…. na talerzu leży pchła. Kto pierwszy krzyknie, ten pchłę łyknie.
Była kiedyś, przynajmniej w moim dzieciństwie taka wyliczanka.
I dzisiaj ta wyliczanka tez jest aktualna, nie tylko dzisiaj, ale i jutro, bo dotyczy ciszy wyborczej.
Czyli dzisiaj sobie trzeba zasznurować ten niewyparzony mój język i……. poczekać cierpliwie do niedzieli wieczór, wtedy będę mogła dać sobie znów upust.
A potem już cały rok przede mną niesznurowania moich ust, aż do następnej ciszy wyborczej. Ale sobie poużywam wtedy 🙂
Ta cisza pewnie nie wszystkich dzisiaj obowiązuje, jest tylko tam, gdzie odbywa się jutro druga tura wyborów, ale Kraków własnie do takich miast należy – jutro będziemy głosować na nowego prezydenta naszego Grodu.
Co prawda nie bardzo rozumiem sens takiej ciszy, ale do niej się stosuję.
W końcu nie jestem Rockefellerem, żeby z kieszeni wyjmować pieniądze i karę za niesubordynację płacić. Co to to nie.
Jakoś w końcu bez politykowania wytrzymam.
Tak więc dzisiaj znów musiałam rozpoczynać dzień w środku nocy, bo już o 7.30 muszę stawić się w moim Lokalu Wyborczym i przygotować wszystko na jutrzejszy dzień.
Ale co to w sumie jest za różnica, teraz gdy normalnie wstaję koło 7 rano i tak jeszcze jest prawie ciemno, no dobrze, może nie tak jak dzisiaj było o 5.30, ale poranne zajęcia i przygotowania do wymarszu zajmują mi tyle czasu, że nawet nie mam kiedy nad tym problemem się zastanowić.
Trzeba było bez gadania wstać, kawki się napić, bo inaczej dnia się nie da rozpocząć.
Dzisiaj nie jest znów tak źle, bo zawsze popołudniu będę mogła trochę się zdrzemnąć, gorzej będzie jutro, gdy cały długi dzień bez możliwości drzemki będę na nogach, od środka prawie nocy aż do późnego wieczoru, prawie, że nocy, bo przecież z wyborów wrócę dopiero po 22 i jeszcze będę musiała pooglądać troszkę wiadomości sondażowych dotyczących własnie tego, kogo dzisiaj wybraliśmy, nie tylko w Krakowie, ale i w Gdańsku i gdzieś tam jeszcze.
Ale tym będę się martwiła dopiero jutro!
Najważniejsze tylko, żeby deszcz dzisiaj za bardzo nie dokuczał, Co prawda nie zapowiadają dzisiaj jakiejś ulewy, ale na pewno nie będzie to tak piękny i bardzo cieplutki dzień jak ten wczorajszy, oczywiście wizytą w Parku zwieńczony.
Teraz po prostu trzeba wykorzystywać każdą chwilę, każdy promyk słoneczny , bo nie wiadomo, jak długo taka nadzwyczajnie ciepła jesień będzie trwała.
Przeważnie o tej porze pada deszcz, nawet czasami i deszcz ze śniegiem, a tu masz pogoda nadal nas rozpieszcza.
I tak po prawdzie, z bardzo małymi przerwami, trwa już to ciepełko od początku kwietnia, bo jak pamiętacie, ta prawdziwa wiosna w tym roku przyszła bardzo wcześnie. A po niej nastąpiło również mało w Polsce spotykane upalne całe lato.
Właściwie każdy chyba, kto brał urlop w tym roku był z niego zadowolony, mógł go spędzać niekoniecznie w ciepłych krajach.
No a jesień? Też nie można narzekać, co prawda było kilka dni, w których przejściową kurtkę ubrać musiałam, bo dni były nieco chłodne, nawet temperatura osiągała nieco poniżej 10 stopni C, ale ani razu nie trzeba było ubierać ciepłych czapek, czy rękawiczek, nie trzeba było szalikami szyi otaczać.
Tak więc narzekać nie ma co, trzeba będzie tylko ewentualnie z pokora przyjmować zimniejszą porę roku, która na pewno w końcu do nas zawita.
Ale jak na razie na ogół jeszcze zapowiadają słonko, hurrra, oby tak było jak najdłużej!
Chociaż rozpieszczeni tymi temperaturami na pewno będziemy czuli się nieco skrzywdzeni, szczególnie takie zmarzluchy jak ja.
Jak sobie przypomnę te koszmarnie zimne dni styczniowe, gdy marzłam mimo, że ubrana byłam w trzy swetry, aż ciarki mi po plecach przechodzą.
A może tej zimy nie będzie aż tak źle?
Chociaż z drugiej strony takie ocieplenie klimatu wcale dla naszej planety nie jest dobrym wyjściem.
Zachodzą wtedy specyficzne zjawiska pogodowe, powodujące zmiany na rozległych obszarach, na przykład powodują topnienie lodowców i w związku z tym nie tylko następuje wzrost poziomu morza, zaburzający zmiany stosunków wodnych na lądach m powodujących powodzie, potopy i przemiennie susze, które z kolei mogą przynosić negatywne skutki chociażby w rolnictwie, zostaje zaburzony więc cały proces ekonomiczny dla ludzi i dla zwierząt.
Oczywiście odbija się to też na występowaniu różnych zaburzeń klimatycznych działających negatywnie na nasze życiowe funkcje. Wiele osób niestety źle te klimatyczne zmiany przyjmuje i wiele osób choruje.
Ale i tak raczej nie ma co liczyć na to, że u nas w Polsce będzie aż tak gorąco, że zaczną na drzewach cytrusy, figi, daktyle, czy inne południowe owoce rosnąć. A szkoda……..
Ale właściwie, to mamy prawie przez cały rok wspaniałe jabłka, które są przecież źródłem wszelakich witamin i są naprawdę bardzo dobrymi i zdrowymi owocami.
No to się troszkę dzisiaj „wymądrzyłam” teraz idę spełniać swój obywatelski obowiązek.
Miłej i jednak słonecznej soboty życzę
