tak więc wczoraj wieczorem kilka razy zapalałam światło i sprawdzałam, gdzie ten Bandziorek jest i nadsłuchiwałam dokładnie co i gdzie leci na dół.
Na szczęście nic się już więcej, prócz telewizora  nie potłukło, a ja zmęczona tym czuwaniem wreszcoie zasnęłam.Oczywiście wstałam przed czwartą ramo, bo zbyt dużo herbaty wczoraj wypiłam, a kotek pierwsze kroki do kuchni skierował i jeść się domagał.
O nie kotku, czwarta rano to jeszcze nie jest pora na śniadanie, powiedziałam mu, no i poszliśmy dalej spać. Tym razem zasnęłam juz bez żadnych przeszkód.

Dzisiaj ma przytjśc pan od anteny, miejmy nadzieję, że jednak uida mu się poidłączyc wszystkie programy do anteny, ale czy uda mu sie wyjśc na dach, tam, gdzie jest antenna umocowana?  Namiar na tego pana dostałam od Gospodyni, on juz chyba był kiedyś u nas nastawiać tę antenę, może i tym razem mu sie uda??? I tak pewnie jeszcze będzie nie jeden raz, wystarczy, że nieco większa wichura antenę przekreci i już mam problem.
Niestetym chyba tylko ja, bo chyba prócz mnie nikt inny do Cyfrowego Polsatu nie jest podłączony, reszta odbiera tylko ogólnopolskie programy,
Co prawda i tak nie jestem w stanie ogladać wszystkiego, co ewentualnie na tej polsatowskiej cyfrze jest dostępne, gdybym chciała wszystko ogladać zabrakło by mi godzin na zegarze.
Ale mam swoje ulubione, które już znam i nawet wiem o której godzinie na który kanał mam pilota przełaczyć.
Ocyzwiście pod warunkiem, że antena prawidłowo działa.
Ostatnio pan z Biura Obsługi Po;satu  proponował mi  powiększenie pakietu dla mojego dekodrea , ale wttłumaczyłam mu, że meżą nie posiadam, więc sportowe kanały zupełnie mnie nie interesują. A w sumie to śmieszne, bo pan coś mówił mi o obnizeniu abonamentu na Cyfrowy Polsat, ale po dokładnym opisaniu programów okazało sioę, że w sumie płaciłabym tyle samo, co dotychczas, czyli około 100 zł.
Ten Cyfrowy Polsat został mi jeszcze z czasów Smoleńsk i teraz chyba trudno byłoby mi sie z nim rozstac, chociaż 100 zł piechotą nie chodzi….

A wieczorem przyjdzie Ksawer po swoją Maskotkę Banzaja, ciekawa jestem, jaka będzie reakcja kotka i ile łeż poleje sie z moich oczów.
No i o czym ja od jutra bede w blogu pisała? Przez ostatnie dwa tygodnie przewodnim tematem Był właśnie KOTEK.

Nie, nie, nie, odpowiadam na wszelakie Wasze zapytania, nadal nie chce wziąć kota na wychowanie.Taki raz na jakis czas w zupełności mi wystarcza.
I tak za dużo przez niego stresów miałam.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie i miłej środy życzę

Kot – huncwot (jeden)

 

 

Chyba na koniec swojego pobytu u mnie kotek postanowił narozrabiać troszkę.
A co? Niech mnie potem ta Ciotka Ewa popamięta.
Dzisiaj na przykład zrzucił mi…..telewizor z komody.
Narobił przy tym takiego huku, że az uciekł ze strachu do kuchni. Przyznam, że też się lekko zdenerwowałam, bo już widziałm leżące za komodą szczątki ekranu.
Ale jakoś telewizor „grał” dalej, czyli może jest aż tak źle, pomyślałam sobie .
No i nie było źle, na szczęście ekran jest w całości, nawet o dziwo nie porysowany. Oparł się tylko o ścianę,a nie upadł na „płask”, gdyby było inaczej, pewnie nie miałabym dzisiaj już telewizora.
Jaloś jeszcze ten dzień z tym  kotkiem – rozrabiaką wytrzymam.
Potem przyszedł do mnie, tak się przytulał, takie „całusy” rozdawał, jakby chciał mnie przeprosić.
No i jak tu można długo gniewać się na takiego „rozkosznego” kotka?????
W sumie zgadzająć się na kotka równocześnie zgodziłam się na wszelakie zagrażające moim meblom i urządzeniom niebezpieczeństwa.
Ale to wcale nie znaczy, że na wszystko się zgadzam.Ale rozbita doniczka to jednak nie to samo, co rozwalony telewizor, czy monitor komputera, a on też chętnie po stoliku z monitorem się przechadza.
No i nie darmo dałam mu przewzisko BANDZIOREK??? Jeszcze dodam Bandziorek – Wandal 🙂

Ale wszystko na szczęście dobrze się skonczyło, bo chyba zapłakałabym się na śmierć.
Właśnie dlatego nie chcę mieć kota w domu, zdecydowanie  wolę jednak mieć sprzet w całości!!!!

A aporpos telewizora, wczoraj nagle zaniknął mi program drugi TVP, więc nie mogłam  na nim sobie oglądac ulubonego serialu „M jak miłość.”
Całe szczęście, że ten serial dostępny jest na VOD z czego oczywiście musiałam  późnym wieczorem skorzystać, ale był na Vodzie dopiero wtedy, gdy skończyła się jego rmisja w telewizji.
Prócz dwójki nie mam jeszcze kilku innych programów i nie obejdzie się bez wejścia na dach i poprawienia anteny telewizyjnej, nastawienia jej w odpowiednim kierunku.
Tylko kto to zrobi, skoro właścicielka kamienicy jest nieosiągalna?  Nawet gdybym sama zatelefonowała do jakiegoś punktu, jak ten ktoś miałby wyjść na dach bez zgody własciciela?  Czyli jednym słowem jestem w czarnej d…..e. (czytaj dziurze)
Płacę abonament i nie mogę połowy z tego oglądać. Ciekawe jest to, że wiem, że prócz mnie jeszcze ktoś w kamienicy też jest podłączony do Cyfrowego Polsatu, ale dokładnie nie wiem nawet kto. mogę tylko liczyć na to, że temu komuś też zacznie przeszkadzać brak programów. Reszta lokatorów działa ze wspolnej anteny, nie koniecznie polsatowskiej, nie wiem nawet jakiej. No, ale skoro miałam już przy przeprowadzce wykupiony abonament, nie migłas z niego zrezygnoiwać, nawet by sie nie dałoby, bo musiałabym płacić karę.
Czyli muszę poczekać na „lepsze jutro”
Ciągle na niego czekam i co???

Dobrego wtorku życzę

ostatnie pożegnanie

 

 

 

Dzisiaj o godz 11 na Cmentarzu Podgórskim w Krakowie odbędzie się pogrzeb mojego Przyjaciela ś.p. Janusza.
Niestety ze względów zdrowotnych (nogi odmówiły mi posłuszeństwa), nie będe mogła brać udziału w tej smutnej  uroczystości.
Ale o godzinie 11 zapalę świeczkę u siebie w pokoju i w zadumie będę się modliła za duszę Janusza, prosząc o jego wieczną szczęśliwość, a potem w myślach będę na Podgórskim Cmentarzu przy Jego grobie.
Może kiedyś, gdy zrobi się na tyle ciepło, że moje nogi będą już działały normalnie, pojadę z Alką na Podgórze, aby tam złozyć kwiatki na grobie Janusza i zapalić mu znicz.
Przykro mi, że na tej dzisiejszej smutnej  uroczystości nie będę obecna , ale rozum podpowiedział mi takie właśnie rozwiązanie.

Wczoraj kotek chyba się obraził na mnie, w każdym razie nie b ył taki łaskawy, a nawet…ugryzł mnie lekko, bo lekko, ale jednak ugryzł w policzek.
Pewnie dlatego, że mie pozwoliłam mu spokojnie spać. tylko go głaskałam, a gdy sie nachyliłam nad nim on łaps mnie za policzek.
Chyba sam sie zdziwił tym, co zrobił, bo na mnie popatrzył tylko, zwinął sie w kłębek i …przespał całe popołudnie. Ale taka jest kocia natura, czas na pieszczotki tylko wtedy, gdy kotek na nie ma ochotę. Niech człowiek nie narzuca kotu swojej woli!!!
A zresztą z kotkiem spędzę jeszcze tylko dwa dni, dzisiejszy i jutrzejszy, a pojutrze zgłosi się po niego jego własciciel.
Jestem ciekawa, jak będzie wygladało ich powitanie, czy kotek ulegnie pokusie pieszczot, czy pokaże, ze jest na nich obrażony, że go pozostawili, co prawda nie w samotności, ale kednak na trochę porzucili.
No i znów kotek będzie musiał się przestawiać na nowe warunki, taki to już ten koci los.
Ale fakt, że był chyba najbardziej  obfotografowanym kotkiem na Face Booku, czyli stał się przez to  bardzo sławny:-)
A może kotek już czuje, że to są ostatnie 2 nasze wspólne dni i dlatego jest nieco mniej skory do zabaw i pieszczot? Nie chce za bardzo się do mnie przyzwyczajać?
Jak myślicie, będzie za mna tęsknił? Bo ja za nim chyba tak…..

Poniedziałel rozpoczął się słoneczkiem i oby tak przez cały tydzień nam pozostało.
Zimo, idź sobie PRECZ!!!

Dobrego poniedziałku i całego tygodnia.
Może obejdzie się bez jakiejś grubszej politycznej afery, chociaż  ostatnio każdy dzień rządzących jest coraz bardziej butny i arogancki.
Wczoraj była w Warszawie Manifa anty aborcyjna,  czyżby kobiety po zimie się obudziły nareszcie????
A kiedy przyjdzie pora na pobudkę reszty Polaków????

Kot rozrabiaka

 

 

Nawet dziwiłam się, że do tego czasu kot jeszcze mi nic nie zniszczył, ale wszystko ma swój kres.Dzisiaj kochany koteczek urzędował w doniczce i nagle spłoszony moim psik szybko z niej wyskoczył, przy okazji moją kamienną doniczkę zrzucając na ziemie i rozbijając w drobny miał.
Ale się obydwoje zdenerwowaliśmy, ja na kotka, kotek na swoją psotę, a potem na miotłę, którą wniosłam do pokoju, aby skorupki z doniczki pozbierać Nie wiem, pewno się bał, że go tą miotłą przez grzbiet zdzielę, ale przecież mu to nie groziło, kto by chciał uderzyć tego słodkiego łobuziaka??
Patrzył tylko zza drzwi, jak sprzątam po  nim, a potem jak gdyby nigdy nic przyszedł do mnie, wskoczył mi na ramię i się do mnie przytulał, jakby chciał powiedzieć, no przepraszam, ja naprawdę  nie chciałem, tak jakoś wyszło…samo się zdarzyło……No i jak tu się gniewać na tego przymila-ka, nie można, po prostu nie można.
Tym bardziej, że kwiatek nawet nie ucierpiał, nawet się nie nadłamał, ani nie połamał, a doniczka…..rzecz nabyta, będzie nowa.
Dzisiaj mieliśmy z kotkiem odwiedziny Darki i Macka. Oczywiście sunia  Sisi tym razem nie mogła odwiedzić Ciotki Ewy, bo na pewno z kicią by się nie zgodzili.
Kotek na początku był nieufny, ale kawałek kiełbaski przekonał kicię do Darki,  Maciek już nawet nie musiał niczym kocię przekupywać, sam kotek do niego ufnie podchodził.Wyraźnie mój kotek lubi męskie towarzystwo, dwa dni temu Kaziu, dzisiaj Maciek, może więcej panom wierzy? Bo z kobietami to przecież różnie bywa, bywają humorzaste…..
Potem z Maćkiem i z Darką zastanawial8iśmy się, jak unowocześnić moje mieszkanko, na przykład zmieniając ogrzewanie z elektrycznego na gazowe.
Ale… gdy nie wiadomo o co chodzi….chodzi o pieniądze.
Taki remont ogrzewania i łazienki musiałby mnie kosztować około 30 tysięcy złotych, takiego kredytu biednej emerytce nie da żaden Bank.
A na sponsorów raczej nie ma co liczyć, każdy teraz ciuła grosz do grosza, bo i wydatki są coraz większe.
Pieniądze, ach te pieniądze….
Więc znów muszę zagrać w Totka, ale jak dotąd szczęścia nie miałam, wiec czemu nagle teraz by się do mnie miało uśmiechnąć??
Jest jeszcze jedna możliwość, bardziej realna, ale do tego musiałabym zmobilizować całą rodzinę, a nie jest to wcale takie łatwe.
Nie będę tu wdawać się w szczegóły, Ci z Rodziny, którzy czytają mój blog, świetnie wiedzą, co mam na myśli.
Tylko to jest tak, każdy z nas czeka, aż ktoś inny to załatwi, a czas ucieka, pieniądze też…….
I znów powiem: pieniądze, ach te pieniądze……
A zresztą, gdyby mi jakas większa gotówka wpadła do kieszeni, to… nie wiem, czy nie pomyślałabym o innym, już własnym mieszkaniu.
Co prawda tu, gdzie mieszkam jest mi dobrze, okolica świetna, wszędzie blisko, ale co swoje, to swoje.

Przyszło ocieplenie, co wyraźnie nawet w moim mieszkaniu daje się odczuć. Nawet brama odmarzła nieco i  jest domykana, więc ten chłód nie przenika tak przeraźliwie przez ściany, no już nie mówiąc, że śpię prawie że na zapiecku, jak ongiś. Co prawda ongiś zapiecek był miejscem umieszczonym, między piecem a ścianą, a ja mam tapczanik koło pieca, a nie pomiędzy, ale jest mi wyraźnie o wiele cieplej. Kotek też trochę działa na zasadzie kaloryferka….

No i słonko dzisiaj radośnie świeci, nie jest źle. Jeszcze co prawda temperatura jest na minusie, ale….

Dobrego niedzielnego popołudnia życzę.

A dla dzisiejszego Solenizanta  Kazia i tutaj dzisiaj kwiatuszki zamieszczam 🙂

 

 

jeszcze tylko 5 dni….

 

 

Czas szybciutko mija, dwa tygodnie już prawie że zleciało jak z bicza strzelił.
I ???????…..no właśnie w srodę przyjeżdża po Kicię Ksawer i zostane sama.
Smutno będzie, nie ukrywam, że okropnie do kotka się przyzwyczaiłam, ale do tego kotka, innego nie chcę. Nadal podtrzymuję swoją decyzję : zadnegop zwierzaka w domu!!!! Za bardzo szybko do niego sie przywiązuję.
A Banzaj, pseudo Bandziorek – Rozzrabiaka jest taki słodki i kochany, a co najważniejsze on naprawdę rozumie, co do niego mówię.Fakt, sporo z kotkiem rozmawiam. Można to nazwac rozmowa, bo on też po swojemu mi odpowiada swoim miauuuu.
Są tylko dwa małe uytudnienia, pierwsze to to budzenie nad ranem, gdy kotek jest akurat już całkiem wyspany i zbiera go na dzikie harce, a drugie utrudnienie jest bardziej przyziemne, znaczy, sprzatanie jego kuwety. Przyznam, do przyjemności to nie nalezy, a kotek w swojej toalecie musi miec czyściutko, inaczej strasznie rozsypuje żwirek po całej łazience i wtedy mam dodatkowa porcję sprzatania.A poza tym sa same przyjemności, największa jest to przytulanie się kotka , który dodatkowo rozdaje jeszcze całuski. Bo to jest bardzo całuśny kotek, naprawdę.
Wczoraj ja i kotek mieliśmy gościa – Kazia. Myślałam, że kot ptrzez cały czas wizyty gościa będzie sie ukrywał i tak rzeczywiście było na poczatku, potem kocias ciekawość zwycieżyła, najpierw nieśmiało spozierał na Kazia przez szparę w drzwiach, potem podszeł do gościa i go sobie po kociemu powachał, no a na końcu…. przekupny ten kotek jest niesamowicie, bo gdy na palcu Kazia dostał od niego troszkę śmietany z ptysia, łakomstwo zwyciężyło. Był nawet moment, że kicia wskoczył na kolana Kazia, ale gdy przekonał się, że śmietanka juz się skończyła poszedł w swoją stronę.
Taki Łobuziak z tego kotka jest.
Ostatnio największą zabawa sa dla niego moje kwiatki, ale on świetnie wie, że ich mie wolno niszczyć, tylko ten zew natury…jest silniejszy niż koci rozsądek. Ale tylko powiem  a psik i juz, kotka nie ma na kwiatku. Biedne moje roślinki będa musiały odchorowac pobyt kotka.

Dzisiaj z wielka zgrozą  przeczystałam,  że po ostatnim ostrym konflikcie z Unią  PIS przygotowuje się do…POLBRIX-u.Strach padł na Polskę, co te BAŁWANY z naszym krajem wyrabiają

Dla jednego małego karłowatego Konusa chcą narażać na wielkie niebezpieczeństwo nnasz kraj, aby zadowo;oć  chorobliwe EGO jednego pospollitego posła.
POWIEDZMY ZDECYDOWANIE  N I E !!!!
Ta wiadomość mnie dobiła, ale moze  nie będzie jednak qż tak źle?????

Ach ten Bandziorek

 

Kotek dostał nowe imię : Bandziorek.
Łobuz z niego i tyle. Kto to widział po piątej eano pobudki robić?
Kotek o tej godzinie jest juz całkowicie wyspany, więc zaczyna swoje poranne harce, coś tam po podłodze toczy, na przykład znaleziony długopis, jakiś mebel przesunie i…. koniec mojego spania. Tylko, że potem kotek spokojnie znów sobie pójdzie na drzemkę, a przede mna niedospany cały dzień.
Wczoraj Bandziorek wyrwał mi sadzonkę z mojej Juki i miał wspaniałą zabawę. Oczywiscie obraził sie na  mnie, gdy na niego troszkę nakrzyczałam, ale chyba ten łobuziak mnie jednak lubi, długo na szczęście  urazy do mnie nie trzymał. Już po chwili patrzył, jakby tu jeszcze troszkę napsocić.
Więc Bandziorek wcale nie jest taki słodki, jak ten kotek powyżej, ale trzeba przyznać, że jest bardzo przymilny, uwielbia  jeździć na moim ramieniu, co czasami komplikuje mi niektóre czynności. Bo jak z kotkiem  ma szyji robić sobie kawę, o porannej toalecie nie wspomnę nawet???Pewnie odetchnę z ulgą, gdy kotek sobie już do swojego domku powróci, ale na pewno będzie mi go brak.

Mróz i Pis nadal mocno trzymają i obydwoje są przyczynami moich frustracji

Tylko mróz wkrótce przeminie, Pis nie.  Ma się coraz lepiej przy aplauzie Prawdziwie Radosnych Polaków. lubiących łomot i trzymanie za mordę.
Co się jeszcze musi stać, żeby się to zmieniło??
Ja już przestałam w jakąkolwiek zmianę wierzyć, ani  w tę dobra, ani w  tę niedobrą.
Zresztą w dobrą zmianę od razu nie wierzyłam, wiedziałam, że to tylko populistyczny szwindel.

Dobrego piątku